Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: administrator
2007-04-13, 09:17
I znowu upadam
Autor Wiadomość
Anakonda
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-22, 08:21   I znowu upadam

Jestem w dołku. Wydawało mi sie ze jestem juz gotowa zeby napisac swiadectwo o odnowie mojego malzenstwa. Cieszylam sie , ze bede mogla wreszcie zmienic podpis pod nickiem i napisze, ze jestem szczesliwa zona. Los jednak znowu zakpil ze mnie :-( . a raczej moj mąż a nie los.
Od jakiegoś czasu znowu zaczynało się psuć ale JAKOś było.
Od trzech dni nie moge sie z nim dogadac bo codziennie jest na rauszu lub całkiem pijany.
A najgorsze jest to co zawsze mnie zniechęcało do życia razem- kłamstwo. Już nawet nie panuje nad swoimi fantazjami. Sam się pogubił i w ciągu paru minut usłyszałam opowieści całkowicie sobie zaprzeczające. :cry:
a wczoraj do tego wszystkiego była przecież środa popielcowa. Jak można w takim dniu pójść do knajpy?!!! :evil:
Po raz kolejna zdalam sobie sprawee ze moje starania nic tu nie mają do rzeczy.
Mogę stawac na uszach ale i tak zeby było dobrze, to muszą chcieć dwie strony! :-(
Było mi tak strasznie wstyd przed córkami. Tyle im ,,nawkładałam" do głow na temat wielkiego postu i robionych sobie wtedy postanowień...Kiedy szłyśmy z kościoła to one zauważyły zataczającego się mężczyznę i były wzburzone że ktoś w takim dniu może się upić.
Nie musiały długo czekać i zobaczyły późnym wieczorem swojego własnego tate w podobnym stanie. :cry:
Tracę juz siły na to wszystko. kiedy on wraca i znowu czuje alkohol i słysze mętne tłumaczenia ( po raz milionowy a moze milion pierwszy) to odechciewa mi się wszystkiego.
Jak można ciągle oszukiwac! kłamac ! a przy tym słyszę że jeste dla niego najważniejsza na świecie. :-( ale nie przeszkadza mu to patrzec na moje łzy i rozpacz. po prostu ,, histeryzuję" a on przeciez nie robi nic złego.
Jakie to jest niesamowicie trudne ciągle i na nowo dostawac od najbliższego człowieka tyle zła...
Kiedy juz juz wydaje sie ze boje zrozumielismy co jest najwazniejsze w naszym zyciu i jakos sie dogadujemy wtedy przychodzi nowy dzien i...znowu lecimy w dół.
Nie wiem czy ja jeszcze mogę mieć złudzenia co do tego związku. nie wiem czy alkohol w zyciu mojego męza to juz problem czy jeszcze nie problem. Boże zmiłuj się ...
nie mam juz sił..
 
     
Desdemona
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-22, 11:23   

To nie Ty upadasz, ale Twój mąż!!I absolutnie nie radzę Ci trwania przy mężu, bo alkohol niszczy rodzinę od wewnątrz. Dzieci też chcą mieć szczęśliwą matkę, a nie zniszczoną psychicznie...pozdrawiam
 
     
Grażynka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-22, 11:47   

Anakonda, może on jest uzależniony. Jeśli tak, to jest człowiekiem chorym i małe szanse są żeby poradził sobie sam. To, co możesz zrobić Ty (zakładając, że on nie chce pójść na terapię) to znaleźć grupę wsparcia dla osób współuzależnionych. Tam można spotkać się z innymi ludźmi, których bliscy są uzależnieni od alkoholu, dowiedzieć się jak postępować z kimś takim, żeby wspierać nie pogłębiając uzależnienia...
Desdemona, jestem nieco zszokowana Twoją radą "absolutnie nie radzę Ci trwania przy mężu". On jest chory - chorego męża radzisz porzucić? A sakrament, a przysięga?
 
     
Anakonda
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-22, 14:19   

Ja swojej przysięgi dotrzymam. Przynajmniej na razie tak myślę.

