Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
rozbita rodzina
Autor Wiadomość
administrator 
Administrator

Dołączył: 16 Mar 2006
Posty: 520
Wysłany: 2006-05-27, 00:21   rozbita rodzina

Wyslane przez: Pawel
Email:

nie wiem jak zaczac... na forum trafilem przypadkiem. chcialbym Was wszystkich serdecznie powitac.
moja rodzina jest rozbita, a ja trace rozum. w trakcie studiow urodzilo mi sie wspaniale dziecko. nie bylem przygotowany do roli ojca. mimo trudnosci skonczylem studia. nie mialem odwagi przysiac przed Bogiem dozgonnej milosci do osoby, ktora zostala wychowana na totalna ksiezniczke. czyli zwiazek bez slubu. wydaje mi sie ze rodzina jest swieta z slubem czy bez, razem czy osobno. mimo pekajacego serca wyjechalem po studiach za granice na ponad rok zarobic pieniazki na start we wspolne zycie. w tym czasie ona poznala swojego rycerza. bez zobowiazan, stateczny, mily, kochajacy i z dobrym autem. otrzymalem maila ze chce porozmawiac o dziecku odejsc i zebym niczego nie utrudnial. przyjechalem a ona nie potrafila mi nawet spojrzec w oczy. powiedziala ze nie mamy ze soba nic wspolnego. odkrylem zdrade - kazalem sie wyniesc z mieszkania. mieszkalismy z moimi rodzicami choc mamy oddzielne mieszkania ale wejscie wspolne. podczas mojej nieobecnosci dzieckiem zajmowala sie moja matka - ona z kolei przyjezdzala tylko klasc go spac. teraz urzadza nowe mieszkanie poniewaz udalo jej sie osiagnac sukces w pracy. od pol roku wlasnego synka odwiedza srednio raz w tygodniu zabierajac go na kilka godzin.
jej nowy mezczyzna na zarzut rozbicia mojej rodziny (choc wina jest jej oraz niedoszlej tesciowej) zyczyl mi powodzenia. co tu ukrywac - wina jest rowniez moja - nie powinienem ich zostawiac na tak dlugi czas.
mam zrujnowane nerwy, biore seronil, gdy dzwoni i rozmawia ze mna urzedowym tonem upijam sie potem z rozpaczy i bezsilnej zlosci. cholesterol mam na poziomie 60letniego dziadka, tsh tarczycy ponad sto.
jestem bez pracy, zyje z oszczednosci w mieszkaniu bez mebli, chce aby bylo jak dawniej. chce zeby byla z nami gdy jezdzimy rowerkami. chce zeby widziala jak wczoraj odkrecilem koleczka i jak synek pojechal na tylko 2. z jej oczu patrzy ogromny zal, nienawisc i pogarda. chcialem miec tylko cos wlasnego. nie dostalem ani grosza na wychowanie synka od 5 miesiecy. deklaruje sie ze go zabierze co jakis czas przesuwajac termin. jako tako sie urzadzila w koncu wiec na moje pytanie kiedy go zabierze powiedziala ze moze teraz jesli chce lub w lipcu jesli nie mam nic przeciwko. chce aby synek zostal ze mna i moimi rodzicami. jest mu tu dobrze ma duzo milosci czasem az za duzo (wiadomo babcia). jestem gotow na zupelne upokorzenie aby przejrzala na oczy. jak mozna budowac wlasne szczescie na tragedii drugiego czlowieka. mysle ze sie zakochala w tym mezczyznie. ja bylem rowniez zakochany w pewnej kobiecie (ona o niej nic nie wie) jednak sumienie nie pozwolilo mi odejsc poniewaz nasze dziecko jest naprawde wspaniale. bardzo madre i wrazliwe. skonczylo wlasnie 5 lat. miotam sie miedzy rzadza zemsty a zupelna rezygnacja. w sadzie rodzinnym nie mam zadnych szans. mam wrazenie ze chce go zabrac dlatego, poniewaz nie chce placic mi alimentow, oraz byc w porzadku wobec opinii publicznej. ociaga sie z tym poniewaz dziecko zabiera jej czas i ogranicza wolnosc. jej wybranca nie widzialem jeszcze na oczy. boje sie ze go zabije choc jest dobrym czlowiekiem. nie wiem jak on sie z tym czuje. nie wiem jaka historie sprzedala mu ona. moze wydaje mu sie ze wyzwala ja spod mojego ucisku. nie wiem. zgubilem jego numer telefonu. moze to i lepiej. nie mozna nikogo zmusic do milosci. twierdzi ze to ja zabilem jej milosc moja postawa gdy synek byl malutki. rzeczywiscie nie bylem idealnym tata. wiekszosc czasu nieobecny bo na studiach. ona jednak tez nie byla matka roku. odeszla do innego, zabierze mi dziecko, a ja nie potrafie sie z tym pogodzic. zdrade potrafie wybaczyc, klamstwa - nigdy. czasem wydaje mi sie ze jestem opetany. nie mam sil juz walczyc z demonami przeszlosci. wychowalem sie w atmosferze nienawisci moich rodzicow. codzienne klotnie, zale, niespelnione oczekiwania itp. psychologom nie ufam, srodki antydepresyjne nie pomogly, im wiecej sie modle tym bardziej cierpie, czytam biblie lecz nie stac mnie na nasladowanie Chrystusa. zamiast dostosowac sie do nowej sytuacji chce zmienic swiat. przyjaciele mnie uwielbiaja choc sa daleko. moze za bezkompromisowosc, na pewno za poczucie humoru. moze tak mialo byc, moze ona nauczy sie ze nie ma rozy bez kolcow. nie potrafie zyczyc jej szczescia. rodzina jest dla mnie swieta, a ja zaslugiwalem na bycie z nia. na pewno zasluguje na to nasz synek. teraz jest jednak za pozno, a ja trace rozum.
no tak - napisalem to a ulga nie przychodzi. wiem wiem powinienem znalezc prace, isc miedzy ludzi, takie jest zycie itp. nie mozna tkwic w przeszlosci, dla dobra synka idz do przodu. to jednak wiaze sie z kolejnym wyjazdem. koncze juz. pomodlcie sie moze za nia aby byla dobra matka. synek bedzie rosl i juz nie bedzie 'taki fajny' boje sie co z niego wyrosnie. ogladaliscie "dzien swira" koterskiego? to o mnie. ide do piekla poniewaz.....jestem egoista. egoizm i strach sprawil ze zrujnowalem sobie zycie. Boga widze wszedzie, czuje jednak, ze smierc zastanie mnie w stanie niegodnym bycia z Nim. pomodlcie sie za mnie - ja nie potrafie - po 2 zdaniach moje mysli opanowuje chaos. mam 29 lat i chora dusze. zmienic swoje podejscie do rzeczywistosci to najtrudniejsza rzecz na swiecie.

