Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
rozum mówi co innego serce co innego - co dalej
Autor Wiadomość
MarekS
[Usunięty]

  Wysłany: 2007-12-24, 12:26   rozum mówi co innego serce co innego - co dalej

Witam wszystkich,

To mój pierwszy wpis na forum – trochę długi.

Staż małżeński 16 lat. Dwoje cudownych dzieci w wieku 7 i 3,5 lat. Żona wyprowadziła się z dziećmi prawie 5 miesięcy temu. Zrobiła to bez uprzedzenia. Co prawda przez ostatnie 2-3 miesiące przed tym zdarzeniem między nami coś się psuło. Wzajemne pretensje, napięcia – głównie podejrzliwość żony. Ale nigdy nie spodziewałem się tego.
Dlaczego to zrobiła ? Zadaję sobie to pytanie od samego początku. Przychodziły mi do głowy różne domysły które okazywały się fałszywe. Przez pierwsze 2-3 tygodnie nie wiedziałem gdzie mieszka – potem się dowiedziałem. Mieszka w małej kawalerce ok. 10-15 minut drogi od naszego mieszkania. Kontakt utrzymujemy listownie głównie z mojej strony. Nie podaje mi swojego telefonu komórkowego. Na początku myślałem że chce odpocząć od „ciężkiej” atmosfery która była ostatnio w domu. Że w końcu będziemy razem. Jak tylko mogłem to starałem się jej pomóc. Robiłem większe (cięższe) zakupy i zostawiałem je u Jej taty który też mieszka w pobliżu. Wiem że trafiały do niej. Na początku było bardzo ciężko wracać do pustego mieszkania, patrzeć na puste pokoje dzieci. Najgorsze były ich puste szafy. Pomogła mi bardzo przetrwać ten okres codzienna Msza Święta w której zacząłem uczestniczyć. Na wszystkie moje prośby o kontakt z dziećmi żona odpowiadała że chcą odpocząć, że teraz dzieci nie chcą mnie widzieć. Było to dla mnie dziwne ale ufałem jej. Sądziłem że wie co robi. Przełom nastąpił ok. 1.5 miesiąca temu. Spotkaliśmy się w kościele na niedzielnej Mszy Świętej. Zobaczyłem ich pod jej sam koniec. Było to dla mnie ogromne przeżycie na początku się ucieszyłem potem przeraziłem. Córka która siedział między nami odsunęła się odemnie, zaś syn (3,5 lat) chodził obok mnie – ocierał się o nogi i mnie nie poznawał. Sam nie wiem jak wtedy wróciłem do domu z kościoła. Po tym zdarzeniu napisałem do żony list że chcę odprowadzać córkę z/do szkoły. Nie spodziewałem się takiej jej odpowiedzi – telefon do mojej pracy, wściekłość w głosie żony że kategorycznie nie zgadza się na moją propozycję i żebym ich nie nachodził.
Cały czas zastanawiałem się co się dzieje – mimo upływu czasu, spełnianiu jej wszystkich próśb jej złość, wrogość nie przechodzi ale się ‘rozwija’. Było to dla mnie niepojęte – jak to jest. Do tego doszło pismo z urzędu meldunkowego o wszczęciu postępowania na wniosek żony w celu przemeldowania dzieci. Jak zobaczyłem jej podanie i uzasadnienie to czułem się tak jakbym oberwał cegłą w głowę. Podała jako powód ‘deprawowanie dzieci’. Wcześniej nie czyniła mi żadnych uwag z tym związanych.
