Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
One of those days
Autor Wiadomość
ania z belgii
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-21, 12:42   One of those days

Zaczęło się o siódmej rano. Smacznie spałam, bo do szłam do pracy dopiero na 11. Nagle obudziło mnie walenie do drzwi i dzwonek telefonu, wyskoczyłam jak oparzona z łóżka, jednocześnie wypowiadając magiczną formułę do słuchawki - Hi, Anna K speaking...
Usłyszałam płacz siostry - Ankaaa, nie mogę znaleźć służbowego telefonu. Myślałam, że ją oskubię, ale dzielnie pomaszerowałam do niej na górę. Przetrząsnęłam jej pokój. Nie ma. Dzwoniłam do absztyfikanta - niech też szuka. W końcu pomogła moja bałaganiarska logika - znalazłam telefon w zamrażalniku. Odetchnęłam z ulgą. Kariera młodej uratowana.
Wlazłam pod prysznic, zrobiłam kawę. Otwieram skrzynkę mailową. W niej mail od mojego adwokata - po nagłówku widzę - Pani Anno, mamy problem... Zrobiło mi się słabo - wiem, że byle czym by mi głowy nie zawracał. Sąd zdecydował rozpatrywać wniosek męża o rozwód. Oczywiście mogę w odpowiedzi na pozew napisać, że się nie zgadzam i żądam separacji i skierowania na terapię, ale... sami pewnie wiecie jak to jest dostać taką wiadomość w paskudny sztormowy poniedziałkowy ranek.
No to telefon do mamy. Mama właśnie miała do mnie dzwonić. Dziadkowi pękło płuco. Dziadek ma 82 lata i całą masę dodatków sercowywch i powylewowych. Jest dopiero 9.45.
Panie, daj siłę...
Wychodzę do pracy - z początku idzie gładko, ale dzieciaki coś za ciche, coś wisi w powietrzu. Dziś mam obserwacje w internacie. Najstarsi chłopcy - powoli szykujemy się do wypuszczenia ich w świat. Dziś mam podglądać ich po szkole i przy okazji podszkolić nową załogę w PECS-ie (taki rodzaj komunikacji obrazkowej). Jest zimno i dżdżyście. W zespole pięcioosobowym brakuje dwóch. Wcale się nie dziwię - mnie samej nie chciało się ruszyć z domu.
Zostaję z -nazwijmy ich- Joe i Chrisem. Chris bardzo chce pojeździc samochodem. Koleżanka tłumaczy mu, że jutro, że dziś nie możemy, bo nie ma wystarczającej liczby załogi. Chris nalega, koleżanka przeprasza i tłumaczy. Wydaje się , że sytuacja jest opanowana. Oddychamy z ulgą. Chris potrafi być bardzo brutalny. Ma 180cm wzrostu i waży około100kg. Na wszelki wypadek wkładam peny (ze środkiem zwiotczajacym i obezwładniającym) do kieszeni, idę sprawdzić co z Joe. Joe zadowolony tańczy przytulony do materaca. Wracam do jadalni. Chris znowu domaga się przejażdżki. Koleżanka nadal spokojnie tłumaczy mu, że to niemożliwe. Dzwonię po kolegę, który właśnie wyszedł na przerwę. Za późno. Chris łapie koleżankę za włosy jak lalkę, podnosi do góry i zaczyna potrząsać. Dobiegam z penami, jeden, drugi, trzeci - minuta i będzie po wszystkim. Nie wolno zrobić mi nic więcej. Dzwonię jeszcze raz po kolegę. Przybiegł, w chwili gdy Chris puścił koleżankę. Został mu w garści pęk wlosów. Dziewczyna jest przerażona, pracuje dopiero miesiąc.
Gasimy światło i włączamy Vivaldiego - to powinno go uspokoić...
Zaczynam mieć dość tego dnia. Jest dopiero 18. Wychodzę na przerwę. Dzwoni teściowa - znowu mi ubliża, znowu obwinia za wszystko. Już nawet nie mam siły z nia dyskutować. Panie Boże, daj siłę... Jeszcze muszę zadzwonić do Darka - mam ochotę rozryczeć się w słuchawkę, ale wiem, że nie wolno mi tego zrobić. Słyszę chłodne "tak słucham", a potem stek wyrzutów, że nie pozwalam mu się uwolnić, że osoba z moim wykształceniem i pozycją powinna wiedzieć jak się rozstaje w cywilizowany sposób. Tzn? No daje rozwód i pomaga finansowo...
Wracam do pracy. Góra papierów do wypełnienia. Kończę o 21. Powinnam była wyjść godzinę temu. Jadę ostrożnie. Dosłownie 800 metrów przed domem widzę zbiegowisko. Zwalniam, właśnie miał miejsce wypadek, na szczęście wezwano już policję i pogotowie, słyszę syreny. Pod Twoja obronę...
Nie mam siły. Wpadam do domu. Siostra na szczęście czeka z kubkiem herbaty. Spogląda na mnie, idzie do łazienki, odkręca wodę, rzuca szlafrok na kaloryfer...
A ja w ryk, bo to powinien zrobić mąż

musiałam sobie pomarudzić, sorka...
 
