Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Sakrament małżeństwa - Moje trudne małżeństwo

Anonymous - 2008-04-19, 11:52
Temat postu: Moje trudne małżeństwo
Jestem samotny choć nie sam, a wkrótce i to może się zmienić.
Anonymous - 2008-04-19, 15:37

tomijw........... zacząć od siebie.Popracować nad sobą,poszukać "narzędzi z instrukcją obsługi".Polecam wykłady i ksiązki Jacka Pulikowskiego, ksiązki ks.Piotra Pawlukiewicza.
Wiesz............. nie nie obórzaj sie na mnie z to że pisze Ci o zaczęciu od siebie....... tak to juz jest.
Zmieniaj siebie a pod wpływem Twoich zmian zmieni sie Twoja żona,twoja rodzina.Na siebie masz wpływ,na to co robisz,co zrobisz........na żone już dużo mniejszy.
I taka jeszcze jedna prawda:człowieka żónę /męża należy kochac,nie używać.Rzeczy sie używa,nie człowieka.
A seks często jest wyrazem uzywania a nie miłość. A do tego potrzebna jest miłość,szczególnie u kobiety.Kobiety to inne stworzenia,piękne ,wrazliwe i czułe na uczucia,na miłość
Pogody Ducha

Anonymous - 2008-04-20, 15:47

Seks to taki trudny, śliski temat.....Jedni mówią, że jest ważny, inni , że ważny ale mozna bez niego zyć....
Jak to jest Tomi ? Czy byliście razem u lekarza? u seksuologa? ...tak sie ratuje.....szuka się....co , dlaczego, jaka przyczyna, jak naprawić ? Czasem potrzeba czasu, czułości , cierpliwości....wielu prób i nie zniechęcania się.
Zaczij od siebie ! Dowiedz sie co było przyczyną....Trudno uwierzyć, żeby sam problem z seksem rozwalił związek...aczkolwiek różnie to w życiu bywa .
Zacznij od siebie ...zadbaj o siebie....o swoje zdrowie i samopoczucie. Jesteś człowiekeim, jeszcze pozyjesz..a życie nabierze kolorów jak sam sobie je ułożysz, bo nikt tego za Ciebie nie zrobi !
Poszukaj sobie modlitw...poszukaj wspieraczy, pomagaczy....poszukaj seksuologa i księdza...pogadaj , nie odpuszczaj....dowiedz się. Powodzenia i glowa do góry ! Dobrze, że jesteś !! EL.

Anonymous - 2008-04-20, 20:33

w sprawach seksu nie wypowiadam się - jestem na głodzie ;-)
ale mój duchowy podtrzymywacz twierdzi, że organ nieużywany zanika ;-)

tomijw napisał/a:
Nie zatrzymuję jej , bo kocham ją i może jej się uda. Ja już więcej nie moge jej dać,mam tylko do zaoferowania zranioną duszę, wybaczenie i smutek. Nie zatrzymuję jej bo nasze życie jest puste, boodrzuciła wszystkie propozycje naprawy naszego życia, bo nie potrafimy się cieszyć sobą mimo zapewnień o wzajemnej miłości. Wiem, że nie wróci, że uda się jej i będzie szczęśliwa.


Sem pomyślałam, że podobnie powiem w sądzie. To pierwsze zdanie może nawet zacytuję. Bo z drugim miałabym problem - znaczy się z wybaczeniem hm :-?

tomijw napisał/a:
Tylko co ja mam zrobić ze swoim życiem.


Oto jest pytanie!
Ja szukam odpowiedzi testując hehe - próbuję robić to, co uważam za warte zrobienia i koniecznie, co sprawia mi przyjemność i radość. Spróbuj. Hm. Może z tych cząstek jakaś się wysnuje podpowiedź?
Jak znajdziesz odpowiedź pierwsza jestem w kolejce do zapoznania się z nią;-)

Trzymaj się tomijw - teraz trudne dni dla Ciebie. Jak dobrze, że czas mija :!:
Mam nadzieję, że za kwartał doniesiesz mi uprzejmie, że boli mniej i jest lepiej, choć gorzej - trzymaj się.

Anonymous - 2008-04-26, 20:26

Odeszła.
Nie potrafię o niej nie myśleć. Pusty dom i ta przerażająca cisza.
Nocami nie mogę zasnąć. patrzę na puste miejsce obok........
Straciłem wszystko co miało dla mnie wartość.
Nawet upić się nie mam ochoty żeby zapomnieć o bólu.

