Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
POKORNA I WYTRWAŁA MODLITWA
Autor Wiadomość
kasia
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-08, 15:43   POKORNA I WYTRWAŁA MODLITWA

"40.1 W Ewangelii z dzisiejszej Mszy świętej1 św. Marek mówi nam, że Jezus przybył wraz ze swymi uczniami w okolice Tyru i Sydonu. Tam podeszła do Niego kobieta pogańska, z pochodzenia Syrofenicjanka, przynależąca do dawnych mieszkańców Palestyny. Rzuciła się do Jego stóp i prosiła o uzdrowienie swojej córki, która była opętana przez diabła. Jezus nie powiedział nic, a uczniowie znużeni uporem tej kobiety prosili ją, by sobie poszła2. Pan próbuje wyjaśnić tej kobiecie, że Mesjasz winien dać się poznać najpierw Żydom - dzieciom. I powiedział jej w sposób trudny do zrozumienia, jeżeli się nie widzi Jego gestów: Pozwól wpierw nasycić się dzieciom, bo niedobrze jest zabrać chleb dzieciom, a rzucić psom. Kobieta ta nie poczuła się zraniona ani upokorzona, ale nalegała jeszcze bardziej, z większą pokorą: Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci. Jezus wzruszony na widok tak wielkich cnót już nie odsuwał na później cudu, o który Go proszono i tak pożegnał kobietę: Przez wzgląd na te słowa idź, zły duch opuścił twoją córkę. Bóg, który sprzeciwia się pysznym, daje łaskę pokornym3; owa kobieta uzyskała to, czego chciała i zdobyła serce Nauczyciela.

Jest to doskonały przykład dla tych wszystkich, którzy zmęczyli się już modlitwą, ponieważ uważają, że nie zostali wysłuchani. W tej modlitwie widzimy podsumowanie warunków każdej prośby: wiary, pokory, wytrwałości i ufności. Bardzo musiała się podobać Chrystusowi jej wielka miłość do opętanej córki. Może Apostołowie przypomną sobie ową kobietę, kiedy później będą słyszeć przypowieść o natrętnej wdowie4, która również osiągnęła to, o co prosiła, dzięki swojemu uporowi, dzięki swojemu naleganiu.

Św. Tomasz naucza, że prawdziwa modlitwa zostaje niechybnie wysłuchana, ponieważ Bóg, który nigdy nie cofa swego słowa, zechciał, żeby tak było5. Pan w prostych i jasnych przykładach nakazał nam, byśmy nie przestawali prosić, byśmy dobrze zrozumieli, iż zawsze i wszędzie nasze modlitwy właściwie odmawiane, docierają do Niego i ich wysłuchuje: Jeżeli któregoś z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża?... O ileż bardziej Ojciec z nieba...!6 "Bóg nigdy nie odmówił i nie odmówi niczego tym, którzy w sposób właściwy proszą Go o łaski. Modlitwa jest wielką pomocą, by wydostać się z grzechu, by wytrwać w łasce, by poruszyć serce Boże i zjednać dla siebie wszelkie błogosławieństwa nieba zarówno dla duszy, jak i w tym, co odnosi się do naszych potrzeb doczesnych"7.

Kiedy prosimy o jakiś dar, powinniśmy pamiętać, iż jesteśmy dziećmi Bożymi, a On jest nieskończenie bardziej wrażliwy wobec nas, aniżeli najlepszy nawet ojciec ziemski wobec swego najbardziej potrzebującego dziecka.


