Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: administrator
2007-04-13, 09:17
Mogłabym żyć bez seksu
Autor Wiadomość
Julka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-23, 10:43   

To, że nie potrzebowałam sexu nie znaczy, że nie potrzebowałam czułości , bliskości i miłości męża. Nie kochałam go też mniej. Wydawało mi się, że on ciągle chcąc się kochać myśli tylko o jednym, że nie jestem dla niego ważna ja tylko moje ciało... A, jak się okazuje, on myślał odwrotnie: że jak nie potrzebuje sexu z nim, to znaczy, ze go juz nie kocham. I pewnie cały problem w braku dialogu...
Teraz wiem, że najważniejsze jest w małżeństwie to, żeby jasno określać granice, oczekiwania, pretensje i żale...
Mam nadzieję, że nie jest za późno...
 
     
Grażynka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-23, 11:00   

Może niech się wypowiedzą panowie, ale mnie się wydaje, że mężczyźni nieco inaczej podchodzą do tego. Dla kobiety czułość może istnieć niezależnie od seksu, a dla mężczyzn te dwie rzeczy sąbardziej ze sobą powiązne... Tak mi się wydaje przynajmniej...
 
     
misiek
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-26, 11:30   

Ja przedkładam, czułość nad sex, ale bywało i inaczej. Po mojemu zależy to tylko i wyłącznie od dojrzałości emocjonalnej mężczyzny. Kiedyś przeczytałem, że sex jest mocno przereklamowany :mrgreen: , bo czyż nie można żyć bez sexu? Można! Bez czułości już nie.

Ps.
Jak jest czułość to i jest sex ;-) no chyba, że są kłopoty nazwijmy to zdrowotne.

Aha i jeszcze jedno, jeżeli ktoś patrzy na życie przez pryzmat sexu to szczerze mu gratuluje.
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-26, 19:43   

Misiek, gadaj co chcesz- sexowanie jest fajowe i szkoda myśleć że już go nie będzie.
To se myslenie w tym kawałku powstrzymuję.
 
     
ania z belgii
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-26, 20:46   

a pewnie, że jest
ale bez tego da się żyć, zwłaszcza jak się jest jednostką typu 'ania z belgii' z założonym simlockiem - mąż pierwszy i jedyny nawet przez myśl mi nie przechodzi, że mógłby być inny

a chętnych jest kilku - kręcą się jak muchy wokół wiadomo czego - to mnie denerwuje - bo nie dociera do pustych główek - nie, dziękuję, mam męża. przyczepił się ostatnio jeden - po kościele namiętnie na piwo zaprasza (bo pani taka ładna, a ja taki sam) - no to go w końcu wysłałam do innej piaskownicy i postraszyłam kolegami;) ten widać bez seksowania i 'baby' żyć nie może

Zuza, a może się jeszcze odmieni... szanownemu małż. Twojemu, rzecz jasna, a nie Tobie
a pragnącym czułości i samotnym w łóżku polecam śpiworek - kokonik;)
 
     
misiek
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-27, 11:34   

zuza napisał/a:
Misiek, gadaj co chcesz- sexowanie jest fajowe i szkoda myśleć że już go nie będzie.
To se myslenie w tym kawałku powstrzymuję.

Pewnie, że jest, ale gdybyś nie mogła, bo... to co? Jeżeli żona nie chce/ nie może to mam sobie zmienić? Dla mnie sex jest dopełnieniem miłości a nie odwrotnie Zuza.

[ Dodano: 2007-02-27, 11:41 ]
ania z belgii napisał/a:
a pewnie, że jest
ale bez tego da się żyć

chętnych jest kilku - kręcą się jak muchy wokół wiadomo czego


Zgadzam się. Da się żyć i to życie nie jest gorsze.

