Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Koniec mojej drogi
Autor Wiadomość
ewus
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-27, 05:55   ja tez dostalm pozew ale juz kilka miesiecy temu

bardzo sie ciesze ze znalazlam te forum szkoda ze tak pozno
jestem w trakcie rozwodu pozew dostalam w lipcu dwa dni przed rocznica slubu
a wczoraj dowiedzialam sie ze moj maz zdradzal mnie w trakcie i tak krotkiego naszego maleznstwa nie przyznal sie od tego, dowiedzialm sie od obcych ale to mnie obwinia o rozwod
jego powody to ze nie powiesilam zdjecia siostry na scianie zle mowialam o jego ojcu ( zdradza zone cale swoje zycie) i koledze to sa powody mojego rozwodu
slub cywilny wzielismy w lipcu 2005 a rok pozniej koscielny z tym ze mowilaml mu ile to dla mnie znaczy, ja wierze moja maz jest daleki od kosciola i kiedy wyrzucal mnie z domu powiedzial ze nic to dla niego nie znaczylo to juz prawie rok, od maja nie mieszkamy razem
on ma kogos teraz bo ich spotkalam w budynku rozwod za 3 miesiace
ale wiem ze wczesniej byly inne
ja go nadal kocha mi jestem mu w stanie wszystko wybaczyc ale nie wiem czy on kiedykolwiek kochal mnie, dzis powiedzial mi ze ozenil sie ze mna bo myslal ze wszystko bedzie dobrze
a gdy powiedzialam mu ze bardzo mnie skrzywdzil powidzial ze to nie mozliwe
modle sie o sile i spokoj wczoraj spedzialam samotnie swieta czytajac wasze wypowiedzi i bardzo mi to pomoglo
ciesze sie ze tu moge byc
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-27, 20:48   

Ewo, tak mi przykro że spotkało Cię tyle złego od człowieka, któremu zaufałaś i wybrałaś na towarzysza - wydawałoby się - do końca życia.
Argumenty Twojego męża są absurdalne, nie wiem jak sąd się ustosunkuje do takich zarzutów, ja uważam, że mąż po prostu szuka pretekstu, żeby za swoje słabości obwiniać Ciebie.
Jeśli dojdzie do tego rozwodu, możesz sugerować terapię małżeńską, negocjatorów, odroczenie rozsprawy. Na pewno słusznym byłoby starać się o zmianę - nie z Twojej winy, nie za porozumieniem, - ale upierać się przy jego winie. Bo przecież to on wypisał się z tego małżeństwa, prawda?
Możesz odmówić zgody na rozwód, wystąpić o separację. I również z winy męża, to bardzo ważne, byś Ty nie wyraziła swojej zgody.
Modlitewa pomaga, pozwala się wyciszyć, daje nadzieję i spokój. Dobrze, że potrafisz się modlić.
Przytulam Cię bardzo mocno.
 
     
ewus
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-30, 02:14   

problem polega na tym ze nie mieszkam w Polsce
tutaj rozwody sa bardzo kosztowne juz dlugo to odraczam i nie wiem
czy wystarczy mi sily i pieniedzy aby to kontynuowac
on czeka ale tylko do momentu gdy dostane legalizacje statusu i mozliwosc pobytu legalnego( tak mi obiecal chociaz juz kilka razy mowil mi ze nie chce dluzej czekac)
wczesniej mialam jakas mala nadzieje ze moze jednak, dzwonil i chical sie ze mna widywac
ale to sie skonczylo teraz kiedy spotyka sie z ta kobieta nie chce mnie nawet widziec
ktos tu kiedys napisal zebby pozwolic odejsc ludziom ktorzy tego chca jak kochaja to wroca
obawiam sie ze w moim przypadku tego powrotu nie bedzie i chociaz radze sobie coraz lepiej to nie ma dnia zebym o tym nie myslala
chcialabym przestac ale prawdziwa milosc przeciez nie ustaje
 