40.2 Bóg w wieczności przewidział wszystkie rodzaje pomocy, których możemy potrzebować, jak również łaski, które nas skłonią do proszenia, ponieważ traktuje nas jak wolne dzieci i wymaga naszej współpracy. Mamy wielką potrzebę proszenia o łaski Boże żeby czynić dobro, żeby wytrwać, podobnie jak potrzebny jest siew, żeby później żąć pszenicę8. Bez siewu nie będzie żniw; bez modlitwy nie otrzymamy łask, które powinniśmy otrzymać. A w miarę nasilania próśb winniśmy coraz bardziej utożsamiać swoją wolę z wolą Boga, który prawdziwie zna naszą nędzę i nasze braki. Czasami każe nam czekać, byśmy lepiej się przygotowali, byśmy głębiej i żarliwiej pragnęli tych łask; innym razem prostuje nasze prośby i użycza nam tego, czego rzeczywiście potrzebujemy; wreszcie w innych momentach nie użycza nam tego, o co prosimy, ponieważ nie zdając sobie z tego sprawy, prosimy o coś złego, co nasza wola ubrała w pozory dobra. Matka nie da swemu dziecku ostrego noża, który błyszczy i przyciąga, a którego owa mała istota namiętnie pragnie. A my jesteśmy jak małe dzieci w obliczu Boga. Jeżeli prosimy o coś, co byłoby złe, chociaż ma pozory dobra, Bóg postępuje jak dobre matki wobec swoich dzieci: daje nam inne łaski, które nam służą, chociaż ich mniej pragniemy z powodu swego zaślepienia. A więc nasza modlitwa winna być ufna, jak prośba dziecka skierowana do ojca, i pogodna, ponieważ Bóg dobrze zna nasze potrzeby, o wiele lepiej aniżeli my sami.

Ufność każe nam prosić wytrwale, z uporem, nieustannie, z naleganiem raz po raz, z pewnością, iż otrzymamy o wiele więcej i lepsze rzeczy aniżeli to, o co prosiliśmy. Winniśmy nalegać jak ów natrętny przyjaciel, któremu zabrakło chleba i jak owa bezbronna wdowa, która dniem i nocą błagała o pomoc niegodziwego sędziego. Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a otworzą wam9. Owa wytrwałość w modlitwie wzmocni ufność i przyjaźń z Bogiem. "I ta przyjaźń, którą rodzi prośba, otwiera drogę jeszcze ufniejszemu błaganiu (...), jak gdybyśmy, wprowadzeni w zażyłość z Bogiem dzięki pierwszej prośbie, drugi raz mogli prosić z większą ufnością. Dlatego w prośbie zwróconej do Boga wytrwałość, naleganie nigdy nie są niestosowne. Przeciwnie, są miłe Bogu"10. Owa kobieta kananejska, której Pan pozornie nie chciał wysłuchać, stanowi godny naśladowania przykład wytrwałości.

Mówiąc o skuteczności modlitwy, Jezus nie czyni ograniczeń: ten, który prosi, wszystko otrzymuje, ponieważ Bóg jest naszym Ojcem. Św. Augustyn naucza, że nasza modlitwa nie zostaje czasami wysłuchana, ponieważ nie jesteśmy dobrzy, ponieważ brakuje nam czystości w sercu lub prawej intencji albo ponieważ prosimy źle, bez wiary, bez wytrwa-łości, bez pokory; albo ponieważ prosimy o złe rzeczy, czyli o to, co nie jest dla nas stosowne, co może wyrządzić nam szkodę lub zawrócić nas z drogi11. Słowem, modlitwa nie jest skuteczna, kiedy nie jest prawdziwą modlitwą. "Módl się. W jakimż ziemskim interesie otrzymasz większą pewność sukcesu?"12. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje13.


40.3 Wybaw nas, Panie, od zła wszelkiego i obdarz nasze czasy pokojem. Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu, pełni nadziei oczekiwali przyjścia naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa...14 - modli się głośno kapłan podczas Mszy świętej. W modlitwie błagalnej możemy prosić o nowe rzeczy dla nas i dla innych; na pierwszym miejscu o dobra i łaski potrzebne dla duszy. Choćby nasze potrzeby materialne były nie wiadomo jak wielkie i pilne, zawsze bardziej potrzebujemy dóbr nadprzyrodzonych: łaski, by służyć Bogu i wiernym, świętości osobistej, pomocy w walce z wadami, łaski dobrej spowiedzi, przygotowania się do Komunii Świętej... Prośmy o dobra doczesne, o ile są one pożyteczne dla zbawienia i o ile są podporządkowane dobrom nadprzyrodzonym.

