Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Dziecko, a konkubina
Autor Wiadomość
kasia
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-26, 09:57   

Zuzik, a Ty skąd wywnioskowałaś, że mogłabym jeszcze dzieci na spotkanie z taką panią dowozić??? Bardzo mi przykro, że nie wczytujesz się w to co piszę. W starej dyskusji uświadomiłam sobie właśnie adekwatność w porównaniu uzależnienie od alkoholu z uzależnieniem od kochanki. Dlatego matka chroni dziecko od bycia w sytuacji: ojciec + alkohol, ojciec + kochanka. A co do WARA - właśnie o to chodzi, by nie burzyć naszej wolności wewnętrznej nastawieniem negatywnym do kogokolwiek, chodzi o inicjatywę wynikającą z Miłości do dziecka, ale również z Miłości do męża.
Nie koncentruję się na butelce wódki (kochance) tylko na prawdziwym przeżywaniu spotkania ojciec - dziecko.
Konsekwencja.
 
     
Maria Anna
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-26, 10:16   

Elzd1 tak rozwód MOICH rodziców to mały "pikuś" dla mnie jako dziecka i pannicy i juz jako dorosłej, poniewaz to co miałam póxniej to był dopiero horror...

Więc wiem o czym pisze.

No i ja własnie kontaktowałam się z "kochanką" i swoim bratem była dla mnie kochana i więcej serca mi okazała niż moja własna rodzina.

Zreszta jak kiedys pisałam zycie TAK ZWERYFIKOWAŁO moje poglądy, ze czym starsza jestem to nie widzę tylko czarno-białe...

Pozdrawiam. Napisałam już wszystko.
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-26, 10:22   

Ło Matko,
Kasia :shock:

Moja wolnośc wewnętrzna własnie pozwala mi odczuwać "baaaaardzo głęboką niechęć" do kochanki.
I tylko moja klasa i zasady powodują że babie nie przeszkadzam żyć spokojnie mimo ewidentnych mozliwości- nawet bez specjalnego wysiłku.
I złośliwe dodam- widać w ich- obojga oczach strach. Ale to nie mój problem.
Reasumując:
babie wara od dzieci!!!!!
Z tą miłością to przesadziłaś.
I nie mam wyrzutów sumienia- bo negatywne odczucia nie przekute zostały na negatywne poczynania. Widzisz jaka jestem zdolna? Sama sie dziwię swojej klasie w takiej sytuacji- umiejętność nabyta i nieco podrasowana- taka umiejętnośc bycia ponad. Mimo że szkodliwa dla mojego "fizis"- ale z tym też sobie poradzę.
Plissssssssss- weź no przestań emanowania oczekiwać od mej wrednej zwiewności do tego babola.
Niech sie kobita cieszy że ma spokój. A to bardzo dużo. Dla takiego kogoś. Jak ona. I zupełnie niezasłużenie to ma. Bo jest....... ( sobie wstaw co chcesz bo potem znowu będzie że jestem nieopanowana).
 
     
kasia
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-26, 11:23   

Nie koncentrować się na tamtej pani, żadnego emanowania w jej kierunku, null.
W sumie może wyglądać na to, że taki sam jest cel - uchronienie dziecka przed demoralizacją, totalnym rozchwianiem emocjonalnym, lecz środek do celu może przybrać formę walki (wara babo) albo skoncentrowanie się na dobru obydwojga - dziecka i męża, przy okazji na dobru Rodziny ( w sumie też walka).
Wydaje mi się, że to niby mała różnica, subtelna, ale przy takim nastawieniu ("w miłości i pokoju jest nasza siła") mamy szansę zachować pokój i mamy też gwarancję siły takiego postepowania.
"Panie daj mi umiar we wszystkim oprócz Miłości" św. Escriva

P.S. Nie oszukiwałabym się, że negatywne odczucia nie przekuwają się na nasze poczynania. Może czasem jesteśmy nieświadomi, ale nasze myśli wpływają na czyny, na ich zabarwienie, na oddziaływanie niewerbalne, którego czasem sobie nieuświadamiamy, które niweczy nasze werbalne starania.
Ostatnio zmieniony przez kasia 2007-04-26, 11:37, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-26, 11:31   

He- wara babo- oznacza że jest granica- ma sie trzymac przed nią a nie przekraczać.
To granica, bariera- a nie walka- walczyć to ja nie zaczęłam.
Bo wiem jaka bywam skuteczna i wiem że by to spowodowało kłopoty mężowi i jej.
A mnie wyrzuty sumienia.
Taki paradoks.
więc zostane przy- wara babo.
I nie będe jej kochać.
Podłośc moja nie zna granic.
Ale olewam.
Babie wara i już. Zgodnie z przepisami sobie radzę he he he ( to złośliwe podsumowanie).


