Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Kanon 1095 n. 3 - nadużywany jako furtka do...
Autor Wiadomość
administrator 
Administrator

Dołączył: 16 Mar 2006
Posty: 520
Wysłany: 2006-06-01, 20:49   Kanon 1095 n. 3 - nadużywany jako furtka do...

Wyslane przez: Andrzej
Email:
Czy można zawsze w oparciu o ten tak pojemny stwarzający szerokie pole do interpretacji kanon orzekać jednoznacznie, bez cienia wątpliwości, że małżeństwo było zawarte nieważnie?
Kanon ten mówi, że niezdolni do zawarcia małżeństwa są ci, którzy: z przyczyn natury psychicznej nie są zdolni podjąć istotnych obowiązków małżeńskich.
Kto z ludzi potrafi w każdym przypadku jednoznacznie i bez cienia wątpliwości w pełnej odpowiedzialności przed Bogiem, który jest twórcą i obrońcą sakramentu małżeństwa taką granicę zdolności psychicznej określić? - granicę poniżej której zawiązała się sakramentalna więź, a powyżej nie zawiązała...
Widzę tu zbyt wielkie pole do manipulacji, które się wykorzystuje, co zresztą potwierdza swoją ostrą krytyką Jan Paweł II (w ubiegłorocznym i z tego roku przemówieniu do członków Roty Rzymskiej) odnoszącej się do nadużyć mających miejsce przy zastosowaniu głównie tego kanonu. Stosowanie tego kanonu przynosi zbyt wiele złych owoców - złych bo nadużycia związane z tym kanonem uderzaja w sakramentalne małżeństwa.
Powtórzę jeszcze raz to co już tu na forum pisałem, że trudno się dziwić, że ludzie widząc jak względnie łatwo i chętnie przyjmuje się do rozpatrywania sprawy (głównie w oparciu o tak pojemny kanon 1095 p. 3) dot. ważności związku odbierają to jako sposób na zalegalizowanie niewierności, zdrady etc.
Na przykład, co mają robić ci wierni kochający małżonkowie, którzy widzą jak na ich oczach ich współmałżonkowie żyjący w związkach niesakramentalnych uciekają od nich (myślowo i fizycznie)... do sądów biskupich. Dobrze jeszcze, gdy tam się udadzą fizycznie i prawda o ich związku zostanie RZETELNIE (bez cienia wątpliwości) ujawniona; gorzej, jeśli żyją w błogim przeświadczeniu, że ich związek jest nieważny, (w czym chętnie utwierdza ich "życzliwe" otoczenie) i w związku z tym nie myślą o powrocie do prawowitego współmałżonka i dalej żyją w grzechu cudzołóstwa.
Taka praktyka zbyt szybkiego i łatwego orzekania nieważności doprowadziła do sytuacji, że małżonkowie przeżywający ciężki kryzys małżeński (np. odejscie współmałżonka, jego zdradę) zamiast trwać w pokornej, ale aktywnej wierności - w nadziei i dążeniu do uzdrowienia małżeństwa mocą wiary w Jezusa Chrystusa - szukali ratunku, "szczęścia"... w nowym związku. I dla osiagnięcia tego celu udawali się do Sądu Biskupiego. Ostatnio sam osobiście wysłuchałem wyznania opuszczonej i zdradzanej żony, która stwierdziła, że rezygnuje z walki o uratowanie małżeństwa i poszuka sobie szczęścia gdzie indziej, a sakrament się jakoś "unieważni". Tajemnicą poliszynela jest w oparciu o jaki kanon spróbuje to zrobić...
Na tegorocznym spotkaniu z Rota Rzymską Ojciec Świety JP II mówił, że nie należy ulegać lękowi przed prawdą, płynącemu czasami z obawy, by nie urazić ludzi. Aby działać sprawiedliwie, nie można kierować się fałszywym współczuciem. Stwierdził, że błędem jest deklarować nieważność małżeństwa, które się całkowicie rozpadły, powołując się na rzekome racje duszpasterskie. ( http://ekai.pl/wydarzenia...h-kanonicznych/ )
Warto się zastanowić z czego wynika to fałszywe współczucie, o którym mówił JP II.
Czy nie wynika ono np. z niewiary w moc Boga, która jest zdolna wyprowadzić sakramentalnych małżonków z każdego nawet najbardziej, patrząc po ludzku, beznadziejnego kryzysu małżeńskiego (np. gdy małżonkowie pozakładali nowe niesakramentalne związki).
Można sobie bowiem wyobrazić taki Boży scenariusz; powrót (dzięki zrodzonej wierze) męża marnotrawnego najpierw do Boga, potem do sakramentalnej przysięgi (porzucenie cudzołożnego związku*), potem wskutek tego świadectwa i otwarcia się na łaskę powrót (dzięki zrodzonej wierze) marnotrawnej żony (porzucenie cudzołożnego związku*) i w końcu na chwałę Bożą pojednanie obu marnotrawnych sakramentalnych małżonków. Niemożliwe? Po ludzku nieprawdopodobne, ale z Bogiem absolutnie realne... Wiara czyni cuda!
To do nas mówi Chrystus: "...nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie" (Mt 16,21-23)

