Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Zdrada w małżeństwie a kolejne przyjaciółki mężą
Autor Wiadomość
ANBA
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-17, 02:29   Zdrada w małżeństwie a kolejne przyjaciółki mężą

Jestem mężatką od 21 lat. Przed sześcioma laty przeżyłam zdradę męża. Wybaczyłam. Mimo, że jak twierdzi Piotr, nigdy już tego nie zrobi, ciągle w jego życiu są kolejne przyjaciółki, a to koleżanki z pracy, to klientki. Odezwały się stare, zabliźnione rany. Stałam się podejrzliwa, nieufna tym bardziej, że małżonek oszukuje mnie. Te kłamstwa wychodzą po czasie. Nauczyłam się słuchać jego opowieści. Jestem cierpliwa. Pragnęłam mu zaufać po raz któryś z kolei, daję kolejne szanse. Tylko po co? Po kilku tygodniach względnego spokoju pojawia się kolejna przyjaźń, kolejne kłamstwa, udawanie czułości, miłości itp. Próbowałam dociec przyczyny w sobie, próbowałam zmienić się dla niego. Czy to jeszcze ma sens? Mąż nie potrafi szczerze porozmawiać, może nie chce...Próbowałam...Namawiałam go by poszedł za głosem serca. I tak w domu niewiele się nami interesuje. Nauczył mnie samodzielności. Nie mogę na niego liczć. Gdy jest potrzebny - dezerteruje. Gdy próbuję powiedzieć mu o swoich "bólach" twierdzi, że jestem przewrażliwiona, gdy nic nie mówię ma pretensje i zaszywa się przed komputerem. Czuję się bezradna. Pojawiają się myśli o rozwodzie...Co robić???
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-17, 06:14   

Aniu, a może za szybko mu wtedy wybaczyłaś? Może nie wszystko zostało wtedy wyjaśnione? Jak widać, nie da się z Twoim mężem porozmawiać powaznie (mój też coś z tego miał), przeprowadzić konkretnej rozmowy, ale może spróbuj jakoś tak przy okazji innych rozmów, nawiązywać do tego, co Cię boli.
Jestem ciekawa, czy po zdradzie, Twój mąż miał jakiekolwiek poczucie winy, bo z tego, co robi i mówi, wynika, że żadnych wniosków nie wyciągnął.
 
     
ANBA
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-17, 12:39   

Trudno mi powiedzieć czy za szybko. Z tego, co przeczytałam wynika, że przeszłam wszystkie etapy zdrady i późniejszych doznań. Trwało to blisko rok. Do czasu gdy nie odnalazłam wiary, wybaczenie było powierzchowne. Winy dopatrywałam się w sobie, a to charakter, a to okoliczności, do których się przyczyniłam. Próbowałam usprawiedliwić męża by mniej bolało...Z miłości, głupoty...nie wiem.
Kilka miesięcy temu usłyszałam od męża, że rozumie, że mnie raz skrzywdził 6 lat temu i że już więcej tego nie zrobi. Jego dalsze zachowanie wskazuje, że była to czysta deklaracja, poprawna politycznie. Miał pretensje, że mu czasami wypominam zdradę, gdy pojawiała się nowa znajomość i ja szukałam usprawiedliwienia dla swojego bólu. Doskonale wie, jakie reakcje wywołują we mnie kolejne damskie znajomości a mimo to...Nie miałabym nic przeciwko tym znajomościom, gdybym wiedziała, że Piotr potrafi kontrolować to co robi i że myśli o dniu następnym. Niedawno, wstyd się przyznać, przeczytałam jego korespondencję mailową. To, co w niej znalazłam potwierdziło moje obawy... To nie koleżanki inicjują randki, jak mnie przekonywał, jest dokładnie odwrotnie. Przyznałam mu się do szperania. Powiedziałam co boli. Osiągnęłam to, że się oburzył i stał się ostrożniejszy. Nauczyłam się bardzo uważnie słuchać tego, co mówi. Ponieważ często "bajeruje", z czasem wychodzą niezgodności, których się wypiera. Po co komu taka rozmowa? Mówić, pytać by zmuszać do kolejnych kłamstw? Mnie to niepotrzebne.
Myślę, że masz rację droga wanboma co do wyciągnięcia wniosków. Zrozumiałam, że mój małżonek ma kompleksy, unika męskiego towarzystwa, w którym czuje się gorszy. Umie ładnie mówić, słodzić i pozwala opiekować się sobą. Gorzej gdy pojawia się problem. Ucieka od niego.
 