To można nazwać tak:
prowadzę doświadczenie na sobie- jak długo dam radę stoicko reagować- i jaką mam wytrzymałośc organizmu.
Coś widzę- nieco gumowatości w sobie. Ciekawi mnie ile zniosę.
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-26, 20:07   

Zuza, podoba mi się to:wara babo. Tu akurat określiłam granice podobnie jak Ty. Tak ma być.
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-26, 20:44   

Jakoś nie potrafię zmienić swojego nastawienia do kobiet - i mężczyzn - dla mnie są to osoby bez honoru i moralności. Kochać ich również nie zamierzam - nie mam za co. I wcale nie przekonuje mnie stwierdzenie - że Jezus ich kocha tak samo jak mnie.
Jezus - bez grzechu - brzydzi się grzechem, potępia grzech - nie skreśla człowiaka, ale mówi : idź i nie grzesz więcej. Zatwardziałym są zapowiedziane kary stosowne do czynów - mam więc być bardziej miłosierna niż nakazuje mi wiara?
Absurd.

Długo trwało, zanim pojęłam, że określenie dziwka - ma również swój męski odpowiednik. W końcu to przyjęłam i teraz zastanawiam się, czy warto kochać kogoś, kto sam sobie na taki przydomek zapracował.
Kochanka/kochanek - niczego prawego nie przekażą swoim dzieciom, raczej wykrzywią jeszcze bardziej spojrzenie na świat, na poczucie wartości, na moralność.
Robią krzywdę naszym dzieciom już przez sam fakt, że istnieją, że są powodem rozbicia rodziny. I taki ktoś ma otrzymać pozwolenie na kontakty z naszymi dziećmi?

To może już od razu stworzyć jedną wielką rodzinę, gdzie bez żenady będzie każdy z każdym?

Jak można pozwolić, by ktoś o takim morale miał wpływ, choćby przez sporadyczne kontakty - na nasze dzieci?
Masz rację Zuza - wara .
 
     
kasia
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-28, 18:13   

No to jak to jest z tą miłością do nieprzyjaciół?

Jakby tak.. oddzielić osobę od jej czynów. Udałoby się nam kategorycznie potępić czyn i w związku z tym czynem podejmować takie a nie inne decyzje, kochając zarazem tę osobę. W związku z tym, że ją kochamy właściwie dla jej dobra również tak się zachowujemy. Tutaj właśnie - jeśli nie wyszlibyśmy z taką inicjatywą - zakaz spotkań w obecności pani x, moglibyśmy narazić siebie na grzech zaniechania a panią x narazić na grzech demoralizowania dziecka.
Kochamy panią x jako człowieka, który przecież w innych okolicznościach mógłby bez przeszkód kontaktować się z naszym dzieckiem.
Także myślę, że nasze zachowanie uzależniamy nie od OSOBY, tylko od sposobu jej zachowania, od czynów.
 
     
izis
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-28, 18:45   

Dziękuję za Wasze wypowiedzi. bardzo mi pomogły, zrozumiałam że w tym wypadku muszę się przeciwastawić małżowi, a tak naprawdę chyba nigdy tego nie robiłam (i to był mój błąd) i zawsze robił co chciał. Boję się, bo nie wiem co ten człowiek może wymyslić i ten strach przed skrzywdzeniem dziecka. Bo już dzisiaj po raz pierwszy doszło do konfrontacji z jego kochanką. Małż chciał zabrać córkę na spacer, wiedziona przeczuciem wyjrzałam przez okno i zobaczyłam jak ta kobieta wysiada z samochodu. Wybiegłam szybko na podwórko i wykrzyczałam jej w oczy, że zniszczyła moją rodzinę, zabrała dziecku ojca a teraz jeszcze tu przychodzi. Odeszłam z dzieckiem i małżem kawałek dalej i powiedziałam, że idę z nimi na spacer. Małż rzekł, że jestem nienormalna, że tak się zachowuję i odszedł do niej. Dziecko się popłakało. Wiem, że dobrze zrobiłam, ale czy przypadkiem nie skrzywdziłam przy tym swojego dziecka, czy łzy dziecka były warte tego? To jest okropne, że moja córka musi w tym uczestniczyć, przecież ona ma prawo być szczęśliwa, przecież ja miałam zapewnić jej szczęśliwe dzieciństwo, a nie jestem w stanie. Proszę o modlitwę.
 
