Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: administrator
2007-05-01, 09:14
Emocje
Autor Wiadomość
rbk
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-12, 12:28   

Ewcia,
Cos czuje ze Twoja sytuacja jest identyczna jak moja.
Moj maz tez powiedzial ze juz mnie nie kocha, ze nie chce ze mna byc
I to jakos sie zbieglo z tym jak zaprzyjaznil sie z kolezanka z pracy!!!!
CZyz to nie przypadek.
Teraz mowi ze sie wypali, ze jest pusty, nie musi sie odbudowac.....

Czy wszystkie przypadki sa podobne???

U nas to trwa juz pol roku.
On twierdzi ze sie z nia nie spotyka a ja go przylapuje na klamstwach....

To juz jest nie do zniesienia........

Takze nie potrafie panowac nad emocjami........


Pozdrawiam
RBK
 
     
Agunia
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-12, 22:50   

mój dokładnie tak samo z tą różnicą że sie momentalnie wyprowadził.
Nikomu nie przyznał się do istnienia tej kobiety tylko najbliżsi pracownicy wiedzą a przede mną to super mądra , dobra, wrażliwa, delikatna kobieta taka przyjaciółka.
Dziś moje emocje mnie rozrywają bo czuję się posądzana że chodzę po mieście i mówię na jego temat oczywiście jak poprosiłam o konfratację z tymi osobami to nic nie rzekł ale ja jestem bardzo zmęczona. Chcę widzieć światło!
Najbardziej mnie przeraża że jak się ktoś uprze to do końca dni może pozostać ślepy, obwiniać , osądząc.
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-12, 23:26   

"Czy wszystkie przypadki sa podobne??? "

Oj podobne, bardzo podobne.
W chwili, gdy nasi zdradzacze podjęli decyzję o związku z inną osobą - zaczynają szukać dla siebie usprawiedliwienia. Bo czują, że robią źle, więc musi być zrzucony ciężar winy na kogoś innego. A kto jest najbardziej odpowiedni? Wiadomo, mąż/żona - bo małżeńska przysięga to pęta, kiedyś tak miłe, teraz tak bardzo duszą.

Przyjaciel/przyjciółka - osoba która potrafi ich zrozumieć. Przecież nie do męża, nie do żony chodzi się po wsparcie i pociechę - mąż/żona - to ta zła osoba, od której należy uciekać. "Zmusiła" do małżeństwa, więziła ileś lat, skazała na ciężką pracę - pracę nad małżeństwem.

Kłamią, ranią, oskarżają. Mówią, że "sie wypaliło" już dawno.
Ale dziwnym trafem czują wypalenie dopiero wtedy, gdy zjawi się trzecia osoba, nigdy wcześniej.
My możemy dać się wciągnąć w tę grę oskarżeń albo pozostać sobą.

Z nimi lub bez nich - ale wierni sobie.
 
     
wito
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-13, 08:12   

zgadzam się z Elzd w 100%
elzd1 napisał/a:
W chwili, gdy nasi zdradzacze podjęli decyzję o związku z inną osobą - zaczynają szukać dla siebie usprawiedliwienia. Bo czują, że robią źle, więc musi być zrzucony ciężar winy na kogoś innego. A kto jest najbardziej odpowiedni? Wiadomo, mąż/żona - bo małżeńska przysięga to pęta, kiedyś tak miłe, teraz tak bardzo duszą.

Najpierw było wyznanie winy następnie stwierdzenie, że "przysięga małżeńska dla większoci ludzi nie ma najmniejszego znaczenia"

elzd1 napisał/a:
Przyjaciel/przyjciółka - osoba która potrafi ich zrozumieć. Przecież nie do męża, nie do żony chodzi się po wsparcie i pociechę - mąż/żona - to ta zła osoba, od której należy uciekać. "Zmusiła" do małżeństwa, więziła ileś lat, skazała na ciężką pracę - pracę nad małżeństwem.


tiaa nie był to specjalista, psycholog, terapeuta - koleżanki, które "zebrały się i radziły jak uratować to małżeństwo"

elzd1 napisał/a:
Kłamią, ranią, oskarżają. Mówią, że "sie wypaliło" już dawno.
Ale dziwnym trafem czują wypalenie dopiero wtedy, gdy zjawi się trzecia osoba, nigdy wcześniej.


zgadza się

elzd1 napisał/a:
My możemy dać się wciągnąć w tę grę oskarżeń albo pozostać sobą.


