Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
BRAK SEXU
Autor Wiadomość
Zbyszek,Hiszp.
[Usunięty]

Wysłany: 2006-05-23, 13:44   BRAK SEXU

No panowie,co tu tak pusto ?
Jak sobie z tym radzicie ? Ja wiem ze sex bez milosci to jedno , ale fizjologia to drugie.
Wiekszosc Was z pewnoscia odpowie zeby zastopic go WIARA i MODLITWA,tak ze tego typu porady,nikomu nie uwlaczajac i bez obrazy,mozecie sobie darowac.
Dotyczy to oczywiscie przede wszystkim nas ktorych one opuscily.
Ja zyje w celibacie juz ok.10 mcy,wiec moze zostac ksiedzem ?
Pozdrawiam.
Zbyszek
 
     
Tomasz
[Usunięty]

Wysłany: 2006-05-23, 14:05   Re: BRAK SEXU

Zbyszek,Hiszp. napisał/a:

Jak sobie z tym radzicie ?


Z godnością....

Tomasz
 
     
Zbyszek,Hiszp.
[Usunięty]

Wysłany: 2006-05-23, 14:19   

Tomasz,nie sciemniaj mi tutaj,tylko dawaj konkrety.Co,taktyka strusia ? Glowa w piasek ?
A moze temat tabu?
Bez obrazy.
Pozdrawiam.
Zbyszek
 
     
Tomasz
[Usunięty]

Wysłany: 2006-05-23, 14:34   

Oczywiscie nie mozemy udawac ze problemu nie ma. Bo jest i to niebgatelny.
Bedac w tak trudnej sytuacji jak strata najdrozszej osoby dobija i to dobija podwojnie brak sexu. Podwojnie bo to brutalne odstrawienie od nazwijmy to delikatnie dawnych nawykow i co wazniejsze chyba odebranie ci zostaje powaznie narzedzie do wyrazania swojej milosci do ukochanej osoby. Swiadomosc ze zona cie zdradza lub zamierza zdradzac dopelnia swego. Napewno masz uraz do kobiet i uraz ten bedzie cie przez jakis czas chronil przed pojsciem w slady zony. Nie znam tego osobiscie ale z rozmow z ludzmi w naszej sytacji raczej na tym etapie ukojenia w ramionach innych niz zona kobiet raczej nie znajdziemy. Wiec nie warto bo mozna sobie zaszkodzic. Pytasz czy jest ciezko? Jest bardzo ciezko, jest niewymownie ciezko ale zyc trzeba. I nie popadajmy w paranoje jeszcze zadnemu facetowi celibat nie zaszkodzil a nagromadzona ta chora sytuacją agresje mozna wyladowac np. w sporcie. U mnie to dziala.
pozdrawiam
Tomasz
 
     
Zbyszek,Hiszp.
[Usunięty]

Wysłany: 2006-05-23, 16:02   

Dzieki Tomku,takich wypowiedzi jak ta oczekiwalem.W jednym z poprzednich postow napisalem ze ja osobiscie mam blokade na inne kobiety.Na razie.Ale skad mam wiedziec co bedzie jutro,za tydzien,miesiac,rok..itd.Kiedys problem moze sie pojawic...
 
     
Madzia3007
[Usunięty]

Wysłany: 2006-05-23, 17:43   

Jesli sie można do panów dołączyć dlamnie jako kobiety tez jest to problem . Zawsze lubiłam się kochac z moim mężem i też w celibacie jestem juz chyba rok ( zagrożona ciąża ) ale moją wstrzemiężliwość seksualną ofiarowałam Bogu . Jest nam naprawde ciężko tak samo jak wam mężczyzną a może bardziej bo kobiety potrzebują więcej czułości.
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2006-05-23, 18:06   

Nie jestem ta pierwsza co się wepchnęła w męskie sprawy. Temat taki już kiedyś poruszyłam na starym forum.
Prawdę mówiąc moje ostatnie 6 miesięcy też mi dokucza. Owszem mam etapy że inne uczucia zagłuszają tęsknotę ale mam i takie etapy że bardzo tęsknię. Za dotykiem , zapachem i takie tam. Teraz , po kilku miesiącach ta tęsknota ma inną barwę bo i sytuacja rozwija się nadal. Ale tęsknię.
I tez nijak ( mimo wyobraźni) nie potrafię sobie wyobrazić nikogo innego na miejscu obok mnie. Na taką tęsknotę chyba jednak jest tylko jedno lekarstwo. No- przynajmniej ja widzę jedno- niestety nie w zasięgu póki co.
 
