Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
ROZPACZ - NADZIEJA - PRZEZNACZENIE
Autor Wiadomość
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-12, 21:53   ROZPACZ - NADZIEJA - PRZEZNACZENIE

NADZIEJA - LEGENDA O ROZPACZY


Kiedy Dziecię Jezus leżało w żłóbku cisnęło się bardzo wielu, aby Je zobaczyć.

W gęstym tłumie z daleka byłą widoczna postać w ciemnym płaszczu, czy pelerynie.

Każdy kto ją zobaczył zakrywał oczy i cofał się kilka kroków, robiąc jej miejsce.

Nikt nie chciał jej dotknąć.

Wszyscy znali ją doskonale z najbardziej przykrych godzin swego życia, z chwil cierpienia i lęku nad miarę.

Tą postacią w ciemnym płaszczu była rozpacz.

Nikt nie przypuszczał, że rozpacz pojawi się już na początku tak pełnego nadziei życia.

Nikt też nie odważył się jej z wiadomych powodów, bo któż może się z nią mierzyć, przepędzić z jego miejsca.

Dlatego zbliżała się powoli i z majestatem do żłóbka.

Chciała się pochylić nad Dzieciątkiem, ale Maryja wzięła Je w ramiona i tym samym osłoniła przed rozpaczą.

Zawiedziona popatrzyła na Dziecko i Matkę, powiedziała cicho mściwym głosem:

Jeszcze się spotkamy.

Postała chwilę, odwróciła się i wyszła.

Gdy tylko rozpacz zniknęła, wtedy wszyscy, jak jeden, przystąpili do Maryi z Dzieciątkiem, zaczęli śpiewać i opowiadać, składali swoje dary.

Czynili to szczerym sercem.

Pragnęli również wymazać z pamięci wrażenie pozostawione przez rozpacz.

Czy może coś takiego się udać.

Trzydzieści lat później przemierzał Pan Jezus wzdłuż i wszerz Palestynę.

Pocieszał smutnych, uzdrawiał chorych, wskrzeszał nawet umarłych, głosił wyzwolenie więźniom, udręczonych uwalniał od poczucia winy.

Ludzie dzięki Niemu zaczynali inaczej myśleć i inaczej żyć.

Aż pewnego dnia przemawiając do tłumów zobaczył wśród zgromadzonych postać w ciemnym płaszczu, czy pelerynie.

Łokciami torowała sobie drogę do Niego.

Jej okrycie było porwane, w wielu miejscach podziurawione.

Ludzie ją też rozpoznali.

Ich reakcje były różne: jedni szykowali się do ucieczki, drudzy pragnęli ratować Jezusa, jeszcze inni - życiowi kibice - patrzyli z ciekawością, co z tego spotkania wyniknie.

Jezus nie ruszył się z miejsca, czekał aż rozpacz podejdzie od Niego.

Wreszcie stanęła przed Nim i krzyknęła, jak ktoś, kogo śmiertelnie dotknięto:

Dlaczego niszczysz moje panowanie?

Dlaczego wchodzisz na teren mojego królestwa?

Pan Jezus odpowiedział jej głosem spokojnym i zdecydowanym:

Nie jest ci dana żadna władza, żadne panowanie nad człowiekiem.

Człowiek nie należy do ciebie, on jest własnością Boga!

Tam jest jego królestwo!

Rozpacz uśmiechnęła się cynicznie, była zdecydowana na wszystko, bo gra toczyła się o jej istnienie.

Wykrztusiła:

Podziurawiłeś w wielu miejscach mój wspaniały, ciemny płaszcz.

Nie potrafisz go jednak zniszczyć, nie potrafisz go zedrzeć ze mnie!

A ja ci wszystko zabiorę!

Doświadczę Cię samotnością!

Kiedy rozpacz odeszła od Jezusa, powrócili do Niego ludzie.

Chcieli znów Go słuchać, dotykać frędzli Jego płaszcza, rozmawiać z nim o swoich kłopotach i radościach, odchodzić z Jego błogosławieństwem.

