Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Co teraz robić?
Autor Wiadomość
administrator 
Administrator

Dołączył: 16 Mar 2006
Posty: 520
Wysłany: 2006-07-17, 21:47   Co teraz robić?

Wyslane przez: Agnieszka2

Kochani, może jak się oderwiecie na chwilę od światecznych przygotowań a w Święta od stołów, to może cos mi poradzicie, bo juz sama nie wiem , jak postepować. Mój mąż mnie zdradzał przez półtora roku. Opisywałam swoją historię w "początek czyli rozpacz" oraz "rozpacz-cd". Przeszłam przez wszystkie fazy rozpaczy - płacz, prochy, myśli samobójcze. Dzięki modlitwie, psychoterapii i temu forum wyszłam na prostą jako całkiem inny człowiek. Romans się skończył, z jej decyzji. Mój mąż próbował się z nią kontaktować, ale ona decyzji nie zmieniła. To było w końcu lutego. Kazałam mu sie wyprowadzić, jak się w końcu nie zdecyduje, czy chce ze mną być - ale się nie wyprowadził - powiedział, że nie ma dokąd. Potem przestałam naciskać na wyprowadzkę, jak uzyskałam pewność, że się z nią nie spotyka, ani nie kontaktuje. Tak więc jest w domu, wraca z pracy wcześniej niż ja, zajmuje się dzieckiem, pomaga mi w pracach domowych, jak poproszę, w zeszłą sobotę nawet bez proszenia posprzątał mój samochód (pisałam zresztą o tym). I wszystko wydawałby się w porządku gdyby nie to, że ciągle jesteśmy w separacji. On śpi w drugim pokoju, w ogóle ze mną nie rozmawia, chyba że chodzi o jakieś domowe sprawy. O jakiejś rozmowie na nasz temat, o tym co się stało, o odbudowie związku, ba nawet o tym, czy chce byc ze mną, czy jest tylko np. dlatego że nie ma dokąd pójśc albo ze względu na dziecko - nie ma mowy. NIe wiem co robić. Inicjowac jakąś rozmowę, próbować się do niego zblizyć? Będzie mi bardzo trudno to zrobić. Ze względu na ból, jaki przez niego doznałam oraz brak jednego słowa "przepraszam" . Wydaje mi się , że tego słowa nie ma, bo jedyna rzecz, jakiej on żałuje, to jest to że romans się skończył, a nie to że był. I ma żal do mnie, że to przeze mnie. Poza tym ja wielokrotnie w zeszłym roku próbowałam rozmawiać, inicjować odbudowę związku. Doznałam odrzucenia. Było coraz gorzej. teraz wiem, że to przez nią, mój mąz coraz bardziej angażował się w tamten związek, a nasz praktycznie nie istniał. Boję się ponownego odrzucenia. Wszystko się we mnie buntuje przed tym, że to znów ja mam coś zaczynać. Dlaczego! Ja nic złego nie zrobiłam! I co teraz robić? Czekać, aż on da mi jakiś sygnał, że jednak chce być moim mężem? Próbowac z nim rozmawiać? Może jeszcze poczekać i zobaczyć jak (i czy ) sytuacja się rozwinie? Może to jeszcze za wczesnie? Może jeszcze coś innego? Narazie modlę się o wiarę i nawrócenie dla niego. Bardzo oddalił się od Boga. Do kościoła chodzi, ale tylko wtedy, gdy idziemy na msze całą rodziną. Myslę, że bez jego powrotu do Boga, bez zrozumienia, że to co zrobił było przyjemnym złem, nie uzdrowi się naszego małżeństwa. W przyszłym tygodniu będzie moja kolejka do modlitwy. Będe prosić właśnie o dar wiary dla Niego. A Wam wszystkim życzę Świąt pełnych spokoju i nadzieji

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: mamaoli
Email:
Jestem w podobnej sytuacji. Tzn mąż mnie nie zdradził ( przynajmniej tak mówi ) ale osunął sie ode mnie bardzo. Trwa to już pół roku.Mieszkamy razem ,rozmawaiamy na temat domu, dzieci ale NAS nie ma. Pół roku temu powiedział ze mnie nie kocha. Zyjemy jak dobrzy znajomi.Gdy zaczęłam rozmowe powieział że on niczego nie jest w stanie zmienic ale odejsc tez nie chce. Zyje w zawieszeniu.Powiedział zebysmy wakacje spędzili osobno.
Spokojnych Świąt.

