Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: administrator
2007-04-13, 09:17
niedojrzały, zdradzony, walczący
Autor Wiadomość
seebaa
[Usunięty]

  Wysłany: 2007-01-13, 03:20   niedojrzały, zdradzony, walczący

Ten post zamieściłem także na forum wenusjanek, ale bardzo chcę się także z Wami podzielić moją historią. Mam nadzieję, że nie będziecie mieć mi za złe, że umieszczam wierną kopię tamtego postu. Ale mój problem bardzo mi doskwiera.

Poznaliśmy się 6 lat temu. Zakochaliśmy się. Była i jest moją pierwszą dziewczyną. Po dwóch latach zamieszkaliśmy razem. Cudowny okres trwał. Raz lepiej raz gorzej, ale jakoś się kręciło. Poświęciłem jej wiele. Byłem na każde zawołanie. Pomagałem przygotować się do matury. Niespełna rok temu zaczęło się coś psuć. Pojawiły się u mnie problemy zawodowe. Ona natomiast poznała przez internet chłopaka z zagranicy. Spędzała mnóstwo czasu przy komunikatorze internetowym rozmawiając z nim kaleczoną angielszczyzną. Kilka miesięcy temu powiedziała mi, że chce odejść. Że jej w naszym związku źle. Błagałem, żeby zostałą. Ostatecznie się zgodziła. Wydawało się, że wszystko wraca do normy. Zbliżały się święta. Planowaliśmy wspólnego Sylwestra we dwoje. Jednak po świętach oznajmiła mi, że ma okazję spotkać się ze swoją bliską przyjaciółką sprzed lat i że chce ją odwiedzić. Chwilę się zawachałem, ale powiedziałem, że to dobry pomysł i że powinna pojechać. A wiem, że za ową przyjaciółką bardzo tęskniła. Wróciłą kilka dni po Sylwestrze. Miło się przywitaliśmy. Jednak w dwa dni później oznajmiła, że odchodzi i że nie mia odwrotu. Przyznała mi się, że nie była u przyjaciółki. Pojachał do niego za granicę. Zdradziła mnie z nim. A co najgorsze, stwierdziła, że go kocha. A uczucie do mnie wygasło. Mój świat się zawalił. Była dla mnie wszystkim. Była moją pierwszą dziewczyną. Kochałem ją bezgranicznie. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. A wierzcie mi, że różne rzeczy mi do głowy przychodziły (łącznie z odebraniem sobie życia). Postanowiłem jednak walczyć o nasz związek. Udało mi się ją przekonać, żeby dała nam szansę. Motywuje mnie to, że nie wierzę, że uczucie może rozwinąć się przez internet. Wiecie, słowa, słowa, słowa... A prawdziwa miłość to oddanie i poświęcenie, czyli coś czego się przez net nie doświdczy.

Ok, jak to wygląda na dziś, czyli nieco ponad tydzień po całym zdażeniu. Ja staram się bardzo. Nie robię jej wyrzutów. Wiem, że w tej sytuacji było dużo mojej winy. Wiem gdzie popełniałem błędy i zaniedbania. Wiem, że moja zmiana musi być trwała. Cieszy mnie, że po ponad dwóch miesiącach znowu słyszę od niej magiczne i upragnione "kocham cię". Wiem, że Ona chce aby nasza próba zakończyła się sukcesem.

Jednak. Miłość lub raczej zauroczenie nie mija z dnia na dzień. I wiem, że on jeszcze w jej głowie jest (i może będzie jeszcze przez jakiś czas). Zabolało mnie bardzo, gdy powiedziała, że będzie mi miała za złe jeśli poproszę ją aby z nim przestała rozmawiać, bo się z nim bardzo "zżyła". Co prawda tego samego dnia przyznała, że to było z jej strony nie fair. Co jeszcze. Ona jest z zasady osobą małomówną, więc ciężko mi z nią rozmawiać na wiele ważnych tematów. A mam wrażenie, że jeśli już rozmawiamy na jakieś głębsze tematy, to Ona stara się traktować je bardzo powierzchownie. Tego próbuję od zawsze jej oduczyć, ale z marnym skutkiem. Jak jednak budować związek bez szczerej rozmowy. Ona pochodzi z rozbitej rodziny. Ojciec alkoholik siedział w więzienu za przemoc w rodzinie (przynajmniej taki powód mi podałą). Tym próbuję sobie tłumaczyć jej małomówność.

