Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
sama już nie wiem co myśleć
Autor Wiadomość
agata96
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-26, 10:24   sama już nie wiem co myśleć

Cześć,
jesteście jak zwykle moją deską ratunkową. Sama już nie wiem co myśleć o tej sytuacji. Cały czas myślałam, że nie wiem mojego męża oznacza że mu zależy na nas, ale poneważ stało sie tak wiele złych rzeczy, spoodowanych głównie przez moje postępowanie to nie wie co dalej, że skoro mieszkam w jego domu to znaczy, że daje nam jakąś sznasę, tym bardziej, ze ja chciałam się wyprowadzić, że to że dalej buduje dom, to ma to m.in. na celu nasze zbliżenie się do siebie. Moja przyjaciółka spotkała się ostatnio z jego najlepszym przyjacielem i jakoś tak rozmowa zeszła na nasz temat. On powiedział, że to nie ma znaczenia gdzie kto mieszka, że P. buduje bo ma do tego prawo, ale to nic nie oznacza, że niestety jest zbyt mało zdecydowany aby podjąć ostateczną decyzję i że temu przyjacielowi jest mnie żal. To słowa jego przyjaciela, tak więc raczej dość wiarygodne. I tak wszystkie moje założenia upadły. Napisałam więc do P. sms, że zastanawiałam się co dalej, ale teraz już wiem, tylko szkoda że nie od niego, a on odpisał, że nie wie co wiem, bo on dalej nic nie wie. Umówiliśmy sie na spotkanie. Mieliśmy o tym rozmawiać, ale skończyło się tak, że siedzieliśmy w knajpie do późnej nocy, nie rozmawialiśmy o tym wcale i było, przynajmniej moim zdaniem, bardzo miło. Na drugi dzień przyjechał na budowę, spędził tu cały dzień. Jest jakiś taki inny, bardziej otwarty, dużo bardziej milszy, choć z drugiej strony wydaje mi się, że jest szczęśliwszy, choć w smsie napisał, że jest kiepskiej formie. Całe to wydarzenie było poprzedzone kilkoma miłymi smsami w zeszłym tygdniu, jak np. dobranoc, o tym jak to mój pies lubi leżeć przed kominkiem (opiekował się nim jak ja byłam w delegacji). Zasze jak przyjeżdżał do psa gotowałam mu coś, a on nigdy tego nie jadł, teraz po raz pierwszy było inaczej. Poskładał szafkę, którą kupiliśmy zeszłym roku, jak jeszcze mieszkaliśmy razem. Ale po co? Przecież on tu nie mieszka. Sama już nie wiem co jest prawdą i co o tym wszystkim myśleć. Dodam jeszcze tylko, że mój mąż jest osobą bardzo sktytą, nie lubi rozmawiać o uczuciach. A co ja? Ja staram się zachowywać w tej sytuacji bardzo przytomnie. Mimo, że jestem piekileną choleryczką to trzymam nerwy na wodzy. Nie wiem, poprostu nie wiem. Gubię się w tym wszystkim. Pozdrawiam.
 
     
marta o.
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-26, 18:26   

Agata,

To jest cos na zasadzie jedna pani drugiej pani powiedziała... Zawsze tylko bierze się pod uwagę informacje z pierwszezj ręki. Skad wiesz czy P. z przyjacielem jest szczery? Skoro jest zamknięty w sobie to tym bardziej chyba nie gadałby o tym szczerze z kolegą. A cała reszta - to jest nie to co P. mysli i powiedział tylko to co kolega sobie wyinterpretował. Bo wiesc która dociera od osób trzecich to jest sama wiesc plus interpretacja. Nigdy to obiektywne nie będzie. Poza tym wydaje mi się, ze więcej Ci powiedzą jego zachowania (jesli nie starasz się olczywiscie ich nadinterpretować wg życzeniowego myslenia ale oceniasz nagie fakty) aniżeli cos co P koledze, kolega koleżance a kolezanka Tobie.

Fakty są takie, że P zachowuje się przyjaźniej. Na tym się skup i rób swoje - czyli to co robisz - spokój plus wysiłek włożony w zmienianie siebie. Tak myslę.

