Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Modlitwa Piotrusia
Autor Wiadomość
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-26, 23:01   Modlitwa Piotrusia

Zamieszczone przez nałóg:




Modlitwa Piotrusia

Dobry nasz Panie Jezu Chryste,
Bardzo gorąco proszę Ciebie
Nie chcę żyć dłużej na tym świecie
Zabierz mnie prędko stąd do Siebie.

Tatuś pijany wrócił do domu,
Rozbitą flaszkę trzymał w dłoni
Mój Anioł Stróż gdzieś sobie poszedł,
Bo mnie przed biciem nie obronił.

Mamy od wczoraj nie ma w domu.
Nic nie mieliśmy na śniadanie,
Więc zabierz Nas do Nieba Jezu
Mnie i siostrzyczkę moją Hanię.

Tam sie spotkamy z babcią Rózią,
Co zawsze piekła nam kołacze.
I była dobra lecz umarła ,
Hania do dzisiaj za nią płacze.

Będziemy grzeczni i posłuszni,
Starczy nam trochę mleka ,chleba.
Kredki dla Hani jeśli będą,
A dla mnie..........dla mnie, nic nie trzeba.

Ja sam potrafię wszystko zrobić,
Garnuszki umyć, chleb pokroić.
Niech tylko zawsze będzie jasno,
Bo się po ciemku Hania boi.

Tatuś dziś rozbił trzy żarówki,
I świece się skończyły właśnie.
Więc zapaliłem gaz w kuchence
Żeby nam było troszkę jaśniej.

Lecz tatuś zgasił płomyk łokciem.....
Tak się zatoczył ,trzasnął drzwiami,
I poszedł sobie, a tu ciemno,
I my w kąciku całkiem sami.

Wiem że zakręcić kurek można,
Zaraz to zrobię , chwilka mała......
Niech tylko Hania mocniej zaśnie,
Tyle się dzisiaj napłakała.

Tu nam wygodnie na podłodze,
Za taboretem i ławeczką.
Nawet poduszkę Hani dałem,
Lecz trudno uspać głodne dziecko.

O jeszcze wzdycha, ciszej, ciszej....
A mnie tak słabo... Matko Święta.
Wszystko sie wokoł mnie kołysze,
Coś miałem zrobić? Nie pamiętam.

Gdzie jestem?.... Tak mi w uszach szumi,
Noc za oknami ciemna głucha.......
Jezu modliłem się do Ciebie,
Wiem, że wkrótce mnie wysłuchasz

Jezus usłyszał prośby Twoje,
Zaraz Wam wyjdzie na spotkanie,
Weźmie do Nieba Was Oboje---------
Ciebie i Twą siostrzyczkę Hanię


:-(


Czytam po raz kolejny i znów ryczę.

Pozwoliłam sobie skopiować w odrębnym temacie, bo w gąszczu wypowiedzi - ten tekst ginie. A jest taki prawdziwy.
Dzięki za zezwolenie na ropowszechnianie.
 
     
weronika
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-27, 05:20   

nie idzie uchronić łez,gdy się to czyta,wyobraźnia moja zaraz działa :cry:
 
     
Maria Anna
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-27, 09:08   

Piekny wierszyk...

Zamiast tatusia, wstawic mamusię i jeszcze inne brzydkie rzeczy, które mamusia mogła wyprawiać jak była bardzo czesto pijana, i zamiast Piotrusia - Marię Annę...

Te forum jakoś sprawia , za za często cofam sie w przeszłośc. a to źle, Ona powinna zostać tam gdzie jest...
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-27, 10:18   

A ja postaram się ze wszystkich sił, żeby moje dzieci nie musiały w ten sposób się modlić.
Nie cofaj się w przeszłość, Mario Anno, tam się już nic nie da zmienić. Przeszłość jednak może pomóc tylko w zrozumieniu siebie samego.
Dlaczego jestem taka, jaka jestem?
Dlaczego tak często zapominam o sobie, o swoich potrzebach w imię "świętego" spokoju?
Dlaczego ciągle mi się wydaje, że jestem gorsza?
Dlczego wybrałam na męża osobę o niektórych negatywnych cechach moich rodziców?
.......
Pozdrawiam
Ostatnio zmieniony przez Ola2 2007-04-27, 18:30, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-27, 18:11   

Można wstawić nie tylko Annę-Marię. I Elę też.
Tak sobie myślę, że Piotruś i Hania już są spokojni i szczęśliwi. A kiedy ja będę? Już bym chciała. A tu żyć nakazują. i jeszcze cieszyć się z tego :evil:

Masz razję Olciu, nasze dzieci niech tej modlitwy nigdy nie poznają.
My - ja - cofam się do przeszłości, bo ona rzuca cień na moją teraźniejszość. I ta przeszłość najnowsza i ta dawna.
Czy można się od niej uwolnić?
Jak? Reset zrobić?
Kto wie, gdzie jest odpowiedni klawisz?
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-27, 18:47   

Można też wstawić Olcię. Od przeszłości nie można się uwolnić, ale można ją wykorzystać dla teraźniejszości i dla przyszłości.

