Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
... i po swietach...
Autor Wiadomość
Justyna1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-26, 22:20   ... i po swietach...

Swieta... 4 dni spedzone razem... rodzinnie, spokojnie, ze smiechem, rozmowami. Byla wizyta w kosciele ( o dziwo! myslam, ze nie pojdzie z nami), byla kolacja wigilijna, prezenty, wspolne sniadania, obiady gotowane przez niego, spacery, zabawa z dziecmi, wieczorne ogladanie telewizji... Cieplo...
Nawet spalismy w jednym lozku (bez podtekstow).
Tak, macie racje, to zbyt piekne, aby bylo prawdziwe. Dzisiaj, po polozeniu dzieci spac, zalozyl buty i kurtke. Na moje zdziwione pytanie, gdzie idzie, odpowiedzial, ze musi sie pokazac w swoim mieszkaniu, bo inaczej je straci. No i jak myslicie, co zrobilam? Tak, rozesmialam mu sie w twarz. Wyrzucilam z siebie jeszcze pare moich zalow (choc wiem, ze i tak nic do niego nie dociera). I poszedl...
Nie wiazalam z tymi swietami zadnych nadziei na jego powrot do nas. Ale myslalam, ze beda one "powodem" do zastanowienia sie. Ze pomysli nad tym wszystkim jeszcze raz.
W piatek wyjezdzam do moich rodzicow. Myslalam, ze zostanie z nami do piatku. Nie rozmawialismy o tym, ale tak jakos myslalam.
Placze, jak tylko pomysle o dzieciach. O naszych dzieciach. Sa wpatrzone w niego jak w obraz. A dla niego to nie ma znaczenia. Dla niego nie ma znaczenia, co mysla dzieci budzac sie i nie widzac go w domu, co mysla idac spac i nie mogac dac mu buzi na dobranoc.
Ale znowu sie czegos nauczylam. Znowu pokazal mi, ze "milosc wymaga stanowczosci", a ja bylam za "miekka".

Justyna
 
     
lodzia
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-27, 07:51   

Justyna1 napisał/a:
rozesmialam mu sie w twarz. Wyrzucilam z siebie jeszcze pare moich zalow (choc wiem, ze i tak nic do niego nie dociera). I poszedl...


chyba czasem lepiej sobie pomilczeć...

Justyna1 napisał/a:
i tak nic do niego nie dociera


to Ty tak myślisz...
 
     
Maria Anna
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-27, 08:09   

Gdyby mu nie zalezało na dzieciach nie było by go z Wami. A był.
Poczekaj co czas przyniesie. Trudne. Bardzo. ale i tak nie masz wyjścia.
Pozdr ciepło.
 
     
lodzia
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-27, 08:12   

Maria Anna, ma rację... gdyby mu nie zależało nie było by go z Wami...
A Ty Justyna1, zmyłaś mu głowe...
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-27, 21:06   

A ja nie jestem pewna, czy Justynie należy się nagana.
Może szanowny mąż nie chciał w święta być sam? A u żony miał wikt i miłe towarzystwo, dzieci były zadowolone, a on pokazał, jakim jest dobrym ojcem.
Koledzy nie mieli dla niego czasu, knajpy pozamykane, w telewizji może nic ciekawego, to co miał się nudzić?
Wydaje mi się, że wymówka o pokazaniu się w mieszkaniu była tylko wymówką, nie oczywistą prawdą.
Może się mylę, chciałabym się mylić. Ale uważam, że nie należy poddańczo zgadzać się na wszystko, co mąż łaskawie zaproponuje w swojej dobroci ( a może dla swojej wygody?) .
Justyna, sama wiesz czy Twoje zachowanie było dobre czy złe, czas pokaże jakie intencje miał mąż.
 
     
Maria Anna
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-27, 21:22   

Poddańczo? Pewnie, ze nie. Ale przypisywac tylko to co najgorsze? Tez nie.
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-27, 21:32   

E tam, zaraz wszystko co najgorsze. O najgorszym nie wspomniałam.
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-27, 21:43   Re: ... i po swietach...

