Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
OPOWIADANIA i krótki film
Autor Wiadomość
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-14, 20:41   OPOWIADANIA i krótki film

ZAUFANIE

Autor: n/n

W nocy zapalił się nieoczekiwanie dom. Rodzice uciekając w popłochu, nie zauważyli, że ich najmłodsza pociecha gdzieś się zawieruszyła; pięcioletni chłopiec w ostatniej chwili uciekł na poddasze.
Teraz, gdy cały dom stoi już w płomieniach, wszelka pomoc z zewnątrz nie ma żadnych szans. Nagle na górze otwiera się okno, staje w nim dziecko i woła rozpaczliwie o ratunek. Ojciec rozkazuje krótko:
- Skacz!
Chłopiec jednak widzi tylko dym i płomienie, boi się, ale słysząc głos ojca, odpowiada:
- Tatusiu, ja nie widzę Ciebie!
Ojciec na to krzyczy z całych sił:
- Ale ja widzę Ciebie, to wystarczy; Skacz!
I chłopiec skoczył prosto w ratujące ramiona ojca.
Często tak zdarza się w naszym, życiu, że nie potrafimy wykonać zdecydowanego kroku do przodu, że nie potrafimy radykalnie zmienić swojego życia, choć czujemy takie przynaglenie ze strony Boga.
Dlaczego zapominamy wtedy, ze On czuwa nad tym, żeby nic złego się
nam nie stało?
Może i Ty dziś nie widzisz Niebiańskiego Ojca pośród dymów trosk codziennych. Nawet jeśli Go nie widzisz, zawołaj: Ratuj mnie Ojcze! Wtedy usłyszysz Jego pełen miłości, ale też i stanowczości głos: "Ja Ciebie widzę, to wystarczy; Skacz !"


------------------------------------------------------------------------------------------

PUDEŁKO GWOŹDZI


Autor: Pewien Nastolatek

Rano budzę się, otwieram oczy. Wyciągam te moje gwoździe z pudełka i zaczynam wbijać je jeden po drugim. Wychodząc do szkoły też ciągle muszę nieść to ciężkie, wstrętne pudło ze sobą. Już odkąd pamiętam dźwigam je i wbijam gwóźdź za gwoździem. Ale co to może znaczyć? Co to jest i czemu pomimo, że mnie to tak obciąża i męczy, ciągle to robię? Nie wiem... Może to jest po prostu moja rzeczywistość.

Kolejny dzień, znowu wstaję i wszystko zaczyna się od nowa. Wychodzę do szkoły. Świat jak zwykle taki sam. Czarno-biały, żadnych innych kolorów, nic... Idąc ulicą przyglądam się ludziom, którzy beznamiętnie podążają, każdy w swoją stronę. Nagle spostrzegam dziwną postać. Cała jest w różnych barwach i co dziwne... nie ma ze sobą pudełka. Nie wbija gwoździ. Spoglądam na innych ludzi. Czarno-biała rzeczywistość z pudełkiem gwoździ w ręku. Znowu patrzę w jego stronę. Te kolory, nie potrafię ich opisać. Ta jego radość...