Mała Ola wtulona w kącik i powtarzająca do siebie: muszę być grzeczna i posłuszna, wszystko robić, żeby tatuś się nie złościł na mamusię, żeby nie pił, nie awanturował się. A może to przez nią się tak się dzieje? Poczucie winy... Jak Olusia mocno zaciśnie oczy i nie będzie się upierała przy swoim, wszystko się samo rozwiąże, tata się uspokoi i będzie spokój w domu....

Duża Ola podaje obiad mężowi. Mąż milczy, obrażony, bo dwa dni temu wyraziła swoje zdanie, że branie tak dużego kredytu po to, żeby kupić luksusowy samochód, kiedy w domu jest tyle innych potrzeb, jest szaleństwem przy ich zarobkach. Mąż nie je obiadu, zaczyna awanturę, bo on się tak stara, a ona.... A u niej poczucie winy ... Jak Olusia mocno zaciśnie oczy i nie będzie upierała się przy swoim, mąż się uspokoi i będzie spokój w domu....

Kilka lat później ta sama Ola, ale już po rozwodzie, potrafi jasno wyrazić swoje zdanie i bronić go bez poczucia winy. W oczach dzieci widzi szacunek. W oczach teściów widzi szacunek. Nawet ... (pi, pi) mąż okazuje jej szacunek.
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-27, 19:27   

I wracamy wciąż do tego samego: ile naszej winy jest w tym, co się stało.
Ale, gdyby tak rozwijać temat, poczucie winy występuje niezależnie od tego, jak postąpimy:


Jan ma chorą matkę. Matka marzy, by wyjechać nad morze, bo tam NA PEWNO poczuje się lepiej.
Jan wie, że mama takiej podróży może nie przetrzymać, na dodatek zmiana klimatu, pogorszy się na pewno.
No i mamusia nie jedzie.
Za kilka tygodni umiera.
Jam ma wyrzuty sumienia: czy, gdyby zgodził się na ten wyjad - mama by wyzdrowiała? Może ona miała rację?
I tkwi w tym poczuciu winy przez długie lata.

Staś - mamusia w tym samym wieku i też chce nad morze, bo tam wyzdrowieje. I Staś się zgadza - mamusia jedzie, a w sanatorium umiera.
I Staś ma poczucie winy: zgodził się, a nie powinien. Długa podróż, zmiana klimatu. To ją dobiło.
Może, gdyby nie nie ten wyjazd, mama żyłaby do dziś?

Obaj zastanawiają się - czy oni zawinili?
Jeden bo się zgodził, drugi - bo się nie zgodził.
Obaj mają poczucie winy.
A jak jest rzeczywiście?
Tak naprawdę, to obie kobiety zmarły, bo były słabe, chore, bo wiekowe. I widocznie przyszła ich pora.

Czy sami sobie nie zadajemy cierpienia, biorąc wszystkie winy na siebie?

Ola. Gratuluję. Właśnie tego, że miałaś dość siły, by więcej się nie obwiniać. By iść z podniesionym czołem.
Jesteś mądrą i wspaniałą kobietą.
I wcale nie kadzę.
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-27, 22:14   

Napisałaś: "I wracamy wciąż do tego samego: ile naszej winy jest w tym, co się stało."
Po czym wspaniale sama sobie odpowiedziałaś. Nigdy nie działałam tak, żeby świadomie kogoś skrzywdzić. Jeżeli zrobiłam coś, co wywołuje we mnie poczucie winy, staram się to "coś" naprawić. Jeżeli nie mogę zadośuczynić skrzywdzonej osobie, robię to w stosunku do obcych osób, tak jakby byli skrzywdzonymi przeze mnie.