Po paru dniach odezwała się do mnie osoba która ostatnio miała z żoną kontakt. Powiedziała mi że z żoną coś się niedobrego dzieje jeżeli chodzi o ‘głowę’. Zrobiła się obojętna. Jest to o tyle wiarygodne gdyż w jej najbliższej rodzinie jest osoba które ma stwierdzoną schizofrenie i bierze leki.
Już prawie od miesiąca walczę z decyzją co dalej robić. Z jednej strony nie mogę w to uwierzyć z drugiej strony to wyjaśnia powód jej rosnącej wrogości do mnie niczym nieuzasadnionej. Po tej informacji poszedłem do szkoły porozmawiać z wychowawczynią córki. Byłem tam po raz pierwszy od początku roku szkolnego. Na korytarzu przypadkowo spotkałem córkę – bardzo się ucieszyłem z tego spotkania ale jego efekt był okropny. Córka jak mnie zobaczyła to powiedział: „tata ble, tata mnie nie odbiera” wzięła plecak i uciekła. Nie słuchała mnie że nie po to przyszedłem do szkoły. Z wychowawczynią córki rozmawiała mi się dobrze umówiłem się na następne spotkanie za tydzień – był dzień otwarty szkoły. Ta druga rozmowa była gorsza. Na początku rozmowy wychowawczyni przez parę minut mówiła w kółko żebym nie nachodził córki, jak przyjdę ją odebrać to mi jej nie wyda. Było widać efekt działania mojej żony. Musiałem kilka razy powtarzać jej że nie po to przychodzę. Przychodzę bo martwię się o dzieci. W końcu chyba do niej to dotarło. Ale z rozmowy z nią wywnioskowałem że żona podjęła jakieś korki prawne o których jeszcze nic nie wiem.
Tak jak pisałem wcześniej walczę z decyzją żeby podjąć korki prawne dotyczące tej sytuacji tj. zapewnić sobie prawnie dostęp do dzieci – mimo że wiem gdzie mieszkają nie chcę ich nachodzić gdyż będą awantury a nie chce żeby one na to patrzyły. Druga decyzja to zmusić żonę żeby udała się do lekarza. Jest to bardzo trudne ponieważ nie mam z nią żadnego kontaktu. Z tego co się dowiadywałem (w kilku miejscach) to jedynie co mogę to skierować sprawę do sądu.
Tak jak piszę w tytule to serce mi mówi żeby tego nie robić – kocham żonę i chcę odbudować nasze małżeństwo rozum mówi żeby to zrobić dla dobra dzieci.
Przez cały ten okres prawie 5 miesięcy pisałem listy do żony. Zostawiałem je dla niej u jej taty. Ostatnio aby mieć dowody przed sądem że coś takiego robiłem (a nie akceptowałem aktualnej sytuacji) zacząłem wysyłać te listy jako polecone. Nie ukrywam że za każdym razem gdy jestem na poczcie to czuję duży dyskomfort, złość do siebie że coś takiego robię.
Nie ukrywam że mam duży żal do żony za nastawianie dzieci przeciw mnie. Tym bardziej że żona jest z zawodu psychologiem. Mimo tego wszystkiego chcę odbudować nasze małżeństwo byśmy wszyscy byli razem.
Dzisiaj w wigilie spróbuję pójść do nich z opłatkiem i prezentami ale jestem pewien że mnie żona nie wpuści (nawet nie potrafię napisać jak bardzo chciałby się mylić).
Najgorszy dla mnie jest zupełny brak kontaktu z dziećmi.