Anonymous - 2008-04-27, 11:05

Łoj jak dobrze, że upić się nie masz ochoty uff - jeden problem z głowy

Nie pocieszę Cię - teraz przez czas jakiś (osobnicze to jest jaki hm)
nie będziesz spał
nie będziesz jadł
nie będziesz miał ochoty na nic albo jeszcze bardziej nie
i rozpamiętywał będziesz
i płakał i krzyczał lub krzyczał wewnątrz bezgłośnie

no ogólnie niewesoło będzie

hm

i pozwól sobie na to

żeby mnie nie zbanowali za to zalecenie, to wyjaśnię co poeta ma na myśli:
- nie tak do końca, znaczy się nie zewnętrznie - bo zewnętrznie, to weź się w garść człowieku, znaczy się zmuś się wbrew sobie do czynności życiowych i do wyłażenia z chałupy, bo bez tego popłyniesz, a jak się zmusić nie potrafisz to do lekarza marsz - wielu z nas tu psychotropy łykało dla zachowania życia i zdrowia - czasem trzeba i to żaden wstyd, a ratowanie życia jest

ale wewnętrznie sobie pozwól czuć żałość i ból i złość i i i
i wszystko co tylko czujesz
bo to trudny czas

a w ramach zmuszania się pogadaj z nami - może z chłopakami na privie?
może odśwież zapomniane dyrdymalskie wątki o wszystkim i o niczym?
może popitol w więźniu (znaczy się w boxie)
mnie to pomaga - wypłaczę się, wyzłoszczę, głupot popiszę i jest mi lżej,
a to następnego dnia znika
wiesz? znika po prostu - jak znikają i słabną moje złe nastroje
mimo że sytuacja się nie zmienia
mimo, że coraz gorzej zewnętrznie nawet jest
to jednak
czasem
uśmiecham się do siebie w olbrzymim pustym łożu które kiedyś madejowym mi się zdało - w chwili gdym się dowiedziała; w dniach tygodniach gdy odszedł
a teraz lustro mile oddaje mi uśmiech
sama samotna itd - straciłam wszystko co miałam najcenniejszego - też tak mogę powiedzieć - bo tak jest - i u mnie to się nie zmieni
ale jestem
jestem
jestem

bądź

Anonymous - 2008-04-27, 12:03

Tak wiem muszę się trzymać, ale po co?
Chiałbym, żeby wróciła. Żeby wróciła z tymi swoimi wszystkimi pretensjami o głupoty. Chciałbym zobaczyć znów uśmiech na jej twarzy
Nie umiem żyć dla siebie, ona nadawała sens mojemu życiu, miałem o kogo się troszczyć, a teraz nic tylko pustka. Zaglądam na pocztę, ale tam pusto. Telefon milczy.Za oknem też pusto. Ciągle myśłę o niej......

Anonymous - 2008-04-27, 12:45

Tomij sasanka ma rację.... jest terazczas na bol, na rozpacz, krzyk, zniechęcenie... tak juz jest, to ludzkie, nornalne... nie mów, ze nie masz siły... nie masz jej terazdzis, w tej chwili... ale za godzinę, za dwie, dzien, tydzien... znowu bedziesz miał siłe... musisz trwac... wiem, jak bardzo ciezko jest sie pogodzic z tym jak ktos drugi mówi, ze nie kocha, mowi, ze nie ma juz sensu walczyc o związek... wiem... ale to ze bedziesz rozpaczac, drapacrany nie sprawi, ze poczujesz sie lepiej... postarj sie, choc postaraj pogodzic z tym co sie dziej... to trune, to piorunsko trune, ale nie niemozliwe... mi tez jest trudno, prawie kazdemu z nas tu na forum zdarzają sie upadki, kazdy z nas ma juz dosc... ale nastaje nowy dzien i znowu jest chęc walki o wspolmałzonka... trudne to wszystko... ale widocznie jest po cos... po cos czego w chwili obecnej nie rozumiemy, czegos z czym sie nie zgadzamy i chcielimysmy by było jak dawniej, jak kiedys, jak wtedy gdy kazdy z nas miał szczesliwa rodzine... w moim przypadku rodzina owszem była.. wymarzony mąz, mieszkanie, praca... ale nie było w tym wszystkim Boga, nie bylo tych najwazniejszych wartosci... chyba musiłao zdarzyc sie to co sie stało bym zrozmiała co tak na serio w zyciu powinno sie liczyc... ze to nie mąz powinien byc bozkiem... był czas na bunt gniew na Boga, dalej jest ale juz chyba mniejszy... Tomij dasz radę, tuylko daj soebie czas...
Anonymous - 2008-04-27, 13:05

Pewnie masz rację. Ale nie rozumiem po co i jak żyć samemu. Po co wracać do pustego domu, wiedząc , że nikt nie czeka. Po co walczyć o kolejny dzień? Dla samego siebie?
Dam sobie radę bo muszę. Nie umiem żyć dla samego siebie. Najgorsze są wolne dni. Tyle wspólnych lat, tyle wspomnień o których nie da się zapomnieć. Tyle wspomnień i ten ból.