Starają sie siebie usprawiedliwić, pomniejszyć swoją winę. Zdradzają, odchodzą - bo my za mało kochaliśmy.

Z prywatnych rozmów z osobami w kryzysie małżeńskim wiem, że nawet zdania wypowiedziane przez zdradzaczy, alkoholików są takie same, zarzuty podobne.
Agunia napisał/a:
Najbardziej mnie przeraża że jak się ktoś uprze to do końca dni może pozostać ślepy, obwiniać , osądząc.

To, że są ślepi to fakt, nawet za cenę swojej klęski - ale czy do końca dni? Tego nie wiem. Sądzę, że często związek z inną osobą jest formą zagłuszenia wyrzutów sumienia. Nowe "motyle w brzuchu" na jakiś czas dają poczucie szczęścia. Człowieka Bóg nie stworzył złym, od jego woli zależy, czy wróci na drogę prawdy.
 
     
CA
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-13, 12:30   

"Sądzę, że często związek z inną osobą jest formą zagłuszenia wyrzutów sumienia"

A mi się wydaje, że najpierw zaangażowanie w nowy związek, potem wyrzuty, które trzeba zagłuszyc.
Zauważyłam, że zdradzający często mówią, przecież zycie jest tylko jedno i rozumieją to w ten sposób, że trzeba z niego korzystac (chocby innych mieli podeptac), bo szybko się kończy. Przestają wierzyc w to ze zycie nie kończy sie z chwilą śmierci i to złudzenie jest moterem ich myślenia, działania, dlatego stają się tacy okrutni często, chłodni i wyrafinowani... Grzech oddziela ich od prawdziwej MIŁOŚCI dlatego tak ważna jest modlitwa za nich...

Pozdrawiam CA
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-13, 13:01   

A ja się zastanawiam - jakie to sumienie.
Zabić kogoś - przecież tego nie zrobią, mają sumienie. I nie mają do tego prawa, nie są zdolni.
Okraść- to się nie godzi, oni nie potrafią.
Zostawić starą matkę/ojca bez opieki - wsparcia - nie, tak się nie godzi.
Nawet do umierającego przyjaciela pójdą - żeby pokazać jak współczują. I pomogą w miarę potrzebm znajdą lepszgo lekarza, pomogą finansowo.

Oszukać żonę/męża, wyrzec się dzieci - o tak, to już jest dozwolone. Przecież mają prawo być "szczęśliwi".


Podwójna moralność - w zależności od potrzeb. Jakie to wygodne.
 
     
CA
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-13, 15:30   

Masz rację Elżbieto.
Dodam farszkę Leca (przepraszam jeśli zbyt często go cytuję)

Sumienie miał czyste - nieużywane :lol:

Pozdrawiam CA
 
     
rbk
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-14, 08:19   

TAk czytam to wszystko i sie zastanawiam.... Co jest lepsze.
Sytuacja Ewy - kiedy maz powiedzial ze odchodzi i odszedl... czy moja.... kiedy powiedzial mi ze mnie juz nie kocha, ze nie chce ze mna byc.. ale zostal. Potem ciagle powtarzal (nadal powtarza) ze jest pusty, wypalony... ze musi odbudowac swoje uczucia... i jednoczesnie spotyka sie z nia. Ze nie wie jak bedzie itd.... Klamstwa, klamstwa...
Ja mysle ze moja sytuacja zmierza do tego samego - czyli do rozstania. Tylko czy nie lepiej bylo od razu - minelo juz pol roku. Caly czas w stresie. Wroci nie wroci. Spotkal sie, czy nie spotkal........ Raz wraca wesoly (mysle ze po spotkaniach) raz placze......

Moze gdyby odszedl od razu ja juz przez te pol roku doszlabym jakos do siebie. Jakos odbilabym sie do dna..... A tak to co jakis czas wydaje mi sie ze jest lepiej, pomalu zaczynam wyplywac na gore... i znowu cos wychodzi na jaw i znowu zaczynam sie topic........
CZy ja kiedys sie odbije od dna?
Mysle ze dopiero wtedy gdy ona podejmnie kroki - zadecyduje czy chce byc ze swoim mezem czy z moim......
Wtedy dopiero bede miala czysta sytuacje.
Ale sie zastanawiam - czy moje zycie i zycie mojego dziecka ma zalezec od jakiejs kobiety?????????
Jestem bezsilna......
 