No to wyżaliłem się. Proszę też o modlitwę.

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę aby w Waszych sercach narodził się Pan Jezus i pozostał w nich jak najdłużej.

Jeszcze raz wszystkiego najlepszego.
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-24, 15:25   

Witaj, Marku. To rzeczywiście dziwna historia. Może spróbuj porozmawiać z teściem - może on wie, co dzieje się z jego córką. Czy aby nie ma tam osoby trzeciej?
 
     
MarekS
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-24, 16:03   

Niestety to nic nie da. Teść jest za ratowaniem małżeństwa ale jest bardzo chory (rak). Z domu wychodzi tylko na badania do szpitala. Próbował aby wigilia była u niego w domu ale żona się nie zgodziła. Nie chce rozmawiać z nim o aktualnej sytuacji.
Jedyną "namiastką" kontaktu z żoną mam przez jej brata ale niestety ostatnio (pare dni temu) dowiedziałem się że nie wszystko jej przekazuje. Prosiłem go tydzień temu dosłownie "Aby przekazał Daniusi żeby zadzwoniła do mnie gdyż widzę że niedługo możemy przekroczyć granicę przez którą będzie nam trudno zawrócić". Nie mówiłem tego mu ale miałem na myśli sprawę w sądzie. Po paru dniach spytałem się go wprost czy przekazał Danusi. Uzyskałem załamującą odpowiedź "Że nie bo i tak ona nie oddzwoni".
W chwili obecnej nie wiem które moje prośby trafiały do niej a które były "cenzurowane".
Większość nich to były listy - ale też przekazywane przez jej brata.
Że coś trafiało to wiem po jej reakcjach które jak pisałem ostatnio były bardzo agresywne. Po prostu nie poznaję żony po 20 latach znajomości.
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-24, 16:47   

Marku, a może ona kogoś ma? Niestety, ale wielu z nas przechodziło przez coś takiego - za nieporozumieniami, wyprowadzką stał ktos trzeci...
 
     
MarekS
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-24, 20:15   

Nie podejrzewam żeby w grę wchodził ktoś trzeci. Chociaż tak szczerze to wolałbym żeby moja żona miała kogoś niż jej zarzut o „deprawowane” dzieci. Może to dziwne ale tak jest. Kocham dzieci i chcę o nie walczyć ale żeby to była walka jak najmniejszym dla nich kosztem.
Inny moim podejrzeniem jest to że żona podejrzewała mnie o coś (czego nie ujawnia), wyprowadziła się i uwiła sobie gniazdko w kawalerce. Wydaje się jej że ma wszystko: dach nad głową, dzieci, pieniądze (nie pracuje i korzysta cały czas z pieniędzy które ja zarabiam). Według niej spełnia swój obowiązek a że dzieci są odcięte od ojca i są nastawiane negatywnie do niego to nie jest dla niej ważne. Ważne że ma poczucie spełnionego obowiązku.
Tak naprawdę nie wiem co jest prawdziwe. Czuję się bezsilny. Chcę coś zrobić ale nie kosztem dzieci.
 
     
Mikula
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-25, 13:37   

Marku, historia, którą opisujesz, jest dziwna, żeby nie napisać mocniej. Marku, piszesz :
MarekS napisał/a:
Czuję się bezsilny. Chcę coś zrobić ale nie kosztem dzieci.

Nie uważasz, ze Twoje dzieci są krzywdzone właśnie teraz?? Zostały zabrane ze swojego domu, został im odebrany ojciec, mało tego - mają wpajane, że ojciec, to ktoś zły. Boją się Ciebie i pewnie zupełnie nie rozumieją co się dzieje.
Piszesz, że być może Twoja zona ma problemy psychiczne. I dalej spokojnie na to wszystko patrzysz?? A jeśli wydarzy sięjakieś nieszczęśćie??
No, chyba, ze jest coś, czego tu nie napisałeś. Chyba, ze ona miała powody, by przed Tobą uciekać.
Nie pojmuję, jak kobieta niezarabiająca może wynająć mieszkanie i się w nim utrzymywać? W jakimś stopniu musiałeś więc wyrazić na to zgodę.
Nie mozna godzić się na wszystko! Moim zdaniem, powinieneś jak najszybciej wystąpić do sądu rodzinnego.
Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której pewnego dnia mój mąż wyprowadza się z dzieckiem bez słowa, zabrania mi z nim kontaktów, bo tak mu się podoba - a ja jedyne co robię, to się umartwiam. Nie mozesz dłuzej pozostawać bierny Marku! Posłuchaj swojego rozumu, i głosu serca - bo ono też mówi Ci, że trzeba to zrobić własnie dla dzieci.
 
     
MarekS
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-25, 20:17   

Dziękuję za odpowiedź Mikula.

