Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
po powrocie
Autor Wiadomość
ryba
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-24, 11:45   

Mirela, amelka00,
Ja też do końca tego nie rozumiem. Choć myślę sobie tak:
nie chcę skupiać się na tym co złe, ani się temu sprzeciwiać, ale myślę więc okazuję moją potrzebę dążenia do lepszego, do naprawy. Okazuję to swoją modlitwą i ogólnie postawą. Przynajmniej mam taką nadzieję...
Czy to jest sensowne?
Np. kiedy mój mąż zaczyna się "czepiać" o bzdety, mówię,że taki rodzaj rozmowy mnie nie interesuje, lub nie chcę z nim TAK rozmawiać. Póki co jest zdziwienie, ale i mniej opryskliwości. :-)
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-24, 11:50   

Tak :)
To wszystko ma być wyważone , spokojnie i cicho , pokornie, bez podnoszenia złych emocji, z większą wyrozumiałością i umiejętnością słuchania, oraz pozostawienia po rozmowie satysfakcji wzajemnej, bo to też ważne z jakimi emocjami konczymy rozmowe.
 
     
Grażynka
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-24, 11:57   

Ryba, moja koleżanka ma na imię Marzena. Ja też już się modlę za ich małżeństwo, będę wdzięczna, jeśli ktoś zechce się do mnie dołączyć.
 
     
Jo-anka
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-24, 12:43   

Mirelka- a napisz jak go roz kochałas w sobie, bo nie doczytałam, albo powiedz gdzie juz to napisałaś. ja wbrew pozorom jeszcze mam nadzieję ze i nam się uda
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-24, 13:08   

:)
Pisałam o tym w postach w świadectwa (prezent) i wędrówka serca.
Powiem tak:
Kiedy chodzę w domu promienna, radosna i rozadje tą miłość kiedy mąż się burzy , jest zły , i nic mu nie wychodzi, a ja jestem cicha, ale radosna ,nawet kiedy mnie obraża. I rzecz się dzieje ciekawa, bo kiedy nie daję się sprowokować do dyskusji która miała by być negatywnym uniesieniem emocji , to poprosu on pasuje. Jest bezsilny wobec tej postawy.
I dochodzi do wniosku ,że nie ma sensu dyskutować . Pozostajemy oboje z pozytywnymi emocjami. Co mnie cieszy , bo wtedy on słucha co mówię ja i jest tego nieświadomy:) A ja dalej tryskam radością , widzi mnie szczęśliwą i to mu dodaje energii i siły do walki ze swoimi słabościami. Teraz jest on dla mnie wsparciem, ma siłę z Bożej i mojej miłości.
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-24, 13:36   

Mirela napisał/a:
bo kiedy nie daję się sprowokować do dyskusji która miała by być negatywnym uniesieniem emocji , to poprosu on pasuje. Jest bezsilny wobec tej postawy.

Mirelko, to prawda co piszesz.
Jednak również trzeba pamiętać o tym, że są mężczyźni, których rozjusza taka postawa "nie dawania się sprowokować",
czyli ta ich bezsilność, którą u swojego męża czujesz całą sobą, i o której piszesz,
powoduje - w innych np. agresję.

Ta ICH bezsilność powoduje w nich agresję. Nie NASZA bezsilność.

U Twojego męża, ta JEGO bezsilność powoduje "pas".
Ale nie zawsze tak jest.
Ty już wiesz, że Twój mąż nie podniesie na Ciebie nigdy ręki. (nie wiem, czy podnosił kiedykolwiek).
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-24, 13:45   

Elżbietko :)
Mój mąż nie podniósł nigdy na mnie ręki. Może by i to zrobił ,ale nigdy do tego nie dopuściłam.
Ponieważ jestem osobą która nie potrafi się gniewać ,więc kiedy on pasuje w rozmowie to ja wtedy ofiaruję mu całą swoją radość, dziękuje za wyrozumiałość, jawnie doceniam to co w tym momencie się wydarzyło. Czyli głośno zaznaaczam ,że cieszę się ,że zaoszczędziliśmy sobie negatywne emocje, dziękuje za wyrozumiałość i cmokas:)
No i jak tu się nie rozbroić jak ja jestem przylepa :)
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-24, 13:48   

Mirela napisał/a:
Elżbietko :)
Mój mąż nie podniósł nigdy na mnie ręki. Może by i to zrobił ,ale nigdy do tego nie dopuściłam.
Ponieważ jestem osobą która nie potrafi się gniewać ,więc kiedy on pasuje w rozmowie to ja wtedy ofiaruję mu całą swoją radość, dziękuje za wyrozumiałość, jawnie doceniam to co w tym momencie się wydarzyło. Czyli głośno zaznaaczam ,że cieszę się ,że zaoszczędziliśmy sobie negatywne emocje, dziękuje za wyrozumiałość i cmokas:)
No i jak tu się nie rozbroić jak ja jestem przylepa :)

Cieszę się z Tobą Twoim szczęściem.
 
     
Grażynka
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-24, 13:50   

Ja nie jestem po powrocie, bo mój mąż nigdy nie odszedł, przynajmniej fizycznie. Mieszka w domu i to w zasadzie wszystko. Nie wie, czy chce ze mną być, przeczekuje... Już ponad rok. Jest coraz gorzej. Nie ma rozmów, nie ma czułości. Pzrytulam kłodę, mówię do ściany... Mój optymizm i radość życia guzik pomaga... Wszystko guzik pomaga... Sposoby, które pomogły jednej osobie, niekoniecznie pomogą innej, bo nasi mężowie są różni... Ja teraz modlę się gorąco, po ludzku już nie umiem sobie z moim mężem poradzić...
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-24, 14:02   

Przykro mi Grażynko
Mój mąż też nigdy nie odszedł. Nadużywał alkohol. Tak samo wyglądało to u mnie. Miszkaliśmy razem obok siebie. Wiem jaki to ból , kiedy ktoś ignoruje czyjąś obecność, kiedy ukochana osoba traktuje Cię jak powietrze. Wszystko to wiem, doskonale pamiętam te odczucia. Ale te odczucia , ta wrażliwość pozwoliła mi powstać . Zbliżyła mnie do Boga.
Cieszę się, że potrafiłaś odnaleźć w tej sytuacji optymizm. W moim przypadku radość, miłość, cała ta dawka energi pochodzącej od Boga zadziałała. Trzeba jedak wziąć pod uwagę ,że każdy człowiek jest inny. Myślę sobie,że dla Ciebie Pan Bóg ma przygotowany inny schemat.
Pan Bóg dokonuje naprawdę cudów :)

Pozdrawiam serdecznie:)
 
     
Grażynka
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-24, 14:08   

Mirela, mój mąż nigdy nie pił. Był dobrym mężem, wspaniałym ojcem. Trudno z nim było czasem, bo zawsze był zamknięty w sobie, ale nie ma ludzi doskonałych. Tym bardziej boli mnie, że zachowuje się wobec mnie jakbym była dla niego zupełnie obca, jakby te 20 lata przeżyte razem nic nie znaczyły... A najbardziej bolesne jest dla mnie to, że po dwudziestu latach znajomości nie stać go nawet na tyle, żeby spróbować ratować małżeństwo, że równie ważna, a może ważniejsza, jest dla niego jakaś kobieta, z którą nie spotykał się nawet długo, że nie widzi, jak krzywdzi własne dziecko...
Ja zdaję sobie sprawę, że do zdrady doszło z jakiegoś powodu i że ja też nie jestem bez winy, ale ja chcę zmienić tę sytuację, robię coś, staram się jak umiem... A on nic... Ech...
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 8