Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
świadectwo rota !
Autor Wiadomość
rot
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-13, 08:33   świadectwo rota !

Chciałbym Wam przedstawić historię mojego szczęścia. Dokładnie tak... szczęścia... Całe nieszczęście, ból, rozżalenie i cierpienie przerodziło się w szczęście. Czy było warto trwać ?? TAK warto było !! Teraz wiem to na pewno... pomimo chwil zwątpienia, załamania... wytrwałem dzięki Wam między innymi. Miałem Was przez cały czas przy sobie, byliście ze mną w chwilach wręcz tragicznych i w tych lepszych. Wspieraliście mnie, radziliście czasami wytykaliście błędy. Wytrzymaliście moje ataki złości... tak zachowują się przyjaciele... tacy prawdziwi. Teraz chciałbym za to wszystko podziękować... tu i teraz... również za Waszą modlitwę:

dodatkowo modlimy sie za odbudowę małżeństwa Rota - o Jego siły i mądrość o wszystkie
potrzebne łaski dla jego żony, o Bożą opiekę nad Nią i nad Nim...”


To właśnie w tygodniu Waszej modlitwy za nas stała się ta wspaniała rzecz... moja żona wróciła do swoich dzieci... swojego domu... swoich psów...męża. Właśnie wtedy... nic dodać nic ująć...

Cała moja historia rozegrała się na przestrzeni ośmiu miesięcy, przez dwa miesiące żona nie mieszkała z nami... Sylwester... pierwsza impreza, której nie spędziliśmy razem, ale i ostatnia – taką mam nadzieję. Od tego dnia wszystko zaczęło się psuć między nami. Ja, aby nie spędzać czasu w domu zaczynałem coraz więcej pracować... teraz już wiem, że był to błąd... wtedy ta ucieczka wydawała mi się zbawienną. Gdybym wtedy zaczął szukać i trafił na Forum nie popełniłbym tak wielu karygodnych błędów... mądry Polak po szkodzie. Koniec, bez dalszego ciągu... trafiłem do Was i więcej takich błędów nie popełnię... mam przy sobie żonę, dzieci... jesteśmy znowu rodziną i zaczynamy pracować nad tym, aby nie powtórzyła się sytuacja kryzysowa. Wielu rzeczy na Forum nie napisałem... przede wszystkim moich rozterek, obaw... może przyjdzie jeszcze czas, aby o tym wszystkim powiedzieć, wyjaśnić. Dla przykładu temat, który założyłem o przyjaźni damsko-męskiej... pytałem Was o zdanie. Dlaczego ?? W czasie którejś z rozmów telefonicznych, żona stwierdziła, że nie zdradziła mnie fizycznie... że nie mam się obawić... jak to wytrzymać ?? po co poruszać ten temat ?? nie chciałem tego... mój ból był tak wielki, że był to element, który mógł mnie powalić, zdruzgotać doszczętnie... bo nie wyobrażam sobie wspólnego mieszkania, wyjazdów... nieważne już. Jak to kiedyś radziła Zuza, po powrocie nie wymoczyłem żony w Domestosie... kocham ją dalej... mocno, dużo mocniej niż kiedyś... zrozumiałem jakie błędy popełniłem i staram się teraz prostować... prac dodatkowych już nie biorę... cóż finansowo będzie gorzej, ale musimy sobie poradzić. Teraz liczy się tylko to, aby cała rodzina była razem... najważniejsze są dzieci... córka jest cały czas wyraźnie źle nastawiona do matki... jako „wściekła małolata” ma swoje zagrywki nie do zniesienia... staram się jej tłumaczyć, że wszystko będzie już dobrze, ale nie mogę jej przekonać. Żona też z nią rozmawiała... skończyło się na płaczu obu, ale porozumienia nie osiągnęły... jeszcze nie. Wiem... trzeba dać czasowi czas... Daję, nie nalegam, nie poganiam... czekam. Ja też potrzebuję czasu... czasami wracają wspomnienia... te bolesne i wtedy zaszywam się w garażu... uciekam... ale tylko na chwilę, bo wiem, że w domu jest żona... a to tylko złe wspomnienia. Wracam szybko do rzeczywistości... tej pięknej, rodzinnej... Zaczynamy powoli planować z żoną dalsze prace w ogrodzie, to pozwala nam rozmawiać, czasami się sprzeczać... tak jak kiedyś, tylko inaczej. Może to i gra pozorów jeszcze, ale jesteśmy cały czas uśmiechnięci... tak jak kiedyś potrafimy iść na spacer i trzymać się za ręce... w miejscach, gdzie kiedyś dawno temu bywaliśmy jako zakochani pierwszą prawdziwą miłością... Miłość wraca, ale taka inna, bardziej dojrzała, bardziej wyrozumiała, bardziej wymagająca... Zrozumiałem, że nie można tylko brać... trzeba tę miłość podgrzewać, rozpalać. Wtedy będą efekty, będzie trwać tak długo, jak będziemy tego chcieli... a chcemy tej miłości... oboje. Może nawet nie oboje.. czworo, dzieci też, jesteśmy przecież rodziną sakramentalną i taką zostaniemy. Do końca naszych dni. Tego jestem pewien i świadectwem tym nijako chcę to zaświadczyć. Do końca, na zawsze... Pisałem wielokrotnie, że byłem katolikiem średniej wiary. Tak było... teraz się umocniła we mnie. Może ktoś powiedzieć, że jak trwoga, to do Boga... tak, będzie miał rację. Chciałem takiej spowiedzi jak kiedyś doświadczyłem.. wspaniałej rozmowy z księdzem... nie doświadczyłem tego, nie tym razem... ale mam nadzieję, że uda mi się to niedługo, w drodze powrotnej z Leśniowa, na Jasnej Górze... takie moje skromne marzenie. W czasie kryzysu było parę spowiedzi, moje cierpienie i walkę o małżeństwo miałem ofiarować w ręce Matki naszej co też uczyniłem... każda spowiedź była inna, bardziej osobista... każda modlitwa była inna, modlitwy stawały się bardziej osobiste i intymne. Tak, dokładnie tak. Nauczyłem się lepiej modlić, zacząłem chodzić regularnie do spowiedzi, regularnie przyjmuję też Komunię. Wywołało, to zdziwienie mojej wściekłej małolaty... „ Tato, byłam w szoku jak zobaczyłam Cię przy Komunii” – tak powiedziała mi po mszy. Chyba nie tylko Ona się zdziwiła... tam, na górze też przyniosło to chyba oczekiwany efekt... taraz czekam, aż moja żona zdecyduje się na podobne zamierzenie... mam czas... ja jestem już odpowiednio ukierunkowany... tak zostanie. Kiedyś psycholog do którego chodzę powiedziała mi, że jestem wojownikiem... i jak mówiło kiedyś rycerstwo, powtórzę za nimi : tak mi dopomóż Bóg...
Ostatnio zmieniony przez rot 2006-09-13, 10:26, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Ada
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-13, 09:00   