(*) Ktos może powiedzieć, że odejście niesakramentalnej żony od niesakramentalnego męża i powrót do czekającego prawowitego sakramentalnego męża jest niedopuszczalne, bo krzywdzi tę niesakramentalną żonę.
Jak to widzi Bóg?
Jest taka scena w Ewangelii, kiedy to prorok św. Jan Chrzciciel udaje się do Heroda i Herodiady i mówi im w imieniu Boga, że nie wolno im być razem (a mieli przecież na wychowaniu córke Herodiady - Salome, która ich na pewno bardzo potrzebowała). Za wezwanie do porzucenia tego grzesznego (niesakramentalnego) związku został pozbawiony życia.
Następna scena z Ewangelii, gdy dwunastoletni Jezus gubi się Rodzicom. Oni odchodzili od zmysłów!!! Trzy dni! Strasznie cierpieli!! Po ludzku Jezus zrobił rzecz okrutną. Właśnie... po ludzku...
Jezus pokazał, że w konflikcie po ludzku i po Bożemu trzeba wybrać Boga, CHOĆBY NAWET KTOS BLISKI MIAŁ CIERPIEĆ. Nieraz nie da się i te wymiary po ludzku i po Bożemu stają w konfikcie. Trzeba wybrać. Wybrać zaufanie do Jezusa. On daje życie i smierć. On daje szczęście. On jest ponad prawa pedagogiki. Celem dla nas katolików jest przecież życie i szczęście wieczne!

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: ks

Troszkę Andrzeju sięchyba zagalopowałeś.
Kan 1095 nr 3 ma bardzo bogatą tradycję kanonistyczną.
To nie jest tak, że zawsze i za wszelką cenę trzeba trwać w każdym związku, tym bardziej że jest on w świetle nauki Kościoła nieważny. Oczywiście nieważności nie można absolutnie tłumaczyć racjami duspasterskimi.
Powiedz mi czy zaborcza miłość, ograniczająca jest dobra?
W moim przekonaniu nie.
Czy jeśli poślubiasz osobę, która nie jest zdolna ofiarować siebie jako osoby współmałżonkowi, to czy zawierasz małżeństwo ważnie czy nie?
Czy według Ciebie Kościół pomylił się wpisując kan 1095 nr 3 do swojego prawa?
Często powołujesz się na słowa Ojca Świętego... i dobrze.
Ale tak stawiając sprawę i wyjmując z kontekstu jego słowa wypaczasz ic sens. Czy czytałeś to przemówienie?
ks

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Andrzej
Email:

To dobrze, proszę Księdza, że tylko trochę się zagalopowałem. :)
Myślę jednak, że problem jest poważny skoro nasz papież nie wahał się mówić tak wyraźnie o nadużyciach.
Co do sprawy tych krytycznych słów papieża dotyczących nadużyć, to są one wyraźnie wpisane w kontekst obrony sakramentu małżeństwa - jego świętości, obrony sakramentalnych małżeństw, obrony Chrystusowej prawdy o jego nierozerwalności.

Czytałem przemówienie papieża JP II do członków Roty Rzymskiej z ubiegłego roku i z lat wcześniejszych, które są opublikowane na stronie Opoki, tegoroczne znam z relacji KAI* i m.in "Gościa Niedzielnego", gdyż tego ostatniego przemówienia Opoka nie zamieściła.