     
wiki0701
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-21, 13:57   

od takiej pracy strzez mnie Panie ;-) ... psychicznie bym nie wytrzymała.

czasem takie dni się zdarzają... martwi mnie twoja sytuacja z mężem... czy on na pewno jest zdecydowany na rozwód? A może w grę wchodzi jakaś trzecia?
 
     
ania z belgii
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-21, 14:49   

Wiki
Nie ma tej trzeciej.To wiem. Zresztą to nie ważne.
Mam wrażenie, że on się znowu zwyczajnie pogubił

ej, dziś zapowiada się nie lepiej
 
     
wiki0701
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-21, 14:53   

ja wczoraj miałam totalny dołek, chyba ta pogoda dołuje. dzisiaj sa imieniny mojego taty, powinnam iśc na cmentarz, ale tak zimno, ciemno, nieprzyjemnie... :-|

zreszta co mnie zastanawia. ile razy jestem na cmetarzu i ide do ojca to cuda sie dzieja z pogodą. jakis czas temu dośc długo mnie nie było i postanowiłam w końcu pójść. wchodzą -a tu wichura nagle sie zerwała, deszczysko, liście spadaja... a jak wychodziłam z cmentarza - słoneczko, ciepełko. 2 razy mi sie to zdarzyło... :roll:

Aniu, nie dawaj sie tez jeseinnej chandrze.. wypij kakao, opatul sie w kocyk, znajdź dobra książkę - może troszkę pomoże.
No i dawaj znać co bo cos to twoje chłopisko głupieje
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-21, 21:42   

To masz rzeczywiście "rozrywkową" pracę, Aniu. Dzień, jakiego nie chciałabym przeżyć, silna jesteś, dziewczyno.
Wiesz, może durna jestem, ale najbardziej mnie ruszyło żądanie Twojego męża rozstania się w "cywilizowany" sposób - znaczy ta pomoc finansowa. Czy on się pogubił czy padło mu na mózg?
Przepraszam, ale to nawet nie jest śmieszne, to żenujące.
Facet dojrzał do rozwodu, powiadasz. A nie dojrzał jeszcze na tyle, by we wlaściwy sposób odseparować swoją mamuśkę od Ciebie? Oj, coś mi się wydaje, że w tej kobiecie leży przyczyna Waszego kryzysu.

Dobrze, że masz przy sobie chociaż siostrę.
A dlaczego komórka była w tak niewłaściwym miejscu? Nawet w najcięższej depresji takiego schowka bym nie wymyśliła dla telefonu :-D
 
     
sylwia
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-21, 23:59   

Aniu!Podziwiam Cie!Naprawde silna z Ciebie kobieta!Wiesz co ciesze sie ,ze znalazlam to forum.Dzieki niemu zobaczylam,ze moje problemy to pestka prze problemach innych.Zycze Ci spokojnego dnia i pozdrawiam serdecznie!Pa!
 
     
ania z belgii
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-22, 00:45   

Elunia:)
Masz oczywiście rację...
Teściowa chciałaby nieba uchylić swoim dzieciom, chyba na stare lata odezwały się w niej uczucia macierzyńskie. Według niej ja jestem winna wszystkiemu - jak mąż był w domu według niej nie pił, nie palił, nie ćpał... To ja zrobiłam z niego pijaka, narkomana, bandytę.
Stwierdziła, że nie wierzy w ani jedno moje słowo. Nie wierzyła nawet, że jestem w ciąży.
Nie słuchała, kiedy mówiłam, że są problemy, że źle się dzieje, że podejrzewam to, czy tamto.
Mogę pokazywać zdjęcia, filmy, kserokopie rachunków, pół miasta widziało go obściskującego się z kochanką, ale ona uparcie twierdzi, że przywiózł na święta koleżankę z pracy... itd...
Teraz też moja wina bo ogłosiłam publicznie - w prasie, że nie wyrażam zgody na zaciągnięcie przez niego jakichkolwiek pożyczek, a on biedny nie ma na życie.
Elunia, ja mam już dosyć tej szarpaniny. Czasami mam ochotę jak struś wsadzić głowę w piasek i niczym się nie przejmować.
Mnie naprawdę boli postępowanie męża - bo mówi jedno, robi drugie, bolą mnie słowa jego rodziców, którzy uważają mnie i moją rodzinę za wrogów, a przecież to moi rodzce ratowali go po ostatniej próbie samobójczej - ja byłam wtedy już w Amsterdamie. To moi rodzice pomogli szwagierce jak zaczęła kombinować z niechcianą ciążą i narobiła sobie problemów... Wiem, że oni kochają męża, okazują tę miłość w dziwny sposób - wmawiając mu, że jest gorszy, że jest zerem.
To rodzina bez Boga, choć dom poobwieszany świętymi obrazkami... i to chyba boli najbardziej
 