"...Każda potrzeba może stać się przedmiotem prośby. Chrystus, który przyjął na siebie wszystko, ażeby wszystko odkupić, jest uwielbiany przez prośby, jakie zanosimy do Ojca w Jego Imię. Na tej podstawie święci Jakub i Paweł zachęcają nas do modlitwy w każdej sytuacji"15. Sam Pan nauczył nas modlić się: chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj...; pierwszy cud, który zdziałał Jezus, przez który objawił swoją chwałę wobec uczniów16, miał charakter materialny. Maryja przybyła do Kany, gdzie "ukazując Synowi w delikatnej prośbie doczesną potrzebę, otrzymuje również łaskę: Jezus, dokonując pierwszego ze swych "znaków", utwierdza uczniów w wierze w Niego"17. Dzięki jedności życia, wszystkie dobra o charakterze materialnym obracają się w jakiś sposób na chwałę Bożą. Ów cud w Kanie dokonany na prośbę Maryi, zachęca nas do modlitwy również o łaski o charakterze doczesnym, które są nam potrzebne lub są właściwe dla naszego zwyczajnego życia: o pomoc w wyjściu z opresji finansowych, o uzdrowienie z choroby, o zdanie trudnego egzaminu... "Jeden w swojej modlitwie prosi o małżonkę według swoich pragnień, inny o ubranie, a jeszcze inny o żywność. W rzeczy samej, kiedy potrzebujemy tych rzeczy, winniśmy o nie prosić Wszechmogącego Boga; ale zawsze powinniśmy pamiętać o przykazaniu naszego Odkupiciela: Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane (Mt 6,33)"18. Nie poświęcajmy najlepszej cząstki swojej modlitwy, by prosić tylko o "dodatki".

Panu jest bardzo miłe, gdy prosimy Go o łaski i pomoc dla innych i gdy polecamy innym osobom, by modliły się za nas i nasze apostolstwo. ""Módl się za mnie" - poprosiłem go, jak czynię to zawsze. I odpowiedział mi przestraszony: "Ale czy coś się z Ojcem dzieje?"

Musiałem mu wyjaśnić, że w każdej chwili z każdym z nas coś się dzieje; i dodałem, że kiedy brakuje modlitwy, "dzieje się jeszcze więcej rzeczy i jeszcze bardziej jest nam ciężko""19.

Nasza modlitwa powinna być pełna zawierzenia Bogu i głębokiej więzi nadprzyrodzonej, gdyż - jak powiedział Jan Paweł II - chodzi o wypełnienie dzieła Bożego, a nie naszego. Chodzi o wypełnienie go według Jego natchnienia, a nie według naszych własnych uczuć20. Najświętsza Maryja Panna wyprostuje wszystkie nasze prośby, jeśli nie będą właściwe, byśmy otrzymali to, co najlepsze. W Różańcu świętym posiadamy "potężną broń"21, żeby uzyskać u Boga tyle pomocy, ile codziennie potrzebujemy my sami i te osoby, za które się modlimy.

Panie, nasz Boże, daj nam, sługom swoim, cieszyć się trwałym zdrowiem duszy i ciała i za wstawiennictwem Najświętszej Maryi, zawsze Dziewicy, uwolnij nas od doczesnych utrapień i obdarz wieczną radością22.

