Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
czy ja moge przestac wierzyc
Autor Wiadomość
piotr27
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-06, 11:36   czy ja moge przestac wierzyc

witam wszystkich i prosze o rade.
jesteśmy małżeństwen 14 lat normalne życie jak wiele rodzin wychowanych w wierze katolickiej, chodziliśmy do kościoła co niedziele wszystkie święta syna wychowywaliśmy tak samo ale żona zaczęła chodzic do kościoła w środy i zauważyła że chodzi tam taki facet który bardzo mocno się modli chodzi do komuni itp gadała na ten temat zemną i dowiedzieliśmy się że jest on po rozwodzie i pewnego razu podeszła do niego przedstawiła się i pogadała z nim ale zafascynował ją i zaczęła z nim gadac częściej zaczęła też chodzic do kościoła częściej dowiedziała się że żona zdradziła go z jego "przyjacielem" i odeszła było to przykre a on postanowił zyc w czystości po tygodniu znajomości ktoś zwrócił im uwage że za cząsto ich widac jak idą razem i długo gadają więc dla dobra ogółu wymienili się tel, gg, i ja nawet zainstalowałem skypa żeby się mogli od czasu do czasu pogadac ale niestety moja żona chyba się zakochała bo te rozmowy na gg -skypie były częste długie zamykała się sama w pokoju i były bardziej tajemnicze nawet na gg miała jego wpisanego a o mój nr nawet nie zapytała się gadała w pracy z nim w domu na tematy związane z "wiarą" ale przeważnie w tajemnicy zamknięta w pokoju i raczej wieczorami zwróciłem uwage że mi to przeszkadza że oczekuje na rozmowe z nim albo że go zobaczy w kościele była mocno zadużona w nim chociaż nie przyznawała się do tego.
pare razy jak się na te zachowanie żony zdenerwowałem zawsze go broniła nie chciała tej znajomości przerwac liczyła się z jego zdaniem i z jego podpowiedziami jak ma postępowac doszłodo tego że bardziej zależy na znajomości z nim niż na naszym małżeństwie bo pare razy się do tego przyznała że jak zostanie sama to będzie tak postępowac jak on
pomóżcie co ja mam robic bo wydaje mi się że ona się w tej "wierze" i częstej modlitwie zatraciła bo przecież wyszła za mąż a nie po 14 latach chce postępowac jak w zakonie
wiem że też popełniałem błędy w życiu ale pokłuciliśmy się i godziliśmy się a teraz cały czas jesteśmy skłuceni życia małżeńskiego niema bo zawsze o coś się pokłucimy i wiem że puki ten facet stoi między nami to będzie źle a czy ja to wytrzymam ja już nie jestem wierzący ale bardzo wątpiący
Ostatnio zmieniony przez piotr27 2007-09-06, 12:11, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-06, 12:05   

Piotrze, zapoznaj się z tym mężczyzną.
Niech ten mężczyzna pozna Cię, żebyś nie był gdzieś w jego świadomości jakąś "niewiadomą".
 
     
piotr27
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-06, 12:13   

ja tego faceta znam od szkoły podstawowej ale teraz to mogę jedynie mu coś zrobic bardzo złego a tego niechce
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-06, 13:07   

Jesteś zburzony, widać masz już mocny powód - bezsilność.
Może samo "znać" nie wystarczy.
Jak nie miałbyś tych wzburzonych emocji, namawiam - zapoznaj się z nim.
Tak inaczej się zapoznaj - jako mąż TEJ kobiety!
Niech zapadnie mu w świadomość to, że jesteś przy żonie, że jesteś obecny, a nawet, że masz "PRZEZ NIEGO" problemy teraz.
Nie chodzi o obarczanie go jakąś winą, ale o porozmawianie na temat, który to Ty jemu zapodasz.
On być może ZUPEŁNIE nie zdaje sobie sprawy z tego "co robi", o ile coś robi, prawda?

Emocje to źli doradcy, ale są potrzebni - informują NAS O NAS - co nam potrzeba i co nam dolega.
Twoje wzburzenie ROZŁADUJ MĄDRZE.
Zapoznaj się z dystansem = więc działanie.
Mądre działanie - jest Mądrością Życiową!
Tego Ci życzę w tym wypadku.

Co żona mówi o tym człowieku? - porozmawianie na jego temat może też rozładować Wasze emocje.
Próbuj różnych sposobów.
A w razie zupełnej bezsilności ... - Jezus = Adoracja Pana Jezusa - Tam, klęcząc przez Jezusem wiele odpowiedzi przychodzi wraz z Duchem Bożym =Natchnień.
Klęcząc przed Nim, Jezusem -Bogiem dajemy Jemu naszą bezsilność.
A ON zabiera wszystko, a oddaje z nawiązką.
 