[ Dodano: 2007-11-26, 18:27 ]
W każdym razie ja tak własnie postępowałam i też miałam własnie tak - M. zmieniał powoli stosunek do mnie, lody powoli topniały, niezauważalne drobne zmiany. A to co gadali inni to po prostu spłukiwałam w klozecie:) bo tak mi doradził mój bardzo mądry przyjaciel, pan który swoje przeszedł i teraz w wieku 59 lat ma szczesliwy związek
 
     
rzaba
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-26, 19:42   

" agatko96" postaraj sie nie zmranowac szansy, która terazdostajesz... twoj mąz sie do ciebie zbliza... wiesz ile sprawwczesniej sama zawaliłas...teraz masz szanse to naprawic... z tego co piszesz wynika ze twoj mąz juz przestaje powoli uciekac od Ciebie... postaraj sie to dostrzeci zauwazyc... nie będza taka zamknieta i powsciagliwa.. wczesniej nawarzyłas piwa i choc twoj maz tez nie jest bez winy troche go rozumię... moim zdaniem on sie boi, on sie boi, ze znowu mozesz go zraniv... pokaz mu jak sie zmieniłas... niech zpoabczy w Tobie usmiechnieta kobietę...
musisz uwierzyć że sie Wam uda... Twoj mąz zaczyna sie topic jak kostka lodu... powól mu na to, bądz cierpliwa... powodzenia. rzaba
 
     
agata96
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-26, 20:04   

Byłam z mężem dzisiaj na obiedzie. Przyjechał tu, przywiózł jakieś materiały budowlane. Wszedł do domu. Tak na chwilę. Zapytałam czy wejdzie to powiedziałm, ze jedzie bo jest głodny. Zaproponowałam mu obiad, a on na to żebyśmy poszli do knajpy. Pokjechaliśmy. Było spokojnie, ale bez fajerwerków. Jakoś tak inaczej. Nie wiem czy nie ma między nami przepaści, której nie uda nam się już przeskoczyć. Poza tym nie wiem czy łączy nasz jeszcze jakieś uczucie, które pozwoli na odbudowanie tego związku. Takie spotkania nie są proste, wręcz czasami odbieram je jako męczące. Jestem spięta. Nie potrafię zachowywać się zupełnie naturalnie, nie potrafię od tak odciąć się od tego wszystkiego co miało miejsce. Wiem, że musiałoby nam bardzo zależeć na odbudowie tego związku aby było to możliwe i obyśmy chcieli i potrafili doprowadzić proces odbudowy tego związku do szczęśliwego końca. Nie ma jakiegoś takiego ognia, nie ma iskry. Jedno jest pewne, on nikogo nie ma, jest sam.
 
     
Tomek1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-26, 20:13   

Hej , Agata. Myślę , że wszystko zaczyna Ci się powoli układać. Chyba jesteście na dobrej drodze. Tak trzymać. Życzę cierpliwości i powodzenia.
 
     
agata96
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-26, 20:19   

Dzieki, ale sama juz nie wiem czy to jeszcze możliwe. Zobaczymy, trzeba dać czas czasowi, nie wolni nic przyśpieszać. Ale dzięki. Pozdrawiam.
 
     
marta o.
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-26, 20:27   

No wygląda to w miarę dobrze. A uczucie można odbudować, tylko wymaganiestety czasu i pracy. Długo to juztrwa i wiele Cię kosztuje, lae porównaj to co jest teraz z tym co było przed miesiacami. Wygląda lepiej... Sledzę Twoją historię, wpsieram myslą i widzę, że sprawa ewoluuje
 
     
rzaba
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-26, 20:50   

agartko musisz chciec i wierzyc, a wtedy sie uda... zuczepowodzenia inie poodawaj sie tak łatwo... mysle ze masz duza szanse aby uratowac to małzenstwo;)
 