1 Mk 7,24-30.
2 Mt 15,23.
3 1 P 5,5.
4 Łk 18,3 n.
5 Św. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna, II-II, zag. 83, art. 2.
6 Łk 11,11-13.
7 Św. Jan Maria Vianney, Kazanie na Piątą Niedzielę po Zmartwychwstaniu.
8 R. Garrigou-Lagrange, Trzy okresy życia wewnętrznego, t. I.
9 Łk 11,9.
10 Św. Tomasz z Akwinu, Compendium theologiae, II, 2.
11 Św. Augustyn, O kazaniu Pana na Górze, II, 27, 73.
12 Bł. Josemaría Escrivá, Droga, 96.
13 J 16,23.
14 Mszał Rzymski, Obrzędy Komunii.
15 Katechizm Kościoła Katolickiego, 2633.
16 Por. J 2,11.
17 Paweł VI, Adhortacja apostolska Marialis cultus, 18.
18 Św. Grzegorz Wielki, Homilie na temat niedzielnych perykop ewangelicznych, 27.
19 Bł. Josemaría Escrivá, Bruzda, 479.
20 Jan Paweł II, Do biskupów francuskich podczas wizyty "ad limina", 21 II 1987.
21 Por. Bł. Josemaría Escrivá, Droga, 558.
22 Mszał Rzymski, Msza o Najświętszej Maryi Pannie ogólna. Kolekta.
"
Żródło:
rozważania z cyklu "Rozmów z Bogiem" ks. F. F. Carvajala.
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-08, 19:45   

Kasiu:)
Dziękuję Ci za ten kawałek Ewangelii:)

Chcę jednak bardzo powrócić do tej kobiety, do pewnego momentu i zastanowić się, co tak naprawdę stało się w tym miejscu. Dlaczego ta kobieta została wysłuchana?
Przecież była poganką , Chrystus wcale jej nie potraktował miło, niejeden z nas pewno odwrócił by się na pięcie i poszedł sobie. No jak to, proszę , błagam, krzyczę a On nic, porównuje ją nawet do szczeniąt. To jest tak rzeczywiste,że ewangelista podkreśla ,że nawet apostołowie zwracają uwagę Jezusowi: „ Odpraw ją , bo krzyczy za nami”. I to jest plan Boży, który my często nie rozumiemy. Ta nierozumność wypływa z czegoś bardzo głębokiego.
Co się stało,że ta poganka nie zaprzestała błagania ? Nie wierzyła w Boga!
Myślę sobie, że to jest moment uznania swojej bezsilności, bezradności, wtedy zrodziła się w niej ta ufność, bezgraniczna, którą my tak często opacznie rozumiemy. Już nie miała do kogo się zwrócić... Ale czy to wystarczy by Pan spojrzał na nią? Jest to moment nawrócenia, tu jest świadectwo uzdrowienia i obudzenia wiary !, nadziei ! i miłości ! ( którą my tak szybko potrafimy sobie odebrać)w dwóch osobach, córki i matki. To było otwarcie na Boga, na działanie Boże w niej samej. Gdyby tak naprawdę nie uznała swojej niższości , bezsilności, gdyby nie uznała,że „bez Niego nic nie może” nic by z tego nie było. I nie wiem jak by błagała , jak by krzyczała , nie została by nawet tym „szczenięciem”.
My tak często mówimy : tak , wierzę... bez odczuwania radości wewnętrznej, bez radości z obcowania Boga w sercu, bez radości dawania, bez radości przekreślania swojego ja dla drugiego człowieka, dla Boga. Bez radości, bo nie rozumiemy planu Bożego, a zrozumieć go można oddając swoją wolę Jemu „zróbcie wszystko cokolwiek wam powie” nawołuje Matka Boża w Kanie. Taaaaaaaaak, ja wierzę... tylko w co, w swoje siły?
Potem trudno sie dziwić ,że mamy zniechęcenia, że ta modlitwa jest jakby „niewysłuchana”, bo nie znamy woli Boga, bo w takim stanie duszy trudno umiejętnie prosić, a te umiejętnie to Jego wola.
A tak naprawdę wszystko jest w zasięgu ręki... Tylko raczej chyba my nie chcemy.
Nie pisze tego w tonie apodyktycznym, piszę z własnego niestety doświadczenia.
Człowiek zdolny jest do ograniczania Miłosierdzia Bożego. A szkoda....
Nawet nie napisze co tracimy w takim stanie niewiary , braku ufności....
Ostatnio zmieniony przez Mirela 2007-02-08, 20:05, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-08, 19:46   

Kasia

Czy ty przeczytałaś co napisałaś zanim wysłałaś?

