Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Słowo Boże na dziś
Autor Wiadomość
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-10-04, 08:26   Słowo Boże na dziś

Słowo Boże na dziś

Czwartek, 4 października 2007 roku
Św. Franciszka z Asyżu

Łukasz 10,1-12
"Następnie wyznaczył Pan jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie! Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: Pokój temu domowi! Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże. Lecz jeśli do jakiego miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże. Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu."

Jezus, zanim pośle swoich uczniów, aby głosili Królestwo Boże uświadamia, że tych, którzy są gotowi do tej misji jest niewielu – "robotników mało". To, do czego Bóg posyła człowieka, zawsze jest większe od możliwości, jakie posiada. Przerasta go dzieło, do którego Jezus wyznacza. Dlatego potrzebny jest Pan, który wyprawia jedynie tego, który chce i którego On zamierzył posłać. Co to znaczy – "wyprawia na żniwo"? Spotyka człowieka, zaprasza, aby wszystko zostawił, rozdał, przyszedł do Niego, chodził z Nim, siadał u stóp Jego i przysługiwał się temu, co Mistrz mówi. Do tajemnicy "wyprawiania" ucznia należy budzenie w nim wrażliwości takiej, jaka jest w sercu Nauczyciela, a odnoszącej się do silnego pragnienia wypełnienia woli Ojca.

Kapłani, Siostry zakonne, Bracia, katolicy świeccy – uczniowie Jezusa – modląc się o wyprawienie robotników, w ten sposób sami przygotowują się, aby zostać posłanymi. To, o co prosimy dla innych, zostaje również udzielone nam. Świadomość potrzeb tych, którzy pójdą w imię Jezusa rośnie na miarę tego, z jaką gorliwością prosimy, a także, z jaką hojnością sami chcemy tej posłudze się oddać. Uczniowie, którzy proszą Pana, spotykają Go. Łączy ich z Nim wspólna troska, to samo dążenie, to samo doświadczenie, że są umiłowanymi synami Ojca. Wydaje się, że nie można głosić Królestwa Bożego, bez przyzwolenia na ogarnięcie się przez prawdę, że jestem przez Boga umiłowany. Siłą uczniów jest proszenie. Siłą ich, uzdalniającą do posłuchania Jezusa, aby szli w Jego Imię jest to, że sami o to prosili. Potrzeba, aby Bóg i człowiek spotkali się w pragnieniu tego samego. Wówczas Jezus "niesie" posłanych, a oni pozwalają się nieść.

Uczniowie idą "między wilki". Wilk, przebywający w miejscach pustynnych, żywił się tym, co upolował, nie gardząc również padliną. Kojarzono z nim coś demonicznego. Idący w imię Boga przechodzi przez pustynię, jako jeden ze stanów doświadczenia modlitwy. Uczeń Jezusa spotyka na niej "wilka", który jest kojarzony z "nocną stroną życia". Wilk, w pewnych kulturach był symbolem zła. W licznych mitach i bajkach pojawia się zawsze, jako wysłannik ciemnych i zagrażających życiu mocy. Bezbożni sędziowie, oraz ci, którzy za czasów Chrystusa osiągali niesprawiedliwe zyski, byli określani mianem "wilków". "Wilk" jest złem, który wdziera się pomiędzy ludzi, "porywa ich i rozprasza". Jezus ostrzegał przed faryzeuszami, "którzy przychodzą w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami".

"Nocna strona życia" była i jest udziałem uczniów Pana. To, co demoniczne, towarzyszy temu, co dobre, szlachetne i czyste. Tam gdzie jest pragnienie większego lub mniejszego dobra, tam pojawia się kuszenie. Uczniowie spotykają się z zagrożeniem ze strony mocy ciemnych i doświadczają wielu upokorzeń. Równocześnie Chrystus daje światło dla uspokojenia i wprowadzenia swoich umiłowanych w realia, iż zło nie jest wszechpotężne. Czyni ono wiele hałasu, zamętu, niepokoju. Ci, którzy tak postępują, "zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą". Nie można zabić, zniszczyć, pozbawić nadziei kogoś, kto ufa Bogu w sposób bezwarunkowy.