Jeśli rzeczywiście związek jest nieważnie zawarty, to nie ma dyskusji i jest tak jak Ksiądz pisze. Problem w tym, czy da się to rzetelnie, a więc obiektywnie i w oparciu o niezbite dowody wykazać. A w materii tak delikatnej jak psychika ludzka, nie jest to łatwe. Myślę, że takie jednoznaczne ustalenie granicy, jeśli jest możliwe, to tylko w naprawdę ekstremalnych sytuacjach, gdzie rzeczywiście tej minimalnej choćby zdolności psychicznej nie było. Bo przyzna Ksiądz, że zaborcza miłość, o której Ksiądz pisze np. zaborcza miłość matki do córki/syna, która negatywnie wpływa na małżeństwo, ma miejsce w mniejszym lub większym stopniu w bardzo wielu małżeństwach. Tak naprawdę, to nie ma takiego małżeństwa, które byłoby już na starcie (a ten moment przecież nas tylko interesuje z punktu widzenia ważności związku) w pełni zdolne do podjęcia się istotnych obowiązków małżeńskich. Tej dojrzałości i odporności psychicznej na różne rodzaje uzależnień, to dopiero małżonkowie mają się nauczyć także poprzez kryzysy - przez ich przezwyciężanie; mają się uczyć prawdziwej miłości. Nie kwestionuję potrzeby istnienia tego kanonu, mam duże zastrzeżenia co do praktyki jego stosowania, a więc do tego, co było przedmiotem tak wyraźnej i głośnej papieskiej krytyki. Uważam tak jak papież, że niedopuszczalne jest deklarować nieważność małżeństwa, które się całkowicie rozpadły, powołując się na rzekome racje duszpasterskie. Pisał o tym papież w przemówieniu 29 stycznia 2004 r.:
"A cóż powiedzieć o tezie, według której nieudane życie małżeńskie powinno skłonić do domniemania nieważności małżeństwa? Niestety oddziaływanie tej fałszywej wizji jest czasem tak silne, że przybiera ona postać uogólnionego przeświadczenia, które prowadzi do poszukiwania tytułów nieważności wyłącznie po to, aby można było formalnie usprawiedliwić orzeczenie opierające się w rzeczywistości na empirycznie stwierdzonym niepowodzeniu małżeństwa. Pod wpływem takiego błędnego formalizmu przeciwnicy tradycyjnego favor matrimonii zapominają, że w ludzkiej rzeczywistości, naznaczonej przez grzech, ważne małżeństwo może zakończyć się niepowodzeniem na skutek niewłaściwego korzystania z wolności przez samych małżonków." ( http://www.opoka.org.pl/b...a_29012001.html )
O tych negatywnych skutkach tej zbyt liberalnej praktyki, która uderza w instytucję małżeństwa, bo odbiera opuszczonym małżonkom ochotę do znoszenia trudów samotnego życia w pokornej, ale aktywnej wierności, pisałem powołując się na przykład mojej znajomej pozostawionej z dzieckiem i zdradzanej przez jej męża. A jak się czyta gazety i różne internetowe fora dyskusyjne, to widać, że takich przykładów jest bardzo wiele. Już dzisiaj sądy biskupie są zarzucone pozwami o stwierdzenie nieważności i kolejka cały czas się wydłuża. Jeśli to tempo wzrostu ilości wnoszonych spraw miałoby się utrzymać, to już za kilka lat na orzeczenie trzeba będzie czekać nie 2-3 lata, a kilkanaście lat.

Problem jest w obiektywnym określeniu granicy zdolności psychicznej. Uważam, że jeśli jest jakaś w tym zakresie wątpliwość, to sprawa nie powinna być dalej rozpatrywana i pozew oddalony. W tym samym przemówieniu Jan Paweł II zwrócił uwagę na to że:
"7. Problemem jeszcze bardziej fundamentalnym jest sama koncepcja małżeństwa, która z kolei wpisana jest w globalną wizję rzeczywistości. Sprawiedliwość jako kluczowy wymiar małżeństwa, którego istnienie osadzone jest w rzeczywistości prawnej, zostaje zastąpiona przez empiryczne wizje socjologiczne, psychologiczne i tym podobne, lub też przez różne odmiany pozytywizmu prawnego. Niczego nie ujmując naukom, takim jak socjologia, psychologia czy psychiatria, których wkład może być przydatny, nie należy zapominać, że prawdziwie prawna analiza małżeństwa musi opierać się na metafizycznej wizji człowieka i więzi małżeńskiej. Bez tego fundamentu ontologicznego instytucja małżeństwa staje się jedynie zewnętrzną nadbudową, wytworem prawa i uwarunkowań społecznych, ograniczającym swobodę samorealizacji osoby."
( http://www.opoka.org.pl/b...a_29012001.html )