     
Anula
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-18, 07:08   

Witaj Aniu . Skoro piszesz że mąż ma kompleksy ....
Moze warto przeczytać ksiażkę NA dobre i na lepsz e ? Tam autor proponuje rżne metody jak żona może dowartościowac swojego męża . Moze mogłabyś mu pomóc , jesli to tylko ( albo Aż ) o kompleksy chodzi .
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-18, 10:33   

Anba, Twoje świadectwo jest piękne. Zraniona, poniżona wychodzisz wciąż do męża z tak wielką miłościa..
Wsłuchujesz się w jego przeżycia i w jego potrzeby.
Na przykładzie zachowania Twojego męża i Twojej miłości do niego
- czuję wielką Twoją cierpliwość TEJ MIŁOŚCI.

"miłość jest cierpliwa" - to właśnie poczułam w Twoich postach. Dziękuję za świadectwo.
 
     
ANBA
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-18, 18:07   

Dzięki dziewczyny za ciepłe słowa i zainteresowanie. Chętnie spróbuję metod z polecanej książki, poproszę jednak o autora. Nie wiem, czego nie próbowałam...Mąż swojego czasu bardzo obraźliwie traktował naszych synów, wyzwiska, pretensje...nie następcy a rywale.
Prosby o zmianę nie pomagały. Zmieniłam metodę postępowania wobec niego. Zaczęłam go traktować jak kogoś wyjątkowego, starałam się być dla niego przyjacielem, powierniczką, kobietą bardziej niż żoną...Przyznam, że pomogło. Jego zachowanie względem chłopców poprawiło się na tyle, że synowie zaczęli z nim rozmawiać. Byłam szczęśliwa. Jako przyjaciółka zaczęłam dostawać od męża do zaopiniowania wiersze poświęcone urodzie klientek, wręczane tym klientkom, opowieści jak na niego patrzą, jak go chwalą, co niektóre coś więcej... Potem ucichło...Pojawiła się wówczas ONA, nielubiana koleżanka z pracy, egoistka, o 10 lat starsza od niego, z którą mój małżonek odnalazł wspólny język...Późne powroty, tłumaczenia o przepracowaniu. Wtedy mu wierzyłam. Zdziwiło mnie, że przestał na nią narzekać, że znikł jej temat. Przeglądając biling rozmów telefonicznych znalazłam dziwne połączenia w środku nocy, trwające około godziny chociaż na codzień Piotr raczej nie wykonuje długich telefonów, rzdko dzwoni. Zapytany powiedział, że to on dzwonił (znowu się czepiam) ale na chwilę, zapomniał odłożyć słuchawkę. Przyjaźń ma swoje prawa i godziny. To, że przyznał się do interwencji męża owej przyjaciółki, to już inna historia...
Mimo to chcę nadal próbować...
 
     
aga70
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-19, 20:24   

ANBA napisał/a:
Zmieniłam metodę postępowania wobec niego. Zaczęłam go traktować jak kogoś wyjątkowego, starałam się być dla niego przyjacielem, powierniczką, kobietą bardziej niż żoną...Przyznam, że pomogło. Jego zachowanie względem chłopców poprawiło się na tyle, że synowie zaczęli z nim rozmawiać.