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Jurek
Email:

Ja rowniez trafilem tu przypadkiem.
Chetnie spelniamtwoja prosbe o modlitwe. Mysle ze nie jestem jedyny.
Wiekszosc z nas zagladajacych na to forum zna smak bolu...
Mysle ze Twoja sytuacja jest szczegolna i powinienes miec kogos obok siebie z kim mozesz rozmawiac. Sa w Polsce znakomici specjalisci od katolickiej nauki o rodzinie i swietne przychodnie koscielne. Osobiscie rozmawiam w mdlitwie z Chrystusem i jest ON dla mnie najlepszym terapelta. Wlasnie w cierpieniu jest ON nam bardzo bliski.
Nie jestes wiec sam!
Pozdrawiam i Z BOGIEM!

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Jacky

Zaprowadź syna do kościoła, powiedz mu o Jezusie, w Nim jest wasze oparcie i ratunek !
Zadbaj o wiarę syna a on kiedyś Ci za nią bardzo podziękuje. Daruj sobie żonę, szkoda zdrowia (naprawdę) zajmij się synem jak prawdziwy mężczyzna ! Twój syn jest w jeszcze gorszej pozycji niż Ty bo jest zupełnie mały i bezbronny, Ty jesteś jego jedyną nadzieją i szansą na dobre życie - nie zawiedź go !!! A siłę i szczęście znajdziecie w Jezusie (wystarczy Go tylko o to szczerze poprosić). Powodzenia

ps. i przestań wreście płakać za nią, nie jest warta tego!

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Dagi
Email:

Bóg wie, co dla nas jest najlepsze.On pragnie tylko Naszego dobra.Mnie zostawił mąz, już po rozwodzie cywilnym jesteśmy 1,5 roku, ale zakochał sie w swojej obecnej dziewczynie 4 lata temu, jak ja byłam w ciąży, oszukiwał mnie dwa lata, ja nic nie wiedziałam. Cierpę i tesknię za nim. Chciałm miec tylko szczesliwą rodzine, a ona wpakowała sie w Nasze zycie nie zważając na to, ze zabiera dziecku ojca i mi męza.On jest zakochany po uszuy, cały czas robi mi pod górkę, oczerniając, wyszydzając, ciaglę jej broniąc, twierdzi , ze jest szczesliwy. Były mąż Z synkiem sie spotyka, ale boje sie, żeby moje dziecko, nie widywało sie z tą wredną kobietą. Czekam cały czas na niego, ale jest coraz gorzej.I cały czas zadaje sobie takie samo pytanie jak ty:Dlaczego INNI BUDUJĄ SZCZĘŚCie na innych cierpieniu. Chciałabym, aby zapukał mj maz do drzwi, powiedział przepraszam, i żebyśmy zaczeli od nowa. Niestety on coraz bardziej się oddala. Wiem, że Bóg jest sprawiedliwy i Wiesz co, wierzę, ze jeszcze kazdy z nas będzie szcześliwy, Bóg wynagradza Dobro, a niszczy zło, Tylko trzeba być cierpliwym.Spróbuj pomodlić się do Judy Tadeusza, ja sie do Niego modle w bardzo trudnych sytuacjach, a o powrót meza się nie modlę, bo co z tego ja on teraz wróci, on ma się zmienić i wrócić, czyli jestem świadoma tego, ze muszę poczekać. teraz sie realizuje, wychowuje mojego synka, pracje, chodzę na basen, spotykam sie z przyjaciółmi, czyli robie to, na co nie mogłabym sobie pozwolić, gdyby on był tu, daj znać, jak idzie!!!

