Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
co dalej
Autor Wiadomość
administrator 
Administrator

Dołączył: 16 Mar 2006
Posty: 520
Wysłany: 2006-07-17, 21:28   co dalej

Wyslane przez: mamaoli
Email:

Kochani.
Czytam bardzo regularnie to forum. Wydaje mi się że wszystkich Was znam.U mnie sytuacja też niewesoła.Pół roku temu mąż powiedział ze mnie nie kocha.Nie musze chyba mówic jak się wtedy czułam.Mamy dwójkę malutkich dzieci.Był to stresujący dlaNiego okres bo uczył się do ważnego egzaminu.Czekałam z nadzieją że gdy zda to się wszystko zmieni.Niestety nadal zachowuje się tak samo.Mówi że przecież nic zlego mi nie robi.że przesadzam.ze to jest normalne ze uczucia w małzenstwie sie zmieniają.Od pól roku się nie kochamy, nawet nie przytulamy. Jesteśmy jak obcy ludzie.Każda próba rozmowy jest ucinana przez mojego męża.Gdy pytam co dalej mówi że z jego strony będzie tak jak jest teraz.
Mam ochotę odejsc - ale tak z nadzieją ze to może wstrząsnie moim męzęm.Ja już mam mętlik w głowie.

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: ania belgia
Email:

Mamo Oli
Odejście, żeby wstrząsnąć mężem to nie jest najlepszy pomysł. Łatwiej się odchodzi niż wraca, tego jestem pewna - bo przerobiłam już tę lekcję. Z perspektywy czasu nie wyprowadzałabym się definitywnie z domu po odkryciu zdrady (stało się to w czasie, kiedy byłam u rodziców - zwyczajnie zabrałam swoje rzeczy i już więcej tam nie wróciłam), choć wtedy wydawało mi się, że nie ma innego wyjścia. Wierz mi, że powroty są bardzo trudne - dla obu stron. Ambicja, zraniona duma, poczucie odrzucenia, lęk przed porażką biorą górę nad zdrowym rozsądkiem, zaczyna się zabawa pod tytułem "kto kogo bardziej zrani", często nieświadoma. Machina się rozkręca i naprawdę nie wiadomo kiedy w sądzie ląduje pozew, odbywa się sprawa rozwodowa (został zniesiony obowiązek postępowania pojednawczego) i po godzinie już jest po wszystkim... Tak się stało w przypadku moich bliskich znajomych. Oboje cierpią.
Tak sobie myślę, że powinnaś przeczytać polecaną tu ksiażkę Dobsona i wprowadzić rady autora w życie.
Będzie jeszcze przepięknie, dbaj o Was
Ania

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: mamaoli
Email:

Problem -taki widoczny dla mnie-zaczął sie kiedy zaszłam w ciąże z młodsza córeczką.Mąż był zupełnie niezadowolony,dużo wtedy trudnych rzeczy wydarzyło sie w naszym zyciu.Czułam sie niekochana,nie widziałam radosci z narodzenia córeczki u mojego męża.czas mijał a podejscie meza do rodziny pozostawało bez zmian. On poprostu nie czerpie radości bycia z nami.Wydaje mi się że chyba nie dorósł do roli ojca i męża. Wszystko było cudownie jak byliśmy sami a kiedy pojawły się dzieci to cały czas narzeka że obowiązki itd. Ja już nie mam siły. Czekam na jakis gest z jego strony a tu tylko mur obojetnosci.Wiem ze sama nie dam rady, wierze ze Bóg mi ( nam ) pomoże

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: ania belgia
Email:

wiesz u nas też problem się zaczął jak zaszłam w ciążę, a może to tylko taki zbieg okoliczności. to przykre, że mężczyźni nie dojrzewają do rodzicielstwa wtedy gdy pojawiają się dzieci.

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: mamaoli
Email:

Mam to szczęscie że jestem z Wami na tym forum praktycznie od samego początku mojego kryzysu tak ze Dobsona przeczytałam dawno temu.Dlatego udało mi sie nie jęczeć i błagać męza zbyt długo.Ale z jego strony nie widzę żadnego kroku w moim kierunku. Tak jakby mu to było na reke że sama sobie radzę swietnie.Bywało tak przez ostatnie miesiace ze z racji nauki do egzaminu nie było go całymi dniami w domu i zupełnie go nie interesowało co robilismy { z dzieciakami}.Dzieki temu za czuje bliskośc Boga tak naprawde kocham to życie te moje łobuziaki i nie moge już słuchac z ust mojego męza ze jak by to było łatwiej gdyby nie to ze "wpadlismy" z drugim dzieciatkiem
Wstyd mi wtedy za niego

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: zuza

Mamaoli,
ja tez czasami ( dośc często) czuję że mojemu zdradzaczowi jest tak wygodnie. Dom ok, dzieciaki ok- tzn zadbane, nakarmione, wyprzytulane, lekcje odrobione itd.
Ale- zaczęłam wymagac większego zaangażowania w sprawy dzieci- i zakupy na święta też zrobi mąż. Owszem- wczoraj usłyszałam że na coś tam nie ma czasu( dokończenie badań dziecka bo praca) ale dziś odebrał dyspozycje zakupowe.Bez szemrania.
Pewnie ma akurat czas. ( To taka drobna złośliwość bo nie mogłam się opanować)
I też mnie ciekawi czy istnieje mozliwość sprawdzenia- czy faktycznie chodzi o taką właśnie wygodę.