Justyna1 napisał/a:

Placze, jak tylko pomysle o dzieciach. O naszych dzieciach. Sa wpatrzone w niego jak w obraz.

Justyno, jest jeszcze Bóg. Bóg nie jest w oderwaniu od nas samym, od naszych dzieci i rodzin.
"dzieci zapatrzone w niego jak w obraz" - to niedobrze!
Dlatego, że ani mama, ani tato nie dadzą dzieciom tego, co może zesłać dla nich Pan Bóg.
Może to czas, aby zacząc mówić o Panu Bogu jak o Ojcu, bo Bóg Ojcem Jest.

Justyno, nie płacz nad tym! Tak nie można. Nie wychowujemy dzieci dla siebie, tylko dla nich samych, dla Boga, dla innych.
Spróbuj spojrzeć na to inaczej.
Przeczytaj: tu.
Nie płacz! Bóg jest Ojcem. Ojcze Nasz.
Niech dzieci modlą się z Tobą "Ojcze Nasz".
Bóg jest Ojcem Naszym. Nie zapomina o nikim, a tym bardziej o dzieciach.
Justyno .. módl się z dziećmi: "Ojcze Nasz".
Nie ma takiego nieszczęścia, żeby nie dać rady przejść przez nie, jeśli z Bogiem się idzie. Z Chrystusem.
 
     
Justyna1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-30, 10:50   

Dziekuje za odpowiedzi.
Wszyscy macie racje. Tez myslalam i myslalam. Najpierw myslalam, ze nie mial sie gdzie podziac i dlatego chcial spedzic swieta z nami. Potem myslalam, ze jednak nie, ze chcial je spedzic z nami. Ma przeciez swoj pokoj gdzies, a tyle razy mowil, ze nie chce byc ze mna, a jednak na swieta chcial. Musze dodac, ze swieta nie sa dla niego jakims wielkim wydarzeniem, nigdy nie byly. Wiec wlasciwie podejrzewalabym, ze bedzie chcial je spedzic sam, bez tego calego "rodzinnego kramu". A jednak nie.
Ja go nie tlumacze; ale tak, nieslusznie zmylam mu glowe. Przemyslalam wszystko, to jak ja sie zachowalam i nie moge zrzucac zawsze calej winy na niego. Trudno tu to wytlumaczyc. Ale przez swieta bylo naprawde super. Nie bylo to dla mnie zadna nadzieja, ze on wroci: nie, ja sie cieszylam, ze jest, ze sie stara. Ale nie bylo to dla mnie zadna iskierka na jego powrot. On wcale nie wraca. I w momencie, kiedy wieczorem drugiego dnia swiat powiedzial, ze idzie, emocje wziely gore. Czulam sie zraniona, "oszukana". A on mi potem napisal smsa, ze przeciez kazalam mu zrobic zakupy na pierwszy i drugi dzien, wiec zrobil i wychodzil z zalozenia, ze ma zostac tylko na te dwa dni. Moge podejrzewac, ze chcial sie zobaczyc tez z nia, ale na 100% tego nie wiem. I z smsow, ktore pisalismy sobie wieczorem drugiego dnia swiat wynikalo, ze chyba jednak sie z nia nie spotkal. No ale coz, to juz minelo.
Tak, to jest tak, jak sie do konca wszystkiego nie wyjasni. Ja w swoim "swiatecznym zadowoleniu" myslalam, ze zostanie z nami do naszego wyjazdu. A skad on mogl to wiedziec, ze ja tak myslalam? Nie bronie go tu. Staram sie obiektywnie na to spojrzec (choc trudne to). Ale on odszedl, on nie chce, on nie kocha. I choc te swieta byly bardzo mile, to on nadal mieszka osobno i te swieta nie byly jego powrotem.
Nastepnego dnia przyjechal znowu, spedzilismy znowu fajnie dzien. W piatek odwiozl nas na lotnisko i na pozegnanie dal mi nawet buzi ;-)
A teraz jestem u moich rodzicow i staram sie wylaczyc, nie myslec o nim, nie chciec napisac mu smsa. Pokusa caly czas jest. Ale moze wytrzymam. Czytam tez Dobsona i, jak pewnie wielu z was, odnajduje w tej ksiazce swoje malzenstwo.