Rot tak bardzo sie ciesze Twoim szczesciem.
Czytajac Twoje slowa bardzo sie wzruszylam.
Rozmarzylam sie i zapragnelam aby kiedys w przyszlosci Pan Bog pozwolil mi tez napisac takie swiadectwo. Mam nadzieje ale tylko nadzieje.
Pozdrawiam cieplutko
Ada
 
     
Anula
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-13, 09:09   

No Rocie ... wzruszyłam się . Piękne świadectwo . Tak trzymaj . :-D
Zazdroscić chyba tu nie wypada... ale ja tez bym tak chciała! :-)
 
     
Małgosia
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-13, 09:13   

Rot, naprawdę piękne świadectwo! Aż łza się w oku kręci...
Życzę Wam dużo pięknych chwil i żebyście nie załamywali sie, gdy może chwilowo bedzie ciężko.
I chyba najważniejszy - ten kierunek. On gwarantuje, że będziemy wiedzieć, w którą stronę iść, gdzie się zwrócić. I zupełnie nieważne, z jakiego powodu zwracamy sie do Boga, czy z powodu trwogi, czy jakiegokolwiek innego. Chodzi tylko o to, by przy Nim trwać. Tak jak umiemy, ale trwać.
Tego Wam obojgu, a właściwie czworgu mocno życzę.
 