Inną sprawą jest niesłuszne obwinianie mnie. No ni jak nie czuję się winna, że poprosiłam męża o wyprowadzenie się z domu, jak mi zakomunikował, że ma romans. A on właśnie całkiem niedawno rzucił mi w twarz: "bo mnie wyrzuciłaś z domu". Facet nie odróżnia krzywdy od ponoszenia konsekwencji własnych decyzji, działań. To dlaczego mam mieć w tym wypadku poczucie winy? Zdradził, bo mu znudziło się spokojne życie u boku nieupierdliwej żony. No to mam mieć poczucie winy, iż nieupierdliwą byłam?
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-28, 08:38   

Witajcie!!!!Na początek troche przekornie-to "dołujący" tekst ta Modlitwa.
A teraz coś może pozytywnego?????Ponizszy tekst jest czytany na mityngach AA(a uczestnicy naprawdę świętoszkami nie byli-często jeszcze nie są i długo nie bedą).Widziałem go w szpitalach na tablicach ogłoszeń.Ten jest pozytywny......polecam do bardzo uważnej lektury ,wydrukowania i powieszenia sobie w widocznym miejscu.


Depresja -- Schizofrenia --Alkoholizm--W kryzysie


Dezyderata
Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu, pamiętaj jaki spokój może być w ciszy.

Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi.

Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchając też tego, co mówią inni: nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swą opowieść.

Jeżeli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie.

Ciesz się zarówno swymi osiągnięciami jak i planami. Wykonuj z sercem swą pracę, jakkolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu.

Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach - świat bowiem pełen jest oszustwa. Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie jest pełne heroizmu.

Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć; nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa.

Przyjmuj pogodnie to, co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości. Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.

Obok zdrowej dyscypliny bądź łagodny dla siebie. Jesteś dzieckiem wszechświata: nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj i czy to jest dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien.

Tak więc bądź w pokoju z Bogiem, cokolwiek myślisz o Jego istnieniu i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia; w zgiełku ulicznym, zamęcie życia, zachowaj pokój ze swą duszą.

Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny...

Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy.




--------------------------------------------------------------------------------


Dezyderata, utwór zawierący wskazówki "jak żyć", tekst o szczęściu, ludzkiej dobroci i pięknie świata. Nazwana przez Jana Pawła II "niezwykłym przesłaniem zrodzonym z ducha ekumenizmu i tolerancji".
Dezyderataznaleziona rzekomo w kościele z Baltimore w XVII wieku (datowana na 1692 rok), tak naprawdę jest wierszem podrzędnego poety amerykańskiego Maksa Ehrmannaz 1927 roku.
Prostota i optymizm tekstu przyczyniły się do jego olbrzymiej popularyzacji. Zrobił on karierę w ruchu hippisowskim, na zajęciach terapeutycznych anonimowych alkoholików, w poradniach psychologicznych.

Niektórzy uważają, iż Dezyderata mogła być inspiracją dla Herbertowskiego Pana Cogito - wiersza bez porównania lepszego literacko, lecz podobnego w duchu i wymowie.

W Polsce Dezyderata została rozpowszechniona przez Piwnicę pod Baranami (Muzyka: Piotr Walewski).



Dezyderata(od łac. desideratum 'pragnienie')
Dezyderatwyraźnie określone życzenie, postulat; wymaganie; żądanie.
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-28, 09:11   

Ola2 napisał/a:
Napisałaś: "I wracamy wciąż do tego samego: ile naszej winy jest w tym, co się stało."
Po czym wspaniale sama sobie odpowiedziałaś. Nigdy nie działałam tak, żeby świadomie kogoś skrzywdzić. Jeżeli zrobiłam coś, co wywołuje we mnie poczucie winy, staram się to "coś" naprawić. Jeżeli nie mogę zadośuczynić skrzywdzonej osobie, robię to w stosunku do obcych osób, tak jakby byli skrzywdzonymi przeze mnie.

Inną sprawą jest niesłuszne obwinianie mnie. No ni jak nie czuję się winna, że poprosiłam męża o wyprowadzenie się z domu, jak mi zakomunikował, że ma romans. A on właśnie całkiem niedawno rzucił mi w twarz: "bo mnie wyrzuciłaś z domu". Facet nie odróżnia krzywdy od ponoszenia konsekwencji własnych decyzji, działań. To dlaczego mam mieć w tym wypadku poczucie winy? Zdradził, bo mu znudziło się spokojne życie u boku nieupierdliwej żony. No to mam mieć poczucie winy, iż nieupierdliwą byłam?