We wspólnotach wierzących bywają ci, którzy rozpraszają, buntują, negują to, co Kościół przez uczniów Pana, mówi z troską o zbawienie wszystkich. Zawsze był i będzie sprzeciw wobec nauki Jezusa, a szczegółowo rzecz ujmując, wobec tego, czego człowiek nie widzi – patrząc, nie słyszy – słuchając, a tym samym nie rozumie. Do rozumienia Bożej prawdy prowadzi droga pokornego uznania i przyjęcia tego, co przewyższa moją wiedzę, moje rozeznanie i moją zdolność pojmowania. Chodzi o tę "głębokość, wysokość, szerokość", która jest z Boga i w Bogu. Niezbędne jest uznanie w swoim życiu TAJEMNICY, którą jest Pan. Z lęku człowieka wyłania się jego podejrzliwość, zazdrość, zła mowa, oszczerstwa, grzech. Na zewnątrz fasadowa kultura, przyzwoitość, pobożność, a wewnątrz – negowanie, pomniejszanie tego, co jest od Pana przez ręce Jego uczniów w Kościele. Jezus posyłając "swoich umiłowanych" wiedział, że przyczynią się oni do wydobycia wielkiego niepokoju, wręcz strachu drzemiącego w sercach tych, którzy będą słuchali nauki z mocą, popartej znakami i cudami.

"Nie noście z sobą trzosa, ani torby, ani sandałów". Idźcie ogołoceni zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie. Wówczas będziecie przekonywujący do Tego, którego Imię rozgłaszacie. Za słowami głosiciela powinna postępować jego zgoda na tracenie tego wszystkiego, co obciąża ucznia Pańskiego, a tym samym czyni jego nauczanie niewiarygodnym. Jezus zobowiązuje uczniów do wolności, w tym znaczeniu, aby nie byli niewolnikami, czy zakładnikami doczesności, czyli tego, co można zobaczyć, usłyszeć, smakować i dotykać. Bogactwem posłanego przez Chrystusa, zamiast pełnej torby, jest Słowo Boże, które będzie rozważał w sercu, przechowywał, miłował i głosił. Niedostatek materialny posłanego wpływa na moc głoszonego słowa. Słowo mówione jest przyjmowane na tle doświadczenia mądrości głosiciela, jego żywej wiary, emanacji dobra, a przede wszystkim tego, że on również spotkał Pana, który mu powiedział to, co on teraz przekazuje. Wolność, o której mówi Jezus jest dla głosiciela, posłanego sprawą fundamentalną. Jest ona źródłem gorliwości, entuzjazmu, czynienia tego, co zostało mu zlecone, z wielką pasją i ofiarnością.

Źródło: PRZEMIANA
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-10-04, 19:52   

Elżbietko dziękuję Ci za ten post:)
Chyba mamy wspólnego ulubieńca...nie zauważyłam Twojego postu i w czytaniach też wkleiłam "małe co nie co".
Franciszek pojawia się z ptakami... przy Jego postaci są bardziej wymowne niż zwykle ...:)
Pozdrawiam serdecznie :)
I do zobaczenia w modlitwie:)
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-10-05, 09:30   dziś św.Faustyny Kowalskiej,orędowniczki Bożego Miłosierdzia

Piątek, 5 października 2007 roku
Św. Faustyny Kowalskiej
Łukasz 10,13-16

Którego kocham, tego doświadczam

"Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc w worze pokutnym i w popiele. Toteż Tyrowi i Sydonowi lżej będzie na sądzie niżeli wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz! Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał."


"Biada tobie" to okrzyk gniewu i bólu. Tyrowi i Sydonowi nie dał Bóg takiej szansy, jak uczynił to wobec Korozain i Betsaidy. Niezwykłe jest to, że Bóg cierpi patrząc na mieszkańców miast, którzy doświadczali znaków umożliwiających zmianę myślenia, a przemiana w nich się nie dokonała. W życiu człowieka są, między innymi, znaki gniewu i bólu Boga. One są szansą. Człowiek oczekuje innych znaków od Boga i innych Jego zachowań. Nie jest przekonywujący krzyk bólu i gniewu osoby najbliższej, kochanej. Nie dociera. Więc "biada" wisi nad człowiekiem.

