Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Zbyt łatwo godzimy sie z utratą drachmy...
Autor Wiadomość
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-15, 19:44   Zbyt łatwo godzimy sie z utratą drachmy...

(Wj 32,7-11.13-14)
Gdy Mojżesz przebywał na górze Synaj, Bóg rzekł do niego: Zstąp na dół, bo sprzeniewierzył się lud twój, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej. Bardzo szybko odwrócili się od drogi, którą im nakazałem, i utworzyli sobie posąg cielca ulanego z metalu i oddali mu pokłon, i złożyli mu ofiary, mówiąc: Izraelu, oto twój bóg, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej. I jeszcze powiedział Pan do Mojżesza: Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku. Zostaw Mnie przeto w spokoju, aby rozpalił się gniew mój na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem. Mojżesz jednak zaczął usilnie błagać Pana, Boga swego, i mówić: Dlaczego, Panie, płonie gniew Twój przeciw ludowi Twemu, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej wielką mocą i silną ręką? Wspomnij na Abrahama, Izaaka i Izraela, Twoje sługi, którym przysiągłeś na samego siebie, mówiąc do nich: Uczynię potomstwo wasze tak liczne jak gwiazdy niebieskie, i całą ziemię, o której mówiłem, dam waszym potomkom, i posiądą ją na wieki. Wówczas to Pan zaniechał zła, jakie zamierzał zesłać na swój lud.

(Ps 51,3-4.12-13.17.19)

REFREN: Wstanę i wrócę do mojego ojca

Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej,
w ogromie swej litości zgładź moją nieprawość.
Obmyj mnie zupełnie z mojej winy
i oczyść mnie z grzechu mojego.

Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste
i odnów we mnie moc ducha.
Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
i nie odbieraj mi świętego ducha swego.

Panie, otwórz wargi moje,
a usta moje będą głosić Twoją chwałę.
Boże, moją ofiarą jest duch skruszony,
pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz.

(1 Tm 1,12-17)
Dzięki składam Temu, który mię przyoblekł mocą, Chrystusowi Jezusowi, naszemu Panu, że uznał mnie za godnego wiary, skoro przeznaczył do posługi mnie, ongiś bluźniercę, prześladowcę i oszczercę. Dostąpiłem jednak miłosierdzia, ponieważ działałem z nieświadomością, w niewierze. A nad miarę obfitą okazała się łaska naszego Pana wraz z wiarą i miłością, która jest w Chrystusie Jezusie. Nauka to zasługująca na wiarę i godna całkowitego uznania, że Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy. Lecz dostąpiłem miłosierdzia po to, by we mnie pierwszym Jezus Chrystus pokazał całą wielkoduszność jako przykład dla tych, którzy w Niego wierzyć będą dla życia wiecznego. A Królowi wieków nieśmiertelnemu, niewidzialnemu, Bogu samemu - cześć i chwała na wieki wieków! Amen.

(2 Kor 5,19)
W Chrystusie Bóg pojednał świat ze sobą, nam zaś przekazał słowo jednania.

(Łk 15,1-32)
Zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata z domu i nie szuka staranne, aż ją znajdzie. A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam. Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca. Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedzał ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się
.


http://www.sychar.alleluj...er=19520#ksiega
http://www.katolik.pl/ind...e&typ=medytacja
http://www.katolik.pl/ind...ienne&typ=jutro
http://www.katolik.pl/ind...ale&typ=homilia

Radosnego Dnia Pańskiego życzę :)
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-16, 19:00   

Nie mogę zrozumieć, dlaczego wciąż pisze się tutaj, że Bóg sprawi, iż uratuje się jedno albo drugie małżeństwo. W innych postach jest: mąż/żona musi upaść na samo dno, żeby zrozumieć swój błąd, żeby otworzyć oczy. Ciągłe zapewnienia, że nic nie jest do końca przesądzone, że małżeństwo może być uratowane.
No może, ale nie musi. Nie każdy mąż, nie każda żona osiągnie dno. Oni są przekonani, że postępują dobrze dla siebie, że ani Bóg ani człowiek nie ma prawa dyktować im stylu życia.
Być może nawet uważają, że i dla nas tak jest lepiej.
Oni w swoim sumieniu są prawdopodobnie usprawiedliwieni, podjęli trudną decyzję i przeważnie nie myślą o nas - jaki to ma wpływ na tę stronę porzuconą. Oni uważają, że "tysiące ludzi tak robi, ty znajdziesz kogoś, kto będzie ciebie wart, kto cię doceni, kto na ciebie będzie zasługiwał" ( to są słowa mojego męża, ale sądzę, że nie tylko jego, że wielu tak przemawia).
Prawdopodobnie są szczęśliwi w codziennym życiu, a przebłyski wyrzutów sumienia zagłuszają ziemskimi argumentami.