     
Jo-anka
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-22, 06:48   

Aniu- to niesamowite jaki Twoj mąz ma tupet- Ty dajesz mu rozwód i jeszcze wspomagasz finansowo. Tupet to on ma!

Nie chcę Cię dołować, ale on zachowuje się jak niedojrzały 20 latek i chyba jest tak że on wie że moze na Ciebie liczyć w każdej sytuacji, a w zamian za to nie daje nic prócz żadań i krzywdzenia.
Może musi się coś stać żeby on w końcu dojrzał psychicznie- jakiś wstrząs....ale to Pan tylko wie najlepiej.
Podziwiam Cię , bo ja wymiękłabym juz dawno.
Silna i dzielna z Ciebie dziewczyna- i jeszcze tak ciężka psychicznie (i fizycznie!) praca.

Zasługujesz na wszystko co najlepsze. Mam nadzieję i modlę się żeby Twoja udręka w końcu sie skończyła
i jak zawsze powtarzam sobie - Pan wie co robi

pozdrawiam Cię jak najserdeczniej
 
     
ryba
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-22, 08:46   

Pozdrawiam Aniu!
To niesamowite, jesteś b. silna, choć przecież każdy potrzebuje oparcia i tego kubka herbaty. Ja też widzę tu sporo zależności, nieprawidłowych zależności, pomiędzy Tobą, twoim małżeństwem a rodziną męża. Wiem,że takie nieprawidłowe relacje mogą zniszczyć wszystko.
Ja, to tzn. my mieszkamy z moją mamą (oddzielne piętra w domku). I chyba nigdy nie było dobrze, choć zewnętrzni twierdzą,że jest całkiem ok. Ach, te pozory....
Ale teraz już wymiękam, jestem w kryzysie co najmniej pare latek, teraz doszła zdrada (wszystkie znaki wskazują że znajomość się zakończyła), ale dół psychiczny u mnie trwa. Wiem, powiecie, że mam świetną sytuację, bo mąż w domciu, nawet się stara...ale jest ciężko :-(
Nie mogę się pozbierać, moje okazywanie uczuć, nawet to fizyczne, jest ignorowane. Mój mąż ma swój własny świat i póki co na rozmowę nie mam co liczyć.
No i do tego bajka... wczorajsza rozmowa z moją mamą (wdowa l. 75) o tym jak źle Ją traktujemy, okazujemy zniecierpliwienie itd., a i twierdzi, że b. dobrze mnie zna. Na moją ripostę, że mam swoje ważne problemy, mama nie wie o czym ja wogóle mówię!
Fakt, jestem zamknięta i nigdy na bieżąco nie informowałam jej co dzieje się w moim małżeństwie. Dodam,że mój wybranek nie był i tym bardziej nie jest wybrankiem ani moich rodziców wcześniej, ani mojej mamy obecnie. Więc wiem, co mogłabym usłyszeć.
Cóż wiem, to kolejny sprawdzian mojej wytrzymałości, modlę się dalej.
Pozdrawiam Was serdecznie i łączę się w modlitwie
 
     
Elaka
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-23, 11:35   

Aniu, ten Twój One of those days mogłby posłużyć jako scenariusz do oskarowego thrillera. Koszmar. Ale po czymś takim może już byc tylko lepiej - i mam nadzieję że tak jest.
Trzymaj się i ucałuj od nas siostrę.
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-24, 06:39   

Aniu, ja Cię podziwiam. Tyle siły w Tobie. Osobiście bym chyba dawno odcięła się od męża, by mieć spokój - raz na zawsze. Dla mnie jednak spokój jest najważniejszy - gdy ja jestem spokojna, dziecko też jest spokojne. Unikam wszelkich spraw, które burzyłyby spokój mój i jej. Zero nostalgicznej muzyki, unikanie miejsc, gdzie mogłabym go/ją spotkać.
I mam ten spokój, bo psychicznie słaba jestem. I jest mi dobrze.
Aneczko, aby takich ponurych dni było jak najmniej w Twym życiu!
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 8