     
Maria Anna
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 07:25   

Nie było to potrzebne Izis. Szkoda Waszego dziecka. Takie sprawy załatwia sie bez jego obecności. WASZE dziecko juz i tak ma "poplątane" w główce, a jeszcze TO jej dokładacie...
Aby co? Pokazać czyje na wierzchu? Przy dziecku???

[ Dodano: 2007-04-30, 07:28 ]
Powinniście jak emocje opadna, ustalic spotkania córki z jej Ojcem. Szkoda, aby stracili kontakt...
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 08:01   

Maria Anna
Twoja pokora i pobłażanie w stosunku do kochanek bardzo mnie dziwi. Nawet Twoja przyjaźń z kochanką ojca nie jest dla mnie usprawiedliwieniem.

Jak można w ten sposób pisać matce dziecka , zdenerwowanej matce - że mąż nie szanuje żadnych wartości.
Owszem, to temu panu należała się reprymenda. Ale kochanka - jak widać - żadnego pozcucia przyzwitości nie ma.
Zresztą, skąd by taka miała mieć o tym pojęcie ?

Fakt, że Ty akurat trafiłaś na kobietę która może nie była do końca zepsuta - nie znaczy, że każda kochanka taka właśnie jest.
Zresztą, jakie ona miała intencje, tego nikt z ludzi nie wie. Może nie tak wspaniałomyślne, jak Tobie to się wydaje.

Nie można dziecka deprawować i kazać mu przebywać w towarzystwie takiej osoby.
Jakie korzyści daje dziecku czas wspólny z ojcem i jego kochanką? Ja nie widzę żadnych. Wręcz przeciwnie.
Wiesz, co dziecko czuje, gdy musi być na spacerze z obcą kobietą, przez którą ukochany tatuś wyprowadził się z domu?
Wiesz, co czuje dziecko, gdy tatuś w tych chwilach, które miały być dla dziecka - zajmuje się obcą kobietą i jeszcze mówi dziecku, żeby nie przszkadzało w rozmowie?
Wiesz, co czuje dziecko, gdy tatuś przytula się do obcej kobiety w obecności dziecka?

Może faktycznie Izis niepotrzebnie w obecności dziecka zachowała się niepotrzebnie tak nerwowo. Ala każda matka ma prawo, by chronić swojego dziecka.
To facet i jego .... nie zachowują się godnie. I do nich należy kierować te uwagi, nie do matki. Do tamtej kobiety, że miała czelność w ogóle przyjechać do domu dziecka.

Dziecku można wytłumaczyć powody swojego zachowania - zgodnie z tym, co czujemy i odpowiednio do wieku dziecka. I ono zrozumie. Być może poprosi ojca przy najbliższej okazji, by więcej tej kobiety nie sprowadzał. A jeżeli facet nie posłucha - widać nie jest wart łez swojego dziecka.

Nie nie sądzę, by chodziło o pokazanie, kto jest górą. Raczej o ochronę dziecka przed obecnością kochanki ojca.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 08:04   

