Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
W imię jedności?
Autor Wiadomość
administrator 
Administrator

Dołączył: 16 Mar 2006
Posty: 520
Wysłany: 2006-05-27, 13:32   W imię jedności?

Wyslane przez: Grzegorz

Mam pytanie: czy w imię ratowania jedności małżeństwa powninienem zgodzić się na wszystko co zaproponuje mi Żona? Mam na myśli np. tolerowanie osoby trzeciej w związku (np. w chcrakterze ojca nie mojego dziecka)- czy powinienem postawić twarde warunki typu albo ja albo on - wybieraj...- znacie moją sytuację. Właśnie czeka mnie poważna rozmowa z Żoną - cały czas jednak odwlekała tą rozmowę, w końcu jednak postanowiła poważnie pogadać. Czekałem bardzo długo na to - jednak kiedy mi oznajmiła że chce pogadać, wystraszyłem się... boję się, że to może być bardzo trudna i bolesna romozmowa, może nawet w pewnym sensie ostateczna. Przychodzą mi do głowy różne "warianty" jakie może mi zaproponować. Czy muszę się na wszystko zgodzić, czy każda jej propozycja, decyzja będzie zgodna z Jego Wolą? Jak się przygotować na ewentualny cios...? Tak sobie myśle czasami, że gdbyby miały to być dobre wieści to nie czekałaby tak długo...- ktoś mi kiedyś powiedział, że dobre nowiny rozchodzą się szybko. Tutaj jest inaczej - jestem trzymany w "szachu", niepewności i oczekiwaniu już kilka dobrych miesięcy. Co z tego wyniknie nie wiem - jak pokonć ten lęk, który rysuje przede mną "czarne" scenariusze... Jak zaakceptować jej decyzje nawet najgorszą i to np. w imię ratowania małżeństwa - przecież przez zgode na obecność trzeciej osoby w związku, zgodzę się na męczarnię przez całe życie, kim ja będę dla dziecka mojej żony - wujkiem? Boże jaka to farsa... co robić?

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: jeszcze_zona

Grzegorz.
Chyba czegoś nie rozumiem. Czy żona proponuje Ci wspólne zycie we troje? Jak Ty sobie wyobrażasz? Będzie mieszkała z Tobą i spotykała się z tamtym mężczyzną? Przecież to jest chore. Zamęczysz się taką sytuacją, wiedząc, że ona wychodzi na spotkania, na których na pewno oboje znajdą ciekawsze zajęcie niż czytanie Pisma Świętego.
Owszem, tamten ma prawo do kontaktów z dzieckiem, ale tylko jako jego ojciec, a nie jako przyjaciel Twojej żony. Musisz postawić żonie warunki, właśnie tak, jak napisałeś - ona ma wybrać. Jeśli zdecyduje sie zostać z Tobą, to ma ustalić jakieś rozsądne terminy i miejsca spotkań dziecka z ojcem, bez oszukiwania Ciebie i trzymać się tego, nawet jeśli nie bedzie jej to odpowiadało. Możesz wychowywać dziecko jak wlasne, musisz mieć prawo do decydowaniu o jego wychowaniu, być po prostu pełnoprawnym ojcem. Kiedyś może okazać się, że ojciec biologiczny wcale nie jest taki wspaniały, że wychowanie na odległość nie wiąże aż tak bardzo, jak codzienna Twoja obecność. Pytanie, czy potrafisz to dziecko pokochać? Tu już nikt Ci nie pomoże, sam sobie odpowiedz.
Jeszcze zostaje kwestia lojalności i uczuć Twojej żony. Czy ona potrafi i czy zechce być z Tobą, kochać Cię i szanować, że wychowujesz dziecko innego mężczyzny. czy ona będzie chciala być dla Ciebie prawdziwą żoną, nie tylko z nazwy.
Jeśli postanowi odejść, to nic nie poradzisz. Będziesz cierpiał, bardziej niż teraz, bo na razie wciaż żyłeś nadzieją. Przez te kilka miesięcy pewnie zastanawiałeś się, jak będzie wyglądało Twoje samotne życie, właściwie to jesteś już przygotowany na to, tylko wciaż nie możesz z tym się pogodzić.
Być może, jeśli żona zostanie, doceni Ciebie, zobaczy Twoją milość do niej i do dziecka. To może być dla Was właśnie ta naważniejsza próba, czy potraficie być razem. Nie sądzę, żeby żona miała dać Ci odczuc brak szacunku, raczej wdzięczność za to, co robisz. To może Was bardzo zjednoczyć, o ile oboje wybaczycie sobie nawzajem.
Warto ratować małżeństwo, jeżeli jest choćby iskierka nadziei, że jest co ratować. Zawsze jednak może okazać się, że takie życie jest zbyt trudne, że nie pokochasz tego dziecka a ciągłe wypominanie żonie jej błedu jeszcze pogarsza wszystko.
Nikt za Ciebie decyzji nie podejmie, bo tak naprawdę, to tylko żona postanowi, co będzie dalej, to ona ma ostatnie słowo. A Ty możesz tylko modlić się, by jej decyzja nie przekreśliła więzi jaka między Wami istniała.
Pozdrawiam serdecznie.