Czy takie teksty - że Bóg wszystko może sprawić, że nawróci zdradzaczy, czy takie wsparcie - nie sprawia, że czekający małżonek niepotrzebnie, ze szkodą dla siebie "nakręca się" w czekaniu? Że popada w uzależnienie od czekania?
Ludzie, tak nie można. Nikt - nawet Bóg - nie zmieni woli człowieka. Owszem, pewnie za naszymi modlitwami idą anioły, które do ucha szepczą zdradzaczom o ich niegodnym postępowaniu, pewnie nasze modlitwy budzą jakieś refleksje.
Ale skoro taki mąż czy taka żona postanowili odejść, rozpocząć inne życie z drugą osobą, widać dokładnie przeanalizowali, przemyśleli swoją decyzję. Owszem, są wyjątki, że ktoś nie dorósł do małżeństwa, że nadal chce szaleć z panienkami, biegać z kumplami na piwko i prowadzić rozrywkowe życie.
W większości przypadków decyzja o odejściu dojrzewała przez kilka miesięcy, może kilka lat. Na pewno były argumenty "za i przeciw", rozważanie, jak ta decyzja wpłynie chociażby na dzieci, jak wpłynie również na stosunki z rodziną. Nie wierzę, żeby był to objaw chwilowej fascynacji drugą osobą, raczej przeświadczenie, że skoro miłość do żony/męża "sie wypaliła", to lepiej wyjść z zimnego związku, niż żyć w obojętności, może nienawiści.

Nie myślcie, że jestem za ograniczaniem Bożej mocy. Ale On nie zrobi nic wbrew decyzji człowieka.
Wiecie, gdybym tak słuchała tego wszystkiego, nie zaczęła żyć dla siebie, gdybym zatrzymała się tylko na czekaniu - pewnie wylądowałabym w szpitalu w silną depresją. Może nadal bym myślała o samobójstwie, a może by mnie już nie było?
Owszem, czekam. Ale czekając - nie stoję w miejscu. Od spotkania w Górce - gdzie P.Guzewiecz mówił o tym, że możemy i powinniśmy modlić się za małżonków - nie powrót "szanownego" jest dla mnie ważny. Ważne jest, żeby ów chociaż w ostatniej chwili życia nawrócił się, by nie odszedł bez pojednania z Bogiem.
A żyjąc - zawsze ma otwartą drogę do Boga - zawsze może uczestniczyć choćby w duszpasterstwie dla niesakramentalnych.
Więc według mnie, pisanie, że ograniczamy wolę Boga i Jego moc - działa na niekorzyść, utwierdza w konieczności czekania i stania w miejscu.
Jeśli o mnie chodzi - na dziś - nie wiedzę możliwości, by "szanowny" wrócił, bym przyjęła go z otwartymi ramionami, ot tak, z marszu. A powód: jeszcze prędzej byśmy się rozstali, niż wrócili do siebie. Zbyt dużo zostało powiedziane, zbyt dużo zrobione, rany u nas obojga na pewno nie zagoiły się do końca.
Może nie mam racji, ale uważam, że "dla zdrowotności" porzuconych lepiej byłoby mówić : tak się może zdarzyć, ale nie przyjmuj tego jako pewnik. Zbyt rzadkie są przypadki powrotów, by tym wzbudzać nadmierną nadzieję.

Mirela, piszę pod Twoim postem, bo według mnie to jest związane tematycznie.
A dzisiejsze czytania są bardzo piękne. Miałam okazję wysłuchać dziś wspaniałego kazania o obu synach - i chyba właśnie to wzbudziło moją refleksję.
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-16, 19:46   

Elzd1 z serca Ci dziekuję ,że podzieliłas się swoja refleksją.
Szczerze powiem ,że bardzo mnie poruszyła ta refleksja...mogę nawet powiedziec, że nigdy nie bede zdolna zrozumiec tego co czujesz, tego co masz za sobą i przed sobą.

Też mnie na refleksję wzięło...

Napisze słowa Teresy od Dzieciątka Jezus:
"Nie potrzeba Mu tez, by drzwi duszy,to jest zmysły i władze, otwierały Mu drogę, bo te owszem w chwili Jego wejścia pogrążone są w zupełnym uśpieniu i sam boską swoją mocą, bez otwierania , wchodzi do środka duszy, tak jak zamkniętymi drzwiami wszedł do swoich uczniów z tym pozdrowieniem:"Pokój Wam, jak i z grobu powstał bez naruszenia kamienia grobowego".
A teraz wyobraź sobie ELZD 1 wystawienie Najświętszego Sakramentu...zamiast Hostii wszyscy widzą Chrystusa....Czy myślisz ,że byłaby chocby jedna nieklęcząca osoba w Kosciele?