Uświadomiłaś mi że faktycznie nie napisałem o jednym (ale tylko dla tego że jest to dla mnie oczywiste). Kawalerka w której żona z dziećmi mieszka jest naszą własnością – mieszkaliśmy w niej przez pierwsze 7 lat małżeństwa (nie mieliśmy wtedy jeszcze dzieci). Od początku nie brałem pod uwagę tego że ona się tam przeprowadziła z dwóch powodów (pierwszy ważniejszy):
1. Cała kawalerka to tylko 18 m2. Nie mogłem sobie wyobrazić żeby żona w tak drastyczny sposób pogorszyła warunki mieszkaniowe dzieci. Do tej pory mieszkaliśmy w 3 pokojowym mieszkaniu 62 m2. Każde dziecko miało swój pokój. Widać byłem w błędzie. Byłem przekonany że wynajęła jakie większe mieszkanie.
2. Kawalerka ta była przez nas wynajmowana i nie wiedziałem że żona wymówiła lokatorom.
W dniu wyprowadzki żona „zaopiekowała” się naszymi oszczędnościami i jest na razie zabezpieczona finansowo. Dodatkowo ja robię wszystkie stałe opłaty. Może to dziwne ale nie chciałem zaogniać sytuacji ciągle miałem i mam nadzieję że będziemy razem. Dodatkowo na bieżąco korzysta z konta na które wpłacana jest moja pensja. Może to jest mój błąd (z tymi opłatami i korzystaniem z konta).
Są Święta – niestety nie udało mi się spotkać z żoną i dziećmi. Prezenty zostawiłem u teścia u którego zorganizowałem skromną Wigilie. W mieszkaniu ich nie ma – czekałem dzisiaj pod blokiem kilka godzin – chciałem pójść z nimi do kościoła. Podejrzewam że gdzieś wyjechali ale nie mam gdzie się tego dowiedzieć. W oknie jest ciemno.
Co do sądu rodzinnego już zdecydowałem się wystąpić do niego o zapewnienie kontaktu z dziećmi. Może warto wystąpić też o coś innego ale nie wiem o co jeszcze można. Jestem już umówiony z prawnikiem.
Natomiast ciągle zastanawiam czy wystąpić o badania u specjalisty psychiatry dla żony. Z tego co się dowiadywałem mogę to zrobić tylko przez sąd rodzinny.
 
     
Mikula
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-26, 00:02   

Marku -teraz podoba mi się to, co piszesz. Z treści Twoich postów wynika, ze jesteś wykształconym, inteligentnym mężczyzną. Działaj jak męzczyzna, walcz o dobro swoich dzieci, o dobro swojej rodziny.
 
     
MarekS
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-26, 07:47   

Mikula - dziękuję. Umocniłaś mnie w tym co robię. Tak jak pisałem w tytule "biję się z myślami". Żałuję tylko że tak późno przystępuję do działania.
 
     
Maria Anna
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-26, 13:08   

Musisz działać bardzo szybko, bo potem moze byc za późno. Chodzi mi o dzieci przede wszystkim.

Bądź silny dla nich i nie poddawaj się.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-26, 16:09   

Marek........... w swoim poście przedstawiłes siebie jako człowieka ,męża i ojca bez skazy.
Piszesz": Co prawda przez ostatnie 2-3 miesiące przed tym zdarzeniem między nami coś się psuło. Wzajemne pretensje, napięcia – głównie podejrzliwość żony. Ale nigdy nie spodziewałem się tego. "
i tylko tyle?Podejrzliwość ? o co? co sie psuło pomiędzy Wami? O co były te pretensje?Twoje pretensje czy żony pretensje?
Może warto abyś postwił tezż sobie kilka pytań?W małżęństwie nic nie dzieje sie nagle,raczej rzadko dochodzi do rozpadu więzi i komunikacji ot,tak z poniedziałku na wtorek.To proces dość długi........... A Ty nic nie zauważyłeś? Jaki miałeś kontakt z dziećmi?Jak dobry to dlaczego -jak twierdzisz-żona je nastawia przeciw Tobie?Dlaczego one (córka) nie chce z Toba rozmawiac? Na jakiej podstawie nauczycielka nie chce udzielać Tobie informacji jako ojcu o córce?Piszesz że spotkałeś żonę z dziećmi na mszy...........pod koniec mszy ich zobaczyłeś............. syn Cię nie poznawał.a córka? dlaczego córka boi sie Ciebie?
Może jednak jest coś w Twoim zachowaniu że dzieci się boją Ciebie?
Podejrzewasz żonę o chorobe psychiczną...........masz podstawy? Twoje pisanie jest bardzo jednostronne ,Ty jesteś tym dobrym mężem,tatusiem a tu żona i dzieci odwracają sie od Ciebie............... wiesz.....żyję juz parę lat na tym świecie i jakoś mi to nie pasuje. Czyżby Twoja niepracująca zawodowo żona miała Ciebie tak dość aby wyprowadzić sie od kochającego męża,zerwać kontakty ojca z dziećmi ......nagle....z dnia na dzień.Narażać dzieci na pogorszenie warunków materialnych......to wbrew instynktowi matczynemu...................
Może jednak coś jest w Tobie takiego ze uciekli od Ciebie?Bo jak piszesz nie uciekli do kochanka,mamusia nie zafundowała dzieciom nowego tatusia czy wujka........ moze warto zastanowić sie nad sobą Marek??????
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-26, 18:02   