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Grzegorz

A co wtedy jesli nie bedzie chciała być ze mną ani z nim? Czy mam stać z boku i patrzeć jak sie sama męczy - jak zgrywa "bohaterkę"?... - poczucie winy może do tego ją doprowadzić... - jak mogę jej pomóc??? To prawda że się z tą sytuacją NIE POGODZIŁEM - ale czy ktokolwiek z Was pogodził się tak naprawde ze stratą ukochnanej osoby??? Szykowałem się na najgorsze wiele miesięcy ale czy można komuś odebrać nadzieje - i powiedzieć to juz koniec żyj dalej - tylko co to życie oznacza? Czy można przygotować się na ... to tak jakby choremu na raka powiedzić nie ma nadziei dla ciebie umieraj! NIE NIE NIE ja chce walczyć i bedę wlaczyć - nie zmuszę jej do bycia ze mną, to napewno juz wiem - ale bedę czekał, będę czekał, bedę czekał...i modlił się ...

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: jeszcze_zona

Grzegorz.
Takie rozwiązanie - bez Ciebie i bez niego, wcale nie jest złe, przynajmniej na początek. Ja tu widzę nadzieję na poprawę. Żona nie będzie udawała bohaterki, ona nią będzie. Być może poczucie wstydu za wyrządzone nie pozwoli Twojej żonie wrócić do domu, Ty musisz ją przekonać, że wybaczyłeś i nie będziesz wracal do tego co było. Samotnej matce jest bardzo ciężko, zarówno finansowo jak psychicznie poradzić sobie we wszystkim. Możesz być jej bardzo pomocny, w codziennych sprawach. Wiele razy będzie potrzebowała kogoś do pomocy. Trzeba pójśc do lekarza z dzieckiem, wykupić lekarstwa, zrobić zakupy bieżące, nawet naprawić kran w domu, czy zaopiekować się dzieckiem, gdy ona będzie chora albo pójdzie do lekarza. Tu jest zadanie dla Ciebie, pokazać, że może na Ciebie liczyć, że jesteś jej przyjacielem, że zawsze jesteś przy niej. Ojciec dziecka nie zawsze będzie mógł włączyć się w opiekę, często nawet będzie od tego uciekał, ma już dwoje dzieci. Być może nawet poszuka kolejnego obiektu uczuć, bo niestety, bywają i tacy.
Jeśli Twoja żona zostanie sama, czy to nie jest ręka Opatrzności? Codziennie, małymi kroczkami możesz pozyskać żonęm, jeśli przekona się, że zawsze może na Ciebie liczyć.
Powtarzam pytanie, czy jesteś gotów pokochać to dziecko jak własne? Bo zawsze widząc je, będziesz widział tamtego mężczyznę. czy masz tyle sily, żeby zdusić w sobie gorycz i poczucie żalu?
Pozdrawiam serdecznie. Pozostaje modlitwa o mądrą decycję.