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: agnieszka
Email:

co za zbieg okolicznosci. Jakbym czytała swoje życie. w dodatku też jestem mamą Oli. Czy to jakiś znak? Maż też powiedział ze już mnie nie kocha. czy ktoś ma to samo życie co ja? Tylko nie czytałam Dobsona i bardzo, bardzo błagałam, na kolanach. Wtedy odrzucał. Mówie wam jakie to przykre. Przestałam błagaać jakieś dwa miesiaće temu. Nie odzywa się. nie przyjeżdża (jestem u rodzicó) a ja byłam dziś u lekarza po leki. Dno.

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: jarek1
Email:

fragment czytania z dnia dzisiejszego:
"A mówił: To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi"
ja próbuję w to uwierzyć

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: mamaoli
Email:

Agnieszko. Niesamowity zbieg okolicznosci bo ja też na imię mam Agnieszka.
Jestem na takim etapie że w miare dobrze sobie radzę jak nie widzę mojego męza ale kiedy wieczorem spotykamy się w domu to mam jakąś burze skrajnych uczuć.
Słucham Go i tak jakbym słuchała kogos obcego. Przecież znamy się 13 lat i wiem jaki był, jaką miał chierarchię wartości, jaka ważna byłam dla Niego.A teraz uważa że życie sie zmienia, uczucia się zmieniają -na gorsze-, ze zaczyna sie przyzwyczajenie.
Widzę ze mój mąz myli pojecia zakochanie a miłosc.Dlatego ten pomysł z wyprowadzka. Może wtedy poczuje ze Nas kocha ( bo ja jednak w to gdzies wierze } :-}

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: agnieszka
Email:

Ja jestem z dziecmi u rodziców i nie widze Go ma co dzień. Trwa to już 2 miesiące. Nie zmienia sie. Chyba n gorsze. Tracę już nadzieję. On chce rozwodu. Nie wiem co mam robić bo nie znjduję przyczyny. Też mnie b. kochał (tak mówił) i nagle mu przeszło? Owszem nie okazywałam czułosci zawsze w sposób dobry ale czy będe za to płaci.c do końca? czy nie można sie poprawić, dac szansę?

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Małgosia

Dziewczyny, nie bierzcie na siebie wszystkich obowiązków. Waszym męzom tak jest wygodniej, a poza tym to forma mówienia: "No widzisz, sama sobie radzisz, do niczego nie jestem ci potrzebny".
Panowie bardzo potrzebują czuć sie potrzebni. Potrzebują czuć, że bez nich nie damy sobie rady. A my, robiąc wszystko same, potwierdzamy, że ich nie potrzebujemy. Oni się w tym utwierdzają, poza tym jest to wygodne, więc kółko sie zamyka.
Ja wiem, że powiecie, że nie ma innego wyjścia. Ale spróbujcie spokojnie, rzeczowo, bez pretensji PROSIC: czy mógłbyś mi pomoc, czy móglbyś zrobic to czy tamto.Coś konkretnego. Mąż raz odmówi, może drugi, ale za którymś razem zrobi to, potem następny raz. bo sam bedzie się lepiej z tym czuł. To naprawde działa. Wiem z własnego doswiadczenia.

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: kasia

Małgosiu, podpisuję się. Z tym, że są pewne niuanse jeśli chodzi o komunikację. Mężczyzna woli usłyszeć "pomożesz mi w tym i w tym", "odkurzysz dzisiaj mieszkanie" słowo mógłbyś jest dla nich irytujące, bo myślą zanim odpowiedzą " no pewnie, że bym mógł, ale mi się nie chce. Pytanie wprost - odpowiedź jednoznaczna. Jeszcze lepiej przy prośbie wyrazić swoje uczucia, a najlepiej bezradność dotyczącą sprawy o jaką prosimy. " Bogdan, czuję, że nie poradzę sobie z tym i z tym, pomożesz?" I być wdzięczną za każdym razem jak otrzymamy Dobro.

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: mamaoli
Email:

Mąż mówi zebym sie wstrzymała z decyzjami ale z drugiej strony mówi że z jego strony nic sie nie zmieni bo on nie jest w stanie sie do niczego zmusic.Ja to rozumiem że jak nie kocha to nic już nie zrobi tylko po co chce żebym została.Bo mu tak wygodnie? Mówi że głownie dla dzieci powinniśmy być razem.I tu trafił w czuły punkt, bo mnie tez to powstrzymuje od wyprowadzki.Cały czas mam poczucie winy ze nie byłam w stanie dzieciom stworzyc kochajacego domu.
Czy jest jakas nadzieja dla nas

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: gonia

dziewczyny zmagam się z takim problemem jak wasze ale to trwa już ponad 3lata.W tym czasie wiele dowiedziałam się o mężu min to że oni często mówią nam że nas nie kochają po to aby nas zranić ,wtedy gdy targają nimi emocje,lub też wtedy kiedy naprawdę chwilowo czują że nas nie kochają .Same wiecie,że zdażają się momenty że uczucia znikają,bo mężulek nas wkurzył,ale gdy sytuacja się wyklaruje uczucia wracają.Myślę że jeśli nie odchodzą,nie szukają pocieszenia to kochają,choć na swój sposób,ale wiecie że oni są z Marsa i nigdy nie będą tacy jak my szczególnie w okazywaniu uczuć.Rada którą podpowiem już była podawana zajmijcie się sobą organizujcie sobie swój czas.Pozwólcie facetowi pobyć w tzw jaskini,kiedy przemyśli to co mu leży na wątrobie sam wróci z uczuciem do was.Inna sprawa to znudzenie,rutyna,jeszcze inna lubią udawadniać sobie że są ......super.Zostawcie ich od czasu do czasu samych,same zaś zabawcie się w księżniczki -róbcie to co lubicie.Trzymajcie się i powodzenia.Acha oczywiście modlitwa to podstawa rzecz jasna
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 9