Właśnie kręcą się. Może to dziwnie zabrzmi, ale większość facetów postrzega kobietę jako "przedmiot" do zaspokajania swoich potrzeb a nie o to chyba w tym życiu chodzi. Nawet, jeżeli jest przez "chwilę" fajnie to, co z resztą życia? Zauroczenie szybko mija w przeciwieństwie do miłości, która potrafi zwyciężyć wszystko.
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-27, 14:02   

misiek
a czy ja napisałam że only sex?
 
     
misiek
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-27, 14:06   

Zuza a czy ja napisałem, że 0 sexu? :-P
A nawet jak napisałem to co? ;-)
 
     
uvmania
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-04, 09:03   Małżeństwo bez miłości fizycznej

Witam wszystkich na forum!
Bardzo się cieszę, że wreszcie trafiłem w to miejsce! Już kilka miesięcy szukam takiego forum, tułałem się po sieci trafiając w różne miejsca między innymi forum dla rozwodników itp, aż ostatecznie jakimś cudem wyszukiwarka wskazała mi ten adres :D

Hm.. chętnie bym napiasał, że moje życie małżeńskie to pasmo sukcesów i pełnia szczęścia, która mnie unosi na fali życia... niestety nie mogę dziś tak określić naszego małżeństwa - a szkoda.

Bez wątpienia pisząc posta w tym wątku mamy problemy z miłością fizyczną. Nie mam problemów w tym by napisać, że nie kochliśmy się już chyba pół roku.
Moja Żona, standardowo [tak jak pisaliście powyżej] mówi, że nia ma wogóle ochoty na sex, a jakiekolwiek moje działania są kwitowane "słowem kluczem" - "zimno mi" :D

Przestaliśmy się definitywnie kochać, gdy mieliśmy poważny kryzys małżeński - 6 miesięcy temu - Żona powiedziała mi, że mnie nie kocha już i że nie wie czy nadal ze mną chce żyć.
Wobec takiej deklaracji brak seksu był zrozumiałą dla mnie konsekwencją.

Zweryfikowałem swoje zachowanie, przejrzałem na oczy, zmieniłem się, zacząłem bardziej dbać i o siebie i o żonę. Co jednak nie zmieniło problemów w zajemnej komunikacji... uczę się obecnie "słuchania" drugiej osoby, ale w taki sposób by ją w 100% słuchać, a nie słuchać przez pryzmat własnego Ja - faceci prawdopodobnie wiedzą o co chodzi, dla mnie to jest bardzo wielkie wyzwanie, ale jak mi wychodzi to efekty są nadspodziewanie dobre! Pozostaje praktyka w każdej sytuacji - czasami jednak mi nerwy siadają i powracam do poprzedniego sposobu komunikacji "z Ja w tle" albo racZej w roli głównej.

Brak seksu powoduje brak napędu i wiele komplikacji życiowych - czasami poprostu zastanawiam się czy to ma sens i czy ja poprostu nie marnuję życia na osobę, którą choć kocham [dość wymagająca to ode mnie miłość i pochalania obecnie strasznie dużo energii emocjonalnej] nie jest warta tego poświęcenia.
Nie jest zbyt fajnie jak ktoś powie "że kocham cię na swój sposób" - co to znaczy? Jak się doda do tego brak jakiejkolwiek bliskości fizycznej - a seks to byłby szczytem moich potrzeb, a podstawą byłby poprostu dotyk, pieszczoty cokolwiek a nie "zimno mi" :D - to później nie ma się co dziwić, że człowiekowi do głowy wpadają głupie myśli.

Jak staram się pogadać na poważne tematy to słyszę westchnięcie [w podtekście znowu będzie mędził] i czuję że kopię sobie grób, bo inni ci na zewnątrz są tacy fajni bo bezproblemowi, a ja ciągle czegoś chcę - a mnie poprostu niebawem rozsadzi od środka.
Panowie, dobra na równowagę psychiczną jest siłownia - można się wyżyć do woli i jeszcze się super wygląda i czuje!