Nie wiem co będzie jeśli to faktycznie jest uzależnienie od alkoholu...Skąd czerpać taką wiedzę? Kto to może ocenić czy to jeszcze tylko moje obawy czy też już nałóg..? Przeraża mnie to. Nie wiem co w tej sytuacji mogę zrobić żeby pomóc jemu.
Jak dotąd nie uważa żeby to był jakiś problem i nawet nie mam co marzyć o pójściu do jakiegoś terapeuty :-(
Mój mąż chyba jest tak w ogóle podatny na nałogi. Pali bardzo dużo. Wcześniej mieliśmy problemy z komputerem, przy którym potrafił spędzić każdą wolną chwilę. Nawet w święta musiałam walczyć o każdą godzinę spędzoną ze mną i dziećmi. Doszedł do etapu że on największy śpioch świata wstawał godzinę wcześniej rano żeby włączyć kompa i ,,wysłać statki" na wojnę w jakiejś O- Game zanim poszedł do pracy. Trwało to prawie 7 lat. Długich lat które spędziłam na ciągłej walce o to żeby chociaż pół godziny spędził ze mną. O dzieciach nie wspomnę..
Nawet po powrocie od córki ze szpitala -gdzie walczyła o życie- włączał kompa i odcinał się od wszystkiego.
W czasie ery komputerowej zdarzyła się również zdrada - bo jak się okazało przez internet łatwo znaleźć chętną do rozmów panią. I chociaż ja byłam obok- dosłownie- on wolał godziny ukradzione mnie i dzieciom spędzać na GG rozmawiając z nią. Pojechał na drugi kraniec Polski by się z nią spotkać, oczywiście okłamując mnie różnymi bajeczkami pięknie wymyślonymi.
A ja w tym samym czasie jeździłam do córki do szpitala gdzie czekała na operację. Nie wspomnę o wsparciu którego próżno szukać u męża zafascynowanego internetową przygodą... Sama nie wiem jak to wszystko zniosłam.Widocznie człowiek jest silniejszy niż sam myśli o sobie. Nie wiedziałam czy bardziej boli mnie zdrada męża czy ból i strach mojego dziecka w szpitalu. wszystko się wymieszało i chodziłam wtedy jak otumaniona. Pamiętam tylko uczucie ciągłego zimna i dreszczy jak w gorączce.

No cóż wszystko można zapomnieć i wybaczyć gdy partner prosi o wybaczenie i sam także stara się by było dobrze. Komputer po 7 latach wreszcie przestał być niezbędny do życia mojemu mężowi. I sama nie wiem co było tego przyczyną. A może wiem...
Boże Narodzenie 06' miałam jak z moich marzeń . Cudowne , ciepłe , bliskie. Czułam że jesteśmy rodziną. I nagle znowu wszystko sie wali. :-( Nie rozumiem dlaczego!

Tak po ludzku czekam ciągle na 7 lat tłustych ale jak na razie nie dane jest mi się doczekać. Nie wiem co robić. wiem za to ze trzęsę się cała na myśl o wieczornym spotkaniu z mężem...Boję się kolejnych kłamstw. Boję się że znowu będzie na rauszu albo gorzej. Jak mam ratować tą naszą rodzinę?!

Wypada prosić o wsparcie w modlitwie. więc proszę każdego kto moją prośbę przeczyta o choćby jedną ,,Zdrowaś Maryjo" w intencji wyzwolenia mojego męża z uzależnienia i uzdrowienie mojej rodziny. Bardzo proszę .To jedyna moja nadzieja na zmianę...
 
     
bajka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-22, 19:14   

Kochana Anakondo - wysyłam Ci prive, bo nie chcę pisać publicznie.
Całusy
B.
 
     
Grażynka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-22, 20:01   

Anakondo, jeśli to uzależnienie, to jest ono nazywane chorobą zaprzeczeń - większość z alkoholików nie przyznaje się do problemów z alkoholem...
 
     
Julka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-23, 10:57   

Anakondo
Przysięga przysięgą, ale są pewne granice. Trudno po kilku twoich słowach oceniać czy mąż jest uzależniony czy nie, ale jeśli tak to co robisz nazywa sie przyzwoleniem. Oznacza to, że godząc się na to nie pomagasz mu a wręcz przeciwnie, niektórzy mówią, że to się nazywa współuzależnienie, kiedy chronisz taką osobę. Moim zdaniem, choć to bardzo trudne, powiedzieć mu: albo przestajesz pić, pójdziesz gdzieś gdzie ktoś ci pomoże, albo do widzenia. Oczywiście jeśli to jest już choroba, a do tego faktycznie trzeba pójść do poradni i na spojonie (o ile to możliwe) wszystko przeanalizować. Myślę, że utrzymywanie małżeństwa ma sens tak długo, jak długo nie jest toksyczne dla całej rodziny.
Zetknęłam sie bardzo blisko z chorobą alkoholową i bardzo Ci współczuję, chyba nikt kto nie miał z tym do czynienia nie jest w stanie wyobrazić sobie co znaczy alkoholik w domu, zwłaszcza dla dzieci.
Pozdrawiam Cię serdecznie. Będę się modlić za Ciebie i za Was.
 