A teraz, żeby być z Wami jak najbardziej szczerym, powiem Wam, gdzie ja w sobie doszukuję się błędów.
1) byłem o Nią zbyt zazdrosny. O wiele rzeczy miałem do Niej żal. Jak już pisałem, była moją pierwszą dziewczyną, a zaufanie uczyłem się dopiero "na Niej".
2) chyba nie umiałem szanować jej własnego zdania i często bywało tak, że w sprzeczce "moje musiało być na wierzchu".
3) gdy miała problemy, zbyt mocno nalegałem, żeby mi o nich opowiadała. Mimo, że zawsze udzielałem jej wsparcia (nawet w beznadziejnych sytuacjach) to teraz wiem, że Ona musi najpierw uporać się z problemem w samotności.

Na koniec bardzo ważna rzecz. Mimo, że moje zachowanie najprawdopodobniej uznacie ze niedojrzałe, to ja już podjąłem decyzję. Będę walczył o Nią i o nas. Szukam u Was raczej wsparcie i ewentualnego wskazania na ewentualne niebezpieczeństwa. Mam 25 lat. Ona nauczyła mnie przez te wszystkie lata, jak ufać. Mimo, że z konta zaufania wypłaciła ostatnio wszysto, ja chcę to konto zapełnić moją miłością i ufać jej nadal. Wiem, że bez tego się nie uda. Proszę Was, wesprzyjcie. Pozdrawiam bardzo gorąco.
 
     
ANBA
[Usunięty]

Wysłany: 2007-01-13, 10:07   

Wydaje mi się, że najważniejsze w chwili obecnej, jest zwyczajne "bycie obok". Jest osoba zamkniętą, może nieufną. Może trudne dzieciństwo, alkoholizm ojca i przemoc, spowodowały, że takich zachowań obawia się ze strony innych. I myślę też, że żadne słowa ani deklaracje jej nie przekonają. Przez grzeczność przyzna może rację, może zgodzi się na Twoją interpretację ale nie dowiesz się, co skrywa jej serce.
Jestem córką alkoholika. Nie było agresji, nie było więzienia. Było za to coś innego. Poczucie "bycia gorszym, poczucie skrzywdzenia, wstyd" i ucieczki "w kąt". I poszukiwanie ciepła, bezpieczeństwa, zrozumienia mojej "dziwacznej" natury. Najgorsze, co mogłam usłyszeć, a co zamykało mnie jeszcze bardziej, to: "weź się w garść, spróbuj to czy tamto, jesteś wspaniała, współczuję Ci" itp. Otworzyłam się dopiero wtedy, gdy pewien młody lekarz, dyskretnym podstępem zachęcił mnie do zwierzeń. Miał "coś" takiego w oczach. Jakieś ciepło, życzliwość i gotowość do słuchania. Było to 2 lata temu. Postanowiłam mu zaufać i opowiedzieć o swoich lękach, obawach, o tym czego nikt dotąd o mnie nie wiedział. Mój monolog trwał bardzo długo. Wylewałam z siebie "ukiszone" od dzieciństwa brudy, lęki, obawy, marzenia. A on słuchał cierpliwie, wpatrzony prosto w moje oczy. Jego oczy mówiły, że jest cały dla mnie. Że chce mnie zrozumieć, poznać. I to dodawało mi odwagi. Gdy skończyłam, nie usłyszałam żadnych ocen, opinii, scenariuszy na przyszłośc, zobowiązań. Ten młody (dwa razy młodszy ode mnie ) człowiek powiedział tylko..."jak bardzo musiała pani cierpieć" Tylko tyle. A potem już nie pytał o przeszłość, czy coś się we mnie zmieniło. Kładł rękę na moim ramieniu, obdarzał spokojnym uśmiechem. On wiedział, że mu ufam. Wiedział, że do niego przyjdę. I to sama. I nie wtedy, gdy on mi zaproponuje ale wtedy gdy odczuje potrzebę. I chodziłam. I nigdy mnie nie pouczał. Mimo, że Bóg cofnął moją paskudną chorobę, nadal utrzymuję kontakt z moim lekarzem. On wie, że zarzuciłam leki. Po bratersku sugerował by tego nie robić. Ale tak widocznie musiało być. Zaproponował bym przyjeżdżała do niego mimo wszystko.
Myślę, że bardzo cierpisz. poczucie zdrady boli, bardzo boli. Ale można wybaczyć. Skoro twoja żona powiedziała "kocham cię", to myślę, że tak jest. Kontakt z tamtym pewnie jest jej do czegoś potrzebny. Może daje poczucie bezpieczeństwa, może jakąś alternatywę w razie czego... Ona wie to najlepiej. Pytając ją o powody, oddalasz ją od siebie. Myślę, że nie powie Ci prawdy. Bo co musiałaby Ci powiedzieć? I czy chciałbyś taką prawdę usłyszeć? I czy umiałbyś przejść nad tym do porządku dziennego? I zachować spokój? I nie cierpieć? Więc może lepiej, mimo bólu, po prostu być i AŻ być. Wydaje mi się, że jeśli wytrwasz, ona sama poczuje takie bezpieczeństwo jak np ja przy swoim lekarzu. I ta nowa znajomość nie będzie jej odciągała od Ciebie. Jeśli Ty zrozumiesz ją, ona zacznie rozumieć Ciebie, a przynajmniej próbować. I sama zacznie podejmować decyzje, które nie będą Cię i Was raniły. Pozdrawiam. Trzymam kciuki. ;-)
 
