Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Czy moje małżeństwo przetrwa
Autor Wiadomość
marioviola
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-27, 18:00   Czy moje małżeństwo przetrwa

Witam wszystkich,
Moja historia jest zapewne taka jak wiele innych....
Od 11 lat byłem szczęśliwy z moją Ukochaną, wszystko układało się wręcz świetnie. Byliśmy nierozłączni, wpatrzeni w siebie, świata poza sobą nie widzieliśmy. W czerwcu zeszłego roku wzięliśmy ślub i myśleliśmy, że szczęście nas nie opuści....
Ale nadszedł gruszień 2007, ja musiałem słóżbowo wyjechać za granicę, niestety nie mogliśmy spędzić wspólnie z Żoną naszych pierwszych Świąt i Sylwestra jako małżeńśtwo.
Po moim powrocie, i po długiej rozmowie, Żona powiedziała, że ma kogoś....
Że się zakochała. To był dla mnie szok. Nie potrafiłem się pozbierać, myśli chaotycznie krążyły po głowie.." za co, dlaczego", Postanowiłem walczyć o nasze małżeństwo i miłość, choć jak mi się do dziś wydawało ona wciąż w nas jest. Zona nadal ciągle mówi, że mnie kocha i nie widzi życia beze mnie.Po wielu dyskusjach, przepychankach słownych, tłumaczeniu Jej, doszedłem do wniosku, że sytuacja jest bardziej skąplikowana niż sądziłem. Miałem nadzieję, że to tylko przelotny romans, ale to rozwija się coraz bardziej. Nie chcę od niej odchodzić, bo bardzo Ją kocham i jeszcze mam nadzieję , że wszystko się ułoży Próbuję od tamtej pory ratować nasz związek, ale poza małymi wzlotami nic na razie się nie zmienia.
Dziś przeżyłem kolejny koszmar.Gdy wydawało mi się,iż zaczynamy się znów do siebie zbliżać, Żona napisała smsa do tego człowieka kończąc zdaniem: "mój przar przyszły mężu"...
Oczywiście zaczęła się tłumaczyć, że to nie tak itp. A ja straciłem wszelkie zaufanie do Niej.
Nie wiem, co robić, nadal wierzę w nasz związek i bardzo, bardzo ją kocham....
Może ktoś był w podobnej sytuacji?
Pozdrawiam - Mario
 
     
atama
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-27, 18:20   

Marioviola...większość z nas tutaj ma podobne sytuację.....
Bardzo Ci współczuję....bo boli....oj boli....i może jeszcze długo....
Trzeba ten stan przeżyć, przetrwać i już, nie ma innego wyjścia....
I tak jak większość z nas....zacząć na nowo....ale od siebie....
Jak odzyskasz spokój....możesz na nowo zachwycić żonę....., ale trzeba się liczyć z tym, że to baaaaardzo długa droga...
Na żonę nie masz wpływu i żadne argumenty na pewno nie dotrą, a tym bardziej atak i próba zmiany jej postępowania....więc odpuść...

Pozdrawiam
a
 
     
marioviola
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-27, 18:28   

Dzięki Atama,
Nie odpuszczam, pragnę i staram się być dla Niej najleprzy jak tylko potrafię. Zachwycić Ją, oczarować ..........Choć czasami zamęczam pytaniami i wałkuję ten temat............ może trochę mi się udało. W czwartek, Żona powiedziała, że sie we mnie troszkę zakochała, ale to w niczym nie zmienia sytuacji. Jest jeszcze ciężej i trudniej nam obojgu..........
Pozdrawiam - M
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-27, 20:48   

Zona nadal ciągle mówi, że mnie kocha i nie widzi życia beze mnie
....i myślę że tak jest.......jeśli jednak to prawda i skoro dotąd wszystko układało się świetnie......... to dlaczego? :-/
Starasz się ,zachwycasz, czarujesz i słyszysz...troszkę się w Tobie zakochałam.....a wczesniej...żyć bez Ciebie nie moge.
Marioviola...niewiem jak to z Wami dokładnie jest, ale pachnie mi tu jakąś zabawą i niedojrzałością niestety.
To jak zabawa w kotka i myszke, ja będę uciekać,a Ty mnie goń....hm
Może zamiast tych przepychanek i tlumaczenia nieco stanowczości?
 
     
marioviola
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-27, 21:07   

Witaj Lena,
Też sie nad tym zstanawiam.
Jak z nami jest..... Znamy się tak dlugo i tyle o sobie wiemy, że rozumiemy się bez słów...... I może tu tkwi problem, byliśmy się jak stare dobre małżeństwo. Nie twierdzę, że jestem bez winy.Kiedyś zapomniałem o tym co to randka z moja wówczas narzeczoną, bardziej zależało mi na zapewnieniu nam stabilnej przyszłości, choć zawsze byłem czuły. Może zbyt przewidywalny, nie zaskakujący szalonymi pomysłami......... Do naszego związku wkradła się rutyna...........
I teraz, gdy trochę za pózno, to zrozumiałem. Staram się nadrobic to, o czym nie pamiętałem :-(
Co do stanowczości, próbowałem, kiedyś zagroziłem, że odejdę......
Było wiele płaczu i ...........przykro o tym mówić histeria mojej Żony....... stwierdziłą, że mnie znienawidzi................
Sytuacja jest nazbyt skąplikowana, nie chodzi tylko o nasz związek, lecz także o naszych Rodziców, o ich choroby i nasze rozdrapy z tym związane. To jednak zupełnie inna historia do opisania.....
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-27, 21:21   