Czytam ten temat i mam embiwaletne odczucia............z jednej strony spora część z Was deklarując "dobro dziecka" dąży do ograniczenia jego kontaktów z ojcem(zdradzaczem albo mażem),motywując to wpływem "lafirynd" na Wasze dzieci.Czy się to Wam podoba czy nie, to dzieci mają też ojca,i chyba większe spustoszenie w psychice dziecka się dzieje gdy nie może utrzymywać z nim kontaktów niż z gdy będzie się przy tej okazji widzieć z jego "lafiryndą".Pewnie znowu idę "pod wiatr" trochę,ale postawię kilka pytań:
1.Czy ograniczanie kontaktów dziecka z ojcem nie jest podświadomą zemsta na "zdradzaczu"?
2.Co mozna powiedzieć dziecku które chce się zobaczyć z ojcem ,że nie ma na to zgody?Dlaczego?
3.Czy juz sam fakt że dziecko nie ma ojca w domu nie jest wystarczającą traumą.
Mam -może złe -wrażenie,że dzieci są dodatkowym "instrumentem,orężem" w walce pomiędzy rodzicami.
Izis.......co zyskałaś robiac tę scenę?Postawiłaś na swoim....chyba tylko.Utozsamiam się z wypowiedzią Anna Maria-w tej scenie Twoja córka stała się Twoim orężęm,Twoja bronia w walce z mężem.Zafundowałaś jej dodatkowy ból.Pewnie kiedys ta scena odezwie się w jej dorosłym życiu............
Masz prawo nieakceptować kochanki Twojego meża......ale ten fakt ze ona jest musisz przyjąć do wiadomości......możesz nie akceptować tego ale powinnaś przyjac do wiadomości.Przyjecie do nieakceptującej wiadomości nie oznacza zgody na to,nie oznacza końca Twoich pragnień do tego aby "maż" wrócił do Was.Nie oznacza że masz kochać tę "kobietę-krzywdzicielke" ale możesz jej wybaczyć
Zuza napisała:"wara babo",tak wara babo od wychowania,wara babo od decydowania-ale zastanówcie się ......jak długo wara?????Dzieci rosną,dojrzewają i same zaczna podejmować decyzje.........co wtedy gdy -mimo Waszych zakazów - bedą chciały spotkac się z ojcem i jego "kochanka"?Czy jest mozliwe zaszczepienie aż takiej nienawiści w świadomości dzieci do ojca aby mogło to owocować w dorastaniu i w dorosłym zyciu? A jakie tego bedą skutki??? Jakich wyborów bedą dokonywać jak dorosną? Rolą matki,ojca jest leczyc te rany zadane rozwodem czy rozstaniem rodziców.....-niezależnie jak sami czuja się skrzywdzeni- niz jeszcze te zranienia pogłębiać.
Zuza ma racje....stawianie granic jest istotne,ale oby te granice nie były "polepszaniem zranionego samopoczucia" stawiającego te granice.
Dziecko ma prawo do matki,ma prawo do ojca i to niezależnie od tego jak układają się stosunki pomiędzy rodzicami!!!!!!!!!!!!!!!!NIE OGRANICZAJCIE KONTAKTÓW DZIECI Z ICH OJCAMI!!!!!!!!
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 08:16   

Nie chodzi o ograniczanie kontaktów z ojcem.
Raczej o to, by taka ... osoba nie brukała dziecka swoją obecnością.
Czas dla dziecka ma być w całości czasem spędzonym z dzieckiem. Nie z kochanką i dzieckiem jako dokładka.
 
     
Maria Anna
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 08:23   

Chodzi mi o dziecko. Tylko i aż. Taka scena mogłaby sie odbyc, ale uważam, ze bez dziecko udziału, ono juz dosyc cierpi.

I moja przyjaźń z kochanka Ojca. Po pierwsze tak naprawde, zadna z niej kochanka;) i juz tłumaczę zawiłości. mój Ojciec z moja mamą mieli tylko slub cywilny, moja macoche poznał długo po rozwodzie... więc...

I jeszcze jedno, ja nie wrzucam do wora wszystkich z napisam: taka/i. Ja zazwyczaj inaczej oceniam ludzi, mam do tego prawo. Dlaczego taka jestem? NIE WIEM, ale szybko przebaczam i długo nie chowam urazy, to chyba dobrze, a jednoczesnie nie daje sobie włazic na głowę, to chyba tez dobrze. Nie potrafie nienawidziec ludzi i już. To chyba tez dobrze.
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 08:24   

Nałóg napisał:

1.Czy ograniczanie kontaktów dziecka z ojcem nie jest podświadomą zemsta na "zdradzaczu"?


Nie ograniczam, zapraszam, wciągam do dziecięcego życia- olewa- nie mam czasu mówi

2.Co mozna powiedzieć dziecku które chce się zobaczyć z ojcem ,że nie ma na to zgody?Dlaczego?

Prawdę- jak staram sie dowiedzieć czy przyjedzie i mówi że -nie mam czasu to niby co mam powiedzieć dzieciom? Mówię- tatuś nie może. Przecież nie mogę nimi manipulować bo prawdę podaje się w sposób stosowny do wieku dziecka !!!!.

3.Czy juz sam fakt że dziecko nie ma ojca w domu nie jest wystarczającą traumą.

Owszem- jest- a ja ją nieweluję. Coraz skuteczniej, zdpobywam nowe wiadomości i staram sie pomagać dzieciom zgodnie z poradami psychologów dziecięcych tak- aby zniwelować skutki szkodliwego i egoistycznego zachowania ojca.
Dbam o niezmienność zwyczajów w domu, dbam o kontakt z rodziną- rónież ze strony ojca, dbam cholera czasami również o tę jego częśc rodziny.
A on ma gdzieś......