I jeszcze jedna sprawa, którą podniósł tu na forum Marcin - kanonista, że w pierwszej kolejności należy walczyć o związek - stąd wynikająca konieczność, by sędzia namawiał strony do pogodzenia i wierzył, że każde sakramentalne małżeństwo - na drodze wiary w uzdrowieńczą moc Pana Jezusa - jest do uzdrowienia...

Jeszcze raz, nie neguję istnienia kanonu 1095 p. 3, ale widzę tak jak papież poważne zagrożenia dla instytucji małżeństwa, jakie wynikają z nadużywania go w praktyce sądowniczej. A ponieważ sprawa ratowania małżeństw przechodzących kryzysy jest mi szczególnie bliska, więc o tych zagrożeniach mówię głośno.

Mam nadzieję, że uspokoiłem choć trochę Księdza. Serdecznie pozdrawiam. :)


(*) Źródło KAI:
"Papież o nadużyciach w procesach kanonicznych"

W czasie dorocznej audiencji dla Roty Rzymskiej z okazji inauguracji roku sądowego, Jan Paweł II mówił o moralnym wymiarze pracy sędziów i sądów kościelnych. Papież przyznał m.in., że "interesy indywidualne i zbiorowe mogą skłonić strony do uciekania się do kłamstwa a nawet korupcji w celu osiągnięcia pozytywnego dla siebie orzeczenia".

"Od tego niebezpieczeństwa nie są wolne nawet procesy kanoniczne, w których do głosu dochodzą interesy nie mające na celu ustalenia prawdy" - ubolewał Jan Paweł II.

Papież zwrócił następnie uwagę na inne niebezpieczeństwo: "W imię rzekomych wymagań duszpasterskich pojawiły się głosy proponujące, aby uznać za nieważne związki całkowicie nieudane. Dla osiągnięcia takiego rezultatu sugeruje się zachowanie pozorów proceduralnych i substancjalnych, maskując nieistnienie prawdziwego procesu".

Ojciec Święty podkreślił, że stoi to w sprzeczności "z elementarnymi zasadami norm i nauczania Kościoła" i potępił. tego rodzaju zachowania.

"Dzięki Bogu nie brakuje wiernych, których sumienie nie pozwala się oszukać, a wśród nich jest wcale niemało takich, którzy choć osobiście przeżywają kryzys małżeński, gotowi są rozwiązać go wyłącznie na drodze prawdy. Należy nie poddawać się lękowi przed prawdą, który niekiedy może być podyktowany obawą przez urażeniem innych osób" - podkreślił Jan Paweł II i dodał: "Sędzia, który faktycznie postępuje jak sędzia, to znaczy sprawiedliwie, nie pozwala, aby wpływały na niego ani uczucia fałszywego współczucia dla osób, ani fałszywe wzory myślenia, nawet jeżeli są one rozpowszechnione w środowisku".

Papież ostrzegł przed próbami "oddzielenia praw Kościoła od Nauk Urzędu Nauczycielskiego, jak gdyby należały one do dwóch oddzielnych sfer, z których pierwsza jako jedyna miałaby mieć wiążącą moc prawną, druga zaś miałaby znaczenie czysto orientacyjne i postulatywne". Jan Paweł II skrytykował na koniec "fałszywy pośpiech" w prowadzeniu niektórych spraw sądowych "ze szkodą dla prawdy".

Przemawiający w imieniu przybyłych, dziekan Roty Rzymskiej ks. Antoni Stankiewicz skrytykował próby zrównania w prawach z tradycyjnym małżeństwem zarówno wolnych związków osób odmiennej płci, jak przede wszystkim związków homoseksualnych. "Nawet gdyby zostały prawnie uznane z samej ich natury stoją w sprzeczności zarówno z ładem obiektywnym, jak i z normą personalistyczną" - stwierdził ks. Stankiewicz.