     
Grażynka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-23, 11:02   

Anakondo, możesz zmiany zacząć od siebie, tak jak pisze Julka. Jeśli chciałabyś jakąś literaturę, odezwij się na priv, chętnie coś polecę... Trzymaj się ciepło.
 
     
Desdemona
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-23, 12:21   

Grażynka napisał/a:

Desdemona, jestem nieco zszokowana Twoją radą "absolutnie nie radzę Ci trwania przy mężu". On jest chory - chorego męża radzisz porzucić? A sakrament, a przysięga?


Po pierwsze dwie osoby przysięgały, a druga w tej chwili niszczy tą pierwszą i w ogóle całą rodzinę. Szczególnie chodzi mi o dzieci. Znam przypadki alkoholizmu w rodzinach i tylko tam gdzie matki odeszły nie odbiło się to tak strasznie na nich. Czasami trzeba dokonać wyboru co jest ważniejsze.
 
     
Grażynka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-23, 12:27   

ale alkoholizm jest chorobą, którą można leczyć... najpierw chyba trzeba spróbować przynajmniej ratować?
 
     
Julka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-23, 15:06   

Ale czasem ratować, pomóc znaczy odejść, po to by ta druga strona się opamiętała (przynajmniej należy mieć taką nadzieję).
Trwać przy alkoholiku, czyli być z nim i pozwalać na to by pił, aż do zbierania go z ulicy (to skrajny przypadek, o którym tu nie ma mowy). W każdym razie im wcześniej tym lepiej, potem to jest już równia pochyła w dół.
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-23, 15:51   

A jak postąpiłby mężczyzna w sytuacji odwrotnej? Dla uświadomienia sobie myślenia męskiego...
Dla dobra żony odszedłby...

"Typowym przykładem różnic, o których tu mówimy, jest sposób rozwiązywania sytuacji kryzysowych, gdy jeden ze współmałżonków okazuje się alkoholikiem. Jeśli uzależnionym jest mąż, to statystycznie aż w 90% wypadków żony trwają w związku małżeńskim. Jeśli natomiast problem z alkoholem ma żona, to aż w 90% wypadków mężowie decydują się na odejście. Decyzja mężczyzn oparta jest na rzeczowej analizie: uzależniony od alkoholu powinien ponosić bolesne konsekwencje picia, gdyż łatwiej wtedy o uznanie choroby i zgłoszenie się na terapię. Pozostawienie żony sobie samej jawi się mężczyznom jako bolesna, ale przecież racjonalna decyzja."

http://www.szansaspotkani...php?pageid=6691

Nie sugeruję. Warto tylko wiedzieć o różnicach ! Polecam gorąco stronę.
To bardzo dobra strona Ojca Ksawerego, zwłaszcza tam gdzie umieszczone są fragmenty psychologa, księdza Marka Dziewieckiego.
O.Ksawery, autor "Aktu małżeńskiego".
 
     
bajka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-23, 22:14   

czasami trzeba odejść, nie ma wyjścia. Czasami mozna zostać. Nie nam dywagować. Są specjalisci. I oni Anakondzie najlepiej poradzą. I się nią zaopiekują.
 
     
Anakonda
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-24, 07:39   

Kiedy trochę nabiorę sił, mam zamiar poszukać fachowej pomocy.
JULKA dziękuje za modlitwę a co do odejścia to nawet gdyby było to jedyne rozwiązanie , nie miałabym fizycznie GDZIE odejść... i myślę , że chyba nie umiałabym myśleć w ten sposób o przysiędze. Ona została dana, bez względu na obecne okoliczności...
 
     
bajka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-24, 10:45   

fizyczne rozdzielenie nie równa się złamaniu przysięgi...
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 9