     
CA
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-14, 11:12   

Dla mnie mówienie już Cię nie kocham, ale ciesz się że jeszcze jestem z Wami to po prostu tchórzostwo.
Zastanawiając się nad tym ,która sytuacja jest lepsza, myślę, że z punktu widzenia naprawy małżeństwa to jednak ta, gdzie jesteśmy razem, ale niestety byc może jest ona bardziej bolesna.
I myślę, że warto nauczyc sie życ tak, żeby nie dac sie zatopic nawet wtedy kiedy wyjdzie cos nowego nieprzyjemnego na jaw, byc w maire przygotowanym na takie niespodzianki, przyjrzec im sie z bliska, jeśli się da to wyprostowac, jeśli nie zostawic samym sobie i dbac o to, by jak najszybciej znowu byc na powierzchni.
Nie jesteś bezsilna, tak tylko Ci się wydaje, bo przeżywasz bardzo trudne chwile, ale usiądź sobie z kartką papieru i spisz co możesz zrobic, by coś zmienic, a okaże się, że jest tego wcale nie tak mało. Kiedy zaczniesz chociaż jedną rzecz powolutku realizowac poczujesz się znowu DZIELNA, SILNA KOBIETA, taka jaką jesteś.

Pozdrawiam CA
 
     
Krzysztof_
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-27, 07:34   

Kiedy duszy zranienie
Gasi serc uniesienie
Kiedy starać się nie możesz już więcej
Kiedy opadają ci ręce
Wierzysz, że to się uda nareszcie
A to tylko jedna z prób
I może nie będzie już więcej
...
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-27, 19:35   

Rbk, obie sytuacje sa trudne - ja miałam obie - najpierw zdradzał mnie, ale ze mną był, teraz nie ma go i jest z nią. Wiesz, nie wiem, co gorsze... Czy mysl, że może się nie wyprowadzi a może się wyprowadzi, czy świadomość, że już nie wróci. Ja już chyba wolałam to pierwsze, tylko ja nieświadoma byłam, bo nie wiedziałam, że jest ona...........
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-31, 08:03   Re: Emocje

Agunia napisał/a:
Jak nauczyć się opanowywać emocje szczególnie te które pociągają agresywne reakcje? Czy też tak czuliście że to co mówi partner jest słyszane zupełnie inaczej niż to samo wypowiedzine przez osobę z zewnatrz?

Jeśli słyszane inaczej - więc mamy do czynienia z projekcją odbiorcy.

Emocje, uczucia -
Agunia, wszelkie uczenie się rozpoznawania uczuć i przeżyć zawsze zaczynamy od siebie.
Tutaj doskonały tekst o tym:
http://pierzchalski.eccle...01&id=03-01-004

Długi, ale warty tego, aby TO wiedzieć (dla własnego dobra).
Z Bogiem!

"Uczucia
Na czym polega praca nad sobą? Na kształtowaniu w sobie dobrych uczuć. Na wychowaniu siebie do właściwego ustosunkowania się do uczuć. Zmiana sposobu myślenia, rozumowania - to jest jednostronne, powierzchowne traktowanie nawrócenia. Nawrócenie, to nie tylko zmiana rozumowania, ale też zmiana odczuwania. Na równi ze zmianą myślenia, winien zmieniać się nasz sposób odczuwania. Nasze uczucia nie zależą od naszej woli. Nie możemy naszą wolą wpływać na to, jakie będą się one rodziły. Możemy natomiast nimi kierować. Kluczem do poznania siebie są nasze uczucia. Świat uczuć jest jak dżungla, w której możemy się zagubić, możemy się przestraszyć. Aby bezpiecznie kroczyć przez las, mieć orientację, jest potrzebny: czas refleksji: modlitwa, medytacja Słowa Bożego. Na medytacji rodzą się uczucia. Na medytacji wychodzą również uczucia, które są w nas. To, co poznamy ze sfery swoich uczuć, powinno być poddane obiektywizacji. Stąd konieczność przyjęcia przewodnika duchowego, by mieć świadomość, że nie błądzę, nie ulegam złudzeniu.