Skarżą się niektórzy, że ich nikt nie kocha. Mają oczy, ale nie widzą. Jest oczekiwanie na miłość ciepłą, czułą, łagodną, nie zaś w tonacji podniesionego głosu, oburzenia, sprzeciwu, perswazji. Jak bardzo można przyzwyczaić się do jednego wyrazu oblicza miłującego Boga czy człowieka. Kiedy pojawi się grymas, niezadowolenie, trudno takie oblicze przyjąć. Pojawia się zarzut: "nie kochasz mnie Boże!" "Tego, którego kocham, tego doświadczam. Doświadczam każdego, którego za syna przyjmuję", mówi Bóg.

Co proponuje Bóg? Nawrócenie, wór pokutny, popiół. Czym jest nawrócenie? Radykalną zmianą dotychczasowego stylu życia. Człowiek porzuca tradycje swojej religii, swojego Kościoła, oddalając się tym samym zarówno od Boga, jak i od wspólnoty wierzących. Przyjmuje w to miejsce inne tradycje, zwyczaje. Nawrócić się, to przestać traktować to, co widzialne, jako najważniejsze dla mojego życia, w miejsce Boga. Nawrócić się, oznacza mieć wiarę, powrócić do wiary. Uznać, że Bóg wystarcza.

Tam, gdzie jest niewiara i grzech, potrzebna jest pokuta. Nawrócić się, to stać się człowiekiem widzącym i słyszącym, a tym samym rozumiejącym, co mówi Bóg do człowieka. Tam, gdzie zrozumienie Boga, tam człowiek otrzymuje przynaglenie do wypełnienia tego, co zrozumiał, co go oświeciło. Nawrócić się, to wejść w nową rzeczywistość, tym samym wychodząc ze starej, będącej niewolą człowieka. Trzeba stanąć w pewnym momencie życia na rozdrożu i uznać: tą drogą chcę pójść, nie tamtą. Nie można podążać równocześnie dwiema drogami. Gdy człowiek pomimo napomnień Boga, chce żyć po swojemu, usiłuje pogodzić dwie drogi, drogę kłamstwa i drogę prawdy, drogę światła i drogę ciemności, sprowadza na siebie samego rozdarcie i nigdzie nie żyjąc całkowicie, staje się samotny i nieszczęśliwy. Nawrócenie to pójście drogą wskazaną przez Boga, wąską, lecz prowadzącą do celu.

Źródło: Przemiana
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-10-07, 16:38   

o godz 15 Ta Wspólnota była tam ze mną przed Najświętszym Sakramentem i relikwią sw. Faustyny, cieszę się ,że nie byłam tam sama :-D

Pozdrawiam
i do zobaczenia w modlitwie:)
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-17, 11:08   

Sobota, 17 listopada 2007 roku
Św. Elżbiety Węgierskiej
Łukasz 18,1-8

Konieczna nieustępliwość

"Powiedział im też przypowieść o tym, że zawsze powinni modlić się i nie ustawać: "W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: "Obroń mnie przed moim przeciwnikiem!" Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: "Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie"". I Pan dodał: "Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?"


Jestem urzeczony postawą wdowy. Wiedziała, jaką reputację ma sędzia wśród mieszkańców. Znano go jako człowieka nie szanującego ludzi, ale i nie mającego w sobie ducha bojaźni Bożej. Być może urzekł ją w nim jego profesjonalizm. Był dobry, jako fachowiec w swojej dziedzinie. W każdym człowieku są obszary dobra, umożliwiające nawiązanie z nim relacji. Był człowiekiem niechętnym do brania pewnych ludzi w obronę. Oprócz pieniędzy, które można zarobić, liczą się i inne sprawy, jak choćby przekonanie, że warto pomóc. Trzeba mieć wewnętrzne przeświadczenie, że to, co robię jest dobre i słuszne.

Sędzia nie zajął się sprawą wdowy z nadprzyrodzonych motywów. Chciał mieć święty spokój od kobiety, która była natarczywa w proszeniu. Nie zawsze w okazywaniu pomocy muszą nam towarzyszyć jasne, nadprzyrodzone motywacje. Pomagam, bo tak trzeba, ponieważ do nikogo innego ta osoba się nie zwraca, ponieważ jest natarczywa.