Elzbieto, to, ze napisalam "dzieci sa wpatrzone w niego jak w obraz", to byla taka przenosnia, mialo to znaczyc, ze uwialbiaja go, ze chca z nim spedzac czas, ze jest dla nich bardzo wazny. A maja 4 i 6 lat. Nie wiem, jak mialabym im wytlumaczyc, ze ich ojcem jest Bog. Elzbieto - one maja swojego tatusia, modla sie do Bozi, dziekuja Jezuskowi za prezenty pod choinka ;-) I mysle, ze to na razie starczy.
Pozdrawiam
Justyna
 
     
bajka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-30, 21:23   

Kochane moje - ktoś tu na forum dosyć mądrze napisał, że nasi panowie to teraz mają luksus: odeszli od żon i obowiązków, święty spokój, same przyjemności, od czasu do czasu na łono rodziny zajrzą a tam: pani domu wytresowana Dobsonem i w ogóle: pięknie wygląda, robi miłą atmosferę, wszystko aby jaśnie pan być może przemyślał. Jaśnie pan zażywa świąt itp. itd. w rodzinnym gronie, żonka się stara, a on potem do swoich spraw powraca, zadowolony z siebie i życia. Panisko - jednym słowem.
A zona - psychicznie znowu rozwalona, bo co tu nie mówic, czego by sobie nie wmawiać - nadzieja gdzieś na dnie i tak się tli.
I takie to bez sensu chyba, co ?
 
     
Justyna1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-30, 21:40   

Ja nie wiem, Bajka. Ja tez mysle, ze on ma wyluzowane zycie. Przychodzi, wychodzi, wolny ptak. Spedza swieta z nami, jest fajnie i ciesze sie z tego. Jak go nie ma, jest mi dobrze samej. Ale chce, zeby wrocil. Jak jest, dobrze nam sie gada, tez sie ciesze. Zagmatwane to. Ale na razie robie tak, bo czuje, ze tak musze robic. Kiedys nadejdzie taki dzien, ze zmienie cos w moim zachowaniu. Ale co? I kiedy? Nie wiem.
Do tej pory zawsze postepowalam tak, jak mi serce i rozum RAZEM dyktowaly. I dobrze mi z tym bylo i jest. Tez sa doly, rozczarowania, radosci i smutki.
A nadzieja? Bajko, nie mam jej, bo uslyszalam znowu, ze nigdy nie bedziemy juz razem (drugi dzien swiat), a mimo to milo spedzilismy czas. Ale z tego, co nam zostalo, chce zrobic, co najlepsze. Moze inaczej... Mam nadzieje, ze wroci, ale on mi nie daje tej nadziei. Moze lepiej by napisac: ja marze, zeby wrocil...
A to, ze zadbalam o siebie, ze mysle o sobie, to - dojrzalam do tego i robie to dla siebie. A jesli ma to jakies pozytywne promieniowanie w kierunku mojego meza, to ok.

A co do Dobsona - skonczylam juz czytac. I wlasciwie nic nowego mi nie powiedzial. To wszystko juz wiedzialam od Was;-)

Justyna
 
     
bajka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-30, 22:24   

Justysia - właśnie o to chodzi. Że my i tak mamy nadzieję. A im dobrze. Jak powiedziała mi koleżanka - on nie chce rozwodu (dlatego nie składa papierów), chciał spokoju, wolności od obowiązków i zobowiązań - to to ma.
Nie rób niczego wbrew sobie, tylko co dyktuje serce i rozum. Ja też tak postępuję.
Całusy
 
     
dan73
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-31, 07:48   

Dziewczyny, najgorsze są te podteksty, które w nas tkwią, intencje, które przypisujemy drugiej stronie. Ja się na tym łapię i łapię też żonę.

