Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Ochrona dzieci w czasie kryzysu.
Autor Wiadomość
Agnieszka2
[Usunięty]

Wysłany: 2006-10-04, 08:00   

Musiałam wczoraj porozmawiac z córką (7 lat) . Bo ona przecież widzi , co się dzieje, że Tata przychodzi i wyjezdża. Ale o nic nie pyta! W ogóle. Tylko prosi : Tata nie idź. Albo odwrotnie - pyta, dlaczego jeszcze nie idzie. Musiałam z nią porozmawiać, ale nie chciala. Posłuchała. i nic. Co chwilę próba zmiany tematu. Co mam robić? próbować jeszcze rozmowy?. Może pójść z nią do psychologa?
 
     
jaka
[Usunięty]

Wysłany: 2006-10-04, 13:25   

Ona ucieka od tego. Udaje, że nic się nie zmieniło. To podobno druga po pójściu w agresję reakcja dzieciaków na rozstanie rodziców.
Mam podobny problem z synem. Też nie chce, żeby coś zostało czarno na białym określone. Więc nic na siłę. Myślę, że nasza rola polega na wyjaśnianiu na bieżąco tego, co "wyjdzie". Psychologa możesz spróbować, tylko wcześniej sprawdź, kto zacz, jeśli możesz. U nas psycholog niewiele zdziałał, ale trzymam rękę na pulsie i nie wykluczam wizyt w przyszłości. Może dziecko nie potrzebuje teraz wylewania z siebie frustracji słowami?
Może Błękitna odezwałaby się, co robić, jeśli dziecko ucieka od rozmowy "na temat". Jak długo można to ciągnąć? Mam głupie wrażenie bycia współwinną ukrywania prawdy...
 
     
weronika
[Usunięty]

Wysłany: 2006-10-04, 15:22   

Agnieszko2,mój syn chodzi do psychologa,to mu bardzo pomaga.Cały poprzedni rok szkolny żle się uczył,a był bardzo dobrym uczniem(odejście męża wpłynęło na to),teraz poszedł do gimnazjum i już jest inaczej.Pani psycholog potrafi do niego podejść,wytłumaczyć,syn interesuje się między innymi elektroniką,i ona za każdym razem przynosi mu coś do naprawienia,poprostu znalazła sposób ,w jaki potrafi do niego podejść.Spróbuj,bo warto.
 
     
Beszad
[Usunięty]

Wysłany: 2006-10-20, 12:40   

Gdy czytam Wasze wypowiedzi, dopiero teraz zaczyna do mnie docierać, jak wielki to problem. Jak głębokie cierpienia. Myślę, że w sposób świadomy bardziej i trwalej są jednak przeżywane przez Matkę, która stara się chronić dziecko przed zranieniem, niż przez samo dziecko. Dziecko oczywiście czuje brak ojca, ale chyba łatwiej jest mu przyjąć coś jako sytuację naturalną.

Czy mówić dziecku otwarcie o wszystkim? Ciężka sprawa. Chyba jednak prawda, w delikatnej formie podana, lepsza jest od kłamstwa. Rozumiem jednak doskonale te Matki, które chronią swe dzieci tworzoną fikcją i jestem dla nich pełen podziwu. Jestem również pewien, że Wasze poświęcenie będzie kiedyś docenione.
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2006-10-20, 13:49   

Ja tworzę fikcję przed młodym- córka wie- rozmawiałam z nią. Przygotowałam się do takiej rozmowy.
Z nim- nie mogę- on nie jest gotowy- przyzwyczaił sie do innego trybu życia.
Widać to po nim. Nie ruszam tematu- tylko pilnuję zachowań tatusia.
Masz rację- ciężko chronić dzieci.
Przed zachowaniami ojca też ciężko. Przed tym co i jak mówi. Jakby obcy facet gadał czasami. Z jedyna myślą- żeby jemu lżej było.
 
     
jaka
[Usunięty]

Wysłany: 2006-10-20, 21:13   

Beszad, nie wiem, czy masz dzieci i czy jesteś w takiej sytuacji, jak my.
U mnie nie ma fikcji, nie ma kłamstwa na temat taty, jest prawda, jak piszesz, podana w delikatnej formie. To znaczy taka, jaka jest teraz dziecku potrzebna na codzień. Tata go kocha, chociaż odszedł od mamy, tak z grubsza. To, że zrobimy wszystko, żeby krzywda dziecka była jak najmniejsza było pierwszą rzeczą, którą ustaliliśmy.
Jednak coś mnie uwiera, chociaż już bez histerii, jak na początku. Że coś się przed nim ukrywa. Ale nie zrobię go nigdy narzędziem zemsty na jego ojcu. Never.
Modlę się za mojego dobrego i mądrego syna, żeby zrozumial tyle, ile może teraz zrozumieć.
 