Olu, a tu "bo mnie wyrzuciłaś z domu" było jego odpowiedzią na jakie Twoje zdanie?
Odpowiedz, jeśli oczywiście pamiętasz.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-28, 09:13   

Bardzo ciekawi mnie sposób odbioru i ewentualnego stosowania w życiu codziennym.Może ktoś bedzie uważał aby to było mottem do odrębnego tematu????

Uwaga!!! Może to byc odebrane jako ocenianie albo psychoanaliza....i moge się narazic znowu na reprymendy...ale jak juz to uważam że tylko Ola2 ma do tego prawo.
Ola2!! Czy ta Ola obecna to ta sama Olusia? Czy ta Olusia miała rodzinę dysfunkcyjną?

"Poczucie winy... Jak Olusia mocno zaciśnie oczy i nie będzie się upierała przy swoim, wszystko się samo rozwiąże, tata się uspokoi i będzie spokój w domu...."

Zapewne tak.......
Ola2 jako dorosła poniosłaś klęskę?Zostałaś bardzo zraniona przez najbliższą Ci osobę?
Czy podświadomie wybrała Olusia za mężusia faceta bardzo podobnego do tatusia?

". Mąż nie je obiadu, zaczyna awanturę, bo on się tak stara, a ona.... A u niej poczucie winy ... Jak Olusia mocno zaciśnie oczy i nie będzie upierała się przy swoim, mąż się uspokoi i będzie spokój w domu...."

No........i był spokój....zapewne do czasu,bo już dorosłej Oli puszczały nerwy,buntowała się.......Bo nie potrafiła postawic granic.A "pan mąż" się przyzwyczajał........
Aż w końcu Ola2 postawiła granice,zbuntowała się...........i maż zdziwiony zabrał zabawki i sobie poszedł.
Ale Ola2 już wie że może stawiać granice,że może dbać o swoje terytorium,że nie musi pozwalać aby ją krzywdzono........
A dziś,czy tamta mała Olusia,a ta duża Ola2 jest szczęśliwa????Można postawic tezę że tak.......mimo tego że poniosła klęskę.Została zraniona,bardzo boleśnie zraniona,ale "przyjeła" tę ranę do siebie,leczy tę ranę,oswoiła się z nią,pielęgnuje i leczy,jest w rehabilitacji.Zapewne pielęgnuje w sobie tę małą Olusię,te dziecko skrzywdzone.....ale juz wie że to juz było,że to już nie wróci.....wie że na to co było juz nie ma wpływu,nie żyje tym,nie drapie tego,nie katuje się przeszłością.Wie że ma wpływ na dzień dzisiejszy,na to co robi dziś.Ma szacunek do siebie samej.Zmieniła się!!!
A dlaczego?????? Bo zapewne dojrzała do tego aby nie żyć przeszłością,nie zapominać o przeszłości ale nie żyć nia!!!!!
Dokonała ogromnej pracy nad sobą.Dojrzała emocjonalnie.Juz wie że "życie to trud,a trud to życie"
"

"Kilka lat później ta sama Ola, ale już po rozwodzie, potrafi jasno wyrazić swoje zdanie i bronić go bez poczucia winy. W oczach dzieci widzi szacunek. W oczach teściów widzi szacunek. Nawet ... (pi, pi) mąż okazuje jej szacunek."

Oli2 poprostu "chciało się chcieć".
Ola2? Czy zostawiłaś reżyserowanie swojego życia Bogu(jakolwiek Go dziś rozumiesz)a sama wziełaś się za scenariusz swojego życia?Czy wkładasz w "scenografię" siły tak jak tylko potrafisz?Czy ciągle pracujesz nad tym?Czyoddałaś Bogu rezultaty Twojej pracy?.
Czy mozliwe jest,że Twój scenariusz jest podobny do tego "12 Krokach" które kiedyś na tym forum zacytowałem??

Ola2....masz prawo "skoczyć mi na lecy" jak poczujesz się urażona.
To może ja od razu wyraże żal?
Pogody Ducha..........sądzę że Ola2 juz wie co to jest POGODA DUCHA!!!!!!!!!