Nieustępliwość w proszeniu Boga jest cnotą. Rezygnacja pośpieszna z "nagabywania" Boga we własnej czy innych sprawie jest niezrozumieniem tego, czym jest modlitwa. Ciągłe proszenie jest przygotowaniem się na przyjęcie daru. Jest to znak wiary, iż Bóg pragnie, abyśmy go prosili wiele razy w tej samej sprawie. Takie proszenie Boga jest równoznaczne z czasem duchowego wzrastania człowieka.
źródło: Przemiana
____________________________________________________________________________________
Święta Elżbieta Węgierska - w tym roku 800-lecie jej urodzin, a dziś 17 listopad - narodziny Świętej dla Nieba.
Święta Elżbieta Węgierska lub tu: Św. Elżbieta

Elżbieta urodziła się w 1207 r. w Bratysławie lub na zamku w Sarospatah jako trzecie dziecko Andrzeja II, króla Węgier, i Gertrudy, siostry św. Jadwigi Śląskiej. Miała zaledwie 4 lata, gdy została zaręczona z Ludwikiem IV, późniejszym landgrafem Turyngii. Wychowywała się wraz z nim na zamku Wartburg. Wyszła za niego za mąż zgodnie z zamierzeniem swojego ojca dopiero 10 lat później, w roku 1221, mając 14 lat. Z małżeństwa urodziło się troje dzieci: Hermana, Zofię i Gertrudę. Po 6 latach, w 1227 r. Ludwik zmarł podczas wyprawy krzyżowej w Brindisi we Włoszech. Tak więc Elżbieta została wdową mając 20 lat.

Elżbieta, zgodnie z frankońskim prawem spadkowym, opuściwszy wraz z dziećmi (miała troje dzieci) Wartburg, zamieszkała najpierw w pobliskim Eisenach, a następnie w Marburgu, gdzie ufundowała szpital, w którym sama chętnie usługiwała. Oddała się wychowaniu dzieci, modlitwie, uczynkom pokutnym i miłosierdziu. Jej spowiednikami byli franciszkanin Rudiger i norbertanin Konrad z Marburga, słynny kaznodzieja i inkwizytor na Niemcy, mąż bardzo surowy. Prowadził ją drogą niezwykłej pokuty. W 1228 r. Elżbieta złożyła ślub wyrzeczenia się świata i przyjęła jako jedna z pierwszych habit tercjarki św. Franciszka.

Ostatnie lata spędziła w skrajnym ubóstwie, oddając się bez reszty chorym i biednym. Zmarła w nocy z 16 na 17 listopada 1231 r. Sława jej świętości była tak wielka, że na jej grób zaczęły przychodzić pielgrzymki. Konrad z Marburga, korzystając ze swego stanowiska inkwizytora napisał jej żywot i zwrócił się do Rzymu z formalną prośbą o kanonizację. Papież Grzegorz IX bezzwłocznie wysłał komisję dla zbadania życia Elżbiety i cudów, jakie miały się dziać przy jej grobie. Stwierdzono wówczas ok. 60 niezwykłych wydarzeń. Sprawę poparł także metropolita Moguncji i św. Rajmund z Penyafort. Po 4 latach Grzegorz IX bullą z 27 maja 1235 r. ogłosił uroczyście Elżbietę świętą. Jest patronką elżbietanek (zgromadzenia założonego w Nysie w 1842 r. przez Dorotę Klarę Wolf, bardzo obecnego w Polsce) oraz III zakonu św. Franciszka, Niemiec i Węgier. Jej imię przyjęło jako swoją nazwę kilka zgromadzeń zakonnych i dzieł katolickich.

W ikonografii św. Elżbieta przedstawiana jest w stroju królewskim albo z naręczem róż w fartuchu. Powstała bowiem legenda, że mąż zakazał jej rozdawać ubogim pieniądze i chleb. Gdy pewnego razu przyłapał ją na wynoszeniu bułek w fartuchu i kazał jej pokazać, co niesie, zobaczył róże, mimo że była to zima. Jej atrybutami są także: kilka monet i różaniec.
 