     
jaka
[Usunięty]

Wysłany: 2006-10-20, 21:13   

Beszad, nie wiem, czy masz dzieci i czy jesteś w takiej sytuacji, jak my.
U mnie nie ma fikcji, nie ma kłamstwa na temat taty, jest prawda, jak piszesz, podana w delikatnej formie. To znaczy taka, jaka jest teraz dziecku potrzebna na codzień. Tata go kocha, chociaż odszedł od mamy, tak z grubsza. To, że zrobimy wszystko, żeby krzywda dziecka była jak najmniejsza było pierwszą rzeczą, którą ustaliliśmy.
Jednak coś mnie uwiera, chociaż już bez histerii, jak na początku. Że coś się przed nim ukrywa. Ale nie zrobię go nigdy narzędziem zemsty na jego ojcu. Never.
Modlę się za mojego dobrego i mądrego syna, żeby zrozumial tyle, ile może teraz zrozumieć.
 
     
Beszad
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-02, 15:08   

Jaka, rozumiem i w pełni się z Twoim podejściem zgadzam. Pytasz o dzieci. Mam, ale problemu nie doświadczyłem. Nie będę się więc wymądrzał, lecz raczej usunę się do roli czytelnika, bo mimo bólu, jaki przebija przez Twoje (i inne też) wypowiedzi, wnoszą one wiele doświadczenia, na którym można budować mądre podejście do życia. Wierzę, że Twój syn kiedyś Ci to wynagrodzi, bo tylko z większej perspektywy czasu można właściwie ocenić czyjeś poświęcenie.
 
     
wito
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-20, 17:18   

Jeszcze nigdy tak nie przeżywałem rozstania z córką tak jak dziś rano.

Trzymałem fason jednak coś we mnie pekło i siedzi cały czas. A powinienem się już przecież przyzwycaić. Przecież to już trzeci miesiąc. Nic lepiej. Już brakuje mi jej szczebiotu. Wręcz chyba gorzej bo uświadamiam sobie, że ten stan rzeczy staje sie powoli rutyną.

Zobieram ją do domu dopiero w czwartek i muszę jeszcze więcej z nią przebywać kiedy jest z nami. Poczytać jej wreszcie Mikołajka wieczorem przed snem, pójść w sobotę na spacer z psem, przeglądnąć ekwipunek narciarski.

basia_priv napisał/a:
Jeśli teraz zabrakło męża, to jeszcze z większą miłością przygarnij dzieci, uklęknij razem z nimi i wszystkie te troski w prośbie do Boga wpólnie kierujcie.
Przywołujcie Boga na pomoc waszemu małżeństwu i waszej rodzinie, proście Go aby odmienił serce Twojego męża (waszego ojca) i a by również i wasze serca odmieniał.


Jak jesteśmy razem klękam z córką i modlimy sie zawsze za naszą rodzinę. Raz mi jednak powiedziała: "a mama powiedziała, żę już nigdy nie będziemy razem". Staram się by ta chęć modlitwy w niej zakiełkowała a tu masz.

Musimy bardzo uważać co mówimy do naszych dzieci. To my im zgotowaliśmy ten los. Nasze decyzje je poraniły. Nie czuję się winny rozpadu naszego związku. Próbowałem go ratować jak umiałem. To żona od początku twierdziła, że musimy się rozstać, przerwała terapię. I co z tego. Poczucie winy wobec dziecka tkwi we mnie. Wsztstkie trzy przeprosiłem za to co sie stało. "Tato, to nie Twoja wina, my to wiemy i zawsze będziemy z Tobą". I co z tego. Skoro widzę, że starszej córce brakuje mamy. Mówię - jedź. Nie tato jeszcze nie czas. Nie wolno nam skazywać dzieci na takie cierpienie. Nie wolno ich dzielić. Tę zabiorę bo jest mała, te niech same wybiorą, bo jedna prawie a dróga duża.