Wkurza mnie wrażenie, że Żona nic nie robi by było lepiej, przeciwnie wydaje mi się jakby tą swoją biernością chciała bym wreszcie nie wytrzymał, zdradził ją i by miała moralne prawo się wyplątać z tej sytuacji. Ostatnio mieliśmy rocznicę i Żona mi powiedziała, że nie sądziła że dociągniemy do rocznicy ślubu i gdyby nie mój upór to Ona by już dawno mnie zostawiła - nie wiem czy to kompelment czy groźba :)

Dzięki za możliwość "wygadania się" - jak macie jakieś sugestie to chętnie wysłucham - chcę się zmienić, choćby po to, by nikt mi nie mógł wyrzucić że byłem niereformowalny, a poza tym to mi sprawia dużo frajdy jak widzę jak moje zmiany wpływają na otoczenie i jak otoczenie interaktywnie reaguje na te zmiany (najwolniej moja Żona na nie reaguje :D)

Kocham Żonę "na maxa" i wiem, że jak już przejdziemy przez ten kryzys to będziemy bogatsi o tonę łączących nas doświadczeń -proszę siebie tylko o wytrwałość i o to bym nie spieprzył wszystkiego głupim działaniem na chybił trafił, na oślep.
Kilka dni temu Żona przyszła do mnie i powiedziała że wstyd jej za tą sytuację. Po czym dostała PMSa i zaczęła się "jazda" :D A jak ma PMSa to mnie jak ćmę do światła do niej ciągnie i tylko obrywam, no bo wiadomo o czym wtedy nie myśli kobieta :D

Cóż jestem pozytywnie nastawiony, to podstawa. Cieszę się życiem, choć jest kilka aspektów [ważnych] do poprawienia - genialnie mi się z Żoną rozmawiało, jak nie wciskałem autobiografii w te rozmowy, a tylko skupiłem się na tym co mówi - choć przyznam się szczerze, kosztowało to mnie dużo energii i było widać [co nawet zauważyła moja Żona] że jestem zestresowany... ale później powiedziałem jej, że przyswajam nowy sposób komunikacji, uczę się go i dlatego muszę być bardzo skupiony i walczyć z sobą by nie gadać jak dawniej :)
To trwa zanim cżłowiek wykopie z siebie naleciałości kilkudziesięciu lat! A broni się przed tym człowiek jakby niewiem jakie to były skarby :D

Dobra kończę, bo rozpisałem się strasznie! Pozdrawiam serdecznie wszystkich!

Ps do siebie. PO PIERWSZE CIERPLIWOŚCI! PO DRUGIE CIERPLIWOŚCI, PO TRZECIE PATRZ PO PIERWSZE! uff :D[/center]
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-04, 13:46   

Brawo!!!
aż nie mogłam sie powstrzymać aby Ci nie pogratulować.Gdyby każdy choć spróbował dociec przyczyny tzw.."oziębłości" partnerki nie było by tyle zdrad.
Ty to zrobiłeś i co więcej próbujesz coś z tym zrobić - chwała Ci za to.
Jak powszechnie wiadomo mężczyzna zostawia problemy przed sypialnią,my niestety tej zdolności nie posiadamy.
Jesteś na dobrej drodze i choć jak sam twierdzisz łatwe to nie jest, to efekty już widać.
Powodzenia.
 
     
lex
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-04, 15:25   

Witaj na forum w formie odpowiedzi odzywam się po raz pierwszy.
Nie jestem autorytetem,chcę cię przestrzec przed popełnieniem błędu jakiego potem żałować będziesz do końca życia.
Nie ma oziębłych kobiet są tylko faceci popełniający błędy.
Ty już to zaczynasz rozumieć dlatego odezwałeś sie na tym forum a nie gdzie indziej.
Tu z pewnością znajdziesz grono wspaniałych ludzi którzy mogą Ci pomóc, a co najważniejsze chcą.Ja powiem Ci tylko tyle
idź do psychologa pogadaj z nim najlepiej jeśli będzie to kobieta pomoże Ci zrozumieć żonę .
Może twoje gadanie odnosi odwrotny skutek od zamierzonego,na marginesie samo słuchanie nie wystarczy musisz rozumieć,w przeciwnym razie będziesz słuchał ale nie słyszał i powielał błędy.
POWODZENIA.
 
     
uvmania
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-05, 10:33   

Dzięki za wsparcie ;-)

Może która z Pań, która jest w podobnym do mojej Żony stanie "oziębłości" podzieliłaby się swoimi przemyśleniami czemu tak się czuje, i co najważniejsze czego oczekuje od męża w tym okresie...