     
seebaa
[Usunięty]

Wysłany: 2007-01-13, 11:38   

[ANBA] Bardzo dziękuję Ci za te słowa. Dodałaś mi bardzo dużo pewności. Czuję, że powinienem postąpić właśnie tak jak mi radzisz: "po prostu być". Muszę szukać sposobu aby znowu nas zbliżyć do siebie, a nie przyciągnąć ją "za ucho", czy nawet "za rękę". Być silnym i niech Ona czuje się przy mnie bezpieczna i silna moją siłą.
Proszę wszystkich, którzy modlą się za ludzi skrzywdzonych, aby i mnie (a w sumie to nas) czasem do swojej modlitwy dołączyli.
Dziękuję i pozdrawiam.
 
     
weronika
[Usunięty]

Wysłany: 2007-01-13, 13:48   

,Seebaa rozumiem,zdradzony,walczący,ale nie rozumiem,dlaczego piszesz o sobie niedojrzały?
 
     
seebaa
[Usunięty]

Wysłany: 2007-01-13, 15:53   

Dlaczego piszę o sobie niedojrzały? Myślę, że to działa w następujący sposób. Słucham porad w stylu: "badź facetem z jajami i zostaw tą... jędzę". Ale ja Ją bardzo kocham i chcę o walczyć o nas. Konfrontacja tych dwóch skrajnych postaw każe mi zastanowić się czy czasem nie jestem osoba "niedojrzałą".
 
     
weronika
[Usunięty]

Wysłany: 2007-01-13, 16:12   

Wydaje mi się,że jak najbardziej jesteś dojrzały,bo to Ty walczysz i chcesz naprawić,odbudować Wasz związek.Niedojrzałość,nie polega na tym,że usłyszysz od kogoś,że ona jest taka,czy inna,i ją zostawisz.Właśnie na tym polega Twoja dojrzałość,że to Ty CHCESZ,Ty wychodzisz z chęcią naprawy,chęcią dania komuś miłości. ;-)
 
     
agata96
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-11, 20:12   

nie jesteś niedojrzały, wlacz, bo jak kochasz to wartom jak Ciebie przeczytałam, to wiem że mój mąż chyba nigdy nie kochał, odszedł dlatego że przestałam mu odpowidać po 10 latach narzeczeństwa i 1,5 roku małżeństa. Walcz!!!
 
     
teti
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-13, 12:06   

ja tez walczyłam dawałam z siebie wszystko i co mój mąż ? nic nie zrobił jeżeli ktoś nie chce to do niczego się go zmusi a życie może zmienić w piekło ja straciłam nadzieje a podobno nadzieja umiera ostatnia Spróbuj może Ci się uda czego życzę Tobie z całego serca.Może uda się Tobie.Walcz!!!
 
     
adonath
[Usunięty]

Wysłany: 2007-10-12, 12:01   

chce powiedziec ze podziwiam Cie.. podziwiam bo sam to przezywam i wiem jak strasznie ciezkie to jest przezycie...

moja obecnie żona, zdradzila mnie, kiedy bylismy jeszcze narzeczeni, gdzies w styczniu, na przyznala sie w czerwcu... z kims kogo uwazala za przyjaciela i chyba nadal uwaza.. ale do tego wroce..
nie wiem czy jest jakis zakres ciezaru zdrady, ale polegalo to na tym ze on ją dotykał.. ona jego nie... kurcze nawet pisac o tym jest mi strasznie ciezko :(
... bardzo to przezylem, ale niemalze odrazu, jak tylko sie uspokoilem, powiedzialem ze wybaczam. Ona jest rowniez jak u Ciebie, moja jedyną, pierwszą miloscia, kobieta. W dodatku starsza ode mnie o 4 lata. I tez poznala tego ... przez net.. Tez moglbym doszukiwac sie swojej winy.. bo uczelnia, praca, i malo czasu... i owszem, ale nie wiem czy ma to glebszy sens.