Rozczulam się kiedy Bóg i Jego moc traktowana jest jako abstrakcja...
Całe meritum właśnie w wierze, nadziei której szczególnie nie powinno się odbierac , bo jest darem Bożym i my jej nie ofiarujemy tylko sam Bóg.

Tak Elzd 1 dzisiejsze czytania są piękne...
Pozdrawiam serdecznie...
Jestes dzielną kobietą,szczerze ciesze się ,że działasz , że znajdujesz Boga w swoim zyciu;)
Ostatnio zmieniony przez Mirela 2007-09-16, 19:52, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
bajka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-16, 19:51   

Zgadzam się z Elzd1.
Oczywiście wszyscy chcemy powrotu małżonków, ale - rozumując już na poziomie Boskim - może okazać się, że wolą Boga jest, abyśmy byli oddzielnie. My woli Boskiej nie znamy. Być może On uważa, że rozdzielnie jest dla nas lepsze. Nie wiadomo w końcu, co dla nas umyślił. A może to taki "czyściec na ziemi" ?
Jednym słowem - już dawno doszłam do wniosku, że nie ma sensu nakręcać się modlitwami o powrót męża. Oczywiście - ta myśl gdzieś mi towarzyszy głęboko, głęboko ale nie jest najważniejsza. Bo dotarło, że nie można modlić się życzeniowo. Modle się po prostu o siły do przyjęcia tego, co mi Bóg da. O siły do pogodzenia się z tym,co mnie czeka.
Bo w sakramencie małżeństwa nie ma mowy, że "będą mieszkać i żyć razem". Tego mi Bóg zagwarantować nie może.
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-16, 20:01   

bajka napisał/a:
Zgadzam się z Elzd1.
Oczywiście wszyscy chcemy powrotu małżonków, ale - rozumując już na poziomie Boskim - może okazać się, że wolą Boga jest, abyśmy byli oddzielnie. My woli Boskiej nie znamy. Być może On uważa, że rozdzielnie jest dla nas lepsze. Nie wiadomo w końcu, co dla nas umyślił. A może to taki "czyściec na ziemi" ?
Jednym słowem - już dawno doszłam do wniosku, że nie ma sensu nakręcać się modlitwami o powrót męża. Oczywiście - ta myśl gdzieś mi towarzyszy głęboko, głęboko ale nie jest najważniejsza. Bo dotarło, że nie można modlić się życzeniowo. Modle się po prostu o siły do przyjęcia tego, co mi Bóg da. O siły do pogodzenia się z tym,co mnie czeka.
Bo w sakramencie małżeństwa nie ma mowy, że "będą mieszkać i żyć razem". Tego mi Bóg zagwarantować nie może.


Bajeczko i wspaniale ,że tak się modlisz...To postawa otwartego serca:)
Pozdrawiam serdecznie:)
 
     
Dorota2
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-16, 22:14   

Kiedyś prosiłam o modlitwę Siostry ZMBM, pisałam, że nie mam już siły czasem się modlić i proszę o wsparcie - dostałam taką odpowiedź (skopiowalam) : "...Ale nie trzeba ustawać w modlitwie. Bóg wszystko może uczynić, ale musimy w to wierzyć i ufać Mu bezgranicznie.
Prosić, prosić, prosić, ale przyjmować to, co da z poddaniem woli Bożej.
Na pewno nie jest jego wolą rozpad małżeństwa, daltego prosić, by dobro zwyciężyło.
I tak będzie, wcześniej czy później… Bóg zwycięży…
A wraz z Nim ci, którzy Mu ufali".
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-16, 22:40   

bajka napisał/a:
Modle się po prostu o siły do przyjęcia tego, co mi Bóg da. O siły do pogodzenia się z tym,co mnie czeka.
Bo w sakramencie małżeństwa nie ma mowy, że "będą mieszkać i żyć razem". Tego mi Bóg zagwarantować nie może.

Bajko, to jest dojrzała wiara.
Owoce tej wiary, soczyste i obfite, będziesz zbierać w nadmiarze.
pozdrowienia, pamiętam w modlitwie ...

[ Dodano: 2007-09-16, 23:41 ]
bajka napisał/a:
Modle się po prostu o siły do przyjęcia tego, co mi Bóg da. O siły do pogodzenia się z tym,co mnie czeka.
Bo w sakramencie małżeństwa nie ma mowy, że "będą mieszkać i żyć razem". Tego mi Bóg zagwarantować nie może.