Dziekan Roty Rzymskiej poruszył również problem "komunii kościelnej wiernych, którzy znajdują się w związkach niesakrametalnych". Podkreślił, że szczególnej aktualności nabiera on w Roku Eucharystii; dodał jednak, że wciąż obowiązuje dotychczasowe nauczanie Kościoła w tej materii. Osoby żyjące w takich związkach nie mogą przystępować do sakramentu Eucharystii.

KAI (ml //mr)
http://ekai.pl/serwis/?MID=8925

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: C A

Mam pytanie odnośnie sakramentalności małżeństwa, czy ślub zawarty w kościele dla małżeństw mieszanych jest związkiem sakramentalnym dla mojego męża, który składał przysięgę małżżeńską w kościele,ale nie przed Bogiem
Myślałam,że dzięki mojej wierze mąż sie nawróci, niestety okazałam sie za słaba, gdyby ktoś mógł teraz zobaczyć mój krzyż, to wyglądałby on jak zaduży chełm na głowie Powstańca Harcerza, nie daję rady, pomóżcie

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: marcin
Email:
Przepraszam, ale jestem bardzo zajęty teraz. Odpowiedź znajdziesz w Ius Matrimoniale (ale nie pamiętam teraz nr albo z roku 1999, 2004, 2005.

Wejdź na stronę wydawnictwa UKSW i tam po treści poszczególnych numerów znajdziesz odpowiedź.

Jeśli nie masz dostępu, to daj mi kilka dni bo teraz mam dużo pracy.

Piotrze - a propos, moja wątpliwość (a raczej sędziego) jest utrzymana w podobnym tonie, choć to nie ta sprawa.

pozdrawiam,
Marcin

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Michał

Andrzeju,
Czasami czytając Twoje wypowiedzi odnoszę takie wrażenie, nie obraź się, że jesteś trochę nawiedzony. Myślę, że każy z nas porzuconych, zdradzonych współmałżonków ma prawo rozstrzygnąć w swoim własnym sumieniu, czy chce trwać w czekaniu na tą drugą stronę, czy też, jeśli jest taka możliwość rozpocząć odpowiednie procedury przed sądem biskupim. Myślę, że to sprawa bardzo indywidualna, każda sprawa jest inna i to, że akurat Ty wybrałeś taką drogę, nie uprawnia Cię do tego by mówić co mają robić inni. Jestem przekonany, że wielu osobom swoją postawą pomagasz i to pewnie wystarczy.
Pozdrawiam,
Michał

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Andrzej
Email:

Michale, dzięki za komplement. :)
No cóż, nie do końca mogę się z Tobą zgodzić; ja piszę akurat o problemie nadużyć, który negatywnie oddziaływuje na myślenie nie tylko naszych trudnych małżonków. Porzuceni małżonkowie w obliczu trudności często zbyt szybko się poddają i rezygnują z walki o uzdrowienie małżeństwa, szukają dla siebie szansy w nowym związku i do pełni szczęści jest im potrzebne stwierdzenie nieważności.
Michale, nie żyjemy przecież na samotnej wyspie, nasz wybór jest przykładem dla innych. Jak można wnioskować z Twojej wypowiedzi zrezygnowałeś z walki - czekania na powrót małżonki i chcesz skorzystać z szansy uznania, że Twój związek był nieważnie zawarty, aby po pozytywnym orzeczeniu mieć drogę wolną do ułożenia sobie życia z kimś innym. Twój wybór. Przecież nikt Ci nie zabrania bronić swojego wyboru.
Chyba się zgodzisz, że problem nadużyć podniesiony przez papieża Jana Pawła II jest poważny i zasługuje na to, aby o nim pisać i mówić.

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Michał

Nie, nie zrezygnowałem, jestem sam i czekam, chociaż zastanawiam się nad sensem tego co robię. Między innymi dlatego, że widzę jak dużo mnie to kosztuję i jaką cenę za to płacę. Rozumiem ludzi, którzy nie mają tyle siły i odporności psychicznej co ja.
Michał

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Andrzej
Email:

Zapraszam na spotkania naszej wspólnoty trudnych małżeństw SYCHAR w ośrodku duszpasterskim przy ul. Skaryszewskiej w Warszawie. Szczegółowe informacje są na stronie głównej: www.sychar.alleluja.pl

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Piotr
Email:

Odpowiedz dla CA.