Mam -może złe -wrażenie,że dzieci są dodatkowym "instrumentem,orężem" w walce pomiędzy rodzicami.
Dzieci u mnie ( nie wiem jak u innych bo różnie pisano) są celem samym w sobie do dbania. A nie orężem.
Mój Drogi- gdybym chciała walczyć to zaręczam, zgodnie z przepisami można całkiem skutecznie - oraz jako piąta kolumna też mozna- ale ja tego nie robię bo trzymam negatywne emocje pod kontrolą- dokładnie wiem czego należy się wystrzegać i co może pogorszyć dzieciom dodatkowo jakośc życia.


Izis.......co zyskałaś robiac tę scenę?Postawiłaś na swoim....chyba tylko.Utozsamiam się z wypowiedzią Anna Maria-w tej scenie Twoja córka stała się Twoim orężęm,Twoja bronia w walce z mężem.Zafundowałaś jej dodatkowy ból.Pewnie kiedys ta scena odezwie się w jej dorosłym życiu............
Masz prawo nieakceptować kochanki Twojego meża......ale ten fakt ze ona jest musisz przyjąć do wiadomości......możesz nie akceptować tego ale powinnaś przyjac do wiadomości.Przyjecie do nieakceptującej wiadomości nie oznacza zgody na to,nie oznacza końca Twoich pragnień do tego aby "maż" wrócił do Was.Nie oznacza że masz kochać tę "kobietę-krzywdzicielke" ale możesz jej wybaczyć
Zuza napisała:"wara babo",tak wara babo od wychowania,wara babo od decydowania-ale zastanówcie się ......jak długo wara?????

Bardzo długo Mój Drogi.

Dzieci rosną,dojrzewają i same zaczna podejmować decyzje.........co wtedy gdy -mimo Waszych zakazów - bedą chciały spotkac się z ojcem i jego "kochanka"?


Podrosną i same świadomie podejmą decyzję. Teraz są małe i wracamy do początku- wara babo!!!!!!!!


Czy jest mozliwe zaszczepienie aż takiej nienawiści w świadomości dzieci do ojca aby mogło to owocować w dorastaniu i w dorosłym zyciu?

Słyszałam i wiem że jest- ale ja nie mam tego problemu- moje dzieci bardzo ojca kochają , nie żyje się w domu nienawiścią mimo mojego wara babo- bo ja tego ani z nimi ani przy nich nie ustaliłam- że babie wara!!
Bo to by manipulacja była.
A żyją najlepiej jak mozna żyć biorąc pod uwagę fakt co zrobił i co teraz robi ich tatuś a o czym pisać nie mam ochoty- więc musisz mi na słowo uwierzyć że sie daje- trzeba tylko dużo samodyscypliny, opanowania i fantzji- tak, tak- fantazji- aby usmiech gościł na buziach i powitania ojca były serdeczne.



A jakie tego bedą skutki???

Katastrofalne- jak nic robić z tym nie będę, juz rozgryzałam kiedyś ten temat. Bo lubię wiedzieć co i jak. Mówiłam- ze specjalistami temat rozpracowuję- każdemu polecam- warto.


Jakich wyborów bedą dokonywać jak dorosną? Rolą matki,ojca jest leczyc te rany zadane rozwodem czy rozstaniem rodziców.....-niezależnie jak sami czuja się skrzywdzeni- niz jeszcze te zranienia pogłębiać.

Zgadzam się- to właśnie robię.

Zuza ma racje....stawianie granic jest istotne,ale oby te granice nie były "polepszaniem zranionego samopoczucia" stawiającego te granice.
Moje samopoczucie to ja sobie sama polepszę nie stosując metod zdradzaczy- bo mam bogate życie wewnętrzne i podobno ( jak mi na terapii i nie tylko ) powiedziano mam silną osobowość i sobie poradzę.
Ten durny mąż też tak mówi- i chyba to działa tak że wie że robić może co chce- bo ja sobie poradzę.
Taki paradoks Nałogu- ale cierpiętnicy z siebie nie zrobię na pokaz.
Dziecko ma prawo do matki,ma prawo do ojca i to niezależnie od tego jak układają się stosunki pomiędzy rodzicami!!!!!!!!!!!!!!!!

Zgoda- ma prawo do matki i ojca- a czas jaki ojciec spędza z dzieckiem jest dla dziecka a nie kochanki.
NIE OGRANICZAJCIE KONTAKTÓW DZIECI Z ICH OJCAMI!!!!!!!!

Ło- a to chyba raczej nie do mnie ten apel?
Dla mnie by lepiej napisać- tatusiowie- nie olewajcie dzieci!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 8