     
Mateusz
[Usunięty]

Wysłany: 2006-05-23, 18:13   

Ja się przyznam, że był czas, kiedy myślałem o związku z inną kobietą. Nawet moja żona próbowała mnie "namówić" do tego. Prawdopodobnie chciała "zagłuszyć" swoje wyrzuty sumienia... ale otrząsnąłem się z tego i postanowiłem wytrwać z wierności żonie, bez względu na to, jaką ona decyzję podejmie...
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2006-05-23, 18:46   

Właśnie też czasami mam wrażenie że mój mąż czeka aż zdecyduję się - nawet na taki ruch- jak ktoś inny w moim życiu. To też takie zagłuszanie boleści sumienia. Sam twierdzi że nie skonsumował swojego zauroczenia- jak skonsumuje to będzie to najdroższa konsumpcja w jego życiu.
Ja mam wolną rękę- i nie mogę. Czy to nie złośliwość losu-można to zrobić i nie mozna jednocześnie.
Ach ten SEX.
Potrafi namieszać w życiu.
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2006-05-23, 20:39   

Tak Zuza. Ja też nie mogę wyobrazić nikogo innego, tylko jego, jeśli chodzi o sex. Od ponad roku wytrzymuję z tą potrzebą, też polecam to Bogu. Jakoś daję radę, choć jest ciężko. Bóg daje mi jednak siłę, jeśli o to chodzi. Kiedyś sex był atutem naszego związku. Stosowaliśmy metody naturalne i myślę, że dlatego daję radę, że to teraz owocuje. Mój mąż szanował w mnie w tym. Przed ślubem też uszanował moją godność, za co jestem mu niezmiernie wdzięczna, bo dzięki temu nasz związek nie stał się czymś "normalnym". Tylko nie rozumiem, dlaczego on chce teraz go unieważniać. przecież tak wspaniale się zapowiadało. Te nasze początki były takie dojrzałe. Nawet pojechaliśmy na Jasną Górę, aby Matka Częstochowska pobłogosławiła nasz związek...
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2006-05-23, 21:06   

Wydaje sie ( niestety) że nasze kłopoty ze zdradzająco/porzucającymi wynikaja również z SEXu.
Ach ten sex. I wzlecieć mozna i zostać powalonym też.
 
     
tina
[Usunięty]

Wysłany: 2006-05-23, 22:17   

No właśnie, ach ten sex. Nasze początki były podobne jak u Wanbomy, a teraz okazuje się, że po tylu wspaniałych latach mąż jest obok a sexu 0 od.........nawet już dokładnie nie pamiętam...........
 
     
tina
[Usunięty]

Wysłany: 2006-05-23, 22:18   

No właśnie, ach ten sex. Nasze początki były podobne jak u Wanbomy, a teraz okazuje się, że po tylu wspaniałych latach mąż jest obok a sexu 0 od.........nawet już dokładnie nie pamiętam...........
 
     
Xev
[Usunięty]

Wysłany: 2006-05-24, 13:33   

Co do tego jak sobie radzic.

Sa srodki ktore zmniejszaja poped plciowy zarowno u mezczyzn jak i u kobiet. Zmniejszaja wrecz do zera.
Ponadto stres ktory jest wynikiem, kryzysu/rozpadu malzenstwa jest tez swietnym lekiem antyseksualnym. Bo wez tu mysl czlowieku o "dupie" kiedy zycie Ci sie wali.

Moim zdaniem i nie tylko (np. Starowicza) zdrada fizyczna jest czasami/czesto powodowana tym, ze czegos nie dostajemy w danym zwiazku i szukamy tego gdzie indziej. Dlatego wszyscy zgodnie radza, aby rozmawiac na temat seksu, rozmawiac, probowac i rozmawiac zanim zaczna sie klopoty. Wiem, ze to latwiej powiedziec niz zrobic. Nie insynuuluje tutaj, ze to zdradzani ponosza cala odpowiedzialnosc. Nie mniej jednak jestem zdania, ze jak sie chrzani to OBOJE ponosza odpowiedzialnosc.
 
     
Tadeusz
[Usunięty]

Wysłany: 2006-05-31, 08:25   

Ktoś wcześniej napisał, że ślub jest właśnie dla sexu i wydaje mi się, że to jest prawda.
Bo z inną osobą możemy żyć/ robić wszystko oprócz sexu.
Dziwię się, że wszyscy sobie jakoś wspaniale radzicie w kryzysie. A sex to wielka potęga szczególnie dla nas, kiedy często zdarza się, iż współmałżonek nas porzuca.
Czytałem, że święty Ojciec Pio był kuszony przez wizje nagich kobiet, czy św. Jan Vianey.
Wydaje mi się, że to jest największa broń szatana na nas, bo wie, że jesteśmy tylko ludźmi.
Wyczytałem „Ekstazę związaną z radością współżycia seksualnego można porównać do szczęścia wiecznego. Dlatego akt małżeński pozwala uzmysłowić, na czym polega słodycz spotkania z Bogiem”
I jak tu żyć bez sexu jak już się go poznało – jest to w ogóle możliwe ???
Jeżeli małżonek nas opuszcza to porównał bym nas do samochodu porzuconego na ulicy i nie zamkniętego. Wszystko jest ok. do chwili jak ktoś nie spróbuje otworzyć drzwi. Naciska klamkę i drzwi się otwierają. A wtedy, co się dzieje – z reguły ginie radio zawartość schowka i inne rzeczy. Czasami rozgrabią taki samochód – jest bez kół, lusterek itp. A co będzie jak ktoś wsiądzie i uruchomi silnik i odjedzie tym samochodem ?!
I tak się nawzajem narażamy na działanie zła.
Jest wiele osób duchownych, które ciężko walczą sami ze sobą, można poczytać na necie.
Nie problemem jest upaść, ale najgorzej to podnieść się z upadku.
Proszę rozwińcie temat, bo jest naprawdę warty wielkiej uwagi.

Pozdrawiam
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 9