[ Dodano: 2007-04-28, 09:29 ]
Witajcie.Czytam Wasze posty i coś mi podpowiada aby Wam(i sobie też) sparafrazować 12 Kroków AA.Może coś z tego uda się zastosować w Waszych problemach(uzaleznieniach)
1.Przyznalismy że jesteśmy besilni wobec zdrady,że przestalismy kierować własnym zyciem
(przyznanie sie do bezsilności jest 1 krokiem do odbicia się od dna....uwolnienia się od obsesji zdradzonego człowieka.Jednocześnie jest pokorą i punktem odbicia do dalszego życia.
2.Uwierzylismy,że Bóg jest większy od nas samych i może przywrócić nam równowagę psychiczną i fizyczną
(dramat porzucenia,dramat zdrady.Obwinianie się za to co się stało,obwinianie porzucającego.Rozczarowanie.Przekorne myśli-może by mu dopiec???
Zaufanie Bogu i nie wpadanie w poczucie winy,w nieustajacy żal może nam pomóc.
3.Postanowilismy ,powierzyć naszą wole i nasz życie opiece Boga.
("utarcie" nosa pysze,i wytrwała praca nad sobą,nad swoimi 'chorymi" myślami jest konieczna aby podporządkować się woli Bożej.
4.Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny
(obrachunek ten powinien wykazać nasze słabe i mocne strony,nasze wady charakteru ale i zalety.Powinien pokazać niebezpieczeństwo płynące ze skłonności do samousprawiedliwień!!Dobrze zrobiony obrachunek powinien "oswoić" złość,litowanie się nad soba,zatroskanie o przyszłość.Umiejscowić nasze"ego" aby nie fruwało w pysze i i nie pchało nas w skrajności)
5.Wyznaliśmy Bogu,sobie i drugiemy człowiekowi istote naszych błędów
(spowiedż jest elementem oczyszczenia,wymaga od nas wybaczenia innym za doznane krzywdy .Ta spowiedż może mieć dwojakie znaczenie-konfesjonał dla uzyskania odpuszczenia win i wyznanie swoich grzechów i wyznanie przywar,wad charakteru drugiej osobie-drugiemu człowiekowi.
Sobie,poprzez spisanie na papierze tego co uważamy za błędy w naszym życiu!!Ale uwaga!!! abyśmy nie popadli w niebezpieczną racjonalizację swojego postępowania-tu jest potrzebny ktoś kto nie da się "zmanipulować"-drugi człowiek któremu mozemy zaufać że nie wykorzysta tego co wyznamy przeciw nam.Zranieni,mamy tendencję od manipulowania własnymi uczuciami).
6.Stalismy się całkowicie gotowi aby Bóg uwolinił nas od wszystkich wad charakteru:
(czy mamy gotowośćdo podjęcia wysiłku ku rozpoczęciu nowego życia?do ponawiania prób jego naprawiania?do konieczności podejmowania działania?do rezygnacji z własnych -czasami egoistycznych- celów.Bunt jest złym doradcą-dlaczego mnie się to przytrafiło?-.Po uświadomieniu sobie tego mamy siłę do rezygnacji z nszych ograniczonych dążeń i zdajemy sie na łaskę Boga)
7.Zwrócilismy się do Niego w pokorze ,aby usunął nasz braki-
(czym jest pokora w naszym życiu?,zgoda na to co nas spotkało!!Te klęski i ból które nas dotykają osłabiają nas-ale siła w upadku,w słabości.Ból jest nieodłączny w zdrowieniu,ale jest niezbędny aby przemienić strach i lek w początek nowego życia.)
8.Zrobiliśmy ,listę osób,które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynic im wszystkim:
(zadośćuczynić-nawet nie koniecznie od razu naprawiać stosunki z innymi,ale mieć świadomość i gotowość do naprawy w chwili stosownej.Ta gotowość
to unikanie skrajnych sądów,unikanie "zapominania" o swoich przewinieniach,to podjęcie próby obiektywnej oceny sytuacji,wyjście do innych ludzi i szukanie wsparcia u tych których Bóg stawia na naszej drodze np.psychologów,terapeutów czy grup wsparcia).
9.Zadośćuczyniliśmy osobiście tym wszystkim ,wobec których było to mozliwe,z wyjatkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych:
(zadośćuczynienie to także modlitwa w intencji tych którym w danej chwili nie możemy zadośćuczynić,to roztropność i rozwaga w podjęciu konkretnych działań.Początkiem zadośćuczynienia jest już sama gotowość do poniesienia konsekwencji,gotowość do podjęcia odpowiedzialności za dobro innych(np: dzieci))
10.Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny,z miejsca przyznając się do popełnionych błędów:
(-nie zawsze jesteśmy w stanie utrzymac na wodzy nerwy i równowagę emocjonalną.Ten obrachunek robiony regularnie np.co wieczór-co mi się udało,co mi nie wyszło?-prowadzi do bieżącej analizy naszego postępowania.Obrachunek pomaga uchwycić nasze błędy,korygować je na bieżąco,pozwala uzmysłowić sobie nasze mocne i słabe strony )
11.Dążylismy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem,prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia:(ten krok pozwala na kontakt z Bogiem z Jego Miłosierdziem.Medytacja pozwala na głębsze spotkanie z Bogiem,jest indywidualnym przeżyciem tej więzi.Pozwala na uzyskanie równowagi uczuciowej,na poznanie i zgodę na to co nam Bóg zsyła a czego na dziś nie rozumiemy albo brak na to naszej zgody na dziś.)
12.Przebudzeni duchowo w reazultacie tych kroków,staraliśmy się nieść posłanie innym zdradzonym i skrzywdzonym i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach:
(życie wg Dekalogu to radość choć czasami trudno Go stosować-stosowanie tych zasad zawartych w krokach powoduje uzyskanie równowagi duchowej,rozwój duchowy,gotowość do dzielenia się siłą i nadzieją,dawania aby zrobić miejsce dla dobra które możemy otrzymać.Poznanie i wdrażanie tych zasad pozwala odejść od "dwukroku",pozwala uzyskać poczucie bezpieczeństwa materialnego-niezaleznie od naszej sytuacji finansowej.Mamy szansę na uzyskanie zrozumienia dla właściwych postaw życiowych a przez to do lepszego zycia.
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-28, 12:56   

