Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Wybralem trwanie choc moglem odejsc...
Autor Wiadomość
administrator 
Administrator

Dołączył: 16 Mar 2006
Posty: 520
Wysłany: 2006-05-28, 22:43   Wybralem trwanie choc moglem odejsc...

Wyslane przez: Jurek
Email: Przeczytalem na tym forum wiele swiadectw cierpiacych malzonkow. Wiele skarg : ze jest prawo do szczescia... ze zycie jest jedno. Ja...? Zdecydowalem sie na wiernosc choc, wobec ewidentnej patologi moglem uzyskac uznanie niewaznosci. Bog poprowadzil mnie ku sobie i do zrozumienia ze sa wieksze rzeczy. Trwam i cierpie, cierpie i trwam... i jestem coraz blizej...BOGA i czuje slodkosc tego jazma. I mysle ze nie bylbym szczesliwszy gdybym zrzucil to jazmo i budowal cos nowego z kim innym...Jesli komos moglbym dodac otuchy w wytrwaniu w idealach to sluze osobistym swiadectwem. Jestem w modlitwie z wszystkimi Wami ktorzy piszecie o swoich cierpieniach!

--------------------------------------------------------------------------------

Temat: Re: Wybralem trwanie choc moglem odejsc...
Wyslane przez: karina

Czy ty tylko cierpisz czy moze robisz też coś aby to małżeństwo uratować

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Jurek
Email:
Zrobilem, robie i robic bede wszystko co mozna zrobic zeby nigdy nie pogodzic sie z sytuacja. Jestesmy pod kontrola profesjonalnych terapeutow i pod opieka duszpasterska. Wszelkie obawy o blad w strategi moge rozwiac. Umocniony slowem J.P.II ze kazde malzenstwo powinno byc przedmiotem troski zmierzajacej do jego uratowania, a przypadku przeszkod formalnych - rozwazona ewentualnosc naprawienia przeszkod stanowiacych o ewentualnej niewaznosci sakramentu- wybralem modlitwe o cud uzdrowienia.

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Aga

Widzisz już efekty swych modlitw? Pytam nie z czystej ciekawości. Ja również wybrałam trwanie, choć patrząc "po ludzku" na moją i męża relację szanse na naprawę są znikome, wg większości ludzi żadne. Ale brakuje mi często wiary, radości na co dzień. Będę wdzięczna za świadectwo - to buduje!

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Jurek
Email:

Modlilem sie o powrot w ramiona zony i znalazlem sie w ramionach pelnych MILOSCI ktora sprawia ze trwam i nie jestem sam! BOG ofiarowal mi LASKE WIARY ktora mnie powala... Dar rozeznania o ktory sie modlilem okazal sie krzyzem. Coz z tego ze widze teraz skad sie bierze zlo skoro niekogo nie da die zmusic do chcenia naprawy. Tym samym przyblizanie sie do MILOSIERNEGO SERCA jest najlepszym darem jaki moglem otrzymac i najlepszym efektem moich modlitw. Pytali mnie na czacie czy dlugo juz... i czy cierpie dalej...? Niby nic sie nie zmienilo i jak mysle o tesknocie za uzdrowieniem to bol jest taki sam, jeno ze uwaga moja juz czesciej skoncentrowana jest nie na bolu, i nawet nie na nadziei lecz na DAWCY NADZIEI. Jak mlody zakochane szukam coraz wiecej kontaktow z MILOSCIA. Luszie patrzacy na mnie z boku obawiaja sie chyba o fanatyzm... a ja? Czy ktos dziwi sie kochankom ktorzy moga godzinami patrzyc sobie w oczy i szeptac czule slowka. Rozaniec, koronka, codzienna Msza Sw. i CHLEB EUCHARYSTYCZNY bez ktorego nie poradzilbym sobie z dawnymi wadami. To jak staly zastrzyk nowych sil i nowej nadziei. No i ten POKOJ WNETRZA ktory siega nieskonczonosci! To nie tak ze nie ma lez... moze ich nawet wiecej, ale jest KTOS kto je ociera, a sam ma twarz zaplakana, pokrwawiona popluta i pobita. Przebywac w JEGO bliskosci to widzic malosc wlasnych krzyzy i przyjmowac DAR uspokojen w codziennych troskach. Uspokojen ktore daja naprawde SWIETY SPOPKOJ i przedsmak ZYCIA WIECZNEGO. I z tad czerpie SILY i nowa motywacje zeby dla zony robic wszystko zeby czula i wiedziala ze przebaczenie i uzdrowienie jest mozliwe MOCA BOZA! Nie rozumie sensu cierpienia, ale juz tez nie jest to dla mnie najwazniejsze. Moze wazne jest zeby w dzisiejszym swiecie byli jeszcze tacy idealisci ktorzy by podjeli decyzje i trwac chca do konca! Wszelka logika ludzka i wszelkie wartosciowania w takich kategoriach jak szczescie nabiera innych barw od czasu jak przytulilem sie do SERCA JEZUSOWEGO i poczulem ze jest tu moje miejsce i jestem jakby od zawsze oczekiwany. Blogosc, jak dawne wspomnienie z dziecinstwa w ramionach mamy. A przy tym nowy wymiar- juz nie dla siebie zyje... Chcialbym kiedys dojsc jeszcze dalej zeby za Sw. Pawlam powiedziec zyje we mnie Chrystus! Na razie spiewam "czekam chwili kiedy we mnie bedzie wiecej Ciebie niz mnie..." I w tym wszystkim do ostatniej kropli... bede sie modlil i wierzyl ze uzdrowienie w mojej rodzinie jest mozliwe. Tyle ze teraz juz chyba bardziej mi chodzi o dzieci zeby w swoje przyszle rodziny nie musialy przenosic patologi rodzicow. Chcialbym zeby zona byla szczesliwa i jesli by to mialo byc znowu ze mna to zeby samy to wybrala w absolutnej wolnosci! Tego mozna nauczyc sie tylko przy JEZUSIE! Chyba i wtym doswiadczeniu zaczynam powoli rozumiec co to znaczy" Czlowiek nie moze zrozumiec siebie do konca bez Chrystusa..." (J.P.II)Modle sie i dla niej o spotkanie z MILOSCIA CHRYSTUSOWA ktora uczy MILOSCI prawdziwej! Jezus jest moim terapelta choc szukam Jego narzedzi u fachowcow. Przeczytalem tony ksiazek by zrozumiec... przyczyny tragedi i znalazlem po przeciwnej stronie1 W modlitwie!