Wiem ze czasem czuje straszna żałość przez to co sie wydarzylo, przez to ze tak wielka moja milosc do niej zostala podeptana... tak to odczuwam. A zaraz po tej żałości przychodzi zlosc, najczesciej na siebie, "jak moglme byc takim glupkiem ze do tego doposcilem". Pozwolilem jej sie z nim spotkac.. a ze mialem na nastepny dzien oddawac projekt wiedzialem ze bede przy nim siedziec cala noc.. i póścilem sam ją w jego łapy.. :(
podejrzewam ze mam problem z wybaczeniem sobie, a nawet do konca nie chce tego przed soba przyznawac...

Nie moge zniesc widoku kiedy oni razem rozmawiaja.. wiele razy tlumaczylem jej zeby skonczyla z nim wszelkie kontakty, ze to rozdrapuje rany... od niedwna moje prosby koncza sie klutniami.. tym ze cos wymyslam... martwie sie ze Ona nie chce popatrzec na to jak na moje uczucia, uczucia ktorych nie kontroluje.. nie powiem sobie przeciez nie czuj bólu kiedy walne młotkiem w kciuk prawda...

Uwazam ze ktos, kto pozwolil sobie na taki czyn, wiedzac o calym kontekscie zycia... nie jest przyjacielem.. i nie byl... nie wiem czy przyjaciele popelniaja bledy.. jako taki, sam nikogo nie skrzywdzilem.. bylem przyjacielem mojej obecnej żony.. i chodz miala w tym czasie.. bo znamy sie ponad 8 lat.. miala 2 chlopakow... to chodz czulem cos do niej, wiele przebywalismy razem, wiele rozmawialismy.. nigdy nie pomyslalbym zeby uczynić cos tak druzgodzącego ... mowilem jej tylko o swoich uczuciach o tym ze chcialbym zeby byla ze mna... smielismy sie z tego czesto.. i nawet kiedy miala problemy z chlopakiem, pomagalem je rozwiazac a nie ciagnac na swoja strone sytuacje..

co myslicie o obecnosci tych pseudo "przyjaciol" z ktorymi sie "zzywaja" nasi ukochani.. i z ktorymi nas zdradzili..
Ja na prawde, jak zobacze w archiwum wiadomosci, ich rozmowe, przyspiesza mi oddech i krew odplywa z rak..
czy moze moja ukochana ma racje.. ze wymyslam zabardzo i sam sobie to wszystko rozgrzebuje..
czy warto o tym rozmawiac, o to walczyc.. czy skoro to bylo dawno temu, lepiej warto zamknac usta i stlamic to gdzies na dnie.. .

pozdrawiam
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2007-10-12, 14:05   

A dlaczego napisałeś przy nicku, żeś szczęśliwy mąż, skoro nie jesteś szczęśliwy?
Ty nic nie rozdrapujesz, ukochana bez żadnych problemów uzyskała od Ciebie wybaczenie bezwarunkowe, no i dalej używa sobie życia. Zrobiła akt łaski, że z Tobą jest. Ona nie wróciła do Ciebie - dla niej jesteś wygodnym alibi dla otoczenia. Wikt i opierunek ma zagwarantowany, no i maszynkę do wybaczania pod ręką.

Trzymaj się chłopie, bo przed Tobą jeszcze długa i kręta droga, żeby opis "szczęśliwy mąż" stał się faktem.
Pozdrawiam
 
     
adonath
[Usunięty]

Wysłany: 2007-10-12, 20:51   

Bo jestem szczesliwym mezem i przyszlym ojcem juz :) ... szczesliwym z wyjatkiem tych chwil kiedy to powraca... to jest bardzo dziwne uczucie... jest czlowiek normalny, wesoly, nagle bum.. tak jak jakis tik... tylko ze nie jest bezwarunkowy.. ale spowodowany chocby cieniem wspomnien...

jestem szczesliwy bo prowadze szczesliwe zycia, tzn zle.. staram sie byc szczesliwy i uszczesliwiac moja ukochana, ktorą co nie co pojechalas troche ... nie rozumiem dlaczego napisalas ze ona sobie teraz uzywa...

jej bylo przykro, strasznie mnie przepraszala, i zalowala.. ale w poprzednim poscie wypisalem swoj jakby zal o to.. ze jej szybciej "przeszlo" niz mnie... i zal o to .. ze nie chce zrozumiec, albo pojąc moich uczuć... moze dla tego ze w niej budzi to rowniez bol, moze dlatego tak reaguje.. nie wiem.. szukam na to odpowiedzi.. doswiadczen waszych...
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-10-12, 22:18   