Anonymous - 2008-04-27, 16:17

Znam ten ból-sama go w tej chwili przeżywam.Mój mąż wyprowadził sie 26 kwietnia i nadal jest mi cholernie ciężko i jeszcze do tego muszę szukać pracy...masakra.A po drugiej stronie "medalu"(czyli stronie mojego męża)zupełna obojętność , jakby się bał naszych spotkań których unika, a o które ja już nie proszę bo to nie ma sensu.On sam musi chcieć...
Anonymous - 2008-04-27, 22:46

Tomij... po co? nie wiem... ale przyjdzie taki dzien , ze i odpowiedz sie znajdzie... mi, Justynie i wielue, wielu innym osobom jest cholernie cięzko... bo jest, jest ciezko wracac do pustego domu, do mieszkania, które wspolnie remontowalismy dla nas, do chwil pełnych wspomniec... przeciez nie tak miało byc, przeciez to rodzina miała byc sensem naszego zycia... ale wyszło nie tak... skąd jednak wiesz co bedzie za dzien, miesiąc, rok? moze Twoja zona wróci i nadal bedziecie szczesliwym małzenstwem... tego nie wiesz... moze to jestczas abys cos zroumiał, abys cos zmienił w swoim zyciu... wiem, ze nie jest łatwo, ale kto powiedział, ze będzie... musisz zyc, musisz byc pełen wiary...
Anonymous - 2008-04-27, 22:53

tomijw napisał/a:
nie rozumiem po co i jak żyć samemu. Po co wracać do pustego domu, wiedząc , że nikt nie czeka. Po co walczyć o kolejny dzień? Dla samego siebie?
Dam sobie radę bo muszę. Nie umiem żyć dla samego siebie. Najgorsze są wolne dni. Tyle wspólnych lat, tyle wspomnień o których nie da się zapomnieć. Tyle wspomnień i ten ból.


Mnie za 4-5 lat czeka życie samemu, gdy nikt nie będzie czekał.
A przecież również ciężko znoszę wolne dni, wolne chwile.

Wypełniam je sobie, powolutku coś odnajduję. Cieszę się nicnierobieniem.

I nadal nie bardzo rozumiem po co i JAK żyć samemu.
I tyle wspomnień.
I ten ból.

A znasz inne, równie ciekawe wyjście?
Ja nie.
więc
jak już się wypłaczę
myję twarz
maluję oczy
ubieram się przepięknie
i
chwytam chwilę
jestem
oddycham
smakuję potrawy - wiesz, po pewnym czasie od tej strasznej chwili zaczynają mieć smak
smakuję napoje - wiesz, po pewnym czasie różnią się smakiem
oglądam filmy - wiesz, że nawet filmy o miłości są oki? że nawet te "żyli długo i szczęśliwie" nie drażnią, można się uśmiechnąć przyjaźnie i cieszyć, że im się udało?
rozmawiam z ludźmi - i nie wydają mi się już nudni i nierozumiejący tylko dlatego, że nie chcą po tysięczny i milionowy raz słuchać że on i płakać ze mną
idę ulicą i... i czasem zatańczę niemal - bo wiosna, bo ptaki, bo pięknie jest
nawet jeśli dom jest pusty - piękny jest mój dom, czeka na mnie
nawet jeśli nikt nie czeka - są ludzie, do których mogę pójść i przywitają z uśmiechem
nawet jeśli nie mogę wypłakać się w realu, przytulić - mogę przybiec tutaj lub na priv - i doświadczę przytulenia od ludzi, którzy współodczuwają ze mną

liczę, że wybierzesz ciekawsze rozwiązanie - życie, które jest cudowne, nawet jeśli samotne, cel objawi się w czasie stosownym
ciekawa jestem, jaki jest i będzie cel mego życia
daj znać, gdy Ty odczytasz cel swojej samotności
pozdrawiam

i kiedy nikogo nie ma też można w boxie sobie pogryźmolić - ja tak robię :mrgreen:

Anonymous - 2008-04-27, 23:09

Sasanka.
ładnie to napisałaś, wzruszyłam się.

Anonymous - 2008-04-28, 08:39

Tomijw..........
piszesz:"Tak wiem muszę się trzymać, ale po co?
Chiałbym, żeby wróciła. Żeby wróciła z tymi swoimi wszystkimi pretensjami o głupoty. Chciałbym zobaczyć znów uśmiech na jej twarzy
Nie umiem żyć dla siebie, ona nadawała sens mojemu życiu, miałem o kogo się troszczyć, a teraz nic tylko pustka. Zaglądam na pocztę, ale tam pusto. Telefon milczy.Za oknem też pusto. Ciągle myśłę o niej......"

No własnie :po co? po co masz sie trzymać? puść....... nie trzymaj.......
Ale Ty chcesz sie trzymac wbrew zdawanym puytaniom....... bo chcesz żeby wróciła..... bo jesteś zraniony,masz poczucie krzywdy,zranienia. BO TY CHCESZ ABY WRÓCIŁA.
Piszesz o sensie życia.......o trosce..... a zacznij troszczyć sie o siebie,o swój rozwój duchowy(nie mylić z wiarą),o swoja kondycje fizyczną i psychiczną.Dzis jesteś emocjonalnie pokaleczony....... załamał sie Twój świat wyobrazony,zaplanowany przez Ciebie,a Ty tak go sobie wyobrażałeś........... tak go sobie ułozyłes.......... a tu został poplątany,nie jest taki jak Ty zaplanowałeś...............i krach,i załamanie...........

Sasanka bardzo madrze napisała o emocjach....................

Anonymous - 2008-04-28, 11:01

sasanko :-)

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group