Poczułem strach, on patrzy prosto na mnie i zaczyna iść w moją stronę. W pierwszym momencie chciałem uciec, ale nie mogłem. Czułem jakbym się zakorzenił. Podszedł, z wielką troską i litością spojrzał na moje pudełko i zapytał:
- Czy ty wiesz co to jest? Czy wiesz dlaczego codziennie wbijasz te gwoździe?
Z wielkim zdziwieniem spojrzałem na nie i zacząłem się zastanawiać, pierwszy raz w życiu, nad tym po co i dlaczego ja to robię. Ale nic nie przychodziło mi do głowy. Spojrzałem na niego i drżącym głosem odpowiedziałem:
- Nie wiem, to jest po prostu część mojego życia.
- Czy nie czujesz się zmęczony tym ciągłym noszeniem ze sobą tego ciężaru? Czy nie chciałbyś się go pozbyć? - zapytał.
Byłem w szoku, nie zdawałem sobie sprawy, że to jest w ogóle możliwe, i na dodatek ostatnio dużo myślałem nad tym, że jest to dla mnie dużym obciążeniem. Tak chciałbym się tego pozbyć.
- Tak jestem zmęczony, ale nie sądzę, żebym mógł to zostawić, tak po prostu - odpowiedziałem.
- Jest pewna osoba, która chcę wziąć od ciebie ten ciężar, jeśli tylko chcesz. On jest w stanie ci pomóc, weźmie to na siebie i będzie go niósł, już zawsze, przez całe twoje życie, jeśli tylko mu na to pozwolisz.
W moim wnętrzu zaczęło dziać się coś dziwnego, uczucia grały w moim sercu. Myśli wirowały. Kto to jest? Dlaczego ktoś chciałby nosić te moje paskudne i ciężkie pudło? Kim jest, że tak bardzo chce się poświęcić, że mógłby to dla mnie to zrobić?
- Kim on jest i jaki związek z Nim mają moje gwoździe? - zapytałem.
- To jest Jezus Chrystus, a każdy ten gwóźdź zadaje mu ból, każdym swoim gwoździem codziennie go ranisz...
- Niemożliwe, ja nie.. przecież... ja, nikogo nie krzywdzę... - przerwałem mu.
- Jezus Chrystus dwa tysiące lat temu przyszedł na Ziemię tylko dlatego, że tak bardzo umiłował ludzi, że chciał ich uratować, aby nie zatonęli w swoim codziennym życiu pełnym grzechu. Każdy twój gwóźdź to jest grzech, za który On umarł, Bóg wysłał Go dlatego, aby On umarł za nas i żeby wziąć na siebie nasze grzechy. Ludzie posłali Go na krzyż...
Umilkłem, zdałem sobie sprawę czym jest ta codzienna czynność, którą wykonuję wciąż tak monotonnie. Czułem jak moje serce krzyczy. Moje oczy zapłonęły. Popłynęły z nich łzy. Rozpłakałem się na środku ulicy jak dziecko. Czarno-biały świat patrzył na mnie, ale nic mnie to nie obchodziło. Z moich ust padło pytanie:
- Co mam zrobić?
- Pomódl się razem ze mną, może takimi słowami: "Panie, Boże mój, Panie Jezu, wiem, że każdym moim grzechem raniłem Cię. Teraz już to wiem i dłużej już tak nie mogę żyć. Przepraszam, że tyle razy Cię zasmuciłem. Przebacz mi i proszę zostań Panem mojego życia..."


Te słowa zostały w moim sercu na bardzo długo. Otworzyłem oczy i zacząłem widzieć świat w kolorowych barwach. Drzewa były zielone, niebo było niebieskie, a moje serce było czerwone. A radość była wielka. Pan Bóg zabrał ode mnie te ciężkie pudło. A ja mogłem biegać, skakać i radować się. Dziękowałem Mu za to, że poczułem się wolny. Dziękuję Mu aż do dzisiaj.


A czy TWOJE grzechy nie odbierają ci wolności? Czy nie czujesz się zniewolony tym ciągłym wbijaniem gwoździ? Wiesz już, że jest osoba do której możesz się zwrócić... Wiesz już, że jest inna droga... Jeśli tylko chcesz On zmieni twój czarno-biały świat! Pamiętaj o tym!

Nastolatek, który zaufał.


---------------------------------------------------------------------------------------

CISZA
(droga do szczęścia)


Autor: n/n

W powiewie wpadającym przez okno czujesz delikatny chłód poranka. Wschodzące słońce tworzy na przedniej szybie twojego samochodu ledwie zauważalne, delikatne pasma barw. Gdzieś spoza szpaleru drzew dobiega cię szczekanie psa i śmiech dzieci, oddalający się coraz bardziej. Po chwili już nic nie mąci panującego nastroju. Patrzysz przez chwilę na wolno opadające drobinki kurzu, widoczne w promieniach światła jako małe iskierki. Czujesz, że taka chwila się więcej już nie powtórzy. Jeszcze chwilę się wahasz, ale wiesz już, że nie zmienisz decyzji.