: Św. Augustyn naucza, że nasza modlitwa nie zostaje czasami wysłuchana, ponieważ nie jesteśmy dobrzy, ponieważ brakuje nam czystości w sercu lub prawej intencji albo ponieważ prosimy źle, bez wiary, bez wytrwa-łości, bez pokory; albo ponieważ prosimy o złe rzeczy, czyli o to, co nie jest dla nas stosowne, co może wyrządzić nam szkodę lub zawrócić nas z drogi11. Słowem, modlitwa nie jest skuteczna, kiedy nie jest prawdziwą modlitwą.

Jeśli tak- to gratuluje wyczucia sytuacji.
Ty to umiesz ludzi podbudować.!!!


Chyba że ten temat dla wtajemniczonych jest.
A ja durnowata- przez przypadek sobie tutaj przylazłam. To już znikam- boję się.
 
     
kasia
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-09, 09:02   

Zuza,

a co Ty przeczytałaś w tym fragmencie, a?
Bo, że czytałaś to wiem ;-)

Pozdrawiam :-D

Zrób tak: :shock: a zobaczysz wielką nadzieję i radość. Buziak wielki dla Cjebja ;-)
Ostatnio zmieniony przez kasia 2007-02-09, 09:09, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-09, 09:08   

Myślę że to może zdołować wielu ludzi którzy moim zdaniem potrafią się modlić wspaniale- mnie nie dołuje- a dodatkowo akurat mnie dotyczy- ale ja jestem odporna . Bo sama wiem że jestem cienki bolek w sprawie modlitwy. Póki co mam nadzieję cienki bolek.


Ale są tacy- co mogą się poczuć osłabieni w swoich umiejętnościach- a tu zamiast zachęty- otrzymują takie coś.
I powtarzam- mnie to dotyczy- bo ja nie umiem- jest to dośc dokładna charakterystyka mojej modlitwy.
Ale co z resztą która się bardzo stara?
Nie uważasz że trzeba w nich wiarę wzmagać a nie odwrotnie?
 
     
Mila
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-09, 09:12   

WYTRWAŁOŚĆ W MODLITWIE

I ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka znajduje; a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym którzy Go proszą.
Łk11,9-13[/b]

calun.jpg
Plik ściągnięto 4595 raz(y) 18,06 KB

 
     
kasia
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-09, 09:34   

A ta kobieta pogańska to niby jakim bolkiem była?

Zuzik, spójrz na Boga jak na tatę, kochanego tatę - pozbędziesz się wątpliwości.
Pa
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-09, 09:50   

Umiejętnośc mi siadła- ale kiedys se naprawię- bom nadal mobilna.
 
