Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: administrator
2007-05-01, 09:14
Emocje
Autor Wiadomość
Agunia
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-01, 08:50   Emocje

Ja mam pytanie i prośbę!
Dlaczego jest tak, że potrafię porozumieć się z każdym, każdy żart na mój temat potrafiłam ubrać w śmiech i dowcip, w odmienności zdania innych widziałam tylko różnicę poglądów a dlaczego wszystko co mówił mąż odbierałm jako atak na swoją tożsamość. Nikt nigdy nie wzbudzał we mnie takich emocji i pozytywnych i negatywnych co mąż. ( mam na myśli sytuację przed tym dramatycznym kryzysem)?
Czy jest to tylko i aż sposób komunikacji?
Jeśli tak to,dlaczego zawodzi na tej płaszczyźnie mąż- żona?
Jak nauczyć się opanowywać emocje szczególnie te które pociągają agresywne reakcje? Czy też tak czuliście że to co mówi partner jest słyszane zupełnie inaczej niż to samo wypowiedzine przez osobę z zewnatrz?

Zresztą z jego strony było podobnie!
(to chyba powinnam umieścić w kiąciku psychologicznym?!)
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-01, 09:16   

"Dlaczego jest tak, że potrafię porozumieć się z każdym, każdy żart na mój temat potrafiłam ubrać w śmiech i dowcip, w odmienności zdania innych widziałam tylko różnicę poglądów a dlaczego wszystko co mówił mąż odbierałm jako atak na swoją tożsamość."

Bo z innymi nie jesteś aż tak związana emocjonalnie, masz dystans do tych osób, nie jesteś z nimi aż tak "blisko" jak ze swoim mężem. Twój mąż znał Cię lepiej niż inni, więc i wymagania wobec niego miałaś większe niż w stosunku do innych. To co "obcy" mógł powiedzieć Tobie, bez większych konsekwencji - no bo przecież mogłaś zawsze go usprawiedliwić, że "nie wie wszystkiego o Tobie", w przypadku męża nie miało racji bytu. No bo on znał mocne, ale i bardzo czułe punkty Twej osobowości. Jak nawet nieświadomie walnął w ten czuły punkt, rodził się w Tobie bunt, poczucie żalu, smutek, wściekłość, a więc budziły się w Tobie negatywne emocje. No bo jak on to mógł mi to zrobić, tak powiedzieć, przecież jest moim mężem, powinien wiedzieć, że mnie to boli.

Czy jest to tylko i aż sposób komunikacji?

Niestety, tak. Jednym łatwo przychodzi komunikowanie swych uczuć, ale tak, żeby nie ranić ukochanej osoby. Innym trudno. Jednym łatwo bronić "granic" swojego terytorium i powiedzieć stop, innym nigdy się to nie udaje.

Jeśli tak to,dlaczego zawodzi na tej płaszczyźnie mąż- żona?

Patrz powyżej, co napisałam.

"Jak nauczyć się opanowywać emocje szczególnie te które pociągają agresywne reakcje?"

Ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. A co? Zachowanie, mówienie (tzn. zwroty), które pozwalają pozbyć się negatywnych emocji, przekazać informację drugiej osobie, a przy tym nie raniąc jej. Prawdą jest, że agresja rodzi agresję. Dlatego trzeba mieć świadomość, że swą negatywną emocją, niekontrolowaną, "nakręcamy" niepozytywnie drugą osobę.
Świetne rady, jak ćwiczyć (przynajmniej mnie pomogły) daje "asertywność". Ja oprócz tego miałam problemy, jak robić coś, co uważam za słuszne, bez poczucia winy (tu pomogły mi rady dotyczące postępowania z szantażystą emocjonalnym).

"Czy też tak czuliście że to co mówi partner jest słyszane zupełnie inaczej niż to samo wypowiedzine przez osobę z zewnatrz?"

Jak najbardziej. Tak długo, jak nie przeprogramuję swojego mózgu (nowe zachowania, zwroty poprawiają komunikację) lub kiedy przestanę kochać tego osobnika (wtedy jako osoba obca będzie mi "wisieć i powiewać chorągiewką na wietrze").

Pozdrawiam

[ Dodano: 2007-05-01, 09:23 ]
Ło, matko. Przenięto temat do kącika psychologicznego.