Elżbieto, to był dłuższy wywód mojego męża na temat tego jak okropnie mocno chciałby płacić alimenty, ale nie może, bo musi wynajmować mieszkanie (przypomnienie: wynajął mieszkanie większe od naszego, zamieszkał z kochanką i jej córką 17-letnią), a nie będzie mieszkał pod mostem. Powiedziałm mu wtedy, że przecież takiego wyboru dokonał - spotkał kobietę życia i z nią chciał budować swą przyszłość. No to jak to miał robić? Mieszkając ze mną, a spotykając się z kochanką? I nagle on wtedy powiedział, że zamieszkał z nią, bo go wyrzuciłam z domu. A kolejność była taka: poprosiłam, żeby na trochę zamieszkał u rodziców, on wynajął pół domu w innym mieście (u rodziców spędził tylko 1 noc), 2 dni później wprowadziła się do niego ona i jej córka (pojechał po nią do jej domu!).
Elzbieto, tu naprawdę już nie ma najmniejszego sensu cokolwiek anlizować. Wyraźnie widzę, że facet powłączał sobie mechanizmy obronne (krzywienie faktów, aby siebie wybielić), żeby nie zwariować, bo gdzieś tam w tej łepetynie jednak mu się kołacze: niesłusznie skrzywdziłem żonę i dzieci. Ja nie krzywię faktów, ja je zapisywałam dzień po dniu w moim kalendarzu, bo zorientowałam się, że facet te fakty przeinacza lub gubi. Nie chce mi się już tego analizować i taplać się w tym.

Nałogu, każda uwaga ludzi na forum na mój temat jest bardzo dla mnie cenna. Uczę się tu na forum m.in. trafnie wyrażać to, co odczuwam, myślę. No przecież pisałam, że się szlifuję. Bardzo chętnie odpowiem na pytania, może też komuś się przyda.

"Czy ta Ola obecna to ta sama Olusia?"
I tak, i nie. Główny szkielet charakterologiczny z dawnej Olusi pozostał. Jednak wiedząc, że człowiek nie jest w stanie zmienić swojego charakteru, osobowości (tak twierdzi większość psychologów), skupiam się na tym, co mogę zmienić - zachowanie. Na takie zachowanie, które zniwelowałoby te moje wady, które mogą być upierdliwe dla otoczenia. Oczywiście mam świadomość nie tylko swoich wad, ale i zalet.

"Czy ta Olusia miała rodzinę dysfunkcyjną?"

Częściowo tak. Wspaniała kochająca matka, ojciec alkoholik. Między nimi była duża różnica wieku. Dzięki mojej mamie jestem taką, jaką jestem. Przekazała mi coś bardzo cennego - umiejętność radzenia sobie z trudami życia. Dzięki niej ja i moje rodzeństwo wyrośliśmy na ludzi wyczulonych na krzywdę innych i starających się żyć tak, aby inni przez nas nie płakali.