     
agata
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-09, 12:43   

Mi to b. nieraz pomaga jak się modlę z innymi - jak sama "usiedzieć" nie mogłam to szłam na taką "fajną" Mszę z super śpiewami, modlitwą o uzdrowienie. W pewnym okresie tego potrzebowałam. Rekolekcje, pielgrzymka, wspólne odmawianie różańca z przyjaciółmi - to mnie uczyło modlitwy. Potem modlitwa przed Najświętszym Sakramentem bardzo mnie otwierała. No i takie chodzenie na Mszę Św. z dziećmi, że przed Mszą mówiliśmy sobie krok po kroku co się dzieje przez te 50 minut. Dużo mi dało przeczytanie zapisków Cataliny Rivas, boliwijki, która pisze o tym, co naprawdę dzieje się podczas mszy. Mimo własnej słabości, jeśli chodzi o modlitwę - uczyłam jej dzieci. Taki zwykły wieczorny pacierz z chwilą też na modlitwę spontaniczną - prośby, podziękowania. Nie było łatwo. Dzieci swe doświadczenia z ziemskimi, zawodnymi rodzicami przenoszą na relację z Bogiem, więc młodszy syn np. wciąż uparcie modlił się o to, by "krowy zaczęły latać". I mówił, że Bóg nie słucha naszych modlitw, bo krowy wciąż nie latają, hehe. Ale w końcu się otworzył i zaczął mówić, co mu na sercu leżało. Dzieci uczą mnie modlitwy, relacji z Bogiem. Ja tak czuję często: że oni mają dla mnie wiele słów, które przekazują od Boga. Nieraz to mi szczęka opada.
Wciąż też doświadczam prawdy tych słów z ewangelii Łukasza, które umieściła powyżej Mila - jak choć na chwilę odłożę na bok me roszczenia, faryzejskie poczucie bycia ok, poczucie siły i samowystarczalności itp. i z głębi duszy poproszę - to Duch Święty przychodzi. No i jak mnie nie stać na pokorę to proszę innych o modlitwę za mnie - zawsze działa.
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-09, 14:39   

Agatko :)
Jeśli chodzi o modlitwę z dziećmi.
Mój smerfuś zdolny jest tylko do odmawiania Aniele Boży... :) w kościele z automatu się włącza:) Ale najbardziej lubimy się modlić robiąc coś razem, np oglądanie Biblii z obrazkami, malowanie Najukochańszej Matki, a te oko jest takie czułe, takie pełne ciepła.... uczy się poznawać na swój sposób. A ja uczę się od niego tej najprostszej ufności malując, bądź opowiadając o Świętej Rodzinie. To jest pełny obraz wiary której mi brak i malec ładuje mi akumulatory:) My dorośli również szukamy sposobu na modlitwę. Przez okres czasu kiedy człowiek nie potrafi się modlić choćby chciał, choćby ta modlitwa nie była taka jak zdaje się nam być najlepsza. Jeśli kto chce być blisko Boga , zawsze znajdzie coś ,żeby być blisko i coraz bliżej. Odkryłam taką modlitwę przez malowanie. Każdy szczegół wymaga głębokiej refleksji , a ona po prostu sama się pcha. Niemożliwe jest pozostać bez niczego malując Matkę Bożą.

A prawdą jest Agatko , że w Adoracji Najświętszego Sakramentu potrafimy zadziwić sami siebie:)
pozdrawiam serdecznie:)
 
     
Ada
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-09, 17:04   

Moja znajoma powiedziala mi , ze ten obraz ma "Cudowna Moc"

calvary1.jpg
Plik ściągnięto 180 raz(y) 165,19 KB

 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-09, 17:56   

Obraz widzę pierwszy raz :)
Zapytaj się znajomej o historię i autora tego obrazu, chętnię posłucham... ( przeczytam) :)
Obraz jest niesamowity, "potężny". Podziel się swoją refleksją płynącą z tego obrazu.
Obserwuję,że coraz częściej wklejamy rózne obrazki, a motywy wlejenia, a przemyślenia niepotrzebnie ukrywamy:)
Pozdawiam serdecznie :)
Sprawiłaś mi radość tym obrazem :)
(będę szukała lepszej kopii):)
DZIęKIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII :) :mrgreen:
 
     
Ada
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-10, 00:30   

Mirela wkrotce opisze, ale jezeli chcesz zobaczyc wyrazniej ten obraz nalezy kursorem na nim kliknac i otworzy sie bardzo wyraznie