     
piotr27
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-07, 14:19   

porozmawiac z nim będzie mi ciężko wręcz narazie niemożliwe.
A żona jest naprawde w niego wpatrzona i całkiem możliwe że jest w nim zakochana - dlaczego bo przy każdej rozmowie o nim broni go próbuje całą te sprawe wziąśc jakby na siebie z każdą porażką pierwsza zwierza się jemu.
Wczoraj miałem wielki kryzys lał deszcz a ja siedziałem gdzies w lesie na ławce poprostu w ciągu paru minut wyłączyłem swoją świadomosc niewiedziałem co się dzieje chyba dostaje powoli takiego zamieszania że może się coś stac niewiem komu myśle że się załamuje chyba
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-07, 17:50   

Piotrze, nazwij to, powiedz żonie "czuję (lub widzę), że jesteś zakochana".
Głośne - nazwanie problemu - przynosi spojrzenie rzeczywiste.
Czasem przynosi obudzenie tego kogoś, któremu mówimy -nazwiemy jego stan, w którym się znajduje.
Żona, po Twoim nazwaniu "jesteś zakochana... widzę",
i nazwaniu Twoich uczuć w związku z tym:
"smutno mi z tego powodu" albo "jestem zły z tego powodu"
albo żonę spłoszy, albo wyjdzie do Ciebie ze swoim problemem, zagubieniem, zauroczeniem - i zechce porozmawiać.

Skoro ten mężczyzna jest pobożny, to na pewno zna go jakiś ksiądz, który widzi go na mszy świętej.
Porozmawiaj z tym kapłanem, bo raczej na pewno jest znany jemu z widzenia.
Opowiedz o swoim problemie.
O więzi z żoną, która jakby umyka od Ciebie.
Piotrze, nie załamuj się.
Spróbuj zbliżyć się też do Pana Jezusa.
Jezus mężczyzną był, lecz przecież PAMIĘTA jeszcze jak to jest być mężczyzną,
choć teraz jest w Chwale Swego Ojca z Ciałem Przebóstwionym.
 
     
piotr27
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-07, 18:19   

ja już powiedziałem to żonie, to powiedziała że kocha go miłością braterską że ona przecież nie robi nic złego tylko się modli i chodzi do kościoła, a mogłaby przecież chodzic po dyskotekach knajpach.
ja też popełniłem wiele błędów na samym początku ich znajomości bo przecież jej zaufałem, wierzyłem i przede wszystkim b. kochałem a teraz straciłem zaufanie, wiare i chyba już nie umię tak mocno.....
a i jeszcze jedno sex niewiem czy to normalne kochaliśmy się 1-2 razy w miesiącu bo więcej nie chciała teraz od trzech mięsięcy jest brak a ja też niewiem czy mógłbym teraz się z nią kochac jak kiedyś a to oznacza że ja już jej nie kocham i to jest tragedia dla mnię największa bo jak kogoś kocham to na całego a jak nienawidze to też
poprostu niechce mi się życ ale będe dla syna :-(
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-07, 18:49   

Porozmawiaj z mądrym kapłanem.
Nie bądź sam ze swoim problemem.
Zbliżenie się do sakramentów świętych zawsze daje radość.
Zauroczenie żony tym człowiekiem możliwe, że jest, ale ...
miłość braterska rzeczywiście też istnieje.
Oprócz męża ja kocham po chrześcijańsku jeszcze wielu obcych ludzi... (w tym i mężczyzn). To są moi przyjaciele.

Spróbuj zaprosić żonę na jakieś spotkanie biblijne w Waszym mieście, albo na jakiś wykład o czymś o treści religijnej.
Jest przy każdej parafii tyle wspólnot i pola do działania, właśnie przy kościołach i parafiach, że możesz żonę zaciekawić - widać wyraźnie, że brak jej tego elementu - pogłębionej duchowości.
Piotr, wymyśl coś - co - żonę zachwyci, a przy okazji będzie darem dla ludzi - np.zaangażowanie na rzecz biednych dzieci, lub takich chorych w hospicjach, albo starszych ludzi w Domu Opieki.
Co żonę najbardziej interesuje w pomaganiu dla innych?
Piotr, "kto szuka ten znajdzie".
Znajdziesz drogę do żony, ale może najpierw Jezus Cię woła "po imieniu".
Tylko uwierz w te słowa - Bogu, który je wypowiedział poprzez Pismo Święte.
Kto szuka, ten znajduje.
Nie załamuj się i pogadaj z mądrym kapłanem!
 
     
piotr27
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-07, 19:43   

sory ale nie rozumie twoich rad
żona zniechęciła mnie do naszej wiary swoim postępowaniem
nieznam mądrego kapłana który by mi mógł pomoc
nie wierze w miłośc braterską po paru dniach znajomości a jak żona mi powiedziała że go kocha jak brata i czy jestem też zły że kocha swego brata
a przede wszystkim - czy można poświęcic małżeństwo dla znajomości z jedną osobą którą naprawde nie zniose czy może on tego też nierozumie może sprawia im to przyjemnośc że się tak miesza

wierz mi dopuki będzie ten facet między nami to nasze małżeństwo niebędzie miało szans
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-07, 20:02   

piotr27 napisał/a:
sory ale nie rozumie twoich rad
żona zniechęciła mnie do naszej wiary swoim postępowaniem
nie znam mądrego kapłana który by mi mógł pomoc
nie wierze w miłośc braterską po paru dniach znajomości a jak żona mi powiedziała że go kocha jak brata i czy jestem też zły że kocha swego brata
a przede wszystkim - czy można poświęcic małżeństwo dla znajomości z jedną osobą którą naprawde nie zniose czy może on tego też nierozumie może sprawia im to przyjemnośc że się tak miesza

wierz mi dopuki będzie ten facet między nami to nasze małżeństwo niebędzie miało szans

Czy do wiary można zniechęcić?
Wydaje mi się, że wierzymy w Pana Boga niezmiennie.
Możliwe, że Twoja wiara jest słaba i dlatego czujesz jakąś niebezpieczną rywalizację między Tobą a ... a kim?
Czy ten człowiek stoi między Wami?
On zapewne nie zdaje sobie z tego sprawy.