"Ola2 jako dorosła poniosłaś klęskę?Zostałaś bardzo zraniona przez najbliższą Ci osobę?"

Z jednej strony tak, bo straciła "pełną" rodzinę, a taką chce mieć każda kobieta. Z drugiej strony - nie, bo okazało się, że potrafiła się podnieść, stawić czoło tej klęsce i przekuć ją w coś konstruktywnego. Uniknęła rozgoryczenia, zazdrości, zgorzknienia. Ma jeszcze od czasu do czasu doły, ale one mjają, bo wie, że wszystko przemija i klęski, i szczęście.

"Czy podświadomie wybrała Olusia za mężusia faceta bardzo podobnego do tatusia?"

Prawdopodobnie tak. Po to żeby "zaleczyć", "naprawić" urazy z dzieciństwa. Bardzo podobny to nie. Raczej posiadający część cech negatywnych ojca, które raniły ją najbardziej. Ale takie wybory odbywają się na poziomie podświadomości. Mąż miał masę pozytywnych cech, których nie miał ojciec. No i nie był alkoholikiem.

"No........i był spokój....zapewne do czasu,bo już dorosłej Oli puszczały nerwy,buntowała się.......Bo nie potrafiła postawic granic.A "pan mąż" się przyzwyczajał........
Aż w końcu Ola2 postawiła granice,zbuntowała się...........i maż zdziwiony zabrał zabawki i sobie poszedł."

Myslę, że jest wiele kobiet takich jak ja. Mogę znosić niedostatki, trudy dnia codziennego, ale tylko wtedy, gdy mam zaufanie i pewność, co do uczuć faceta. Daje on mi wsparcie, a ja jemu. Możemy liczyć na siebie. Zostałam pozbawiona elementarnej rzeczy niezbędnej do bycia razem z facetem. Postawiłam granice, bo nie postawienie ich doprowadziłoby mnie do sfiksowania, autodestrukcji.

To co napisałeś poniżej jest jak najbardziej prawdziwe.

"a ta duża Ola2 jest szczęśliwa????Można postawic tezę że tak.......mimo tego że poniosła klęskę.Została zraniona,bardzo boleśnie zraniona,ale "przyjeła" tę ranę do siebie,leczy tę ranę,oswoiła się z nią,pielęgnuje i leczy,jest w rehabilitacji.Zapewne pielęgnuje w sobie tę małą Olusię,te dziecko skrzywdzone.....ale juz wie że to juz było,że to już nie wróci.....wie że na to co było juz nie ma wpływu,nie żyje tym,nie drapie tego,nie katuje się przeszłością.Wie że ma wpływ na dzień dzisiejszy,na to co robi dziś.Ma szacunek do siebie samej.Zmieniła się!!!
A dlaczego?????? Bo zapewne dojrzała do tego aby nie żyć przeszłością,nie zapominać o przeszłości ale nie żyć nia!!!!!
Dokonała ogromnej pracy nad sobą.Dojrzała emocjonalnie."

Dołozyłabym tylko jeszcze to, że ja tę małą Olusię tulę mocno, pocieszam, otaczam troską, bo ona jest tak samo ważna jak ta obecna Ola. Bo to Olusia daje Oli wiele odpowiedzi na pytanie: dlaczego?

"Juz wie że "życie to trud,a trud to życie"

Tego się nie dowiedziałam teraz, o tym zawsze wiedziałam i pamiętałam dzięki mamie.

"Czy zostawiłaś reżyserowanie swojego życia Bogu(jakolwiek Go dziś rozumiesz)a sama wziełaś się za scenariusz swojego życia?"

Chyba tak, bo obecnie działam w taki sposób. Jest problem, próbuję go rozwiązać, rozwiążę - jest dobrze. Gdy problem nie daje się rozwiązać i pietrzą się kłopoty, mówię: "Panie Boże, dałeś mi rozum i serce, staram się z niego korzystać, ale akurat w tej sprawie nie daję sobie rady. Może jakaś malutka podpowiedź?" Najczęściej wydaje mi się, że On w takich chwilach do mnie mówi: "Dobra, Olcia, no to sobie odpocznij trochę, a ja podziałam. Jak coś wykombinuję, to dam znać."
No i jakoś tak się zawsze dzieje, że nawet te moje nieszczęścia obracają się w szczęścia. Właśnie dzięki Jego opiece. Zadziwiam trochę ludzi, bo często mówię, że: szczęściarą jestem.