Lojalnie uprzedzam, nie jestem psychologiem :mrgreen:
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-01, 13:21   

U mnie jest identycznie. I ja, i mąż jesteśmy osobami bezkonfliktowymi, lubianymi - właśnie dlatego, że potrafimy mówić, nie urażając nikogo. Niestety, kiedy toczy się dyskusja ja- on, iskry się sypią. Kiedys potrafiliśmy porozumieć się bez słów. Właściwie nie musieliśmy za dużo do siebie mówić, by wiedzieć, o co chodzi. Dziś nawet słowa nie pomagają, by dojść do kompromisu.


Tak sobie pisząc to, doszłam do wniosku, że może powrócić do tamtych metod - może przestać kłapać ozorem, a przypomnieć tamte gesty, słowa, o których znaczeniu tylko my wiedzieliśmy. Dziś mąż przyjechał po córkę, usmiechnął się a dla mnie był to uśmiech znaczący. pamiętam, że któregoś tam dnia tez tak się uśmiechnął, a ja, głupia, spłoszyłam go, bo od razu powiedziałam, że go kocham. Od razu wzburzył się. Nie opanowałam języka, a przecież ten jego usmiech był znaczący - znam go doskonale.
 
     
yvette
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-01, 20:15   

Witajcie
Spotkałam sie dziś z mężem pierwszy raz od miesiąca, cieżko mi było bo serce boli a nogi drżą. Niewiadomo jak ze sobą rozmawiać. Obydwoje byliśmy jak na pierwszej randce choć po 13 latach związku. Ale i tak do niczego nie doszliśmy. Mąż twierdzi że nie wie co dalej nie wie czy chce obudować małżeństwo ale o rozwodzie mówi jak o najgorszym scenariuszu i sytuacja jest patowa.
Wanboma mówisz o gestach i uśmiechach a u nas taki głęboki smutek. żyjemy tylko pracą żeby zagłuszyć myśli.Boli mnie tylko że za moimi plecami u wspólnych znajomych dowiaduje sie o mnie i wie wszystko nawet że prace zmieniłam.
Będe sie dalej modlić bo cóż innego pozostaje.
Modlę sie często pod oknem papieskim prosząc o pomoc i wstawiennictwo J.P.II za siebie i za wszystkich w kryzysie i separacji.
 
     
MKJ
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-01, 20:27   

wanboma napisał/a:
Dziś mąż przyjechał po córkę, usmiechnął się a dla mnie był to uśmiech znaczący.


Wanboma!
To nadzieja realna - czujesz gesty bez slow; to najcenniejszy sposob komunikacji.

Jezu ufam Tobie.
 
     
Agunia
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-02, 06:58   

Ja nie jestem w stanie ani spotkać się z nim ani słyszeć. Każdy kontakt to jego hasło CHCE ROZOWDU A NIE WOJNY.
Oczywiście jak próbuję nie kontaktowac się z nim to słyszę że jestem żałosna i mysle tylko o sobie a nie o dzieciach. Przyjeżdza do dzieci co tydzień i tylko w momencie ich powrotu proszę koleżankę aby została z dziecmi aż do momentu w którym ja się pojawię.
Może nie jest to najlepszy sposób ale ja potrzebuję spokoju anie ciągłego udowadnia mi mojej winy i hasła rozwód= wolność=miłosć. Bo moja zgoda na rozwód będzie świadectwem że go kocham i zależmi na jego szczęściu i wolnoiści. Aaaa no przecież wg mojego męża Bóg gp zna itd
Ale tak patrząc wstecz nasza komunikacja w trudnych sytuacjach bardzo zawodziła. Mnie dobija moja nieumiejętnoś niezapanowania nad agresywnymi reakcjami pod wpływem emocji. Do tej pory ujawniało się to tylko w stosunku do męża ale jeśli faktycznie gdzieś coś zawodzi w mojej głowie to przecież jestem z dziećmi. I jeśli kochając męza stało się tak że ma tak ogromne poczucie krzywdy to coś chcę zrobić ze swoimi reakcjami aby nie przelało się to na kontakt ja= dzieci.
Czy jest terapia sztuka opanowywania gniewu albo co???
My na razie z psycholog rozmawiamy o sytuacji obecnej czyli o moim samopoczuciu w trakcie rozwodu.
Bo tak sobie mysle że może faktycznie jestem emocjonalnie niedojrzała albo co...?
A może to poczucie winy które tak naprawdę łatwo mi wmóić a reszta to mechanizm obronny?
Odkąd odszedł mąż zastanawiam się jak jestem??

Jal przeprogramować swój mózg????
 
     
kasia
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-02, 13:23   

A na takim spotkaniu, nie możesz poprosić o indywidualne spotkanie?
Polecam Ci film "Zaklinacz koni" z Redfordem w roli głównej.
Przeanalizuj jego podejście do zranionego, bardzo niebezpiecznego konia.. Zobacz jak on się z nim komunikował w trakcie "leczenia" były też momenty mocnego oddalenia, ciszy, spokoju i trwania - ta postawa też była formą komunikacji.