....a nie mówiłam .....zabawa w kotka i myszke jak w "buzie" strzelił ;-)
Nic nie jest za późno !!!
To że o stabilną przyszłość dbałeś bardzo się ceni, znaczy sie odpowiedzialny byłeś......a szalone pomysly?....no cóż ...nie muszą być aż tak szalone,ale bardzo mile przez nas widziane.
Marioviola(jejku ale dziwny nick wybrałes)....zdecydowanie stanowczość.
Jesli chodzi o rodziców to troche tego jest na forum.
 
     
marioviola
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-27, 21:34   

Wiem, dziwny nik, ale związany z moją profesją ;-)
Co do Rodziców, to obydwoje nie chcemy ich zranić, i jeśli wszystko sie dobrze ułoży nie dowiedzą się. Ale do rzeczy, mój Teśc jest bardzo chory od 5 lat, do tego przyplątała sie depresja. Zasze był autorytetem dla mojej Żony. Teraz, przy tej chorobie psychicznej, robi rzeczy, o których nikt nie chciałby słuchać, ani czytać. Natomiast ten nowy ktos, jest od nas o 20 lat starszy, imponujej Jej wiedzą i ...........się w nim.............zakochała...........Nie wiem na ile jest to zauroczenie, mam nadzieję , że przeminie...........
A zabawa w kotka i myszkę pewnie jest, ona cos, to i ja muszę poczekać ( tak mi kiedyś powiedziała).Ale przy tym wszystkim dalej Ją bardzo kocham i wierzę w to, że sie opamię ta i wróci.
Nie są dziłem, że bę dę miał w sobie taką siłę aby wytrwać w tej sytuacji i mieć jeszcze nadzieję.........
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-27, 21:54   

hm...mario to mnie sie z grą kojarzy, a Viola z babom i fryzjerstwem ;-) ...w połączeniu żeński przypadek raczej :lol:
Mario.... ułoży sie, jesli weźmiesz sprawy w swoje silne męskie ręce...tak mysle, ale dajmy głos pozostałej częsci forumowiczów, zwłaczcza panom. Nałóg pilnie wzywany :!:
20 lat...rety...widzi mi sie,że taty szuka, nie męża.

Nadzieja umiera ostatnia mario..., nie pozwól na to, bo wraz z nią i człowiek umiera.
 
     
marioviola
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-27, 22:16   

Tak ,dobrze Ci sie kojarzy, a viola to po wlosku altówka-instrument muzyczny ;-)
Nie pozwolę , żeby nadzieja umarła, jeśli tyle przetrzymałem, to chyba nie na próżno...........tak myślę. Poza tym, gdyby to wszystko miało się rozpaść, to dlaczego nie przed ślubem :?: Zarzem jestem twarody, bo znam swoja wartośc, nie pozwolę sobie robić "wode z mózgu", i nie, bo zależy ni jak niewiem co na mojej Żonie :!:
I tu tkwi cały problem........... Gdybym nie kochał Jej tak bardzo, chyba byłoby prościej.
Może szuka nowego"ojca" a ten facet, który zreszta był na naszym ślubie i podwał sie za naszego dobrego kolegę, nie ma za grosz klasy i honoru..............To mnie bardzo boli, że Zona na początku traktowała go jak mękołę, który się do nas pzryczepił, a teraz to ktos wyjątkowy................ Ale życie sprawia niespodzianki :-/
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-27, 22:38   

Mario.... mąż mi podpowiedział(co chłop to chłop)....pewnie muzyk, albo z muzyką związany ;-)

Dobrze myślisz i tak trzymaj....miłującym mężem i obrońcą swego stada masz być.
....tak mi jeszcze na myśl przyszło.... co z Jej mamą....może tu warto zwrócić sie po pomoc?

Zmykam tymczasem.....spokojnej nocki :-)
 
     
marioviola
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-27, 22:44   

Mama ma bardzo duże problemy z Ojcem, nie chcę Jej obciążać, przynajmniej na razie.
Tobie również życze spokojnych snów :->



[ Dodano: 2008-04-29, 20:06 ]
I znów nic, mam mętlik w głowie, taki wniosek nasuwa mi się po długiej dyskusji z Żoną. "Bardzo Cię kocham i życia bez Ciebie nie widzę, wrócę na 100%, ale.............nie naciskaj, nie męcz pytaniami. Jestem rozdarta............
A ja ten głupi, zakochany, nie potrafie odejść :cry: nie potrafię i nie chcę!!!!!!!!!!!
Cały czas mam nadzieję i wierzę............
Ale to popapranie.............
Pozdrawiam wszystkich - M.

[ Dodano: 2008-05-01, 16:48 ]
Tak sobie myślę................skoro ja kocham i Żona mnie kocha to po co to wszystko..................przecież mogło sie to wydarzyć przed ślubem i ...............byłoby prościej, chyba.....................
Wierzę, że dzieje się to po coś........... i nasze małżeństwo przetrwa..............Żona chyba też w to wierzy......................
Pozdrawiam ierwszomajowo - M

[ Dodano: 2008-05-02, 11:19 ]
Ciężko budzić się rano samotnie, gdy wiesz że ukochana osoba jest z kimś innym.........
Łzy leją się jak grochy, tęsknota zjada od wewnątrz.......... Przyjaciel powiedział, że umieram z miłości i chyba to prawda...........

Ale gorąco modlę się i wierzę, Jezus Chrystus mnie kiedyś wysłucha.....
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 8