Nie wolno nam trwać w swoim uporze, w dążeniu do swojego szczęścia, wolności, niezależności, kosztem dzieci. Moja żona pochodzi z rozbitej rodziny. Teściowie mieszkali razem, jednak nic ich nie łączyło. I kiedyś żona mówiła, że to nie tak powinna wyglądać rodzina, że trzeba się kochać. Chciałem jej to dać. I dałem. Nawet więcej bo dałem jej niezależność, umożliwiłem rozwój. Przychodzi kryzys i co powiela zachowania swojej matki., która gdy się skarże upomina mnie "żyj i pozwól żyć innym". No tak róbta co chceta, a dzieci patrzą i choć teraz sie buntują, choś są ze mną, czy kiedyś nie postąpią tak samo? Czy kiedyś nie wybiorą tej najprostrzj drogi, którą jest ucieczka przed problemem? Wiem, że na te dręczące mnie pytania nie mogę sobie odpowiedzieć ale to nie spowoduje tego, że one sie pojawiają. I nie jestem dumny z tego, że dzieci są po mojej stronie. One nie powinny nigdy opowiadać sie po niczyjej stronie. Nawet jeżeli to jest ich własna i nieprzymuszona decyzja. Mnie sprawia to ból, gdyż widzę co przeżywa 17 letnia dziewczyna, która stoi z własnego wyboru przy ojcu, tak bardzo jednocześnie kochając swoją matkę. Tak bardzo tęskniąc za wieczorem spędzonym razem z mamą na plotach. Piętnaście minut rozmowy na przerwie w szkole nie wystarczy.

Dbajmy o nie. Nie są naszą własnością mimo, że są naszym skarbem. Chrońmy je przed naszymi dorosłymi, często jakże dziecinnymi decyzjami.
 
     
rogor
[Usunięty]

Wysłany: 2007-01-29, 23:01   

Moja żona uczy dzieci nienawisci do mnie. Oszczerstwa, bezpodstawne oskarżenia o najprzerózniejsze rzeczy ( np. o ,,bicie dzieci", ''alkoholizm", czy ''żydowskie pochodzenie") były na porzadku dziennym - wszystko to robiła po to by uzyskać rozwód. Teraz po rozwodzie wciąż mnie nienawidzi. Mimo, że mieszkamy od dawna osobno mówi dzieciom o mnie wyssane z palca złe rzeczy, wszystko po to by jatrzyć nienawiśc, by dzieci znienawidziły mnie. Zabawki, które dzieci dostają ode mnie żona każe im wyrzucac do kosza, dzieciom każe bić mnie za rzekome krzywdy jakich doznały ode mnie. To nie film. Ten horror dzieje sie naprawdę. Do takich ran w psychice prowadzi rozwód. Ja uczę dzieci przebaczenia, mówię z miłościa o ich matce, wspólnie modlimy się za nią. Moje dzieci są małe mają 3 i 5 lat. Zza krat przedszkola wyglądają by choć przez chwilę widzieć mnie gdy będę wracał z pracy...tak mi mówiły. :-( Co robić? Jak żyć? Jak uratować dzieci? Pomóżcie!
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-01-29, 23:22   

Rogor, a czy Ty umiałbyś na tyle zbliżyć się do Boga, na tyle stać się Jego przyjacielem, żeby zaufać Mu, że On lepiej (no bo Jest Bogiem) zaopiekuje się nimi, kiedy Ciebie przy nich nie ma?
Kiedy postarasz się o bliskość z Bogiem, to nawet Anioł Stróż Twoich dzieci będzie Je od Ciebie całował na dobranoc, a Ty to poczujesz. To nie są bajki.
To Świętych Obcowanie, które należy do części naszej wiary. Pytanie, czy mam taką wiarę?..
"Silnej wiary użyć mi Panie!"
Pozdrawiam.

---
Anioły są bardzo ważne w życiu każdego człowieka. Pilnują, tylko trzeba o nic PAMIĘTAĆ CODZIENNIE.
"Aniele Boży Stróżu Mój Ty zawsze przy mnie i przy moich dzieciach stój !"

---
Rogor, jeśli wierzysz w Boga, to zaufaj Mu. We wszystkim, nawet w tym.
Przyjaciel papieża Jana Pawła II ks.Maliński pisał "WE WSZYSTKIM TRZEBA BEZGRANICZNIE ZAUFAĆ BOGU"
 
     
Jo-anka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-01-30, 04:26   

Rogor- przepraszam Cię- ale myslę że to nie rozwód doprowadził Twoją zonę do tego co wyprawia. Wiem , że Ci cięzko, ale coś musialo się niedobrego dziać wcześniej w Twoim małżeństwie, , skoro , jak napisałeś kiedys, sąd przyznał Twoją winę a żona tak skandalicznie sie zachowuje. Albo ona ma problemy psychiczne - i sąd nie zauważył(albo i przedszkolanki w przedszkolu maluszków)

Jestem cyniczna , wiem, ale zycie mnie tego nauczylo. Winy może poszukaj tez w sobie zamiat ciągle pisać wina sądu, wina złego ustawodawsta. Z twoich postów wynika, że wszytko jest winą tylko tego "popapranego" prawa w Polsce- ok, - każdy wie, co tu w Polsce za prawo i sądy mamy- ale może popatrz też na swoje winy- jeśli takowe sa;)
Dziewczyny kiedys Ci napisały, zebyś konkretnie napisał co takiego się u Was dzialo- nie opowiedziałeś. To nie z ciekawości.
Wdzisz mu tu wszyscy szczerze o sobie i naszych problemach piszemy- ale po to by pomoc i doradzac.