pozdrawiam

Ada
 
     
agata
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-10, 02:04   

Hej Mirela :)
Wiesz, ja się dzielę takimi róznymi patentami, które mnie coś dały, choć to oczywiście inaczej niż z przepisem na babkę :) i każdy ma swą drogę do Boga.
Dzielę sie, bo do mnie nieraz ktoś przychodził, dzwonił i mówił: "pomódlmy się razem", albo "są super rekolekcje, idź" itp. I jak by mi tego nie powiedział to bym nie poszła. Bo taki miałam czas, że sama nie szukałam. Albo nie miałam pomysłu gdzie szukać. A Ci, co mi coś tam mówili to mi życie dawali. Samo Pismo Św., znane modlitwy - te słowa nie przemawiały do mnie, brzmiały jak dobrze znana melodia(powiedzmy "Marsylianka"), która nie ma żadnego związku ze mną i nie rusza mnie.
Bardzo wtedy potrzebowałam, zresztą nadal potrzebuję, świadectwa ludzi - jak Bóg przemiania ich życie. Ze względu na Wasze świadecta jestem na tym forum, no i czasem też czymś się podzielę.
W trakcie modlitwy z chłopakami też niewiele mamy "gotowców", ale jednak staram się je wprowadzać. Mają swe własne teksty, rysunki. Ale jednak uczę ich tego, co nam przekazano "z góry"-Ojcze nasz, różaniec. Lubią śpiewać różaniec. Mają juz 6 i 9 lat. Dzieciom w takim wieku ukazała się Matka Boża w Fatimie i kazała odmawiać różaniec (mówili go godzinami), choć psychologię rozwojową raczej znała ;-)
Faktycznie większość Mszy to dla mych chłopców "odstanie w kościele" . Przeżywają jednak różne momenty w trakcie Mszy - znak pokoju, przeistoczenie, ofiarowanie, Ojcze nasz. I to jest ważne. W końcu Msza to najważniejsza modlitwa. I cieszę się, gdy wychodzą z niej radości, zgodni a nie z ulgą, że to nareszcie koniec.
A to, że dziecko wypowiada automatycznie słowa liturgii... i tak się może modlić w tym momencie - swą obecnością, tym, co dzieje się w jego sercu. Te słowa zresztą mają swą moc. Ludzie modlą się w językach nie pojmując często słowa, a jak to buduje ich relację z Bogiem.
Dzięki modlitwie temat mego rozstania sie z ich Tatą nie jest w naszym domu tabu i to jest wielka ulga, jak takie tabu "pada". Wiedzieli za dużo, bo im tata wypaplał nie to, co było trzeba. Mieli nieszczęście poznać parę "pań", choć walczyłam by to nie nastąpiło. Mają więc co dźwigać. Ja z nimi praktycznie nie poruszałam bolesnego tematu, tyle tylko mówiłam, ze nie dogadujemy się z tatą i dlatego tata się wyprowadził. Jednak czego ja nie umiałam zrobić - temu zaradził Jezus. Kiedyś modlił się nad nimi kapłan o Ducha Świętego, i oni zaraz po tej modlitwie przylecieli do mnie z pytaniami o sprawy, o których z nimi wogole nie gadałam: czy to prawda, ze tata chce się rozwieść, a czy ja teraz to sobie kogoś znajdę, a czy ja kocham tate itp.
Znam dzieci, które kłamią, że tata teraz pracuje w innym mieście i dlatego z nimi nie mieszka, albo omijają tematy bolesne. A moi chłopacy się bardzo zmienili, wyszli z rozpaczy. Uczą się akceptować to, co nam życie przyniosło. Pamiętam jacy wrócili parę lat temu z pielgrzymki do Medugorje - pełni szczęścia i nadziei. To jest dla nich sytuacja cierpienia, ale nie są juz w nim osamotnieni - przeżywają je z Jezusem. Starszy syn modli się na religii przy całej klasie o powrót taty. Choć wie, że to nigdy może nie nastąpić.
Pozdrawiam ciepło i śnieżnie (u nas znowu pada!) - Agata
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-10, 11:24   

Cieszę się razem z Tobą:)I Twoimi smerfkami :)
Mój smerf tez ma 6 lat :)
Bardzo chciałabym usłyszeć śpiewany przez Was różaniec :)
POZDRAWIAM:)
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 11