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: zuza

Agnieszka 2
Rozumiem co czujesz bo mimo różnic u mnie jest podobnie. Mój mąz od kilku miesięcy zastanawia się- ja czy tamta. Z tym że ona jest z mężem- przezywali kryzys i udało im się "pogodzić'. Mój mąż myśli dalej. Poniewaz oszukał mnie- i poza mną i prosto w oczy -więc nie daję absolutnie żadnej wiary w to co mówi. Róznica jest też taka że on w lutym wyprowadził się z domu. Ja już od dłuższego czasu wymagam tylko angażowania się w sprawy tzw. organizacyjne. I zanim się ujawnił po ucieczce z domu przez ponad miesiąc wszystko, WSZYSTKO było na mojej głowie. A byłam w dołku psychicznym i fizycznym.Przechodzę teraz etap złości która powoduje że nie pasuje mi jego towarzystwo. Owszem odwiedza dzieciaki tak często jak często znajdzie czas pomiędzy zadaniami zawodowymi. Ale ja prosić nie będe. Dałam warunek- zanim zdecyduje się na rozmowę o powrocie do domu musi przestać siedzieć z nią w pokoju. Potem można zacząć rozmawiać. ROZMAWIAĆ. Jest to warunek dotyczący hipotetycznej przyszłości bo nie widzę u niego chęci do powrtotu. Już 1,5 miesiąca temu uprzedziłam go że nie biegałam za nim z prośbą żeby "pojął mnie za żonę" teraz więc też biegać nie będę. Rękę wyciągniętą od połowy grudnia właśnie jakiś czas temu " schowałam do kieszeni". Bo mi się zmęczyła. Bycie: w trójkącie ( nawet emocjonalnym) nie odpowiada mi. Bycie " wyjściem awaryjnym" też mi nie pasuje. Zrobiłam to ( poinformowałam o konsekwencjach, łącznie z informacją że jak skończy się obecny wynajem to być może będzie musiał wynajmować dalej) wychodząc przed szereg ale lubię jasne sytuacje. I już tę rozmowę mam z głowy. Od kilku tygodni. Więc chyba to jest powód mojego spokoju w jego towarzystwie. Teraz jego ruch. Ja układam życie moje i dzieci najlepiej jak potrafię. po pierwszym szoku ( w trakcie którego płakałam, prosiłam i błagałam jak większość z nas) ogarnęłam się i ogarniam nadal. Ciężko było, oj ciężko.

A tak prawdę mówiąc Agnieszko- jakiego odrzucenia się boisz- z tego co zrozumiałam to jesteś niestety cały czas na pozycji " odrzuconej". Dbaj o siebie i dzieci, dbaj o sprawy domowe, dbaj o angażowanie męża w sprawy organizacyjne. Niech widzi w tobie kobiete silną mającą swoje zdanie- taką jaką pewnie byłaś przed slubem. Tak prawdę mówiąc to póki jest w domu to masz szansę na naprawę związku większą niż w sytuacji gdyby zwiał. Jak mój. A może się mylę. Albo jeszcze nie przyszła pora. Może metoda była niewłaściwa. Ale nie rozpaczaj przy nim. Wiem że najgorsza jest oprócz odrzucenia, oprócz braku miłości męża jest również niepewność. Ja ( niestety lub stety jak kto woli ) nauczyłam się z nią żyć. Teraz jak pisałam na innych forach gorszy problem mam ze złością. Ale póki co udaje mi się ją "okiełznać" .
Wiem od " doświadczonej" koleżanki że niektórzy zdradzacze potrzebują duuuużo czasu na ogarnięcie się tzn. przemyślenie, wyciągnięcie wniosków i zebranie odwagi na działania. Może taki jest też twój mąż. Ale pamiętaj- co będzie tego my nie wiemy. Ale zawsze- ZAWSZE powinnaś mieć w głowie ze to nie jest żaden koniec tylko początek.
I ty, nawet teraz, jak brak ci sił to i tak , za jakiś czas będziesz mieć( odzyskasz) wpływ na swoje życie. Idą Święta, może nastąpi jakiś pozytywny przełom. Postaraj się mieć nadzieję ( ale nie opieraj się na złudzeniach). Masz prawo wierzyć. Masz prawo nadal kochać- ja też kocham. Życzę Ci spokojnych i "ciepłych" Świąt Agnieszko. Życzę Ci żebyś znalazła choć część odpowiedzi na nurtujące Cię pytania. I życzę Ci trafnych wyborów i cierpliwości.
Pozdrawiam.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 10