Wyprowadzając się we wrześniu, robiłem to z rozpaczy. Mieszkanie razem w separacji, rozbijało naszą psychikę, powodowało częste spięcia, jednym słowem było coraz gorzej. Pomyślałem sobie, może nie uratuję mego małżeństwa, ale posłucham żony i psychoterapeuty, który od początku radził mi wyprowadzkę. Może to coś da.

Po wyprowadzce często słyszałem: teraz jesteś wolny ptak, zero obowiązków, przychodzisz tu od czasu do czasu, a ja się wiłem z bólu co wieczór, że nie jestem z nimi i nie mogę pomóc na codzień. Z bólu, że mimo wyprowadzki nadal się kłócimy i do naprawy małżeństwa daleka droga, jeśli możliwa.

Wczoraj kłóciliśmy się znów po dłuższej przerwie, powiedzieliśmy sobie nawzajem wiele przykrych rzeczy. Gdy wieczorem rozmawialiśmy ze sobą przez telefon, zrozumiałem, że żona mówiąc te rzeczy miała na myśli zupełnie co innego, niż ja zrozumiałem, podobnie zresztą było z żoną. Przypisała mi intencje, których mówiąc przykre słowa w ogóle nie miałem na myśli.

Komunikacja w związku to wazna rzecz. Czy ja się jej kiedyś nauczę?
 
     
Mikula
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-31, 09:53   

Bajka bardzo fajnie podsumowała -

"Kochane moje - ktoś tu na forum dosyć mądrze napisał, że nasi panowie to teraz mają luksus: odeszli od żon i obowiązków, święty spokój, same przyjemności, od czasu do czasu na łono rodziny zajrzą a tam: pani domu wytresowana Dobsonem i w ogóle: pięknie wygląda, robi miłą atmosferę, wszystko aby jaśnie pan być może przemyślał. Jaśnie pan zażywa świąt itp. itd. w rodzinnym gronie, żonka się stara, a on potem do swoich spraw powraca, zadowolony z siebie i życia. Panisko - jednym słowem.
A zona - psychicznie znowu rozwalona, bo co tu nie mówic, czego by sobie nie wmawiać - nadzieja gdzieś na dnie i tak się tli.
I takie to bez sensu chyba, co ?"

To tresowanie, to akurat mój tekst - tak się czułam przez kilka miesięcy. Justynko - pytasz co się w Tobie zmieni i kiedy. Jeśli on nie wróci, z pewnością nastanie moment, kiedy powiesz mu STOP. I skończy się ta zabawa w dom - która trwa tylko wtedy, kiedy on ma na to ochotę. Bo tak jest - i nikt nie wmówi mi, ze to błedne myslenie. I tak, jak napisała Bajka, ta zabawa - nas, zdradzonych i porzuconych, jedynie rozwala psychicznie. Dlatego ja się już nie bawię - bo to okrutna gra.
 
     
Ann3
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-31, 12:56   

Zgadzam się to okrutna gra. A w ogóle jestem za prawdą "I poznacie prawdę a prawda Was wyzwoli" - to słowa samego Chrystusa o sobie samym. Oczywiście Jezus Chrystus jest Prawdą. Ale w świetle Jego osoby prawdą jest to, że :
TY, mój małżonku ogromnie mnie krzywdzisz wyprowadzając się od nas, czuję się poniżona Twoim traktowaniem, Twoją obojętnością i całym złem, które mi zafundowałeś i dlatego nie mam zamiaru dłużej tego znosić, a tym bardziej umilać Ci czas i dostarczać piękne świąteczne przeżycia więc żegnam .............Mężczyzna to też człowiek ( tak, jak my kobiety) i ma rozum, myśli logicznie a postawa "zabawy w dom" niesie za sobą przesłanie : rób co Ci się żywnie podoba , mieszkaj gdzie chcesz, śpij z kim chcesz , bo i tak jestem szczęśliwa i jest dobrze. Skończyłabym "zabawę w dom" bo takie przeżycia odbijają się za zdrowiu psychicznym .
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 10