Malzenstwo mieszane jest to malzenstwo miedzy dwoma osobami ochrzczonymi, z ktorych jedna zostala ochrzczona w Kosciele katolickim, a druga nalezy do Kosciola lub wspolnoty koscielnej nie majacej pelnej lacznosci z Kosciolem katolickim, (ale jest to takze ochrzczona osoba). Stad takie malzenstwo jest sakramentem.

Jesli przed tym slubem wypelniliscie wszystkie formalnosci i ordynariusz miejsca udzielil Wam zezwolenia do zawarcia tego malzenstwa, wowczas wygladaloby na to, ze malzenstwo bylo waznie zawarte, stad kwestia malzenstwa mieszanego nie moze byc formalnie traktowana w ewentualnym procesie.

Mam nadzieje, ze odpowiedz jest wyczerpujaca.

Pozdrawiam,

Piotr

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: C A

Piotre bardzo dziękuję
Mój mąż jest ochrzczony w kościele katolickim, pryjął kolejne sakramenty, prestał chodić do kościoła mając 16 lat (w liceum( a na studiach pogłebil laicki światopogląd. Kiedy sie pobieraliśmy miał 27 lat nie chciał i nie czuł potrzeby by coś w tym momencie zmieniać,ja godząc sie na ślub mieszany uważałam, że lepiej będie przyznać przed Bogiem i przed ludźmi jak jest naprawdę niż dążyć do normalnego ślubu ze świadomością, że jakiś kolega dopelni formalności spowiedzi przedślubnej. Mama mojego męża obwinia mnie za to i od samego początku bardzo sie stara żeby nasze małżeństwo zniszczyć (sama nie chodzi do kościoła(.Sama też zaczęłam wierzyć w moją winę i zasatnawiać sie czy nadal powinnam starać sie o to by nasze małżeństwo trwało
jest mi bardzo ciężko, ale mamy przecież dwójkę dzieci i nie wyobrażam sobie co wtedy by czuły Twoja Piotrze informacja bardzo mi pomogła, bo wynika z niej,że jesteśmy małżeństwem sakramentalnym, a ja aczęłam myśleć, że mój mąż przeze mnie żyje w grzechu i że powinnam mu pozwolić odejść.
Pozdrawiam CA

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: CA

Andrzej napisał, że dopóki walczymy w dobrej sprawie jesteśmy zwycięscami. Dlatego muszę mieć absolutną pewność, że walczę w dobrej sprawie.
Byłabym bardzo wdzięczna Andrzeju gdybyś przeczytał to co napisałam wyżej i odpowiedział czy napewno jesteśmy małżeństwem sakramentalnym.
Mój mąż nie przyjął komunii św nie był oczywiście taż u spowiedzi brał ślub jako osoba niewierzaca.
Pozdrawiam CA

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Andrzej
Email:
Na podstawie tego tego co piszesz wyżej wynika, że ślubowaliście sobie szczerze i w prawdzie przed Bogiem miłość i wierność. I jeśli Kościół dopuścił Was do tego sakramentu tzn. że jesteście sakramentalnym małżeństwem.
CA, to że mąż jeszcze do dzisiaj jest osobą niewierzącą, wcale nie oznacza, że Bóg o Niego, o jego serce nie walczy. Wprost przeciwnie, robi naprawdę wszystko, żeby jego serce poczuło Jego miłość. A Ty możesz Bogu, w tym Jego dziele zbawienia duszy męża, bardzo pomóc...

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: C A

Andrzeju, bardzo dziękuję za odpowiedź, mimo, że jestem silniejsza i coraz bardziej czuję obecność Boga w naszym życiu, dopadają mnie jeszcze bardzo często czarne myśli.
Za męża modlę sie razem z dziećmi od wielu lat, starszy syn zaczął chyba nawet już wątpić w skutecnośc naszych modlitw, nie wiem co mówić kiedy krytykuje i traci nadzieje, ma naście lat, a zdarza sie, że nie chce iść do kościoła bo tata tez nie chodzi. Wiem, że odbiegam od głównego problemu, ale w trudnych małżeństwach dzieci mają trudne dzieciństwo i ta świadomość też bardzo dołuje
Pozdrawiam CA