Marek. Ja bym jednak proponowała szukać pomocy w odpowiedniej instytucji. Zachowanie Twojej żony jest dziwne, wskazuje na zaburzenia. I według mnie trzeba to zrobić jak najszybciej, nie czekać, aż choroba rozwinie się na tyle, by stało się nieszczęście.
Może i nie jesteś kryształowo czysty i anielski, ale choroby psychiczne sprawiają, że człowiek - jak Twoja żona - postępuje irracjonalnie.
I może nie daj się tak od razu wpuścić w poczucie winy - jak radzi Nałóg.
Nałogu, łatwo jest dawać komuś rady, prawda?
Zwłaszcza, gdy dotyczy to sytuacji, o której wie się niewiele. I tak łatwo jest bronić winowajców, prawda?
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-26, 19:22   

Ciekawe.........jakim prawem stawiacie diagnozę o chorobie psychicznej żony Marka... Podejrzenia Marka nabrały prawie że stwierdzenia faktu bezspornego częściowo w postach Mikuli a pózniej u Marii Anny.Może było to raczej przyjęcie do wiadomości i powtórzenie pisania Marka.
Diagnozę bezsporną postawiła Elzd1.Na podstawie kilku zdań orzekła jak pisze :"Zachowanie Twojej żony jest dziwne, wskazuje na zaburzenia.I według mnie trzeba to zrobić jak najszybciej, nie czekać, aż choroba rozwinie się na tyle, by stało się nieszczęście"
No Marek .... pedałuj do sądu rodzinnego po skierowanie na leczenie przymusowe żony ....... bo uciekła z dziećmi od Ciebie.Wg Elzd1 jest napewno chora .
Elzd1.... najłatwiej jest szukać winowajców ,obwiniać reszte świata za wszystko to co spotyka obwiniającego.
Elzd`1 ....... masz alergię na moje refleksje???? Dlaczego wydajesz wyrok i oskarżasz żone Marka?dlaczego określasz ją jako "winną"?.
Wiesz co elzd1? Jak sama napisałaś :"Zwłaszcza, gdy dotyczy to sytuacji, o której wie się niewiele" tak mało wiesz,tylko kilkanascie zdań napisanych przez Marka a Ty juz wydajesz kategoryczna opinię wkładając mi w mój tekst tezę o obronie winowajców-jak piszesz;"I tak łatwo jest bronić winowajców, prawda?" obronę kogokolwiek.
Czyżby postawione Markowi czy raczej sugerowane pytania do rozważenia przez Marka w swojej duszy tak mocno drażniły Ciebie?Odebrałaś je tak osobiście?A one w żadnym razie nie dotyczyły Ciebie.................... Ciebie-jak pisałaś mąż zdradził i poszedł w siną dal,na zielona trawę do sąsiadki jak to określała Zuza i Ola2.To on był winien wg Ciebie.