Anba czy mogła byś napisać, na czym polegała ta metoda? Co konkretnie robiłaś mówiłaś? Chętnie zastosowała bym ją w moim małżeństwie.
Ostatnio zmieniony przez 2006-09-19, 20:39, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
ANBA
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-19, 22:41   

W pewnym okresie, gdy agresja męża wobec dzieci była silna, zwracałam mu uwagę i właściwie pouczałam, że nie powinien zwracać się do nich w obraźliwej formie, pełnej złośliwości i upokarzania. Nie skutkowało. Moja zmiana polegała na tym, że przestałam pouczać a zaczęłam wyszukiwać w zachowaniu Piotra dobre cechy, które każdorazowo zauważałam i chwaliłam. Gdy zrobił coś dobrego, miłego, mówiłam mu o tym. Musiało to być szczere z mojej strony. Starałam się nie krytykować go za stare nawyki czy odzywki. Po takich epizodach rozmawiałam z synami na temat nerwowości ojca. Razem próbowaliśmy mu wybaczać chociaż bolało. Chłopcy nabrali dystansu i już tak bardzo nie przeżywali. Gdy młodszy, jako pierwszy poszedł do ojca z jakąś prośbą, mówiłam o tym z mężm. Starałam się zwrócić jego uwagę, że dziecko szuka z nim kontaktu, że mężczyzna z mężczyzną, że mały jest szczęśliwy z porady/rozmowy...Trochę to trwało. Przede wszystkim musiałam zacząć kontrolować siebie, to co i jak mówię do męża. Gdy relacje między nimi poprawiły się mogliśmy zacząć poruszać trudniejsze tematy. Teraz coraz częściej odbywa się to bez mojego udziału.
 
     
rot
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-20, 06:00   

Taką metodę stosuje się w stosunku do dzieci z ADHD...
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-20, 09:52   

ANBA napisał/a:
W pewnym okresie, gdy agresja męża wobec dzieci była silna, zwracałam mu uwagę i właściwie pouczałam, że nie powinien zwracać się do nich w obraźliwej formie, pełnej złośliwości i upokarzania. Nie skutkowało. Moja zmiana polegała na tym, że przestałam pouczać a zaczęłam wyszukiwać w zachowaniu Piotra dobre cechy, które każdorazowo zauważałam i chwaliłam. Gdy zrobił coś dobrego, miłego, mówiłam mu o tym. Musiało to być szczere z mojej strony. Starałam się nie krytykować go za stare nawyki czy odzywki. Po takich epizodach rozmawiałam z synami na temat nerwowości ojca. Razem próbowaliśmy mu wybaczać chociaż bolało. Chłopcy nabrali dystansu i już tak bardzo nie przeżywali. Gdy młodszy, jako pierwszy poszedł do ojca z jakąś prośbą, mówiłam o tym z mężm. Starałam się zwrócić jego uwagę, że dziecko szuka z nim kontaktu, że mężczyzna z mężczyzną, że mały jest szczęśliwy z porady/rozmowy...Trochę to trwało. Przede wszystkim musiałam zacząć kontrolować siebie, to co i jak mówię do męża. Gdy relacje między nimi poprawiły się mogliśmy zacząć poruszać trudniejsze tematy. Teraz coraz częściej odbywa się to bez mojego udziału.

Anba, cały czas dajesz świadectwo. Myślę, że znalazłaś się na tym forum, bo to forum potrzebuje Ciebie, a nie odwrotnie. Pozdrawiam.
 
     
ANBA
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-21, 04:45   

Droga Elżbieto. Czytając Twoje wypowiedzi nie da się ukryć, że jesteś pełną ciepła i życzliwości kobietą. Niesiesz wszystkim dobre słowo, pełne miłości, nadziei. Dodajesz otuchy i wyzwalasz chęci do dalszej pracy nad sobą. Dziękuję za Twoją obecność. Będę się modliła w Twojej intencji. Dobrego dnia.
 
     
Ada
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-21, 11:14   

ANBA

Nawet nie wiesz jak bardzo Cie rozumie. Ja 26 grudnia bede obchodzic 30 rocznice naszego zwiazku.

U mnie( po 20 latach malzenstwa) tez tak bylo tylko , ze po 6 latach spokoju (w tym czasie byl uczuciowy, taktowny,dzieci i ja bylismy dla niego wszystkim, nie bede sie rozpisywac jedynie podkresle , ze naprawde byl wspanialym czlowiekiem) ponownie mnie zdradzil.