Odpowiedzią na Twoje pytanie jest Miłość, której nauczy Cię Jezus, poproś go, powiedz: Bądź moim Nauczycielem!!!
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-02, 16:40   

Kasiu, Twoje rady są żenujące.
 
     
Grażynka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-02, 18:13   

Moim zdaniem to w ogóle nie są rady...
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-02, 19:04   

Ja nie zapanowałam nad emocjami.............Nie chcę już żyć......................
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-02, 19:31   

Wanboma, nie jesteśmy z kamienia, nie strasz nas!
 
     
Agunia
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-02, 20:02   

Wanbona! Duszo mi droga! Co się dzieje? Jestem Z Tobą!

Kasiu! Filmu nie widziałam ale postaram się obejrzeć!

Po ludzku muszę i chcę pracować nad swoimi reakcjami bo Bóg do wspólpracy po za modlitwą i postanowień potrzebuje działan w kierunku pracy nad wyrażaniem negatywnych emocji!!!
Wszystkie rady są dla mnie ważne!
To chyba jest tak trochę jak z nałogami! Czytam te 12 kroków ale jeszce ich nie przegryzłam do końca! ja czasami też potrzebuję tak poprostu przez człowieka poludzku którego odbieram jako Boże narzędzie!
Potrzebuje skutecznej metody sztuka zapanowania nad gniewem i wrazania gniewu!
Niestety metoda modlitwy np. Jezu ufam Tobie czy ty się tym zajmij, czy też słynnego liczenia do 10 albo rysowania aby dać upust w danym momencie emocją skutkuje tylko do pewnego momentu ale potem jak wybuchnę to palę słowami na popiół. Tj tak że ja nawet niekojarzę i nie słyszę tego co mówie jak ślepy i głuchy TYLKO SIE POPROSTU JAK OGROMNY OGIEń WYPALALM. jA JUż WIEM żE W MOMENCIE SZczYTU TAKIEGO WYBUCHU JESTEM ABSOLUTNIE NIE DO ZATRZYMANI I NIE DO UJARXZMIENIA więc jak do tego niedopuścić????
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-02, 20:12   

Agunia napisał/a:
więc jak do tego niedopuścić????

oddzielić się od przyczyny gniewu

Twój ogromny gniew mówi Ci o Twoim ogromnym zranieniu i bólu, czy tak?
Oddzielenie Aguniu, tylko to teraz.
Mąż mówi "rozwód" i powtarza jak katarynka. Ty mu odpowiedz "separacja"
i NIE ROZMAWIAJ WIĘCEJ.
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-03, 07:26   

Poczułam się wczoraj identycznie jak Ty, Aguniu, zaprzepaściłam zupełnie to, co osiągnęłam dotychczas. Moje życie straciło sens. Dziś jest juz trochę lepiej ze mną, co nie zmienia faktu, że namieszałam.
 
     
Elik
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-03, 16:04   

Wanbomo, nie wiem co się stało, ale z Twojej wypowiedzi wynika, że jest Ci trudno...
Myślę, że sens Twojego zycia to nie tylko małżonek, to też nie Twoje emocje i uczucia, które są w Tobie w tej chwili...
Znalazłam coś co kiedyś napisałaś do mnie, jeśli pozwolisz zacytuję teraz te słowa Tobie:

"....To myślenie o "bezsensie" na nic się zda, można tak "przemyśleć" całe życie, a dni lecą...Nie chcę mieć świadomości, że życie przecieka mi przez palce. Ty też dobrze się zastanów, co teraz powinno być dla Ciebie ważne. W tej chwili jesteś sama i musisz nauczyć się żyć tą samotnością. I tak naprawdę, to nie jesteś sama, tylko bez męża - to tylko jeden człowiek, a na świecie jest wielu, którzy bardziej Cię potrzebują niż on. Czemu o tym zapominasz?

Jesteśmy wartościowymi ludźmi - inaczej by nas tu nie było - ale teraz czas tę wartość pokazać światu - to, że potrafimy godnie trwać, dostrzegać innych, żyć normalnie.
Elik - głowa do góry. Jeszcze zawojujemy świat!!!


Trochę się wówczas nie zrozumieliśmy, ale uznałam, że Twoje słowa mają swoje znaczenie... ;-)
Jestem myślami i modlitwą z Tobą :-)
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 11