Jezus patrzył na nich i myślał, jak im pomóc w walce z rozpaczą.

Ona nie może ich nigdy zwyciężyć.

Nadeszła noc zdrady.

Z tłumu, który zbliżał się ku Niemu w gaju oliwnym, odłączyła się ciemna postać, podeszła do Niego, ucałowała policzek i powiedziała:

Mistrzu!

Jezus wiedział, że w tym pocałunku Judasza były zarazki rozpaczy.

Żaden człowiek nie mógł mu teraz pomóc, wszyscy Co opuścili.

Był sam.

Nie to nieprawda!

Była z Nim rozpacz.

Nie opuszczała Go ani na chwilę.

Jezus, zaczął głośno wołać:

Boże mój!

Boże mój?

Czemuś mnie opuścił?

To był krzyk rozpaczy, krzyk umierającego.

Rozpacz zwyciężyła.

W swym tryumfie podniosła się aż ku niebu, zaćmiła słońce.

Jej cień padł na królestwo zmarłych.

To była godzina jej absolutnego panowania.

Boże mój!

Boże mój.

Czemuś mnie opuścił? - to nie były ostatnie słowa konającego.

Na granicy rozpaczy wołał On za Bogiem słowami pełnego oddania, powierzenia siebie:

Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego!

I w tym momencie rozpacz przestała być panem absolutnym.

Błądzi dalej po ziemi i nawiedza wszystkich ludzi.

Może ich zawieść nawet na kraj rozpaczy, nie może ich jednak odłączyć od Boga, gdyż w Nim jest złożona ostateczna nadzieja człowieka.

Nadzieja ta jest silniejsza niż rozpacz.


========================================


NADZIEJA - NIEZWYCIĘŻONA


Pewnemu dziennikarzowi udało się zrobić wywiad z człowieczym losem, inaczej zwanym: przeznaczeniem.

Moje uderzenia są bardzo silne - mówiło przeznaczenie - prawa pięść budzi taką samą grozę, jak i lewa.

W każdej sytuacji potrafię zadać straszliwy cios.

Wszyscy to wiedzą i z tym się liczą.

Wszyscy też, wcześniej czy później, ulegają mi, poddają się.

Wierność, a nawet miłość w krótkim czasie "posyłam na deski".

Zwyciężyłem je już tyle razy!

W głosie przeznaczenia pojawiły się nuty dumy i pewności siebie.

A więc nie ma silnych? - pytał dziennikarz.

Z pewnym zakłopotaniem; oddającym aktualny stan rzeczy, przeznaczenie mówiło:

Tylko z jednym mam problem i trudność.

Kiedy z nim walczę i mam już go przed sobą na kolanach, kiedy wydaje się, że go ostatecznie zwyciężyłem i że mi się podda, wtedy ono wstaje i dalej walczy ze mną.

Nie mogę sobie z nim poradzić!!

Cóż to jest takiego?

Któż to jest ten niezwyciężony? - pytał dziennikarz.

To nadzieja!

Nie mogę jej pokonać! - odpowiedziało przeznaczenie.

---------------------------------------------------------------------------------

NADZIEJA - CNOTY W NIEBIE


Oto pewnego dnia wszystkie cnoty postanowiły opuścić ziemię i wrócić do nieba.

Nie mogły już dłużej przebywać wśród ludzi wciąż narzekających i oddających się występkom.

Gdy zapukały do bram niebios i wpuścił je tam św. Piotr Apostoł, zawołały:

Wszelka cnota jest na ziemi poniewierana i prześladowana przez grzechy i zbrodnie ludzkie.

Dlatego postanowiliśmy na zawsze opuścić ziemię.

Św. Piotr ze zrozumieniem podszedł do ich sytuacji i powiedział:

Dobrze zostańcie już w raju!

Ty nadziejo, wracaj jedna na ziemię, bez ciebie biedny i słaby człowiek popadłby w rozpacz.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 9