     
pestka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-26, 21:05   

Agatko powiem tak: z Twojej perspektywy wygląda to może nijako, "bez fajerwerków" jak sama napisałaś. Pomyśl, każdy związek kiedyś traci ten młodzieńczy blask, tę burzę ekstremalnie pozytywnych uczuć, zmienia kolor z tego jaskrawego na bardziej stonowany, "dojrzalszy"... Dołóż do tego wasz kryzys... zatem na dzień dzisiejszy raczej nie ma powodu do rwania szat.
Nie jedna osoba może chciałaby choć takiego zainteresowania jakie okazuje Tobie Twój mąż. Nie mówię, że inni mają gorzej, bo tego sloganu sama mam serdecznie dosyć. Chcę powiedzieć, że ten kryzys uczy was czegoś. Sama napisałaś, że mąż jest bardzo skryty, Ty natomiast jesteś typem choleryka. Zobacz, oboje dzięki temu kryzysowi uczycie się przykryć trochę swoje ego (jakiekolwiek ono jest).
Może na Twoim miejscu nie robiłabym nic ponad to niż to, co robisz teraz.
Może na Twoim miejscu pozwalałabym się tlić tej iskierce nadziei.
Życzę Wam z całego serca, abyście oboje dogrzebali się jednak do tego głębokiego uczucia. Ono nie zgasło. Zmienia barwy :-)
Spokojnie

ps. cały czas kibicuję Tobie Agatko.
pestka
 
     
agata96
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-26, 22:35   

Dzięki Wam za miłe słowa. Wiem, że to wszystko wymaga czasu. Zobaczymy do jakiego rozwiązania nas to doprowadzi. Pozdarwiam.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-27, 08:57   

Agata96............piszesz:"Wiem, że to wszystko wymaga czasu" mądre słowa,mądre spostrzeżenie:daj czas czasowi.
Piszesz wyżej:
"Nie wiem czy nie ma między nami przepaści, której nie uda nam się już przeskoczyć. "

A nie sądzisz że lepiej byłoby zakopywac te przepasci?zawsze to łatwiej jest przejść niz przeskakiwać,bezpieczniej(hhhhiiii)

"Poza tym nie wiem czy łączy nasz jeszcze jakieś uczucie, które pozwoli na odbudowanie tego związku"
A tego to juz nie wie nikt poza Wami.
Agata...........jak nie uwierzysz że Was łączy uczucie to ono napewno Was nie połączy.

A opinie niby przyjaciół zostaw na boku,inaczej..........nie prowokój aby sie czegoś w ten sposób dowiadywac.Sama wiesz że to zawsze jest mocno zinterpretowane przez tego co takie wieści przekazuje.Jestes bardzo inteligentna kobietą,znająca mechanizmy prowadzenia rozmó,negocjacji.Nie słuchaj pobocznych opinii.........sma masz instrumenty aby sie dowiedzieć .
Pogody Ducha Agato.
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-27, 09:10   

nałóg napisał/a:
"Poza tym nie wiem czy łączy nasz jeszcze jakieś uczucie, które pozwoli na odbudowanie tego związku"
A tego to juz nie wie nikt poza Wami.
Agata...........jak nie uwierzysz że Was łączy uczucie to ono napewno Was nie połączy..

poza tym uczucia zmienne są, więc lepiej łączyć się aktem woli, bo trwalej....
 
     
agata96
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-01, 20:12   

Jestem po kolejnym, dość miłym spotkaniu. Przyjechał dzisiaj, rozmawialiśmy, zjedliśmy wspólnie obiad. Było miło. Nie rozmawiamy o nas, tylko tak w ogóle o wszystkim. Nie ma fakerwerków, ale jest miło, ciepło, choć niełatwo. Nie wiem do czego nas doprowadzi, ale warto powalczyć. Pozdrawiam.
 
     
marta o.
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-01, 20:21   

Myslę, że tak, ze masz rację
 
     
Tomek1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-01, 20:46   

Powoli zdarzają się u Ciebie małe cuda , jak sądzę. Myślę , że może być już tylko lepiej. Życzę wytrwałości. Ja powoli zaczynam tracić nadzieję , choć cały czas jeszcze wierzę , sam nie wiem dlaczego.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,01 sekundy. Zapytań do SQL: 9