Potencjalnie oczerniasz kobietę włażąc z butami w jej sfere zdrowotną.Piszesz:"ale choroby psychiczne sprawiają, że człowiek - jak Twoja żona - postępuje irracjonalnie. "
A tak mało wiesz.......... a może ona postępuje jak najbardziej racjonalnie ?

Więcej refleksji nad tym co sie pisze aż sie prosi..........................

A co do poczucia winy,w która wg Ciebie staram sie wpędzić Marka........ Każdemu żyjącemu w małżeństwie ,każdemu żyjącemu wśród ludzi przydaje się szczypta refleksji,zstanowienia sie nad soba,nad swoimi zachowaniami ,nad komunikacją małżeńską,międzyludzką.Nad relacjami żona-mąż,rodzice -dzieci ,pracownik-pracodawca, przełożony-podwładny czu petent w urzędzie a urzędnik.
Najczęściej mocno widać tę biblijną belkę w oczach u innych....... a u siebie nie dostrzega sie nawet okruszka.Okruszka który uwiera ale za uwieranie winny jest ktoś drugi(żona,mąż,przełożony,podwładny,dziecko czy otoczenie,matka czy ojciec(np.alkoholik).Najłatwiej obciążyć za swoje poczynania ,swoje wady charakteru kogoś innego.
Pogody Ducha
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-26, 19:40   

Nałóg. Chyba rzeczywiście mam jakąś alergię na Ciebie. I wcale nie dlatego, żebyś znalazł cokolwiek we mnie, żadne z Twoich pytań nie naruszyło mojego sumienia, po prostu nie uważam, żebyś mógł cokolwiek powiedzieć o tym, co czuje osoba skrzywdzona. Bo ja piszę o tym co czuję, co mnie dotknęło, piszę o swoich doświadczeniach ofiary. A Ty - po drugiej stronie! - nie zrozumiesz.
Nie osądzam, nie wydaję diagnozy. Że czasem kilka zdań wystarczy? Bo mam doczynienia z ofiarami. I ze sprawcami rozmawiam. I niektórzy z nich rozumieją swoje błędy, inni trwają w przekonaniu, że to nie oni winni, tylko choroba, a oni tacy słabi, nic nie mogli poradzić.
Czy poddałam się reflekscji nad swoim życiem - nie Tobie będę o tym opowiadać.
Ja nie ouczam, nie uważam, żebym miała wyłączność na prawdę i wiedzę.
Pozwól by nad relacjami mąż/żona Marek sam się zastanowił, nie osądzaj bezpodstawnie, sugerując Markowi niewłaściwe postępowanie.
Wyjątkowo łatwo przychodzi Ci bronić tych, co krzywdzą. Nie wiesz, dlaczego?
 
