Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: administrator
2007-04-13, 09:17
I znowu upadam
Autor Wiadomość
Anakonda
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-24, 17:27   

a jednak słowa przysięgi mówią:... i że cię nie opuszczę aż do śmierci"
Jeśli nie chodzi również o fizyczne opuszczenie to w takim razie o co miałoby chodzić?
Wiem że można być pod jednym dachem a bardzo daleko od siebie ale jeśli się odejdzie spod tego jednego dachu to bliskości juz na pewno żadnej nie może być...
 
     
bajka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-04, 18:32   

Anakondo, o co miałoby chodzić ?

A w sytuacji, gdy zonie groziłaby utrata zdrowia, nie mówiąc o życiu, gdyby przbeywanie z mężem groziło jej kalectwem, bo mąż porywczy i z nozem lata "po kielichu" - to co ? ma siedzieć przy nim ?
Wybacz, ale to właśnie jest niemądre pojmowanie słów przysięgi. Bo oprócz niej jest jeszcze "Miłuj bliźniego swego jak SIEBIE SAMEGO". Więc masz dbać o siebie, swoje zdrowie i życie.
I jesli maż jest psychopatą, który grozi życiu żony i dzieci, to trzeba uciekać. I nei złamiesz wtedy przysięgi...
 
     
Anakonda
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-05, 17:01   

No wiesz Bajko ja nie doświadczyłam aż tak ekstremalnych sytuacji , dlatego pojmuję przysięgę tak jak pojmuję :-)
Nie wiem co bym zrobila gdyby było tak jak piszesz, ale z doswiadczenia wiem , ze ,, gdybanie " nie jest dobrym sposobem na życie i unikam tego.
Jestem z człowiekiem , z którym często bardzo trudno jest być , nawet trudniej niz trudno ale dzięki Bogu do rękoczynów nie dochodzi ;-)

Widzę dziś świat trochę bardziej rózowo, choć nie mam do tego podstaw...Cóż, czasem tak mam. Pozdrawiam i trzymaj się cieplutko . Zycie mimo wszystko jest PIęKNE.
 
     
aggii
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-17, 13:54   

Anakodno - czy nie zauważyłaś, ze krzywdzisz swoje dzieci będąc z tym czowiekeim. Czy nie zdajesz sobie sprawy, jak dzieci przeżywają alkoholizm? Że one będą,a może i już są DDA!!!! Nie chcę Cię oceniać, nie moga w tym rola, ale z mojego punktu widzenia powinnaś go zostawić.
Moja kuzynka przez ponad 20 lat męczyła się z męże podobnym do Twojego. Raz ją kochał, całował, nosił na rękach, klęczał z bukietami kwiatów, zabierał na wakacje, przepiękne wieczory itp. A za drugim razem ja wyzywał, poniewierał, szmacił, mówił okrutne rzeczy, zdradzał, pił itp. Nigdy nie upijał się do nieprztymności, bo musiał zawsze mieć możliwosć ją sponiewierać. W tym ich związku była także Monika - ich córka, która dziś ma 21 lat. Mja kuzynka cierpiała z tym swoim mężem, ale nie zostawiła go tylko dlatego, że myślała, że lepsze to, niz wychowywać Monikę w rozbitej Rodzinie.
I wiesz co się stało!!!!!

Niedawne Monika powiedziała swojej matce, że ta zniszczyła jej życie. Ze nienawidzi ojca i błaga ją o rozwód, bo inaczej sama odejdzie z domu. Kuzynka rozeszła się z mężem. Ale jej córka ma tak straszne kłopoty emocjonalne, ze leczy sie u sztabu psychiatrów i psychologów, a wątpię w to, czy kiedyś założy zdrową i szczęsliwą Rodzinę.

Wiem, że to jest trudne. Ja mam 3 letnią córeczkę i dlatego właśnie zostawiłam męża na samym początku, po jednorazowym incydencie, zanim nie było za późno. Gdyby został kilka dni dłużej, zostałby zapewne do dziś. A sytuacja zmieniłaby sie, owszem, ale na kilka tygodni, może miesięcy. Potem na nowo wszystko zaczęło by się psuć.

Jestem katoliczką, pomagałam meżowi od początku trwania małżeństwa, ale więcej nie mogę. Muszę pomyśleć o sobie i swojej córce. Mam 28 lat i nieudane małżeństwo. Nie mieszkamy ze sobą od tygodnia, a ja czuję się jak nowo narodzona. Jeszcze sobie życie ułożę. Szkoda mi męża, bo stoczył się na dno, ale ja mu już nie pomogę. Nie potrafię i nie chcę. Nie zgotuję swojej córce piekła po to tylko, żeby pomóc mężowi. On sobie moze pomóc tylko i wyłącznie sam.

Twój mąż jest alkoholikiem. Tak, jak mój. Ja z moim chodziłam często do AA, zeby posłuchać, zrozumieć.... I wiesz co - nauka jaka mi pozostała w głowie jest jedna - jeśli alkoholik sam nie zrozumie że jest problem, to nikt z jego otoczenia, nawet przy największych chęciach mu nie pomoże. Najgorszą metodą jest zmuszenie do czegoś. Możesz ewentualnie porozżucać ulotki o AA po mieszkaniu, ale jak on sam nie widzi problemu, to nic z tego ....

Jeśli nie widzi lub widzi niewyraźnie swój problem, to musisz sie wyprowadzić, rozstać, zostawić go. I wtedy konsekwencja - nie ma powrotu. Ni ema powrotu dopóki sie nie wyleczy. A długa to droga - nawet kilkuletnia. Mój mąż pomino juz dwóch nawrotów ponownie stoi na początku tej drogi. I jesli chcesz swojemu pomóc, to musisz go opuścić. Powiedzą Ci na każdym spotkaniu AA - idź i posłuchaj, przekonaj się i utwierdź w tym co mówię.

Trzmaj się Całuję.
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-17, 19:12   

Aggii:)

Nie chce Cię urazic w tym poście Aggi.
Mi trochę więcej pozostało ze spotkań w pamięci. Prowadzi je Siostra Skonieczek , pozdrawiam serdecznie przy okazji Siostrę i życzę obfitych łask Bożych w tak trudnej pracy a jednak owocnej:) Dziękuję za pomoc:)

Ja rozumiem ,że jesteś zraniona Aggii i przepełniona bólem. Żeby kochać ,pomagać trzeba samemu mieć siły, trzeba samemu wiele rozumieć , a przede wszystkim chcieć. Ty na ten moment nie chcesz, nie jesteś może gotowa. Też miałam taki moment i trwał on do momentu kiedy sie pozbierałam, nabrałam sił. Ale nigdy nie namawiałam i nie przekonywałam nikogo ,tym bardziej jednego ze współmałżonków o decyzji rozstania, pozostawienia, odejścia. Aggii, podjęłaś decyzję taką jaką uznałaś za słuszną. I to jest Twoja decyzja. Ale nie uważam ,że możesz coś takiego sugerować innym, dlatego ,że rozeznanie problemu alkoholowego zajmuje wiele czasu, tak jak ustalenie odpowiedniej terapii. To, że problem jest alkoholowy nie oznacza,że jednakowy dla wszystkich.
Myślę sobie ,że Twoje intencje są dobre, ale takie sugestie pozostawmy fachowcom.

Pamiętam w modlitwie:)
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9