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: jeszcze_zona
Email:
Czytam sobie czasami wypowiedzi na innym forum i jestem przerażona. Ludzie, którzy przeżyli w sakramentalnym związku kilka, kilkanaście,kilkadziesiąt lat mają dzieci, czasami już dorosłe, dziś zastanawiają się jak uzyskać "rozwód kościelny". Bo spotkali wreszcie "miłosć swojego życia", chcą ślubu kościelnego, welonu, całej oprawy, która jest przy zawieraniu małżeństwa, nawet, gdy przyszła "panna mloda" ma pokaźny brzuszek, rośnie owoc tej nowej miłości. Wynajdują wtedy różne powody: a to niedojrzałość emocjonalną, a to uzależnienie od mamusi, a to przymus, bo dziecko było w drodze i tak naprawdę, to oni byli zmuszeni do zawarcia związku. Tak się zastanawiam, przez kogo zmuszeni? Rodziców, opinię społeczną, związki zawodowowe, partię? Biegną więc do Sądu Biskupiego, opowiadają o swoich wątpliwościach i oczekują "rozwodu". Czytam wypowiedzi młodych kobiet, które związały się z żonatym facetem, one są pewnie, że ich wybranek nigdy nie kochał swojej małżonki, ich dzieci wzięły się nie wiadomo skąd (może rzeczywiście za sprawą bociana), marzą o kościelnym ślubie i podpowiadają, angażując swoich rodziców (zwłaszcza finansowo), co by tu jeszcze wymyślić, że małżeństwo było nie ważne.
Ludzie, co się dzieje? Czy naprawdę człowiek, który ma 23 lata nie jest świadomy podjętej decyzji? Ostatnio wyczytałam, na tej postawie on dziś, mając ponad 30 lat, prawie 40 chce uznać małżeństwo za niebyłe. Bo był za młody, a 'naczeczona' tak bardzo pragnie kościelnego ślubu.
Czytam tutaj wypowiedź Michała, jestem zaskoczona. Oczywiście, to sprawa naszego sumienia, czy mamy czekać, czy też nie czekać. Ale roztrzyganie tego w Sądzie Biskupim?
Wydaje mi się, że mało jest przypadków, że można a ten sposób zamknąć sprawę zawartego małżeństwa. Bo komuś się odechciało? Bo się "zakichał"? Mamy zmieniać prawo? Zwalniać z przysiegi złożonej przed Bogiem? No, niechby mój mąż coś takiego powiedział, już bym mu dała zwolnienie z przysiegi.
Pozdrawiam

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Michał

Oczywiście kwestii sumienia nie można rozstrzygać przed Sądem Biskupim i nie to miałem na myśli. Natomiast jeśli ktoś już rozstrzygnął we własnym sumieniu całą sytuację i jest absolutnie pewien, że np. związał się z osobą niedojrzałą psychicznie, nie potrafiącą budować trwałych związków (a są takie osoby) to myślę, że ma prawo udowodnić to przed Sądem Biskupim. Moim zdaniem nie jest to żadna "furtka" tylko stwierdzenie, że rzeczywiście żyją na tym świecie niedojrzałe osoby.
Mam 29 lat, po półtora roku małżeństwa moja żona powiedziała mi, że się odkochała, że nie potrafi tworzyć trwałych związków, w międzyczasie miała romans, który na chwilę przerwała, ale zaraz do niego wróciła. Do tej pory nie podjąłem żadnych kroków, czekam na dalszy rozwój sytuacji. Zastanawiam się co robić dalej, czy podjąć jakieś kroki? Ale powiem szczerze, jeśli rozpocznę całą procedurę przed Sądem Biskupim to nigdy nie zgodziłbym się na jej powrót. Nie robię, tego bo cały czas myślę o tym, że może zajdzie w niej jakaś zmiana, z drugiej strony to myślenie irracjonalne, nie mam żadnych przesłanek żeby tak myśleć. Tak więc zgodnie z radą jednego z księży z którym mam stały kontakt, jako chrześcijanin żyję każdym dniem i akurat w tej sprawie niczego nie planuje. Czekam i modlę się, i pewnie któregoś dnia podejmę decyzję, ale jeszcze nie teraz....
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9