Chcąc przezwyciężyć to, co utrudnia życie ze sobą, z innymi, trzeba to poznać. Nie można wyjść z siebie, zaprzeć się siebie, nie wiedząc co człowieka więzi, co go zniewala. W życiu wewnętrznym, nie wystarczy chcieć coś robić, ale należy się uczyć, jak to robić. Życie wewnętrzne, to prawdziwa sztuka; świat uczuć to podstawowy problem. Uczucia są znakiem, dzięki którym mogę odczytać pełną prawdę o mnie. Są świadectwem tego, czego pragnę, czego się boję. Są źródłem informacji o mnie samym. Co oznacza uczucie negatywne? Jest znakiem, że dana sytuacja, problem, jest przez nas odbierany jako zagrożenie, jako niebezpieczeństwo. Uczucie negatywne jest sygnałem subiektywnym. Odbieram człowieka, sytuację jako zagrożenie, chociaż obiektywnie może być inaczej. Uświadomienie sobie, że uczucia negatywne są sygnałem subiektywnym, pozwala nabrać dystansu do uczuć, nie identyfikować się z nimi.. Lęk jest we mnie, ale ja nie jestem lękiem, nie jestem agresją. To mój stan, nad którym mogę panować.

Czy pojawiające się we mnie uczucia grzechem? Nie są ani zasługą, ani grzechem. Uczucia negatywne nie są grzechem, gdyż nie zależą od woli człowieka. Działania woli mogą podlegać ocenie moralnej. Świadomość, że uczucia negatywne nie są grzechem, daje nam wolność. Nie musimy się bać własnych uczuć. Skąd biorą się w nas uczucia negatywne? To inni, tak nam się wydaje, budzą w nas takie uczucia. Jest to ocena nieprawdziwa. Jakich my doznajemy uczuć zależy od tego, co jest w naszej świadomości i podświadomości. W nas są postawy wewnętrzne, które rodzą pewne uczucia. Są to utrwalone zachowania wewnętrzne. Te postawy są wypadkową takich czynników, jak: wychowanie, charakter, historia życia. Na kształtowanie się, utrwalanie zachowań wewnętrznych pracowaliśmy całe życie. Twarde wychowanie przez ojca, może rodzić uczucie lęku. On będzie kształtował postawę wewnętrznego lęku wobec autorytetu. Osoby reprezentujące autorytet będą budziły lęk.

Jak reagować na uczucia? Dostrzegać swoje uczucia. Błędem jest to, że ich nie dostrzegamy. Samą siłą woli nie możemy niczego zmienić w świecie uczuć. Nacisk na świat uczuć, by ich nie doznawać, to represja uczuciowa. One i taj wyjdą i to w gorszej postaci. Zewnętrzny spokój, zewnętrzne ułożenie, ale szalona wrażliwość i drażliwość na swoim punkcie. Gdy rodzą się uczucia, nie trzeba z nimi walczyć, lecz je kontrolować. Nie odrzucać je z lękiem, lecz obserwować je tak, jakby to co się we mnie dzieje, działo się na zewnątrz. Z uczuciami postępujemy jak mądry pasterz w stosunku do trzody. Pozwala iść, ale ją śledzi. Pasterz dobry reaguje wówczas, gdy trzodzie zagraża jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Z uczuciami nie należy walczyć w sposób nerwowy, lecz dostrzegać i akceptować je. Nie bać się doznawania uczuć. Żeby akceptować uczucia, trzeba pokory. Nie jest bowiem proste to, że ja zazdroszczę, czuję wrogość wobec innych. Odkrycie swoich uczuć, wewnętrznych postaw z których one się rodzą, jest czymś niełatwym. Są w człowieku mechanizmy obronne, które wykrzywiają nam obraz osoby. Potrzebna jest pomoc kogoś z zewnątrz, kierownika duchowego. Potrzeba rozmawiać na temat uczuć, nazywać uczucia - szczególnie te, przed którymi czuję lęk. To pozwala na dotarcie do swoich postaw. Cierpienie duszy, może zabić ciało. Człowieka zabija oderwanie od uczuć. Człowieka zabija oderwanie od dziecka w człowieku dorosłym. Rozum pozostaje niekiedy w sporze z sercem. Rozum przegrywa z sercem. Rozum przegrywa z religijnością prywatną."

Agunia, silne emocje - takie emocje należy "rozpracowywać" z pomocą psychologa.
Pozdrawiam!
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 9