     
Elik
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-17, 16:31   

Może Elżbieto wiesz, jakiej Elżbiety jest święto 5.11?

Podoba mi sie ta strona http://pierzchalski.ecclesia.org.pl z której podajesz fragmenty, jest tam wiele dla mnie interesujacych treści.
Pozdrawiam
Elżbieta
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-17, 17:04   

Elik napisał/a:
Może Elżbieto wiesz, jakiej Elżbiety jest święto 5.11?

Podoba mi sie ta strona http://pierzchalski.ecclesia.org.pl z której podajesz fragmenty, jest tam wiele dla mnie interesujacych treści.
Pozdrawiam
Elżbieta

To matka św. Jana Chrzciciela.
Również lubię tę stronę Przemiana - dość ciekawe są listy do księdza - zawsze odpowiada - można pisać :)
pozdrawiam :-)

Listy do księdza
 
     
Elik
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-17, 17:20   

Dziękuję :-D To moje podwójne świeto, więc matka św. Jan Chrzciciela jest moją patronką :-)
Nie mam chyba smiałości pisać do księży, nawet gdy mam watpliwości, czy problemy, ale przejrzę listy, tam jeszcze nie dotarłam.
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-14, 18:19   

Piątek, 14 grudnia 2007 roku

Św. Jana od Krzyża
Mateusz 11,16-19

Mądrość usprawiedliwiona


"Lecz z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest do przebywających na rynku dzieci, które przymawiają swym rówieśnikom: "Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili". Przyszedł bowiem Jan: nie jadł ani nie pił, a oni mówią: "Zły duch go opętał". Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije. A oni mówią: "Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników". A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny."


Jezus porównuje swoje pokolenie do dzieci, które chcą się bawić, ale nie potrafią się porozumieć. Jedni ludzie, jak dzieci, chcieliby bawić się w wesele, inni zaś w pogrzeb. Jedni chcą śpiewać wesołe piosenki, inni zaś smutne pieśni. Sami nie wiedzą, czego chcą. Podobnie rzecz ma się z dorosłymi. Chcą oni wszystkiego, a nie potrafią niczego ustalić, uzgodnić. Od Jezusa oczekują tego, co potępiali w postawie Jana Chrzciciela, natomiast od Jana spodziewali się tego, czego nie dostrzegają u Jezusa Chrystusa. Jezus jasno mówi, że tego pokolenia, ludu niezdecydowanego na to, czego naprawdę chce, nie można zadowolić.

Cokolwiek Jezus czynił, spotykało się z oporem ludzi, a często również z postawą odrzucenia. Gdyby postępował tak, jak Jan Chrzciciel, byliby skłonni uznać, że Go opętał zły duch. Ponieważ nie unika spotkań i spożywania posiłków w obecności celników i grzeszników, nazwali go żarłokiem i pijakiem, oraz przyjacielem tych grup społecznych, które były pogardzane przez "sprawiedliwych" i "doskonałych".

Bóg, aby zbliżyć do siebie człowieka i zachęcić go do pójścia drogą zbawienia proponuje mu z jednej strony drogę ascezy, z drugiej zaś drogę spotykania się z innymi w towarzystwie, spożywania posiłków ze wszystkimi, bez względu na to, jak są oceniani przez innych. Jezus nie należał do tych ascetów, którzy udręczali swoje ciało postami, wyrzeczeniami, pokutą i umartwieniem. Spożywał posiłki z innymi, słuchał ich opowiadań radosnych i tego, co było dla nich bolesnym doznaniem. Podzielał radość, ale i budził ich serca do trwania w radości. Spotkania z Jezusem miały inny "smak", klimat od tych, jaki tworzył Jan Chrzciciel.

Jako wierzący w Chrystusa niejednokrotnie dajemy do zrozumienia, że bliżej nam w życiu chrześcijańskim do Jana Chrzciciela z jego ascetyzmem, nawoływaniem do pokuty, surowością, niż do tych postawy Jezusa proponującego radość i prawdziwą wolność ducha.

Źródło
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 8