Pewnie, że mam prawo "skoczyć ci na lecy, jak poczuję się urażona."

Nie poczułam się :mrgreen:

Ło Matko, zbisurmaniłam tyle czasu na pogaduchy - i znowu poczucie winy, bo miałam posprzątać i z dziećmi fruu na działkę. Spoko, Oluś, nadgonisz, dasz radę. Zawsze sobie dajesz radę, bo masz Pogodę Ducha. :mrgreen:

Dzięki Elżbieto, Nałogu za rozmowę
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-28, 17:02   

Ola2 napisał/a:
Elżbieto, to był dłuższy wywód mojego męża na temat tego jak okropnie mocno chciałby płacić alimenty, ale nie może, bo musi wynajmować mieszkanie (przypomnienie: wynajął mieszkanie większe od naszego, zamieszkał z kochanką i jej córką 17-letnią), a nie będzie mieszkał pod mostem. Powiedziałm mu wtedy, że przecież takiego wyboru dokonał - spotkał kobietę życia i z nią chciał budować swą przyszłość. No to jak to miał robić? Mieszkając ze mną, a spotykając się z kochanką? I nagle on wtedy powiedział, że zamieszkał z nią, bo go wyrzuciłam z domu. A kolejność była taka: poprosiłam, żeby na trochę zamieszkał u rodziców, on wynajął pół domu w innym mieście (u rodziców spędził tylko 1 noc), 2 dni później wprowadziła się do niego ona i jej córka (pojechał po nią do jej domu!).
Elzbieto, tu naprawdę już nie ma najmniejszego sensu cokolwiek anlizować. Wyraźnie widzę, że facet powłączał sobie mechanizmy obronne (krzywienie faktów, aby siebie wybielić), żeby nie zwariować, bo gdzieś tam w tej łepetynie jednak mu się kołacze: niesłusznie skrzywdziłem żonę i dzieci. Ja nie krzywię faktów, ja je zapisywałam dzień po dniu w moim kalendarzu, bo zorientowałam się, że facet te fakty przeinacza lub gubi. Nie chce mi się już tego analizować i taplać się w tym.


Dzięki Elżbieto, Nałogu za rozmowę

No tak, zwłaszcza ja porozmawiałam... :mrgreen: Zadałam sprytne pytanie i w odpowiedzi otrzymałam wyczerpującą odpowiedź.

Myślę, że poznajesz męża, jego myślenie i poznajesz siebie.
Raczej robisz to równocześnie.
Pewne jego zachowania teraz są dla Ciebie przewidywalne i na tym (tak mi się zdaje) teraz bazujesz, po prostu żyjąc z Bogiem.
Dzięki za wyczerpującą, jak dla mnie, odpowiedź.
Radzisz sobie i z wit.m (miłość do krzywdziciela), do męża, który zranił (współpracując z łaską Boga) starasz się te emocje bolesne zamieniać w przetrwanie TU i TERAZ, a wiem, że również pracujesz nad przebaczeniem wraz z ojcem spowiednikiem. ;-)

Pozdrawiam.
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-28, 19:43   

Mimo że uzanałaś moją wypowiedź za wyczerpującą, wymaga ona jednak, dojaśnienia.

Nie, Elżbieto, nie poznaję męża i jego myślenie. Ja tylko przeanalizowałam sobie jego zachowanie, poczytałam kilka książeczek i zdiagnozowałam. On dla mnie nadal pozostaje zagadką, potrafi mnie zaskoczyć. Mogłabym sobie tylko "gdybać", a gdybać już nie chcę. Staram się już go nie analizować. Nie nazwałabym jednak to miłością do krzywdziciela.

Teraz skupiona jestem tylko i wyłącznie na sobie, żyjąc z Bogiem. Za dużo lat żyłam, odcinając się od swoich uczuć i pragnień, myśląc tylko i wyłącznie o innych. Muszę swój stary mózg przeprogamować.
Bardzo trafnie ujęłaś moje obecne działania i myślenie, pisząc: "starasz się te emocje bolesne zamieniać w przetrwanie TU i TERAZ, a wiem, że również pracujesz nad przebaczeniem".
Pozdrawiam
 
     
MichalG
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-29, 20:24   

A ja tak tylko nawiązując do początkowej Modlitwy. Powiedzcie mi, jak to jest, że niewinne dzieci muszą cierpieć za zło rodziców. Dlaczego my dorośli im to robimy?
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,24 sekundy. Zapytań do SQL: 8