Bajko, to jest dojrzała wiara.
Owoce tej wiary, soczyste i obfite, będziesz zbierać w nadmiarze.
pozdrowienia, pamiętam w modlitwie ...
 
     
_zosia_
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-17, 09:21   

Zgadzam sie z elzd 1, uwazam ze takie nakrecanie sie w czekaniu w wielu wypadkach jest po prostu ucieczka przed rzeczywistoscia. Ja w pore sie obudzilam i nie mam zamiaru dluzej uczekac i marnowac sobie zycia.

_zosia_
 
     
Mila
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-17, 11:10   

Tak Zosiu, masz rację i tu niezwykle pasują słowa chyba Matki Teresy z Kalkuty:
wczoraj nie wróci, jutro nie nadeszło, żyjmy więc dniem dzisiejszym. Wszystko co możemy zrobić to pieknie żyć dziś, w dniu który Bóg nam ofiarował, sprawić by ktoś obok usniechnął się...
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-17, 12:50   

To wspaniałe ,że wiara jest rozumna i nie jest stagnacją.:)
Zosiu..."nakręcanie w czekaniu", czy trwanie...miałaś na myśli, bo to dwie różne sprawy.
 
     
bajka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-17, 19:19   

Mirela napisał/a:

"nakręcanie w czekaniu", czy trwanie...


piękne rozróżnienie Mirelo...
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-17, 19:53   

Nie wiem jak Zosia, ale ja rozumiem, żeby nie nakręcać się w czekaniu i spokojnie, z ufnością trwać.
Gdy właśnie nakręcałam się, wierzyłam słowom innych ludzi, że "będzie dobrze' - wtedy popadałam w coraz większą depresję. Dziś - żyję tym co dzień przyniesie, trwam, ale już inaczej niż wtedy. Jestem spokojniejsza i chyba mądrzej patrzę w przyszłość. A co będzie - przyjmę z pokorą.
Wkurzam się czasami, gdy czytam: "będzie dobrze, ja wiem". Bo co to znaczy dobrze? I skąd jest ta wiedza? Dlaczego "wiem" - a nie: "wierzę, mam nadzieję, życzę ci"?

Wracając do tematu postu - usłyszałam, że czasami jesteśmy jak jeden z synów - ten starszy. Niby trwający przy ojcu, ale pełen skrywanego żalu i pretensji, zazdrosny o młodszego brata, obojętny dla ojca, a nie kochający. I bardzo mnie to poruszyło. W kazaniu ksiądz powiedział, że można również i starszego syna uznać za marnotrawnego - bo zmarnował miłość ojca, a zamiast cieszyć się z powrotu brata - czynił ojcu wymówki.
Trwać, kochać jak ojciec, wychodzić na drogę i wypatrywać, bez nadziei na ujrzenie marnotrawnego syna (znaczy męża) , a jednocześnie żyć i robić co do mnie należy - to jest mój plan. Nie mam złudzeń, ale miłe niespodzianki przyjmę z radością. Co do uczty, to jeszcze nie podjęłam decyzji, a domestos trzymam na wszelki wypadek pod wanną :mrgreen:

Mirela, myślę, że przed Najświętszym Samkramentem każdy pada na kolana. Bo tam jest Jezus - żywy, obecny. Nie widzimy Go w ludzkiej postaci, ale wierzymy. Gdyby stanął we własnej osobie - jako człowiek - czy wtedy byśmy Go rozpoznali? Czy wtedy byśmy uwierzyli, że to na pewno On?

--------------------------------------------------------
STRATY
Straciłam zbyt wiele by nie odczuć strat, by po nich nie płakać.
Najpierw pozbawiono mnie marzeń uczepionych obłoków i odarto ze złudzeń zakopanych głęboko.
Potem wyszarpnięto pochodnię miłości, którą dumnie niosłam jak chorągiew.
Wydarto moje stłamszone uczucia - tak piękne, że tylko robić z nich bukiety i rzucać na serca...
Chciano nawet zrobić zamach na niezależność moich sądów.
Aż już sama zgubiłam siebie.
I nie wiem, jaka jestem naprawdę i dokąd zdążam.
(znalenione w sieci)
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-17, 20:29   

ELZD 1
Pokrzepiłaś mnie na duchu, z serca dziękuję:)
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-18, 19:11   

??
 
     
mark1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-18, 21:25   

Przypowieść o synu marnotrawnym traktuje bardzo osobiście, nieraz już Elu polemizowaliśmy na ten temat, i wiesz że marnotrawny "zdradzacz" może wrócić do Ojca, chcąc żywić się strąkami, i wiesz że to moja żona trwając i modląc się, wyprosiła powrót z owej krainy grzechu i rozpusty swego męża marnotrawnego. Cuda się zdarzają!
Alleluja!
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9