Wczoraj spędziliśmy super dzień, a ja naprawdę słuchałem i STARAŁEM się zrozumieć moją Żonę - i wiecie co ponownie odkryłem, że fajna z niej babka :mrgreen:
No i przy okazji, że zakochał się w niej starzysta z którym pracuje, ale to nic - ja jej ufam bezgranicznie, co zresztą jej powiedziałem.

Piszcie, piszcie "burza mózgów" nam na 100% pomoże!

Pozdrawiam! I miłego dnia!
 
     
Grażynka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-05, 21:37   

Życzę Ci wszystkiego dobrego, ale nie ufaj bezgranicznie... nawet sobie samemu nie można bezgranicznie ufać...
 
     
uvmania
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-06, 09:52   

Grażynka napisał/a:
ale nie ufaj bezgranicznie... nawet sobie samemu nie można bezgranicznie ufać...


Fakt.

Ale widząc i słysząc to co ja widzę i słyszę, też byś ufała.
Myślę, że gdzieś tam w oddali widać już kres kryzysu.
Szczerze mówiąc cieszę się, że on nadszedł - dzięki tej sytuacji zmuszony zostałem do zmian, do popatrzenia i na siebie i na swoje otoczenie w zupełnie inny sposób.
Dojrzałem - definitywnie. Kocham miłością dojrzałą - to pewne.
Poznałem swoje błędy i zacząłem nad nimi pracować, by je zniwelować. Poznałem też siebie w tak ekstremalnej sytuacji - a to bardzo ważne by znać swoje zachowanie, gdy się "sypie" cały świat.

Co najważniejsze poznałem swoją Żonę, zaczałem dopuszczać do świadomości, że Ona musi być innym człowiekiem niż ja, bo dzięki temu jest tak fajnie i ciekawie. Możemy się nie zgadzać w różnych kwestaich, ale możemy też wypracować takie rozwiązania, by obie strony były zadowolone z obrotu sprawy.

Przewrotnie sprawę ujmując, wielcy myśliciele też raczej unikają uciech cielesnych by dojść do Prawdy... czyli ostatecznie powinienem być wdzięczny Żonie, że umożliwiła mi spokojne, niczym nie rozpraszane warunki do myślenia nad nami, sobą i ogólnie nad życiem :D

pozdrawiam
 
     
Goszka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-06, 14:18   

uvmanio! (uvmanie?) :shock:

Napisałeś piękny, dający mi bardzo do myślenia post... a słowa:
uvmania napisał/a:
Zweryfikowałem swoje zachowanie, przejrzałem na oczy, zmieniłem się, zacząłem bardziej dbać i o siebie i o żonę. Co jednak nie zmieniło problemów w zajemnej komunikacji... uczę się obecnie "słuchania" drugiej osoby, ale w taki sposób by ją w 100% słuchać, a nie słuchać przez pryzmat własnego Ja - faceci prawdopodobnie wiedzą o co chodzi
- są naprawdę zastanawiające.. może wypowiedzieliby się na temat tego "pryzmatu" nasi forumowi panowie, choć nieliczni, to tym bardziej cenni :-D

Wstąpiła we mnie nadzieja, że jeśli się bardzo chce to można się zmienić (na lepsze oczywiście)...
Ważne, żeby zauważyć winę także w sobie, nie tylko u męża/żony i próbować naprawić tę "usterkę"... ;-)

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę (Tobie, sobie, Grażynce i całej reszcie) tego, co wymieniłeś na samym końcu, a powinno być na samym początku :mrgreen:

Gocha
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 9