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Andrzej
Email:
Dagi, pięknie że trwasz w wierności, że mimo cierpienia jakiego doświadczasz nie poddajesz się rozpaczy i w Bogu widzisz ratunek dla Waszego małżeństwa.
Moja małżonka również postanowiła porzucic mnie dla innego męższczyzny.
Uważam jednak, że popełniasz błąd nie modląc się za męża. Przecież on jej bardzo potrzebuje i jest tajemnicą , którą zna tylko Bóg, kiedy modlitwa przyniesie efekt w postaci przemaiany serca męża.
A poza tym żadna nasza modlitwa czy prośba skierowana do Boga nie marnuje się.
Czas obdarowania łaskami wyproszonymi w modlitwie wybiera sam Bóg, który wie wszystko - wie w którym najlepszym dla człowieka momencie mu ich udzielić. Twoja modlitwa i wyrzeczenia nigdy nie przepadną - gromadzone są u Pana Boga jak w banku. Może pewnego dnia Twój mąż otworzy się i wtedy ten kapitał zaowocuje. Bardzo ważna jest postawa gotowości do przebaczenia krzywdzicielom. Przyjęcie tej postawy stanowi warunek wejścia na drogę uzdrawiania małżenstwa. Proces uzdrawiania małżenstwa polega właściwie na uzdrawianiu serc obu małżonków.
Polecam Twojej uwadze znakomity tekst o mężu/żonie marnotrawnym/ej:
http://www.sychar.alleluj...er=19520#ksiega

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Wiola
Email:
Andrzej, ja też się nie modlę o powrót męża. Modlę się o nasze nawrócenie i odrodzenie naszego małżeństwa. Gdy krótko po odejściu męża chciałam modlić się, wspólnie z dziećmi, o powrót mojego męża jedno z moich dzieci kategorycznie się temu sprzeciwiło. Gdy zaczęłam modlić się o dobrego męża i ojca, drugie dziecko nie chciało się o to modlić, "ja mam dobrego tatusia".

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Dagi
Email:

Mój były maż śmieje się ze mnie, że szukam w Bogu ukojenia.On jest daleko od Boga. ja wiem, ze Chrystus cierpał za nas, ze nalezy mu to cierpienie ofiarowac.Czasem zastanawiam się DLAczego, ja tak cierpie , a konkubina mojego męża i on są tacy szczęsliwi.Wiem, ze nie powinnam tak myślęć, ale czasem życzę jej takiego samego cierpienia jak ona sprawiła mi. Dlaczego mój mąż jest dla mnie okrutny, za to, że ja go tak kocham, za to, że cierpie?Gdzie jest ta granica cierpienia?

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Andrzej
Email:
Dagi, dlaczego pisząc, myśląc a może nawet mówiąc "mój były mąż" zadajesz cierpienie Jezusowi? Przecież przed Jezusem podczas uroczystej świętej przysięgi małżenskiej - przysięgałaś, że dochowasz wierności i że na zawsze będzie to Twój jedyny sakramentalny mąż - zawsze aktualny (a nie były)mąż.
To co nas spotkało, to czas pustyni, czas oczyszczenia naszego serca, czas zawierzenia się Bogu całkowicie.
Uzdrowienie małżeństwa jeśli ma nastąpić, to w pierwszej kolejności będzie polegać na uzdrowieniu naszego serca. Dopiero wtedy tak naprawdę nasze cierpienie, nasza wierność, nasze świadectwo miłości może - we współpracy z łaską Bożą - wpłynąć na przemianę serca marnotrawnego współmałżonka.
Każda miłość zostaje poddana próbie, a tylko ta, która próbę przejdzie, jest prawdziwą miłością.

Walter Trobisch powiedział kiedyś:

"Miłość to uczucie, którego trzeba się uczyć.
To napięcie i spełnienie.
To głęboka tęsknota i wrogość.
To radość i ból.
Nie ma jednego bez drugiego.
Szczęście jest tylko częścią miłości -
oto czego trzeba się nauczyć.
Cierpienie także należy do miłości.
To jest tajemnica miłości,
jej piękno i jej ciężar.
Miłość jest uczuciem, którego trzeba się uczyć".

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: aneta
Email:

co tam u ciebie.jestem w podobnej syt.moze pogadamy na gg?nie zalamuj sie...pa
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9