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Jurek
Email:
Modlilem sie o powrot w ramiona zony i znalazlem sie w ramionach pelnych MILOSCI ktora sprawia ze trwam i nie jestem sam! BOG ofiarowal mi LASKE WIARY ktora mnie powala... Dar rozeznania o ktory sie modlilem okazal sie krzyzem. Coz z tego ze widze teraz skad sie bierze zlo skoro niekogo nie da die zmusic do chcenia naprawy. Tym samym przyblizanie sie do MILOSIERNEGO SERCA jest najlepszym darem jaki moglem otrzymac i najlepszym efektem moich modlitw. Pytali mnie na czacie czy dlugo juz... i czy cierpie dalej...? Niby nic sie nie zmienilo i jak mysle o tesknocie za uzdrowieniem to bol jest taki sam, jeno ze uwaga moja juz czesciej skoncentrowana jest nie na bolu, i nawet nie na nadziei lecz na DAWCY NADZIEI. Jak mlody zakochane szukam coraz wiecej kontaktow z MILOSCIA. Luszie patrzacy na mnie z boku obawiaja sie chyba o fanatyzm... a ja? Czy ktos dziwi sie kochankom ktorzy moga godzinami patrzyc sobie w oczy i szeptac czule slowka. Rozaniec, koronka, codzienna Msza Sw. i CHLEB EUCHARYSTYCZNY bez ktorego nie poradzilbym sobie z dawnymi wadami. To jak staly zastrzyk nowych sil i nowej nadziei. No i ten POKOJ WNETRZA ktory siega nieskonczonosci! To nie tak ze nie ma lez... moze ich nawet wiecej, ale jest KTOS kto je ociera, a sam ma twarz zaplakana, pokrwawiona popluta i pobita. Przebywac w JEGO bliskosci to widzic malosc wlasnych krzyzy i przyjmowac DAR uspokojen w codziennych troskach. Uspokojen ktore daja naprawde SWIETY SPOPKOJ i przedsmak ZYCIA WIECZNEGO. I z tad czerpie SILY i nowa motywacje zeby dla zony robic wszystko zeby czula i wiedziala ze przebaczenie i uzdrowienie jest mozliwe MOCA BOZA! Nie rozumie sensu cierpienia, ale juz tez nie jest to dla mnie najwazniejsze. Moze wazne jest zeby w dzisiejszym swiecie byli jeszcze tacy idealisci ktorzy by podjeli decyzje i trwac chca do konca! Wszelka logika ludzka i wszelkie wartosciowania w takich kategoriach jak szczescie nabiera innych barw od czasu jak przytulilem sie do SERCA JEZUSOWEGO i poczulem ze jest tu moje miejsce i jestem jakby od zawsze oczekiwany. Blogosc, jak dawne wspomnienie z dziecinstwa w ramionach mamy. A przy tym nowy wymiar- juz nie dla siebie zyje... Chcialbym kiedys dojsc jeszcze dalej zeby za Sw. Pawlam powiedziec zyje we mnie Chrystus! Na razie spiewam "czekam chwili kiedy we mnie bedzie wiecej Ciebie niz mnie..." I w tym wszystkim do ostatniej kropli... bede sie modlil i wierzyl ze uzdrowienie w mojej rodzinie jest mozliwe. Tyle ze teraz juz chyba bardziej mi chodzi o dzieci zeby w swoje przyszle rodziny nie musialy przenosic patologi rodzicow. Chcialbym zeby zona byla szczesliwa i jesli by to mialo byc znowu ze mna to zeby samy to wybrala w absolutnej wolnosci! Tego mozna nauczyc sie tylko przy JEZUSIE! Chyba i wtym doswiadczeniu zaczynam powoli rozumiec co to znaczy" Czlowiek nie moze zrozumiec siebie do konca bez Chrystusa..." (J.P.II)Modle sie i dla niej o spotkanie z MILOSCIA CHRYSTUSOWA ktora uczy MILOSCI prawdziwej! Jezus jest moim terapelta choc szukam Jego narzedzi u fachowcow. Przeczytalem tony ksiazek by zrozumiec... przyczyny tragedi i znalazlem po przeciwnej stronie1 W modlitwie!

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Aga

Dziękuję!
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9