     
MarekS
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-26, 20:22   

Odpowiem najpierw „Nałóg”. Nigdy nie twierdziłem i chyba nikt nie może uczciwie twierdzić że jest idealnym żoną, mężem, matką, ojcem. Każdy ma swoje wady i zalety. To że czekam tyle czasu (4 miesiące) z jakimś większym działaniem wynikało z tego że po wyprowadzce żony miałem poczucie winy. Winy że nie byłem dobrym ojcem, mężem. Głównym jego motorem była żona. Uważałem że potrafi ona spojrzeć na wszystko obiektywnie (jest z zawodu psychologiem). Na początku myślałem że głównym problemem była/jest moja praca. Ostatnio miałem sporo wyjazdów (w zależności od miesiąca jeden lub dwa 6-7 dniowe). Ale to okazało się fałszywe – w swoim liście żona napisałem żebym pilnował pracy. Następne moje przypuszczenie że żona podejrzewa że mam kochankę (nie mam i nie miałem). Był okres że co wieczór brała moją komórkę i kazała mi się tłumaczyć z wykonanych rozmów. Nie ukrywam że mnie to denerwowało ale cierpliwie jej wszystko tłumaczyłem. Raz tylko straciłem cierpliwość: w pewnym momencie żona odkryła w telefonie że są predefiniowane szablony sms’ow. Jednym z nich jest „kocham cię”. Na ironię dla niego nie jest aktywna funkcja usuń (nie wiem dlaczego). Stwierdziła wtedy że sam go dodałem i mam go usunąć. Przy niej zadzwoniłem na infolinię operatora u którego był ten telefon kupiony, jak to nie pomogło to na infolinię noki. Tutaj dałem słuchawkę żonie żeby osobiście porozmawiała z operatorem i się przekonała jak jest z tymi szablonami. Poszła do innego pokoju, rozmowa trwała ok. 10 minut – po zakończeniu rozmowy stwierdziła że i tak mi nie wierzy. Wtedy opadły mi ręce. Jedynie co mogłem to młotkiem zlikwidować ten szablon (razem z telefonem).
W jednym z ostatnich swoich listów (sprzed 2-3 miesięcy) żona napisała że mam wyjść z uzależnienia. Bez żadnych większych wyjaśnień o co dokładnie jej chodzi. Na moje dopytywania o jakie uzależnienie jej chodzi nie uzyskałem żadnej informacji (od razu napiszę że nie chodzi tutaj na pewno o alkohol czy inne używki).
Nie pisałem że nauczycielka nie chciała mi udzielić informacji o córce. Uzyskałem pełne informacje o jej nauce (przynajmniej tak to odebrałem). Chodziło mi tylko o to że przy drugiej rozmowie przez parę minut powtarzała żebym nie odbierał córki. Ale muszę przyznać że w tym potoku słów powiedziała mądrą rzecz: żeby nie robić rzeczy w wyniku których córka będzie się bała chodzić do szkoły. Za to stwierdzenie jestem jej wdzięczy gdyż chcę jak najlepiej dla dzieci.
Nie sądzę żeby dzieci się mnie bały przez moje zachowanie. Przed wyprowadzką nie miałem z tym problemów. Jak to jest że w czerwcu nie było żadnych problemów z odprowadzaniem i odbieraniem córki ze szkoły. Na początku sierpnia żona wyprowadziła z dziećmi (i nie miałem z nimi kontaktów). natomiast jak córka mnie zobaczyła w grudniu w szkole to było tylko „tata mnie nie odbiera”.
Uwierz mi „nałóg” że podejrzenie żony o chorobę psychiczną jest dla mnie bardzo ciężkie. Tak jak pisałem przez miesiąc nie podejmowałem żadnych kroków z tego powodu. Chciałem ten sygnał który do mnie dotarł jakoś zweryfikować ale nie udaje mi się. Koleżanki z którymi żona utrzymywała kontakt nic nie wiedzą o naszej sytuacji – dzwoniły na telefon domowy z życzeniami świątecznymi dla całej rodziny. Miałem nadzieję, że w te święta uda nam się spotkać i będę mógł coś zaobserwować. Niestety prezenty dla dzieci i żony są zostawione u teścia. Żony nie ma w kawalerce w której do tej pory mieszkała. Podejrzewam że gdzieś wyjechała z dziećmi na święta. Jest to dla mnie tym bardziej przykre że sygnalizowałem jej chcę spotkania w święta ze sporym wyprzedzeniem (listami i sms’ami). Nie uzyskałem żadnej odpowiedzi od żony. Od 20 lat święta te spędzaliśmy razem (jeszcze przed ślubem).
W każdym razie dziękuję za Twój głos „Nałóg”.
„Eldz1” – Twój głos nie jest jedyny ale muszę szczerze napisać że bardzo trudno mi się zdecydować na ten krok. Ale chyba jestem zmuszony. Nie ukrywam że powstrzymuje mnie strach przed reakcją żony. Mam pewność, że będzie ona bardzo gwałtowna.
Jedynie co mogę zrobić to złożyć odpowiedni wniosek w sądzie rodzinnym – skierowanie żony na badania. Jeżeli żona zagrażałaby bezpośrednio bezpieczeństwu innych osób (np. dzieci) to można załatwić to w inny szybszy sposób. Ale takie coś (na szczęście) nie występuje – albo o tym nie wiem (co gorsza).

Jeszcze raz dziękuje za wszystkie głosy.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 8