     
dan73
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-30, 22:17   

JAPI napisał/a:
Dziękuję Wam za odzew !
Więc modliłem się i modlę. I jak wspominałem Bóg dał mi siłe przetrwać to wszystko. Ale niestety nie bez strat. Dzisiaj jestem w stanie jaki opisuje DObson w jednym ze swoich ostatnich rozdziałów książki "Miłośc wymaga stanowczości". Otóz doznałem takiej ilości bólu, depresji i załamania że obecnie jedyne uczucie jakie czuję - to wielką miłość do Synka... Przeżywałem piekło i każdego dnia moja Żona gasiła z wielkim zaparciem tlące się we mnie iskierki miłości do niej...
Co do wyjścia z domu, to ja musze odejść. Nie będe tutaj omawiał aspektów prawnych naszego mieszkania ale generalnie należy ono do mojej Żony.
Co do rozwodu: moja Żona nigdy nie przyznała się do jakiegokolwiek związku z tym trzecim. Zawsze twierdziła że ja jej nie rozumiałem, że nie odczytywałem jej myśli i potrzeb, że nie uzupełnialiśmy się i że rozwód wynika nie z przyczyn zewnętrznych ale naszych wewnętrznych. Ten trzeci jak twierdzi - pojawił się później i poprostu "wsparł" ją w trudnych chwilach.
W pozwie napisała że ustała więź emocjonalan i fizyczna. Żo ona mnie nie kocha.
Ja nie mam mieszkania i dlatego moje szanse na dziecko sa marne. Poza tym obiektywnie muszę stwierdzić że nasz Synek jest bardzo za nami obojgiem ale wiadomo Mama to zawsze Mama...
Czego się boję ? Jakiego koszmaru ?
Otóż boje się dalszego życia w swoim pokoju naszego mieszkania, dalszego oglądania Żony w pokoju obok - bez możliwości przytulenia jej, pocałowania. Dalszego denerwowania się że gdzieś poszła, dalszego patrzenia jak wychodząc z łazienki zakrywa całe ciało abym czasem nie zobaczył choćby jej nagiej nogi czy ręki...
CHCĘ TO MIEĆ ZA SOBĄ !!!
Chcę zając się moim ukochanym Synkiem i ułożeniem sobie życia na nowo !!!
TAK BARDZO CHCĘ KOCHAĆ I BYĆ KOCHANYM !!! i Nic więcej. Żadnych domów, samochodów, pieniędzy... NIC.


JAPI, nie bój się mieszkać sam. Pod pewnymi względami jest gorzej, to prawda, pod pewnymi lepiej. Ja mieszkam sam już od września. Wcześniej nasza separacja fizyczna pod jednym dachem trwała od grudnia 2006. A poważne symptomy wskazujące, że małżeństwo zaczyna się psuć pojawiły się wiosną 2006. Oboje mamy trudne charaktery. Ja jestem spokojny, ale straszliwie uparty, zasadniczy, a w złości piekielnie złośliwy. Moja żona zaś jest osobą towarzyską, żywą, w złości zaś zmienia się w prawdziwą furiatkę. Mam dwójkę dzieci - dziewczynka ma 7 lat i chodzi do pierwszej klasy, chłopiec ma 4 lata i poszedł niedawno do przedszkola. Gdy usłyszałem w grudniu zeszłego roku, że żona chce rozwodu i poczyniła pierwsze kroki, przeżyłem straszny szok. Kłóciliśmy się od początku małżeństwa, później były okresy spokoju i miłości i tak w kółko. Myślałem więc, że jest po staremu. Nasze małżeństwo miało dużo czasu dla siebie tylko na początku, przez pierwsze dwa lata. Później była ciąża, którą żona źle znosiła, urlop macierzyński, wychowawczy, krótki okres pracy żony, znów ciąża, przeprowadzka, urlopy macierzyński i wychowawczy, ciężka choroba teścia, która nam obojgu zabierała mnóstwo czasu po pracy, gdyż jeździliśmy do niego dzień w dzień do szpitala i ciężkie schorzenie kręgosłupa mojej żony, które skończyło się trudną operacją na wiosnę 2006, na szczęście udaną. I właśnie po pierwszym pobycie mojej żony w sanatorium zaczęło się psuć. Ja co prawda zdominowałem moje małżeństwo całkowicie, poza tym byłem opryskliwy, czepliwy, itp.

No i teraz wracam do separacji. W grudniu zeszłego roku święta spędziliśmy razem u teściów. Ja, wiedząc, że żona była u adwokata w sprawie rozwodu. Strasznie było. Ubłagałem ją jakoś, żeby poczekała z rozwodem. Na wiosnę zaczęliśmy rozmawiać o naprawie małżeństwa. Poszliśmy na wspólne spotkanie do terapeuty. W domu jednak było po staremu. Każdy sobie, dzień spokoju, kilka dni kłótni. Pełna obojętność ze strony żony. Separacja fizyczna (spałem w kuchni). Żonę nagą oglądałem często, bo traktowała mnie jak mebel w domu. Nie jest wtedy wcale lepiej, niż jak widzisz ją zakrywającą nawet kolano. Zawiesista atmosfera w domu. No i problemy z dziećmi, które też psychicznie źle znosiły ten stan.