p.s.- Z Twoich postów bije duża milośc do dzieciaczków- wiem że cierpisz z powodfu rozłaki z nimi, i szczerze współczuję
 
     
Jo-anka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-03, 18:07   

Rogor- wcale nie chodzi o to że napisałeś coś głupiego i naiwnego!!!! Nie rob z siebie ofiary- przeciez piszesz mądre rzeczy, tylko wiesz, to wybielanie siebie, szukanie zła wszędzie , w sądach, urzędach...
a konkretnie o przyczynach rozwodu nic nie napisałeś, tylko tyle ze sąd niesprawiedliwy i zona się niedobrze zachowuje.
Wszyscy tu zyczliwie kazdego traktują- i jak napisałam wcześniej , jestesmy tu po to aby sie wspierać i pomoc sobie nawzajem, podnieść na duchu.Jednakże szczerośc jest podstawą!:)
Nie jest wazne to, że upadamy, ważne jest, że potrafimy sie podnieść!- jak napisałeś- racja
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-05, 20:29   dzieci

wykopałam z archiwum- nie tylko po rozwodzie trzeba uważać- mysle że warto poczytać

http://kobieta.gazeta.pl/...05,3538597.html

[ Dodano: 2007-02-21, 14:51 ]
Bardzo mądra wypowiedź Księdza Biskupa

http://kobieta.gazeta.pl/...63,3367690.html


a zdanie- że niektórzy rodzice wolą msze dziecięce- bo rozumieją- to o mnie.
i to żaden obciach- realizm jeno- i odwaga w powiedzeniu prawdy.
Miłej lektury.



[ Dodano: 2007-02-25, 23:28 ]
Muszę coś napisać- już od dłuższego czasu widzę jakie mam w życiu szczęście.
Mam mądrą, wspaniałą, dobrą i rozumną córkę.
Na tym polu dziecięcym- że je tak nazwę- mam dużo szczęści, miłości, zrozumienia, obopólnego zaufania.
Dowodzi to wspaniałości dziecka- a ze zwgędu na otwrtość z rozmowach - dobrze ją wychowywałam do tej pory- bo udało mi sie podwaliny tej mądrości poumacniać- bo trzon ma w sobie.
Musze się starać nie spartolić- bo jest super.
Czego życzę wszystkim mamom na tym forum- rozmowy wiele dają- nawet o bzdetach- bo jak przemyślane odpowiedzi są to idzie czytelny sygnał- że matka jest godna zaufania.
Jednoczesnie trzeba wysiłku żeby dzieciaka nienawiścią nie nakarmić i pamiętać- że skoro ja przeżywam tak ostro całą sytuacją, ja dorosła- to dziecko ciężej- i wiadmości muszą byc podawane w odpowiedniej do wieku formie.
Tylko ja to wiem, mąz nie wie- i nie musi- bo ja to dla niej robię- dla jej przyszłego życia.
Manipulacji żadnych nie stosuję dzieckiem - odnośnie ojca więc nie obiciążam negatywnymi odczuciami codziennośc popapranej przez tatusia- ale czuwam z daleka- żeby dalszych krzyd nie było. Zresztą on sie wstydzi a ona często twierdzi że mu nie powie- czasami ją namawiam, albo mówie że pomogę- i pomagam w takiej rozmowie.
Jest ekstra córką- i tylko szkoda że jej życie się zagmatwało, ale w obowiązkach codziennyc taryfy ulgowej niet- bo nie mozna- musi czuć niezmienności w życiu ile się da- ze zględu na tę jedną zmianę.
Ponieważ bywa skryta to ostatnio modyfikuje rozmowy i zachowania- ale wiem- że udźwignę i jej pomogę żeby z wypaczonem obrazem w życie nie wkroczyła.
I tyle chciałam napisac dzieląc się swoim szczęściem : na niwie dziecięcej"
 
     
teti
[Usunięty]

Wysłany: 2007-09-10, 16:42   

kryzys pojawił się u mnie gdy okazało się że jestem w stanie błogosławionym cieszyłam się a zarazem ogarniał mnie paniczny strach miałam prawie 40 lat dwie dorastające córki to one się pierwsze dowiedziały sie że będą miały młodsze rodzeństwo cieszyły się.A mąż? On dopiero pokazał co potrafi przestał pracować nie pracuje do tej pory nie dokłada się do niczego gdyby nie najmłodsza moja Gwiazdeczka nie wiem jak by się to skończyło ona daje mi siłę do życia i przezwyciężenia trudności, małżeństwo?Już prawie nie istnieje :-x
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8