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Grzegorz

Tak jestem gotowy - dziecko (córka - najprawdopodobniej Wiktoria)nie jest niczemu winne - mam podobny wypadek w rodzinie i wszyscy pokochaliśmy Patrycje. To rozwiązanie o którym piszesz nie jest wcale takie proste - chociażby z tego względu, że to ja będę musiał się wyprowadzić. Mieszkanie jest jej. Napewno pomogą jej rodzice i nawet już to robią. Jak zatem - błąkając się po świecie będę mógł być dla niej pomocą? Może znaleźć się kolejny pocieszyciel a ja ostatecznie zniknę... Mam wrażenie że przez ostatnie misiące przekonała się że można żyć beze mnie. Chociaż ja byłem niedaleko (u teściów) i jednak dosyć często mieliśmy okazję się spotykać. Najbardziej mnie boli, że może nie dać mi szansy, że nie będzie chciała spróbowała, powalczyć... Wydaje mi się, że tylko mnie zależy na tym małżeństwie. Pisze o moim stanie duchowo - psychicznym na dzień dzisiejszy. Jutro jest to spotkanie które wiele może zmienić... Panie przymnóż mi wiary.

--------------------------------------------------------------------------------

Wyslane przez: Pascal
Email:

Witaj
Kiedy mam powazna decyzje do podjecia lub trudna dyskusje zauwazylem i doswiadczylem, czy najlepszym radca jest zawsze Duch Swiety. Rozwazanie sytuacji w modlitwie pozwala usuwac lęki i obawy. Najwazniejsze jest to, abyś wytrwał w milosci nawet jezeli masz do czynienia z upokorzeniem. Nie boj sie upokorzen. Wrecz odwrotnie. One są nieprzyjemne kiedy sie buntujemy ale staja sie radoscia w momencie kiedy je rozwazamy obok Jezusa na Drodze Kryzowej Jego.
Poprzez kryzys malzenski uczymy sie zrezygnowac z tego co jest nam najdrozsze (zona, maz, dzieci...), abysmy sie uczyli ufności i milosci. W końcu zrozumiemy, ze zona, maz, dzieci są prawdziwymi darami Pana Boga, i ze On moze nam je "oddac" kiedy Mu sie podoba. Jest to dla nas wszystkich próba milosci naszej w stosunku do Niego.
Naprawde, nie bój sie takiej rozmowy z zoną. Dla niej jest to tez pewna droga. Modl sie za nia. Badz milosierny w stosunku do niej. Sprobuj jej przekazac swoja milosc do niej. Omijaj jakieskolwiek zarzuty. Badz cierpliwy w milosci. Z dzwiewczynami, nic sie nie da na siłę. Musi sama zrozumiec, ze błądzi i ze mam do kogo wrocic z godnoscią. Przyjmij postawę Dobrego Ojca Milosiernego czekajacego na Syna Marnotrawnego.
Czy jestes gotow na nią czekac przez całe zycie?
Pozdrawiam
Pascal W odpowiedzi na : W imię jedności? wyslane przez Grzegorz dnia 2005-06-26 13:41:51:

: Mam pytanie: czy w imię ratowania jedności małżeństwa powninienem zgodzić się na wszystko co zaproponuje mi Żona? Mam na myśli np. tolerowanie osoby trzeciej w związku (np. w chcrakterze ojca nie mojego dziecka)- czy powinienem postawić twarde warunki typu albo ja albo on - wybieraj...- znacie moją sytuację. Właśnie czeka mnie poważna rozmowa z Żoną - cały czas jednak odwlekała tą rozmowę, w końcu jednak postanowiła poważnie pogadać. Czekałem bardzo długo na to - jednak kiedy mi oznajmiła że chce pogadać, wystraszyłem się... boję się, że to może być bardzo trudna i bolesna romozmowa, może nawet w pewnym sensie ostateczna. Przychodzą mi do głowy różne "warianty" jakie może mi zaproponować. Czy muszę się na wszystko zgodzić, czy każda jej propozycja, decyzja będzie zgodna z Jego Wolą? Jak się przygotować na ewentualny cios...? Tak sobie myśle czasami, że gdbyby miały to być dobre wieści to nie czekałaby tak długo...- ktoś mi kiedyś powiedział, że dobre nowiny rozchodzą się szybko. Tutaj jest inaczej - jestem trzymany w "szachu", niepewności i oczekiwaniu już kilka dobrych miesięcy. Co z tego wyniknie nie wiem - jak pokonć ten lęk, który rysuje przede mną "czarne" scenariusze... Jak zaakceptować jej decyzje nawet najgorszą i to np. w imię ratowania małżeństwa - przecież przez zgode na obecność trzeciej osoby w związku, zgodzę się na męczarnię przez całe życie, kim ja będę dla dziecka mojej żony - wujkiem? Boże jaka to farsa... co robić?
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 9