Ponownie mezowi zaufalam - do tego stopnia, ze zgodzilam sie na jego samodzielny wyjazd na cale wakacje na oboz mlodziezowy w gronie naszych wspolnych znajomych - ja w tym czasie zajmowalam sie naszym malym biznesem.
Po przyjezdzie moj maz wrocil odmieniony. Nigdy nie spodziewalam sie, ze wiedzac jak bardzo bal sie nas stracic po pierwszej wpadce zrobil to ponownie i to jeszcze z wiekszym rozmachem, z wiekszym egoizmem.

Przeszlam wszystkie etapy zdrady.
Nigdy sobie tego nie wybacze, ze potrafilam w tym czasie tak nisko upasc, szpiegowalam go.
Ona mieszka w miasteczku oddalonym o 50 km od nas- nawet liczylam km w samochodzie czy przypadkowo nie zrobil ich w jednym dniu 100 ( on i tak byl sprytniejszy ode mnie bo pozyczal od kolegi samochod i wracal mu za benzyne dowiedzialm sie o tym przypadkowo po 4 latach). Mial duza wladze nad ta kobieta potrafil tak manipulowac nia, ze robila to co jej kazal nawet kiedy on nie mogl do niej jezdzic ona do niego przyjezdzala. Sms i drugi telefon i spotkania w czasie jego delegacji na kursy tez przerobilam . Potrafil zakladac poczte elektroniczna i pisali do siebie na ten sam adres.

Ile bolu i cierpienia mnie kosztowalo to szpiegowanie i ta niemoc i to odrzucenie i ta z jego strony ozieblosc i agresywnosc wie tylko ten co sam przeszedl to co ja..

Ta milosc do innej kobiety odmienila mi meza. Z potulnego kochanego czlowieka stal sie agresywny cale zycie nie przeklinal a w tym czasie przeklinal jak"szewc" .
Ja go draznilam ,nasze wspaniale madre dzieci go tez draznily

Zauwazylam, ze maz tak bardzo staral sie jej pokazac jakim jest madrym czlowiekiem widocznie zyjac ze mna czul sie niedowartosciowany.

Zastanawialam sie w czym ja jestem gorsza od niej i doszlam do wniosku ze tylko w tym ze jestem starsza od niej o 10 lat i tym , ze juz mnie poznal do glebi a ja dopiero poznawal.

Ta kobieta jest wulgarna odpryskliwa ale dla niego jest mila i na kazdym kroku podkreslala jaki on jest cudowny , madry wspanialy i prawdziwy boss, jak pieknie pachnie, jaki misiu itd.

Ja tez go na kazdym kroku chwalilam i mowilam jak bardzo jestem szczesliwa z nim ale widocznie moje slowa go juz nie rajcowaly szukal innych podniet do zycia.

Podczas rozmow podkreslal, ze w nasz zwiazek wprowadzilam totalitaryzm , ze tylko moje racje sie liczyly a on potulny ustepowal mi dla swietego spokoju.

To nieprawda bo zawsze kazda wazna decyzje podejmowalismy razem ale w czasie zdrady on musial znalezsc winnego. Przeze mnie zdradzal bo czul sie nieszczesliwy bo uczucie do mnie sie wypalilo itd.

Po przeczytaniu Dobsona i po spotkaniu z kobietami skrzywdzonymi jak ja czytajac niejedno forum, oraz mase ksiazek, ktore podawala „Kropla Rosy” w swojej stopce zmienilam moj stosunek do zycia a przede wszystkim do meza.

Jestem coraz bardziej spokojna i juz mnie tak nie boli jego zdrada.

Przestalam szpiegowac, przestalam zyc jego zyciem. Owszem jest mi bardzo bliski jest ojcem moich wspanialych dzieci jest mimo wszystko moim przyjacielem.

Dlaczego pisze „przyjacielem” bo tak naprawde w tym calym zawirowaniu uczuc nie stracilismy tej pieknej bliskosci. Nadal sie rozumiemy nadal sobie pomagamy nadal mozemy liczyc na siebie tylko nie ma w nas tego pieknego uczucia o ktore tak dlugo zabiegalam.

Bogu dziekuje , ze pomogl mi , ze nie zatracilam sie w bolu, ze odzyskalam sily i chec do zycia.