Adonath.
Szukasz w naszych doświadczeniach? To Ci powiem: skoro żona nadal utrzymuje kontakty z tym facetem, nie wróżę nic dobrego.
Powiadasz, że "ze jej szybciej "przeszlo" niz mnie... i zal o to .. ze nie chce zrozumiec, albo pojąc moich uczuć... "
Jeśli żonie tak szybko przeszło, a jednocześnie ciągnie tę znajoność - czy przypadkiem nie uważa ona, iż właściwie to nic się nie stało? Zrobiła źle, Ty wybaczyłeś, nie było żadnych konsekwencji, żadnych wniosków. Ola dobrze napisała - maszynka do wybaczania. To boli, ale chyba sporo prawdy jest w takim stwierdzeniu.
Nie wiem, ale jakoś mi dziwnie, że przyszła matka sprawia tak się zachowuje: szuka przyjemności w życiu - u innego mężczyzny zamiast rozmawiać o swoich potrzebach z własnym mężem.
Katerogyczne żądania by skończyła tę znajomość kończą się kłótnią. Wielu z nas przeszło przez to, a teraz ........... rozwód, sepracja, rozbita rodzina.
Ja żałuję, że nie byłam bardziej stanowcza. I że pozwałam wmawiać sobie, iż tamta kobieta, to tylko koleżanka, przyjaciółka.
 
     
teti
[Usunięty]

Wysłany: 2007-10-12, 22:57   

ona nie stara się nic zrobić w kierunku naprawy waszego związku myśli tylko osobie aby to jej było dobrze myślę że ona nie traktuje Ciebie poważnie.To tak jak u mnie , tylko że ja już się poddałam nie mam siły walczyć ,bo to już za długo trwa,Ale Tobie mimo wszystko życzę wytrwałości może przejrzy na oczy i się ocknie z tego amoku który ją dopadł,Trzymaj się ciepło .Pozdrawiam Teti
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2007-10-13, 08:15   

Dobrze, że tu piszesz, bo to pozwala uporządkować mysli. Na początku pisałeś "jestem szczęśliwy", teraz, że starasz się być szczęsliwy i to jest bliższe prawdy. Nie szukałbyś tu pomocy, gdybyś był rzeczywiście szczęsliwy.

"jestem szczesliwy bo prowadze szczesliwe zycia, tzn zle.. staram sie byc szczesliwy i uszczesliwiac moja ukochana, ktorą co nie co pojechalas troche ... nie rozumiem dlaczego napisalas ze ona sobie teraz uzywa..."

Może zbyt ostro napisałam, ale zrobiłam to na podstawie Twoich słów. Ty jej wybaczyłeś, a ona... kontynuuje znajomość z tym panem. A na dodatek Ty czujesz się winny i jest Ci przykro, że ona nie rozumie Twoich uczuć. Czy Ty nie widzisz paradoks tej sytacji? Bo ja w pełni, ponieważ lepiej widzę - mojego wzroku nie przytępiają emocje.
Jakże okrutne jest kontynuowanie znajomości, która ukochanej osobie przynosi tyle cierpienia. Ba, ona nawet wykłóca się o tę znajomość. To nic dobrego nie wróży na przyszłość, bo jej obecne życie raczej nie wskazuje na zrozumienie. Okazała skruchę, żal za grzechy i robi swoje. To Ty dajesz z siebie wszystko, to Ty starasz się zmazać winy niezawinione.
Napiszę wprost. Nie obwiniej się, bo to nie Ty jesteś winny. Wybaczyłeś jej owszem tamten czyn (przeszłość) i chwała Ci za to, ale jeszcze nie wybaczyłeś sobie i nie wybaczasz jej (słusznie!) teraźniejszości. Jeśli z tym czegoś nie zrobicie, wcześniej czy później, wróci to do was jak bumerang - ze zdwojoną siłą. Teraz musicie nad tym pracować - razem - nie oddzielnie. Bo wygląda, niestety, że tylko Ty pracujesz nad związkiem. Długo tak nie pociągniesz. Zaproponuj żonie terapię małżeńską nim jeszcze nie jest za późno.
Pozdrawiam
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2007-10-13, 11:03   

A może twoja żona się do takiej sytuacji przyzwyczaiła? Pamiętasz - miała chłopaka i byłeś Ty, przyjaciel. Jaką funkcję wtedy pełniłeś? Może teraz role się odwróciły, może to Ty jesteś na pozycji tego chłopaka, a ten "pan znajomy" na Twojej pozycji? Przypomnij to sobie, może to Ci pomoże coś zrozumieć. Wiem, że mąż to nie chłopak, ale przemyśl, co napisałam.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 10