Przekręcasz kluczyk. Spod maski samochodu dobiega cię głodny warkot, przechodzący momentami w zgrzyt. W końcu silnik zapala. W nagłym zawirowaniu powietrza kurz wiruje jak w potępieńczym tańcu, zrywając na chwilę więzy nałożone przez prawo ciążenia. Ale ty już tego nie widzisz, ruszasz powoli do przodu, w stronę wyjazdu na drogę. Przyspieszając coraz bardziej włączasz radio. Wschodzące słońce masz za plecami, odwracasz lekko lusterko, aby nie zostać oślepionym. Przed sobą widzisz wjazd na autostradę. Na jednym drogowskazie widnieje napis "SZCZĘŚCIE". Niestety, w pędzie umyka ci sprzed oczu liczba oznaczająca dzielącą cię od niego odległość. A może jej wcale nie było...


Już jedziesz po twardej, powoli nagrzewającej się nawierzchni. Zapowiada się piękny dzień, ale ty tego nie zauważasz, wpatrzony w niknącą na horyzoncie czarna wstęgę niosącej cię autostrady. Na razie nie widzisz żadnych zakrętów, obie krawędzie drogi zlewają się w oddali w jeden punkt. Biała, przerywana linia prowadzi cię jak nić Ariadny prosto w nieznane. Gdzieś daleko w tyle został twój dom, twoje dzieciństwo- ty jednak już o tym nie pamiętasz. Nie pamiętasz nawet chwili niepokoju, który cię ogarnął gdy, zauważyłeś, że z przeciwka nikt nie wraca.


Pochłonęła cię całkowicie umykająca spod kół szosa i gwizd wiatru na czubku anteny. Czujesz się wspaniale. Im dalej jedziesz tym więcej napotykasz innych samochodów. Myślisz, że oni tez jadą po szczęście. Boisz się. Może dla ciebie nie starczy! Wciskasz mocniej pedał gazu. Strzałka prędkościomierza, z początku powoli, później coraz szybciej pnie się w górę. Nie musisz obawiać się policji, jedynymi znakami, jakie napotkałeś były te, które po kolei znosiły wszelkie zakazy. Co się z tobą dzieje? Od pewnego czasu zacząłeś trąbić na tych, którzy cię wyprzedzali. Kilku innych zepchnąłeś z drogi. Ale to dawno przestało być dla ciebie ważne. Jedziesz już z maksymalną prędkością. Masz za sobą niejeden zakręt. Kilka razy byłeś już na granicy śmierci, gdy rozpędzone auto miotane siłą odśrodkową tańczyło na krawędzi drogi. To, że jedziesz dalej przypisujesz swoim umiejętnościom, swojej wirtuozerii w panowaniu nad kierownicą.


Jesteś panem szosy. To, że hamulce już dawno odmówiły posłuszeństwa, że zarzynana do granic wytrzymałości skrzynia biegów z coraz większym oporem pozwala ci zmienić bieg na niższy, wolniejszy - nie ma dla ciebie żadnego znaczenia. Droga należy do ciebie. Ty należysz już do drogi. Pędzisz z zawrotną prędkością w poszukiwaniu szczęścia i zastanawiasz się, kiedy w końcu do niego dotrzesz.


Na poboczu dostrzegasz nagle jakąś postać. Autostopowicz? Chyba nie, nie macha do ciebie. Nagle uświadamiasz sobie, że już gdzieś widziałeś tego człowieka. Gdzie, kiedy?... Powracają jakieś obrazy z twojego dzieciństwa. Zapach domu, głos matki... Dociera do ciebie, że widziałeś Go w cieniu drzewa na początku twojej podróży. Siedział również u stóp drogowskazu, widziałeś Go kilka razy w czasie jazdy - przed trudniejszymi wirażami, albo przy prostej drodze. Zawsze patrzył na ciebie z miłością oraz z wielkim zatroskaniem. Nie potrafisz zrozumieć jak to się stało, że jeszcze nigdy nie zwróciłeś na Niego uwagi?