Teraz dbam o siebie jak nigdy. Pieszcze siebie dogadzam sobie dbam nie tylko o fizyczna doskonalosc ale i o moja psychike.
Powierzylam swoje zycie i mojej Rodziny Bogu i wierze , ze bedzie dobrze.

Co pewien czas w naszym zyciu zdarzaja sie malenkie CUDA wyblagane u sw Judy Tadeusza.

Dlatego polecam Ci ta modlitwe.

Pozdrawiam
Ada
 
     
ANBA
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-21, 17:49   

Droga ADO. Nie wiesz nawet jak bardzo mi pomogłaś. Twoje wspomnienia oraz znajomość mojego męża uświadomiły mi jak wiele popełniłam błędów. Myślę, że mój mąż dopóki czarował swoim wdziękiem gdy ja byłam brzydkim kaczątkiem, czuł się bezpiecznie i udzielał mi względów. Starał się też wyzwolić mnie z kompleksów. Niestety nie jest on typem dorosłego mężczyzny. On dalej chce się bawić i nie myśleć o problemach mimo, że ma dorastające dzieci. Nadszedł czas gdy ja musiałam wydorośleć i zacząć myśleć o rodzinie, na co chętnie przystawał. Do czasu... Gdy on się bawił, skończyłam studia by poprawić finanse. Nie zarabiamy dużo, spłacamy 25 letni kredyt mieszkaniowy. Zrezygnowałam z dalszej nauki bo zauważyłam, że mąż źle to znosi, co nie przeszkadzało mu w tym czasie zabawiać starszą o 10 lat koleżankę z pracy, przemęczoną obowiązkami, brakiem pomocy ze strony swego męża, studiującą...o ironio...Teraz gdy jesteśmy w towarzystwie (rodziny najczęściej) do mnie kierowane są pytania o problemy, o to, o tamto. Staram się w jego towarzystwie mało mówić, pozwolić mu na swoje 5 minut. Tyle, że nie zawsze wszyscy chcą się bawić...Wiem, że to dla niego stało się problemem. Dotychczas, wydawało mi się, że przetrwamy niejedną burzę ze względu na wyjątkowe uczucie, które okazało się jednostronne. Piszesz, że z mężem łączy Was przyjaźń. Okazuje się, że mój nie jest do niej zdolny. Nawet nie myślę tu o sobie. Jego przyjaciółki również przemijają jak październikowe gwiazdy. Czy dla ratowania jego egoizmu mam prawo poświęcić rodzinę, zostawić pracę i przy garnkach i pralce mierzyć czas do jego powrotu by słuchać o wzdęciach, bólach itp? Myślę, że podobnie jak Twój mąż, tak i mój będzie korzystał z okazji by się dowartościować na boku. Też próbowałam śledzenia, sprawdzania korespondencji, które tylko potwierdzały obawy, a których się wypierał. I chyba coś pękło...Już tak nie boli...Odseparowałam się chwilowo od niego tzn od tygodnia. Skoro musi żyć własnym życiem, ma moją zgodę, lecz robi to na własny rachunek, sam pierze swoje rzeczy, prasuje, odgrzewa posiłek. Schodzimy sobie z drogi. Nie chcę narzucać mu swojej osoby, swoich i dzieci spraw. On też się nie wyrywa. Chyba mu z tym dobrze.
Pozdrawiam Cię ciepło i serdecznie. Wierzę, że zaznasz jeszcze w życiu ciepła i miłości, o które tak zabiegasz. Bóg z Tobą i Twoją rodziną. Zaczęłam odmawiać nowenne do Judy Tadeusza.
Ania
Ostatnio zmieniony przez 2006-09-21, 23:23, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-21, 18:57   

Droga Ado. To, co piszesz o swoim mężu - to jakby o moim - wszystko identycznie. Wszystko! Tylko mój o wiele mniejszy staż i ona 12 lat ode mnie młodsza. Wszystko to samo - do momentu - "on jest moim przyjacielem". Mój nie jest - nie potrafi - odszedł z mego życia, z życia córeczki. Czy w końcu się odezwie?
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-22, 07:25   

Anba, dziękuję.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 11