     
sylica
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-13, 09:16   

Rot poryczałam sie, tak bardzo sie ciesze naprawde, tli sie w e mnie jeszcze nadzieja że może ja tez tu kiedys napisze cos tak pieknego jak Ty. Pozdrawiam Cie mocno :)
 
     
Elik
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-13, 10:39   

Cieszę się razem z Wami :-)
 
     
bajka
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-13, 10:53   

Rot,
siedzę i płaczę... wspaniale...
też bym tak chciała kiedyś chciała napisać, ale tracę nadzieję..
Bardzo chciałabym, żeby mój mąż tak mnie kochał jak Ty swoją żonę, ale to chyba tylko marzenie...
No dobra... koniec płaczu w pracy...
 
     
Elaka
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-13, 11:04   

Rot, piękne świadectwo, cieszę się i życzę wszystkim takich cudów.
 
     
wiki0701
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-13, 12:05   

popłakałam się, ale ze szcześcia!!!! :-) ciesze sie z wami i zycze wytrwałości w budowaniu reszty zycia razem... na dobre i na złe...
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-13, 17:49   

Rot, ja też się wzruszyłam. Niech Bóg ma Was w swej opiece!!!!!!
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-13, 17:53   

Ja również przyłączam się do gratulacji i życzeń.
Wspaniale, że trwałeś i to dało efekty. Daj Bożężeby inni też mogli napisać takie świadectwa. Będę czytała i cieszyła się razem w Wami.
Tak Wiki, na dobre i na złe.
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-13, 21:02   

Tak Rocie...trzeba umrzeć i narodzić sie na nowo !!! Gratulacje !! Swoją wytrwalością i miłościa osiągnąłeś szczyty !! Warto kochać, warto trwać, warto mieć przy sobie Boga !! Niech Bóg Was dalej prowadzi !!! EL.
 
     
olenia
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-14, 09:29   

Rocie , cudowne świadectwo wytrwałości , miłości i wiary. Nie ważne w którym momencie zwrócimy się do Pana Boga , ważne , że wysłuchał twoich modlitw,że wasze małżeństwo odradza się . Twoje świadectwo podniosło mnie na duchu, dodał sił do mojej walki o męża.Łaska Boza jest nieograniczona i jeszcze nie jeden raz jej doznacie. GRATULACJE!!!!!!!!!
 
     
Beata
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-14, 19:48   

Gratulacje Rot.
Trwałeś, walczyłeś i przetrwałeś. Pokonałeś kryzys.
Zwyciężył SAKRAMENT
 
     
rot
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-15, 17:11   

Bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie życzenia... DZIĘKUJĘ !!

Muszę jeszcze podziękowac mojemu "dobremu duszkowi". Należą się jemu, a właściwie Jej szczególne podziękowania za rozmowy przeprowadzone ze mną na GG, gdy dopadały mnie największe doły.. Mam nadzieję, że w Lesniowie zrobię to osobiście, ale tutaj też muszę to zrobić... Dziękuję Ci "dobry duszku"... jeśli to czytasz, to wiesz, że chodzi właśnie o Ciebie ;-) . Po osobistych podziękowaniach będe mógł napisać komu szczególnie dziękuję... mam nadzieję, że się zgodzisz :-> .

Teraz wracam do ciut innej materii... bardziej delikatnej. Wspominałem kiedyś, że żona denerwowała się, gdy dostawała od niego SMS-y w charakterystyczny, widoczny dla mnie sposób. Dziś znowu się tak zachowywała... teraz nie ma Jej w domu... miała jechać na angielski... ciekawe czy tam jest. Wychodzi ten brak zaufania... znowu wraca ból, pomimo, że nie są to potwierdzone informacje. Nie wiedziałem, że to może tak boleć... jeszcze bardziej niz wtedy, gdy z nim była. Cóż może to próba dla mnie... nie dam po sobie poznać, że coś zauważyłem... będę znowu spokojny jak wróci, uśmiechnięty i chętny do wszelakiej współpracy. Tylko się zastanawiam, czy nie zauważyć tego, czy powiedzieć Jej, że wiem o ponownych kontaktach czy też próbach kontaktu... nie wiem... po prostu nie wiem jak się zachować... podpowiedzcie coś... proszę !!
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8