Twoja noga sama dotyka pedału hamulca. Nie zastanawiasz się jak to się stało, że znowu zadziałał. Zatrzymujesz się przy Nim. Wysiadasz. Czujesz nagły zawrót głowy. Tak dawno nie stałeś już na twardym gruncie - może to były nawet całe lata... Patrzysz na Niego, oczekujesz czegoś. Ale On nic nie mówi. Bez słowa odwraca się i idzie, odchodzi wąską ścieżką prowadzącą w głąb lasu. Nie zauważyłeś jej wcześniej, przyzwyczajony do szerokiego pasma asfaltu. Domyślasz się, że masz iść za Nim.


Prowadzi cię przez las. Jest chyba koło południa, promienie słońca prześwitującego przez gałęzie drzew padają prosto z góry. W ich blasku wirują kolorowe motyle. To najpiękniejsza chwila twojego życia. Gdzieś z przodu, trochę z prawej strony dobiega cię ryk jakiegoś dzikiego zwierzęcia. Nie boisz się. Wiesz, że z Nim jesteś bezpieczny. Dróżka, którą idziecie, zaczyna powoli piąć się pod górę. Z każdą chwilą zaczynają do ciebie docierać dawno zapomniane wrażenia: zapachy, kolory, dźwięki. Uświadamiasz sobie jak dawno nie słyszałeś śpiewu ptaków. Woń lasu sprawia, że czujesz się świeży, nowo narodzony.


Tymczasem docieracie na szczyt wzgórza. Rozpościera się ta wspaniała panorama. Jak okiem sięgnąć wszędzie naokoło jest las. Tylko z jednej strony, daleko na horyzoncie widzisz jakieś pola i zabudowania. Po przeciwnej stronie spomiędzy drzew prześwituje błyszcząca wstążka rzeki. Powietrze jest orzeźwiające, lekki powiew wiatru przypomina ci tę krótką chwilę wahania zanim ruszyłeś w drogę. Mógłbyś tak stać godzinami i cieszyć się swoim nowym odkryciem. Czujesz, że znalazłeś szczęście. Nagłe, delikatne dotknięcie odrywa cię od cudownego widoku. Odwracasz się - twój Przewodnik coś ci pokazuje.


Wiedziesz wzrokiem w tym kierunku. Autostrada! Już o niej zdążyłeś zapomnieć. Powietrze jest tak przejrzyste, że gdy przyglądasz się uważniej dostrzegasz swój samochód porzucony na skraju drogi. Patrzysz dalej, w kierunku, w którym miałeś jechać. Droga wspina się na wzniesienie, po czym nagle urywa się. Nie ma jej. Jest tylko bezdenna czeluść, otchłań, która na ciebie czekała. Już nic nie widzisz. Łzy szczęścia całkowicie przesłoniły ci obraz. Czujesz tylko uspokajające dotknięcia na ramieniu. Dotknięcie, które sprawia, że wiesz - już nigdy nie będziesz sam.

-----------------------------------------------------------------

ZBAWIENIE

Jest coś bardzo ważnego co chcielibyśmy Ci powiedzieć.
Może to będzie pierwsze 5 minut Twojego nowego życia.
Posłuchaj i zobacz.

http://www.ewangelista.pl/Zbawienie.html
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-15, 10:47   

ELZD1
Z serca Ci dziekuję :), szczególnie za slajdy i wspaniałą modlitwę.
Tą modlitwę warto sobie przekopiować, jest piekna...;)
pozdrawiam serdecznie ;)
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-05-15, 20:02   

:oops:

[ Dodano: 2007-05-17, 23:39 ]
Recepta na cały rok

Bierzemy 12 miesięcy
oczyszczamy je dokładnie
z goryczy, chciwości, małostkowości i lęku,
po czym rozkrajamy każdy miesiąc
na około 30 części, tak, aby zapasu
wystarczyło dokładnie na cały rok.
Każdy dzień przyrządzamy osobno
z jednego kawałka pracy
i dwóch kawałków pełnego wiary zapału.
Do tego dodajemy trzy duże łyżki
nagromadzonego optymizmu,
łyżeczkę tolerancji
ziarenko ironii i odrobinę taktu.
Następnie całą masę polewamy dokładnie
dużą ilością miłości.
Gotową potrawę przyozdabiamy
bukietem uprzejmości
i podajemy codziennie z radością
z filiżanką dobrej, orzeźwiającej herbatki.
/Katharina E. Geothe/

za: www.ziarenka.net
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 8