Czasem wydaje się, że jest problem, a problemu nie ma. Dlatego, jeszcze raz napiszę, żebyś swój problem opowiedział mądremu człowiekowi, który stoi "po stronie" Sakramentu Małżeństwa i abyś nie był sam w swoim problemie.
Bo pogubisz się w ocenie sytuacji.
Szukaj rozwiązań różnych, nie tylko na forum i nie zniechęcaj się.
Jeśli kochasz żonę, nie zniechęcaj się niczym.
I dla siebie poszukaj oparcia - ale w mądrych radach specjalistów.
Nie znasz, ale...
Możesz napisać np.do księdza Piotra Pawlukiewicza albo do Ojca Salija.
Lub też do księdza Pierzchalskiego ze strony Przemiana.
Przemiana polecam.
 
     
rot
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-10, 12:23   

Piotrze można spokojnie porozmawiać z TYM facetem... zrobiłem to dwukrotnie w czasie trwania naszego kryzysu... nie pobiłem, nie podniosłem głosu ( :shock: pomimo, że świrus i wariat jestem !!! ), ale porozmawiałem... pokazałem, że zależy mi na tym małżeństwie, pokazałem, że będę walczył. Wówczas żona miała do mnie o to straszne pretensje... z czasem przyznała się jednak, że nie spodziewała się tego po mnie i podziękowała.
A co do wiary... też to miałem, było akurat spotkanie w Górce... pojechałem i z pomocą osób tam będących wróciłem !!! Ty też masz okazję przyjechać za niecały miesiąc do Olsztyna... skorzystaj z tej szansy !!
 
     
micszpak
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-10, 13:33   

Piotrze, mam podobny problem. I również uważam, że nie powinieneś zastygać w nerwowej bierności.
1) Mówisz: pokłóciliśmy się. To się nie kłóć! Kiedy zaskoczy Cię sytuacja zmierzająca do kłótni, zareaguj tak, aby do niej nie dopuścić. Jak?
- Milczeniem
- Żartem
- Propozycją wymiany poglądów PO USPOKOJENIU EMOCJI OBU STRON
- Wyjściem na chwilę z pomieszczenia (spokojnie, bez trzaskania drzwiami i językiem)
2) Zamiast oddalać się od żony, spróbuj się do niej POKOJOWO zbliżyć. Jak?
- Odpręż się
- Uśmiech na twarz
- Zrób coś z nią w kuchni
- Spróbuj wyjść z nią do kościoła
- Wysłuchaj jej zwierzeń o tym człowieku
- Zaproponuj, że się poznacie - wszak interesują Cię ludzie, których ona darzy szacunkiem, przyjaźnią i braterską miłością.
Nie musisz od razu zdobywać się na wiele. Zacznij od zwykłych, malutkich i łatwych rzeczy. Jakkolwiek by nie było z uczuciami Twojej żony, na pewno zaimponujesz jej spokojem, pewnością siebie, poczuciem humoru i wyższości nad obcym facetem.
I wkrótce może się okazać, że niepotrzebnie się denerwujesz, że nic między nimi nie było.
A nawet gdyby coś zaczynało być, to przecież Ty masz w rękach więcej atutów niż on. Tylko zechciej z nich skorzystać.
Nie sądzę, żeby moje przemądrzałe rady mogły komukolwiek zaszkodzić, więc i Ty raczej nie ucierpisz z ich powodu. Jak Ci się nie spodobają, to przecież nie musisz ich brać pod uwagę. Ale ja sama przerabiam to od ponad roku i wypróbowałam na własnej skórze. Od kiedy pojawiła się koło mojego męża WSPANIAŁA PRZYJACIÓŁKA JADZIA, ja też staram się być trochę wspanialsza ;-) . I nauczyłam się unikać kłótni, które dawniej bywały bardzo gwałtowne, i zawsze twierdziłam, że to z winy męża, a teraz widzę, że bez mojego aktywnego i głośnego udziału prawie ich nie ma. Wygadana byłam, że hej! Wydawało mi się, że jeśli coś powtórzę 3 razy, coraz głośniej i z większą ilością dosadnych słów, on bardziej to zrozumie, a jeśli nie zrozumie, to przynajmniej WYCIERPI. A teraz widzę, że jak się zapędzi, a ja nie stanę w szranki, to i czasem robi mu się głupio, i zaczyna przepraszać.
Bądź dobrej myśli, człowieku!
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 9