Ja nie mogłem wytrzymać bez ciągłych nagabywań o naprawę związku, itp. Na którymś spotkaniu u terapeuty usłyszałem od żony, że chce abym się wyprowadził i że nie chce naprawy związku. Pojechaliśmy jeszcze z rozpędu na wspólne wczasy, a we wrześniu wyprowadziłem się z domu. Co zyskałem? 1. Dzieci. Mam z nimi wspaniały kontakt. Jak nigdy. Rzadziej się widzimy, rzadziej się kłócimy. 2. Potrafimy się wspólnie spotkać na kolacji lub obiedzie z żoną. (Na początku dzieci brałem do siebie w weekend, teraz przyjeżdżam do domu rodzinnego.) Tak było w drugi dzień świąt, które tym razem spędziliśmy oddzielnie, każde z nas u swojej rodziny. Na drugi dzień świąt przyjechałem spotkać się z dziećmi i z żoną, stół był zastawiony jedzeniem i ciastem i razem z żoną pogadaliśmy, pojedliśmy. Było parę takich spotkań od września. 3. Żona zyskała spokój, odżyła psychicznie, wiele rzeczy robi sama, których wcześniej nie robiła, podejmuje wiele trudnych decyzji. Jest jej ciężko, ale jak sama mówi nie chce naprawiać na razie małżeństwa. Co straciłem? Być może małżeństwo, ale obiektywnie rzecz biorąc mogłem go nie mieć mieszkając razem do końca na siłę. Tak a propos żona nie chce na razie rozwodu. Z drugiej strony ma dość dobrze, kasa ode mnie na koncie regularnie, pomagam przy każdej sposobności, ale się nie narzucam z pomocą. Najgorsze jest to, że nie mogę się pogodzić z utratą tego co miałem i zdarza mi się prosić w wewnętrznej złości żonę o to, aby zdecydowała się naprawiać małżeństwo albo złożyła pozew, bo też taka sytuacja w zawieszeniu bez zadnego podziału majątku, rozdzielności, bez żadnej decyzji co dalej też jest ciężka. No a że od żony żadnej konkretnej odpowiedzi nie dostaję, bo naprawiać małżeństwa nie chce, rozwodu też nie, to i sprawa się rozmywa. Muszę wytrwać i nie pytać jej o to czego chce, niech ma czas. Tak to jest chyba JAPI, że żona musi sama dojrzeć do pewnych decyzji i nic nie zrobisz działając nie racjonalnie. Ja nie mam żadnych podstaw, aby żonę podejrzewać o kochanka, choć jak wiadomo nigdy nie można być pewnym w 100 %. Jeśli chodzi o wyprowadzkę: wyprowadziłem się do wynajętego mieszkania. Pamiętaj: Mieszkanie samemu ma swoje plusy i minusy. Jeśli będziesz musiał, to się wyprowadź i tyle. Dbaj o syna z oddali. Zobaczysz, że twoje kontakty z nim będą dobre. A żona? Jeśli chce rozwodu i nie będzie chciała małżeństwa z Tobą, nic nie zrobisz. A może jakaś refleksja ją natchnie? Ja na to samo liczę u siebie. Życzę Ci tego w Nowym Roku.

P.S. Sylwestra spędzam sam na swoich śmieciach. Takie życie.

Co do rad od rodziny, przekonałem się, że są różne. Jedni Ci radzą, jak najszybszy rozwód, ułożenie sobie życia na nowo i stworzenie dobrego układu z dziećmi i z byłą żoną. Inni doradzają przeczekanie, odpuszczenie sobie, nie nagabywanie żony. Przekonałem się, że w obliczu tego kryzysu, jeśli chodzi o podjęcie jakichś decyzji jestem sam. Jak rozbitek. A w sytuacji doła nie ma co dzwonić do nikogo, bo słuchać tych samych rad w kółko nie ma sensu. No, co prawda dzwonię do siostry, ale ona rad nie udziela, tylko słucha. I to w pewnych wypadkach daje ukojenie bólu.

Jeszcze raz Cię pozdrawiam. Nie daj się.
 
     
JAPI
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-31, 13:06   

Dzięki Ci Dan73 za Twoją wypowiedź. Jest bardzo pouczająca. Ja wiem że taka separacja może wpłynąć poyztywnie na związek i wiem że można żyć mając dobry kontakt z dzieckiem... Oczywiście istotne jest też czy ta druga strona pozostanie sama czy może wykorezysta wolność i zacznie sobie kogoś sprowadzać. Ale oczywiście nic na siłe się nie zrobi. Co ma być to będzie... Ja już się z tym pogodziłem.
Dzięki za dobre rady !!!
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku !!!

[ Dodano: 2007-12-31, 14:08 ]
P.S. Z całego serca dziękuję wszystkim którzy na priva przysłali mi życzenia z okazji 7 rocznicy ślubu !!!

[ Dodano: 2008-01-01, 17:13 ]
Dziś symboliczny dzień - pierwszy dzień Nowego Roku. Mówi się że jak bedzie tego dnia - tak będzie przez cały rok...
Rok temu, tego dnia - moja Żona sprawiła mi wielką niespodziankę... Byliśmy na początku kryzysu ale widać że moja Żona próbowała walczyć sama z sobą bo nie była zdecydowana... Zrobiła coś naprawdę miłego :-) ))
W tym roku była zdecydowana. Ubrała się przed chwilą, zrobiła sobie fryzurkę i poszła... Nie wiem gdzie, moge się tylko domyslać...
Więc mamy 1 stycznia a ja siedzę samotnie w domu z moim Synkiem...
Wiecie - we mnie chyba naprawdę nie ma już nawet iskierki miłości do niej. Każdą iskierkę skutecznie gasiła swoimi bryłami lodu a ja już nie mam siły męczyć się dalej... Przepraszam Was ale chcę mieć to już za sobą. Nie mam siły, zdrowia ani chęci trwać tak dalej. To gorsze niż życie w separacji czy po rozwodzie...
Przepraszam że tak w nowym roku zanudzam...
Chcę aby moje serce biło dla kogoś, dla kogoś innego !!!
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 8